Dwór polski w starej fotografii

Zofia Lewicka-Depta,
Joanna Kułakowska-Lis

BOSZ 2014

Świat, którego już nie ma

     „Dom mieszkalny niewielki… na ścianach kilkanaście obrazów, w szafie kilkaset dobrych książek. Czegóż więcej potrzeba. Doli i chleba!” – autorki glosów zacytowały poetę – Władysława  Syrokomlę. Zofia Lewicka-Depta i Joanna Kułakowska-Lis, absolwentki filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, bardzo świadomie, z bogatych archiwów: Narodowego Archiwum Cyfrowego oraz Archiwum Państwowego, wybrały stare fotografie polskich dworów. Na chwilkę przypomniały czytelnikom świat, którego już nie ma, chociaż niektóre budowle przedstawione w albumie cudem jakimś zachowały się. W owych ostańcach mieszczą się dziś muzeaurzędy publiczneośrodki konferencyjne a nawet hotele. Część zabytków wyrokami losu znalazła się w rękach prywatnych (często spadkobierców ostatnich właścicieli). W niedługich objaśnieniach do zdjęć historyczki przekazały garść interesujących informacji o dworach. Skupiły się na fundatorachwłaścicielach oraz gościach, chętnie witanych w staropolskich siedzibach szlacheckich. Przybyszami bywali znani, wtedy i dziś, wybitni ludzie kultury, nauki, sztuki, polityki. Wśród nich pierwsze miejsce zajmował Marszałek Józef Piłsudski, bawiący w Moszczanicy czy Pikieliszkach (ob. Litwa).
     Autorki albumu dokonując selekcji dworów prezentowanych na zdjęciach pokazały miejsca narodzin wybitnych Polaków – Mereczowszczyznę (ob. Białoruś) Tadeusza KościuszkiBędomin Józefa WybickiegoSycynę Jana Kochanowskiego, oraz domy rodzinne, gdzie wielcy Polacy spędzali dzieciństwo – Nienadowa Aleksandra FredryRomanów Józefa Ignacego KraszewskiegoLudźmierz Włodzimierza i Kazimierza Tetmajerów.

Mikrokosmos szlacheckiego życia

     Specjalnym sentymentem darzę kilka polskich dworów, których wizerunki znalazły się w publikacji wydawnictwa BOSZ. Czombrów (ob. Białoruś) położony w okolicach jeziora Świteź, stał się pierwowzorem mickiewiczowskiego Soplicowa.  Z Czombrowem Mickiewicz miał powiązania rodzinne. Medyka Pawlikowskich, zwana medyckim Wersalem, mieściła imponujące, bezcenne dzieła sztuki, księgozbiory (w bibliotece w baszcie), kolekcje pieczęci, numizmatów, atlasów. Przyjmując w swych gościnnych wnętrzach pierwszych obywateli Rzeczypospolitej, stała się uznaną ostoją polskości. Zaś klasycystyczny (po przebudowie) dwór w Modlnicy stanowi według mnie kwintesencję fenomenu polskiego dworu szlacheckiego, wysławianego przez artystów pióra i pędzla. Za przyczyną staropolskiej gościnności przeistoczył się w ośrodek życia kulturalnego i artystycznego, czego ślady znaleźć można w galeriach i bibliotekach.

Uświęcone tradycją miejsce

     Znakomicie wydany zbiór fotografii opatrzono wstępem, bibliografią, mapką lokalizacji dworów a także podano źródła zdjęć. Na szczególną uwagę zasługuje wstęp autorstwa wybitnego historyka sztuki Jana K. Ostrowskiego. Profesor, w zwięzłej formie, zdefiniował pojęcie staropolskiego dworu, jako „prawdziwego mikrokosmosu szlacheckiego życia”, a także wytłumaczył genezę wyrażenia „wychodzić na dwór” (w Krakowie „na pole”). Nade wszystko, jednak, podał wiążącą wykładnię palladiańskiego charakteru klasycystycznego stylu polskich pałaców i dworów z „kolumnowym portykiem – prawdziwie emblematycznym wyróżnikiem dworu”. We dworze „gdzie wszyscy i wszystko miało swoje właściwe, uświęcone tradycją miejsce” trwała przez wieki polska tożsamość narodowa.

Czego nie zrabowali Niemcy, to zniszczyli Sowieci

     Nieodwracalną cezurą w dziejach polskich dworów szlacheckich była II wojna światowa. Stąd w opisach fotografii znaleźć można zdania podobne do tych: „spalony w 1944 roku budynek rozebrano do fundamentów”, „dom spłonął w 1943 r., podpalony przez sowiecką partyzantkę, zginęli wtedy ostatni właściciele”, „niestety, czego nie zrabowali Niemcy po 1939 r., to zniszczyli Sowieci”. Obaj okupanci – hitlerowski i bolszewicki – dokonali definitywnej zagłady polskiego ziemiaństwa i intelektualnych elit Rzeczypospolitej. Niepowetowane straty poniósł majątek narodowy, zniknęły bezpowrotnie polskie dwory szlacheckie, zostały po nich tylko fotografie…

Dlatego powtarzam sobie za Leopoldem Staffem:

„Niech mi się przyśni dworek skryty w białych sadach,
Z drewnianym gankiem”…