Testament templariusza

Testament templariusza

Jolanta Maria Kaleta

Wydawnictwo MG 2024

Dwa czasy, jedna tajemnica

Jolanta Maria Kaleta od lat konsekwentnie buduje swoją markę jako autorka książek łączących dolnośląską historię z wątkami sensacyjno-kryminalnymi. „Testament Templariusza” idealnie wpisuje się w tę konwencję, a jednocześnie pokazuje, że pisarka nie boi się ambitniejszych konstrukcji fabularnych. Powieść prowadzi równolegle dwa światy – średniowieczny i współczesny. Obydwa motywy spaja zagadkowe dziedzictwo zakonu templariuszy oraz klasztorne tajemnice, które nie tracą siły oddziaływania mimo upływu stuleci. Konstrukcja przeplatania rozdziałów działa tu całkiem dobrze. Jolanta Kaleta zręcznie przełącza się między światem z 1307 roku, gdy mnisi uciekają przed królem Filipem Pięknym, a rokiem 1981, kiedy to Polska wchodzi w nowy wymiar chaosu – tym razem w wydaniu jak najbardziej świeckim i politycznym.
W średniowiecznej części powieści widać solidne przygotowanie historyczne, choć pisarka pozwala sobie na twórczą interpretację dziejów Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona. Ten wątek ma dynamikę, dobre tempo i wyrazistą atmosferę zagrożenia. Przenika ona do współczesnej płaszczyzny fabuły, także poprzez skradzioną monstrancję, złote monety i relikwie.

Nieprzypadkowi świadkowie wydarzeń

W warstwie osadzonej w 1981 roku główną bohaterką jest Magda Michalska, nauczycielka po życiowych zawirowaniach, która przyjmuje pracę w pobliżu Opactwa Cystersów w Henrykowie. To właśnie ona staje się świadkiem wydarzeń, które wykraczają poza ramy zwykłych klasztornych perypetii. Tymczasem w otoczeniu napiętego klimatu początku stanu wojennego szybko okazuje się, że przeszłość nie tylko upomina się o pamięć, lecz potrafi realnie zagrażać.
Postaci pierwszo- i drugoplanowe są wyraziste i wielowymiarowe, a ich motywacje oraz wewnętrzne napięcia zostały oddane z dużą dbałością o psychologiczną wiarygodność. Nie są to bohaterowie jednowymiarowi – przeciwnie, ich sprzeczne zachowania i stopniowo ujawniane tajemnice budują atmosferę niepewności. Wszystko to skutecznie angażuje czytelnika i sprawia, że pozostają oni intrygującym elementem opowieści.

Tło historyczne i przestrzenne

Jedną z większych zalet lektury pozostaje warstwa opisowa. Jolanta Kaleta po raz kolejny udowadnia, że doskonale czuje Dolny Śląsk oraz jego specyfikę – zarówno w wymiarze kulturowym, jak i czysto przestrzennym. Miejsca nie są tu jedynie dekoracją, lecz nośnikami pamięci, emocji i tajemnicy. Opactwo w Henrykowie, jego otoczenie i lokalne krajobrazy tworzą sugestywny, momentami niepokojący klimat, który nadaje fabule głębię i wyrazistość. Pojawia się nawet słynna Księga Henrykowska z najstarszym zapisanym po polsku zdaniem (około 1270 roku).
Autorka, historyczka z wykształcenia, pokazuje Dolny Śląsk jako kopalnię sekretów. Przekonuje, że klasztory, leśne komandorie, stare gospodarstwa i ruiny po prostu muszą coś ukrywać. Czytelnik zaczyna podejrzewać, że na tym kawałku ziemi nie ma ani jednego budynku, w którym przez setki lat ktoś czegoś nie zakopał, nie zaszyfrował albo nie zostawił w spadku potomności ku przestrodze. To jednak właśnie ta aura tajemniczości nadaje książce charakter. Przede wszystkim Jolanta Kaleta umie wykorzystać historyczną architekturę i jej symbolikę, budując na nich atmosferę lekko niepokojącą, choć daleką od typowego horroru. To tło, które dobrze współgra z sensacyjną intrygą i skutecznie ją wzmacnia.

Fabuła i dokument

Testament Templariusza” to powieść wielowątkowa. Pisarka nie stroni od licznych poszlak, dokumentów, legend i odniesień historycznych. Temat templariuszy prowadzony jest w sposób wyraźnie inspirowany realnymi dziejami zakonu, choć autorka pozwala sobie na dużą swobodę. Dzięki temu lektura nie jest wykładem z historii, tylko wciągającą fabułą. Momentami opis ucieczki mnichów z Francji bywa wręcz filmowy, co sprawia, że czytelnik chętnie wraca do średniowiecznych fragmentów. Całość pozostaje logiczna i konsekwentna, dlatego połączenie obu płaszczyzn czasowych wypada przekonująco, a finał pozostawia poczucie domknięcia i satysfakcję z rozwiązania tajemnicy.
Największą siłą tej książki jest umiejętność łączenia historycznego rdzenia z sensacyjną współczesnością. Magda Michalska, choć nie jest typową bohaterką powieści akcji, radzi sobie lepiej niż mogłaby przypuszczać. Jej próby odnalezienia stabilizacji i opanowania rosnącego chaosu tworzą przekonujący portret kobiety. Magda Michalska to postać realistyczna i wiarygodna, a jej motywacje są dobrze nakreślone. W dodatku autorka wplata tu sugestywny klimat początku lat 80., nie cofając się przed pokazaniem ścierania się przyziemnych realiów ze sprawami, które mają znacznie dłuższe, ponure cienie.

PRL i stan wojenny

Opisy PRL-u w tej publikacji są wyjątkowo sugestywne. Jolanta Kaleta pokazuje ten okres bez upiększeń, odsłaniając szorstkość tamtej codzienności, w której brakowało wszystkiego oprócz absurdu i niepokoju. Atmosfera stanu wojennego, niepewności jutra, wszechobecnej kontroli i przytłaczającej szarzyzny przenika fabułę bardzo mocno. Czytelnik niemal czuje zimno w nieogrzewanych korytarzach i ciężar milczenia ludzi, stanowiących tło, które wzmacnia napięcie głównej intrygi.
Tym, co warto podkreślić, jest styl pisarki. Jolanta Kaleta pisze sprawnie, sugestywnie i nie brakuje jej umiejętności budowania napięcia. Opisy miejsc często mają w sobie tyle emocji, że ma się ochotę sprawdzić, czy rzeczywiście w tych lasach i klasztorach czuć średniowieczne echo. Czasem autorka bywa dosadna – scena morderstwa potrafi wstrząsnąć – ale to wpisuje się w konwencję powieści sensacyjno-historycznej.

Krajobraz gęsty od legend

Testament Templariusza” to lektura, która wykorzystuje najlepsze atuty twórczości Jolanty Kalety. A są to mocne umocowanie w historii regionu, klimatyczne miejsca, połączenie przeszłości ze współczesnością. Dolny Śląsk – ze swoją niełatwą przeszłością i gęstym od legend krajobrazem – stanowi tu nie tylko tło, ale integralną część opowieści.
Książka o rycerskich zakonnikach może zadowolić czytelnika szukającego rozrywki intelektualnej, ale niespecjalnie akademickiej. To dobra literatura środka – taka, w której liczy się tajemnica, nastrój i fabuła wystarczająco skomplikowane, ale i przystępne. Takie, które dają poczucie, że przeszłość wcale nie minęła. Po zamknięciu tomu pozostaje przekonanie, że gdzieś w dolnośląskich przestrzeniach, coś leży głęboko schowane. I to coś czeka na spektakularne odkrycie, aby znów komuś pokrzyżować szyki.

*zdjęcia z https://commons.wikimedia.org