Na rynku sztuki największym skarbem są ludzie

Na rynku sztuki największym skarbem są ludzie

Janusz Miliszkiewicz

BookPlan.pl 2026

Kapitał ludzki

Reportaż Janusza Miliszkiewicza „Na rynku sztuki największym skarbem są ludzie” to książka, która konsekwentnie odwraca perspektywę patrzenia na sztukę. Zamiast skupiać się na dziełach, cenach czy rekordach aukcyjnych, autor kieruje uwagę na tych, którzy ten rynek współtworzą. W efekcie powstaje opowieść o środowisku żywym, niejednoznacznym i pełnym napięć, w którym wiedza, intuicja i doświadczenie znaczą więcej niż chwilowa moda, a decyzje nie rodzą się w próżni, lecz wynikają z relacji, doświadczeń i często wieloletniej praktyki.
Już na poziomie tonu narracji widać, że Janusz Miliszkiewicz przedstawia zapis wieloletniej obserwacji autora, który przez lata przyglądał się temu światu z bliska. Rynek sztuki jawi się tu jako „dom czułych znawców sztuki” – przestrzeń wymagająca nie tylko kompetencji, ale i szczególnego rodzaju wrażliwości. Ta „czułość” nie ma nic wspólnego z sentymentalizmem; oznacza raczej umiejętność rozpoznawania wartości tam, gdzie nie widać jej na pierwszy rzut oka. To zdolność dostrzegania sensu w szczególe, historii w detalu oraz znaczenia w czymś, co dla postronnego oka mogłoby pozostać jedynie przedmiotem.

Galeria postaci

Siłą książki są ludzie. Janusz Miliszkiewicz buduje narrację poprzez konkretne biografie i decyzje, które wpływają na kształt rynku. Dzięki temu rynek sztuki przestaje być bezosobowym mechanizmem, a staje się gęstą siecią charakterów, temperamentów i życiowych dróg.
Grażyna Kulczyk jawi się jako przykład kolekcjonerstwa świadomego, opartego na wizji i konsekwencji. Wojciech Fangor przypomina, że inwestor nie może polegać wyłącznie na opiniach marszandów – musi wypracować własne rozeznanie. Marek Roefler, twórca Villi la Fleur w Konstancinie, pokazuje, jak prywatna inicjatywa może stać się czymś więcej niż osobistą pasją i przerodzić się w instytucję o znaczeniu międzynarodowym.
Obok nich pojawiają się postaci mniej oczywiste, ale równie istotne: Jan Styczyński, który zbudował kolekcję nie dzięki wielkiemu kapitałowi, lecz dzięki cierpliwości, konsekwencji i zaufaniu do własnego gustu, oraz Gabriela Zapolska, dowodząca, że kolekcjonowanie może być integralną częścią życia twórczego, przedłużeniem wrażliwości, a nie wyłącznie strategią finansową. Małgorzata i Waldemar Gujscy, we dworze w Gałkach, stworzyli Muzeum Sarmatyzmu, pełniące także funkcje edukacyjne. Uzupełniają ten obraz osoby takie jak Michał Niesiołowski (założyciel antykwariatu Antique Concept Store), działający na styku sztuki i handlu, a także środowiska antykwaryczne i bibliofilskie, które Janusz Miliszkiewicz opisuje z wyraźnym zrozumieniem ich znaczenia. Autor nie tworzy jednak panteonu bohaterów – raczej pokazuje sieć powiązań, w której każdy pełni określoną rolę i odsłania inną prawdę o rynku. Z dużą sympatią przywołuje także twórców bibliofilskiego antykwariatu Lamus Hannę i Andrzeja Osełko – oraz wydawcę Ryszarda Jeremiego Kluszczyńskiego, autora licznych monografii i albumów poświęconych sztuce i jej kolekcjonowaniu.
W odautorskim tekście „Moje Uniwersytety” Janusz Miliszkiewicz pisze o tym, jak ważne w kolekcjonerstwie są tradycja rodzinna, samokształcenie i nauka od mistrzów. Wspomina także znaczącą rolę edukacyjną i kulturotwórczą, popularnych w czasach słusznie minionych kiosków „RUCH-u”, oferujących interesujące wydawnictwa.

Między pasją a pieniędzmi

Jednym z najuczciwszych aspektów książki jest sposób, w jaki Janusz Miliszkiewicz mówi o pieniądzach. Nie udaje, że świat sztuki istnieje ponad ekonomią. Nie ukrywa znaczenia kapitału, ale też nie sprowadza do niego całej opowieści. W pewnym momencie pojawia się szczere pytanie: „o czym tu piszę?… o pieniądzach”. To zdanie uświadamia, że rynek sztuki jest miejscem, w którym estetyka i ekonomia pozostają w nieustannym sporze, ale też w nieustannym sojuszu. I tu zaczyna się prawdziwa gra – nie o sztukę, lecz o to, kto potrafi ją zrozumieć, zanim zostanie wyceniona.
Szczególnie interesująco wypada analiza znaczenia proweniencji. Jak pokazuje Janusz Miliszkiewicz, wartość dzieła sztuki nie wynika wyłącznie z jego autorstwa czy walorów estetycznych. Liczy się historia: obecność na wystawach, wcześniejsi właściciele, kontekst funkcjonowania, droga, jaką dzieło przebyło, zanim trafiło do kolejnych rąk. Innymi słowy – obraz ma nie tylko powierzchnię, ale i pamięć. A ta pamięć bardzo często okazuje się bezcenna. W świecie, w którym pojawiają się falsyfikaty, zmyślone atrybucje i manipulacje, właśnie historia staje się najważniejszym narzędziem weryfikacji. Janusz Miliszkiewicz pokazuje, że brak wiedzy może prowadzić do poważnych konsekwencji, bo rynek sztuki nie wybacza naiwności ani powierzchowności.

Kolekcja jako opowieść

Jednym z najciekawszych wątków książki jest refleksja nad kolekcjonowaniem i samym sposobem rozumienia kolekcji. Janusz Miliszkiewicz podkreśla, że kolekcja nie jest przypadkowym zbiorem obiektów, lecz świadomie budowaną całością. Prawdziwa kolekcja ma swoją logikę, swoje napięcia, swój rytm. Jest opowieścią budowaną latami. Dlatego tak ważna okazuje się tu zasada nierozpraszania kolekcji – utrzymania jej spójności i charakteru, także jako warunku jej wartości.
Autor zwraca uwagę na rolę kontekstu: przestrzeni, w której funkcjonują dzieła, wnętrza, sposobu ekspozycji, a nawet atmosfery miejsca. „Klimat wnętrza to wartość dodana kolekcji” – to zdanie dobrze oddaje jego podejście. Sztuka nie istnieje w próżni; jej odbiór zależy od tego, gdzie i jak jest prezentowana.
Janusz Miliszkiewicz umieszcza polski rynek sztuki w szerszym kontekście, wskazując na jego specyfikę – zarówno w zakresie dostępności dzieł (poloników), jak i samej kultury kolekcjonowania. Te obserwacje pokazują, że rynek sztuki nie jest jednolity, a lokalne uwarunkowania – historyczne, ekonomiczne i kulturowe – mają istotny wpływ na jego funkcjonowanie. Rynek nie istnieje poza historią; przeciwnie, niesie ją na sobie jak ledwie zagojoną bliznę.

Wiedza, która zobowiązuje

Na rynku sztuki największym skarbem są ludzie” to książka, która porządkuje myślenie o sztuce i kolekcjonerstwie i uczy patrzeć uważniej. Pokazuje, że za każdą transakcją, za każdym dziełem i za każdą kolekcją stoją konkretni ludzie – ze swoją wiedzą, intuicją, omyłkami, marzeniami i słabościami. Janusz Miliszkiewicz uświadamia, że rynek sztuki nie jest przestrzenią dla przypadkowych uczestników. Wymaga wiedzy, konsekwencji i odpowiedzialności. A przede wszystkim przypomina coś, co łatwo zgubić w świecie cen, rekordów i głośnych nazwisk: że największą wartością sztuki są ludzie – bez których pozostaje ona jedynie milczącą materią.

*zdjęcia własne z książki