Polskie Hotele Historyczne

Schwarzer-Isakiewicz Nina red.

Centrum Polskich Hoteli Historycznych 2005

Historia spleciona z komercją

Publikacja wydana w 2005 roku z myślą o gościach, którzy chcą spędzić weekend w pałacu, trafiła dwadzieścia lat później na półkę antykwariatu z używanymi podręcznikami i zapomnianymi albumami. A przecież między jej okładkami drzemie Polska, która chciała być Europą — i bardzo się przy tym starała.
„Polskie Hotele Historyczne” są dwujęzycznym (polsko-angielskim) katalogiem ponad stu obiektów noclegowych w zabytkowych nieruchomościach. Są tu pałace i zamki, szlacheckie dwory i mieszczańskie kamieniczki, dawne klasztory i stare młyny. Jest też wstęp, który zapowiada gościom „indywidualną obsługę i stylowe wnętrza, doskonałą staropolską dworską, myśliwską i regionalną kuchnię” oraz „piwnice obficie zaopatrzone w wina i tradycyjne polskie trunki”. Miody pitne, jak zastrzega wydawca, mają ponad tysiącletnią historię.
Dobór obiektów jest zróżnicowany — geograficznie i gatunkowo — choć podyktowany najwyraźniej względami marketingowymi bardziej niż redakcyjnymi. Znajdziemy tu Zamek Książ na Dolnym Śląsku i Hotel Neptun w Łebie, Klasztor Wigry i Pałac Nieborów, Pensjonat Husarz w Szklarskiej Porębie i Statek Tryton, zbudowany niegdyś dla Jana Pawła II, dziś oferujący rejs po Wigrach jako atrakcję hotelową. A zatem historia spleciona z komercją, sacrum ostrożnie przepisane na turystykę.

Wymyślić mury na nowo

Rok 2005 to szczególny moment w historii polskich rezydencji. Ziemiaństwo — ta warstwa społeczna, która przez wieki budowała dwory i pałace, organizowała wokół nich życie gospodarcze i kulturalne prowincji — zostało po wojnie wywłaszczone i rozproszone. Tzw. reforma rolna z 1944 roku objęła kilkanaście tysięcy majątków; część trafiła do PGR-ów, część do szkół i urzędów, część po prostu niszczała. Przez pół wieku budynki te żyły cudzym życiem albo nie żyły wcale. Kiedy więc w latach dziewięćdziesiątych pojawiła się możliwość ich odzyskania lub odkupienia, nowi właściciele — potomkowie dawnych rodów, ale i przedsiębiorcy bez żadnych genealogicznych roszczeń — stanęli przed zadaniem ogromnym: nie tylko wyremontować mury, lecz wymyślić je na nowo. Książka rejestruje ten właśnie moment. Każdy opis zaczyna się tam, gdzie zaczął się remont, a nie gdzie skończyła się komuna. Przeszłość jest tu selekcjonowana starannie: liczy się Poniatowski, który kwaterował w zamku, Napoleon, który nocował w pałacu, szach Iranu, który podarował złoty salon. Nie liczy się to, co było pomiędzy.

Szczeliny w folderze

A jednak w szczelinach między folderowym językiem przeziera coś autentycznego. Katalog mimochodem ujawnia Polskę osobliwą i fascynującą.
Zamek Kliczków okazuje się największym hotelem historycznym w zbiorze — z cmentarzem koni w sąsiedztwie. Hotel Jelonek w Jeleniej Górze należy do piłkarza Żmudy. Pałac Kurozwęki hoduje bizony. Dom Polonii w Pułtusku zajmuje sześć zabytkowych obiektów, w tym dawną psiarnię. Dwór Dłużew to własność Akademii Sztuk Pięknych. Zamek Krąg na Pomorzu ma okien tyle, ile dni w roku — i zapewne tyle samo historii. Zamek w Łagowie Lubuskim należał do Joannitów, a Pałac w Racocie stał się rezydencją prezydentów Rzeczypospolitej. Gospodarzom butikowego Arthotelu przyświeca motto: „Dom daleko od domu” — obietnica, którą każdy hotel składa, ale niewielu dotrzymuje.
Czyta się to jak inwentarz cudowności. Każda pozycja to osobna historia, której publikacja nie opowiada w pełni — brakuje miejsca, a może i pomysłu. Bywałam w wielu z tych miejsc i wiem, że między zdjęciem a rzeczywistością zieje przepaść niekiedy zachwycająca, niekiedy zaskakująca, zawsze warta osobistego sprawdzenia.

Zdjęcia vs. teksty

Zdjęcia są staranne i kolorowe. Wykonane przez kilku fotografów, pokazują to, co pokazywać należy: podjazdy, sale balowe, kopuły, piece kaflowe, jeźdźców na koniach. To uczciwy wybór, bo katalog nie musi być dokumentem społecznym.
Teksty utrzymane są w jednolitym tonie. „obiekt wzniesiony w XVIII wieku, gruntownie odremontowany” — to formuła, która z drobnymi wariacjami ciągle powraca. Czasem tylko przebłyśnie anegdota lub nieoczekiwany szczegół.
Dużym ułatwieniem są liczne mapy z zaznaczonymi obiektami — zarówno na wkładkach, jak i przy opisach tras objazdowych.

Kronika przełomu

Do tego wydawnictwa mogą zajrzeć ci, którzy chcą pojechać śladami dawnych rezydencji i potrzebują punktu wyjścia, a nie przewodnika ostatecznego. Wiele z wymienionych obiektów nadal działa — pod tymi samymi lub innymi nazwami, w lepszym lub gorszym stanie, z nowymi właścicielami lub bez — i ten niewielki album stanowi użyteczną mapę, o ile sprawdzi się aktualność każdej pozycji z osobna.
Jako dokument epokiPolskie Hotele Historyczne” są kroniką pewnego przełomu: momentu, w którym polskie rezydencje — po dziesięcioleciach zaniedbania, popaństwowego użytkowania i powolnego rozpadu — zaczęły odzyskiwać swoje pierwotne powołanie. To powołanie nigdy nie było wyłącznie prywatne: dworki i pałace ziemiańskie były przez wieki miejscami, gdzie kwitła gościnność, gdzie przyjmowano sąsiadów i podróżnych, gdzie organizowano życie towarzyskie prowincji. Publikacja z 2005 roku jest świadkiem, jak ta tradycja szuka nowego języka — i nowego klienta.

Niektóre marzenia wymagają czasu. Polskie dwory i pałace miały go pod dostatkiem — i wciąż go mają.

Polskie Hotele Historyczne

*zdjęcia własne z książki