„Raport Habera. Śladami ukrytych dzieł sztuki z wielkopolskich pałaców” stanowi naturalną kontynuację książki zatytułowanej „Zagadkowy kolekcjoner. Marian Haber – ziemianin, marszand, celebryta„ autorstwa Karola Soberskiego. O ile wcześniejsza publikacja wprowadza czytelnika w postać Mariana Habera i jego funkcjonowanie w świecie towarzyskim, kolekcjonerskim i artystycznym, o tyle „Raport Habera” idzie krok dalej – pogłębia wątki, rozszerza kontekst i skupia się na losach zbiorów, dokumentów oraz decyzji podejmowanych w cieniu wielkiej historii.
To nie jest powtórzenie, lecz dalszy etap tej samej opowieści: bardziej analityczny, mocniej osadzony w archiwach i poszukiwaniach, pokazujący, jak biografia jednego człowieka splata się z wojennymi i powojennymi losami dzieł sztuki. Dla czytelników „Zagadkowego kolekcjonera” „Raport Habera” staje się więc logicznym i pogłębiającym dopełnieniem tej historii.
Raport z intensywnego dochodzenia historycznego
„Raport Habera” dziennikarza, regionalisty i badacza lokalnej historii, Karola Soberskiego, to lektura, po której zaczynasz patrzeć podejrzliwie na muzealne gabloty i pałacowe sale. Nagle pojawia się pytanie: skąd właściwie pochodzą te obiekty? A wraz z nim świadomość, jak wiele istotnych informacji mogło nigdy nie trafić do oficjalnych narracji.
To książka historyczna, która odsłania kulisy zaginionych dzieł sztuki, wojennych tajemnic oraz losów kolekcji ukrywanych w pałacach Wielkopolski. To także opowieść o Marianie Haberze – marszandzie, kolekcjonerze i artyście – po której zwiedzanie dworów i rezydencji już nigdy nie będzie takie samo.



Opowieść wydobywana z archiwów i milczenia
To nie jest wyłącznie historia jednego marszanda i jego zbiorów. To opowieść o znikaniu, ukrywaniu i milczeniu, które trwało zdecydowanie zbyt długo. A także o tym, że sztuka – zwłaszcza w czasach wojny i okupacji – bywała walutą, tarczą ochronną i elementem gry, w której stawką było znacznie więcej niż pieniądze. Czytając, coraz trudniej uwierzyć, że wszystko, co dziś oglądamy w muzeach, trafiło tam w prosty i całkowicie legalny sposób.
Ta publikacja została zaprojektowana jak raport w najczystszym znaczeniu tego słowa. To opracowanie zbudowane z dokumentów, archiwów, tropów i poszukiwań prowadzonych konsekwentnie przez lata – czyli dokładnie z tego, co lubię najbardziej. Bo właśnie w takich książkach najczęściej kryją się historie, które ktoś wolałby na zawsze zostawić w archiwum.
Autor nie rekonstruuje przeszłości „na wyczucie”. On ją wydobywa – z zapomnianych teczek, rozproszonych zbiorów i miejsc, które do dziś stoją, choć ich dzieje bywają przemilczane. Ta metodyczna praca nadaje tekstowi ciężar i wiarygodność.
Marszand i mechanizmy rynku sztuki
Jednym z najmocniejszych punktów książki jest sposób, w jaki Karol Soberski portretuje Mariana Habera. To nie jest bierny kolekcjoner ani przypadkowy właściciel arcydzieł i skarbów. To marszand aktywny, świadomy i wyprzedzający swoje czasy. Taki, który nie czekał, aż rynek czegoś zapragnie – on te potrzeby kreował, wskazywał kierunki i budował znaczenia. Wiedział, które dzieła będą pożądane, jakie przedmioty zyskają rangę symbolu, a które z czasem staną się niemal relikwiami. Ten wątek dobitnie uświadamia, jak cienka bywa granica między kolekcjonerstwem a realnym wpływem na historię sztuki.
Zbiory Habera nie funkcjonują tu jako zwykłe muzealne artefakty. W „Raporcie Habera” stają się przedmiotami obciążonymi znaczeniem, historią i emocjami. Dlatego ich los po 1939 roku zaczyna przypominać fragment większej, niepokojącej układanki, w której wiele elementów wciąż nie pasuje do siebie idealnie.
Kołdrąb nie jest w tej książce zwykłym majątkiem ziemskim. To miejsce spotkań, wizyt i relacji – oficjalnych oraz nieoficjalnych – które miały realne konsekwencje dla losów zbiorów. Przez pałac przewijali się ludzie sztuki, polityki i elity II RP, a autor pokazuje, że te znajomości miały znaczenie wykraczające poza towarzyskie konwenanse. Czytelnik zaczyna czuć, że działo się tu coś więcej, niż zapisano w oficjalnych dokumentach. To jeden z tych momentów, w których zaczęłam myśleć o pałacach nie jak o zabytkach, lecz jak o świadkach.



Handel sztuką w okupacyjnym chaosie
Jednym z najbardziej poruszających fragmentów książki jest opis handlu sztuką w czasie okupacji. Karol Soberski pokazuje, że wojna nie zatrzymała obiegu dzieł – jedynie go zdeformowała. Dzieła nie zniknęły magicznie: krążyły, zmieniały właścicieli, miejsca i status. Obrót drogocennymi eksponatami trwał nadal – w cieniu, półlegalnie, często na granicy ryzyka, które dziś trudno sobie wyobrazić. Obrazy mistrzów, chińska porcelana, rodowe srebra czy dewocjonalia… Nietrudno wyobrazić sobie skrzynie, piwnice i prowizoryczne kryjówki, w których sztuka czekała na lepszy czas.
Marian Haber jawi się tu jako człowiek poruszający się w tej rzeczywistości z zadziwiającą sprawnością. Ukrywał zbiory znajomych, przechowywał cudze dzieła, podejmował decyzje mające chronić je przed grabieżą, a jednocześnie komplikujące ich późniejsze losy. To właśnie wtedy historia sztuki spotkała się z chaosem wojny – i już nigdy nie wróciła do prostych narracji.
Powojnie: przemilczenia i niejednoznaczność
Autor wyraźnie akcentuje fakt, że losy Mariana Habera nie kończą się w 1945 roku. Wręcz przeciwnie – wtedy zaczyna się ich najbardziej mglista część. Haber nadal działa jako marszand, próbuje odnaleźć się w nowym porządku, ale jego kolekcje i dawne kontakty zaczynają się stopniowo rozmywać.
To moment, w którym my – czytelnicy – zaczynamy rozumieć, że powojenna rzeczywistość była dla dzieł sztuki równie niebezpieczna jak sama wojna. Przemilczenia, braki dokumentów i zmiany właścicieli tworzą przestrzeń, w której prawda łatwo się gubi. I właśnie wtedy historia przestaje być uporządkowaną narracją.
Ciekawym i zaskakującym elementem książki jest wątek Mariana Habera jako malarza. Ten detal wyraźnie zmienia perspektywę. Marszand przestaje być wyłącznie handlarzem, a zaczyna funkcjonować jako ktoś, kto rozumiał sztukę „od środka”. To niewielki fragment, ale bardzo istotny dla pełnego portretu bohatera.



Historia składana z archiwów i śladów
„Raport Habera” wyraźnie nosi ślady pracy wykonanej zarówno w archiwach, jak i w terenie. To jedna z tych książek, przy których czuć, że powstały z realnych poszukiwań, a nie z jednego impulsu. Publikacja pulsuje od pracy z materiałami źródłowymi, weryfikowania akt i konfrontowania danych. Ujawnia dokumenty uznane za zaginione, odkrywa ślady, które niespodziewanie wypływają po dekadach. Karol Soberski nie pisze o zagadce – on ją rozpracowuje, składając rozsypane historyczne puzzle w spójną całość.
Czytając „Raport Habera”, miałam wrażenie, że razem z autorem biorę udział w procesie odkrywania prawdy. Każdy nowy dokument, każde nazwisko i każde miejsce działa jak kolejny element układanki, która wciąż nie chce się domknąć.
„Raport Habera” nie daje komfortu prostych odpowiedzi, ale pokazuje, że historia sztuki to także następstwa decyzji podejmowanych w cieniu. Karol Soberski uświadamia, jak wiele pozostaje jeszcze do odkrycia – i jak wiele skrywanych tajemnic może już nigdy nie wypłynąć. To lektura dla tych, którzy akceptują, że historia nie zawsze prowadzi do jednoznacznych wniosków. Idealna dla tych, którzy łączą czytanie z wędrówkami po dawnych rezydencjach. Tak jak ja.

* zdjęcia własne z książki

