Dom na Kresach. Powrót

Philip Marsden

Wydawnictwo W.A.B. 1999

Tułacze kobiety

     Dziwna to książka pod zmienionym tytułem „Dom na Kresach. Powrót”. Angielski pisarz i podróżnik nazwał ją „The Bronski House. A Return to the Borderlands”. Brzmi prawie tak samo – w jakim zatem celu zmieniono tytuł polskiego wydania?
    Philip Marsden towarzyszył polskiej poetce, Zofii Ilińskiej-Moseley, w podróży sentymentalnej do dawnych Wschodnich Kresów Rzeczypospolitej. Owocem tej eskapady oraz wspomnień Zofii i jej matki Heleny Brońskiej jest niewielka książka, w której autor przybliżył anglojęzycznym czytelnikom dzieje tułaczej kresowej rodziny na tle dramatycznych wydarzeń w pierwszej połowy XX wieku. Tu zdziwiłam się po raz drugi: dlaczego pozmieniano nazwiska autentycznych postaci i nazwy realnych miejscowości? 
 Wędrówka Heleny, urodzonej roku 1898 w majątku Płatkowo w północnych Kresach, rozpoczęła się w 1914 roku, po wybuchu I wojny światowej. Prowadziła Helenę przez Sankt Petersburg, Mińsk, Wilno, okoliczne dwory, Warszawę aż do dóbr Mantuszki, gdzie mieszkali z mężem do 1939 roku. Poniewierka jej córki Zofii, urodzonej roku 1921 w Wilnie, zapoczątkowana 17 września 1939 roku atakiem Związku Sowieckiego na Polskę, zawiodła ją przez Litwę i Skandynawię na kornwalijskie wybrzeże Anglii. Helena także osiadła w Anglii. Obydwie Polki zmarły na Wyspach Brytyjskich z dala od Ojczyzny.

Od dezaprobaty do uznania

     Wspomnienia o Domu na Kresach wzbudziły we mnie ambiwalentne odczucia: od należnego uznania dla umiejętności autora do zdecydowanej dezaprobaty dla jego błędnych sformułowań.
     Trudno byłoby mi odnieść się do języka publikacji, gdyż znam tylko jej polskie tłumaczenie. Z pewnością książka nie należy do wielkiej literatury, ale jest poprawnie skonstruowana i posiada fragmenty na dłużej przyciągające uwagę czytelnika. Pisarz z dużym wyczuciem przedstawił proces dorastania panienki ze dwora, jej wkraczanie w dorosłość, wchodzenia w rolę żony i matki. Panienki, która na zawsze umiłowała sobie przepastne kresowe lasy i okolice rzeki Niemen. Ponadto wyjątkowo pięknie pisarz zrelacjonował uroczystość odsłonięcia pomnika Adama Mickiewicza w Warszawie w setną rocznicę urodzin wieszcza (1898). Poświęceniu pomnika nie towarzyszyły żadne przemówienia (zakazane przez Rosjan), jedynie „cały plac wypełnił się zbiorowym szlochem”.

Przerywnik pomiędzy wojnami

    Autorowi udało się w publikacji pokazać fakty historyczne przez wiele lat przekłamywane przez komunistyczną propagandę. Kresowe dwory i ich mieszkańcy z uwagi na sytuację geopolityczną pogranicza Rzeczypospolitej podlegały nieustannym napaściom ze strony wschodnich i zachodnich sąsiadów „życie na minie – otoczeni byliśmy przez chłopów, Niemców, bolszewików”. Przeciągające fronty, wojny, rewolucje pustoszyły kresowe majątki i kresowe duszePowściągliwy Anglik trafnie odnotował, iż „osobiste życie człowieka to krótki przerywnik pomiędzy wojnami”, a Polskę określił mianem „bawidełka historii… wiecznie odradzającym się z klęsk”.
     Philip Marsden, nie znając realiów życia na rubieżach Rzeczypospolitej, potrafił opisać życie w ziemiańskich siedzibach z ich rezydentami, z gospodarowaniem w folwarkach, pobytami w miastach i u wód. Dużą część książki poświęcił „opowieściom starych wdów”, w których znalazły się ucieczki przed najeźdźcami, strach przed bolszewikami, nędza głódpalenie dworów i unicestwianie ziemiaństwa. Naszkicował pewien sugestywny obraz: „wyprostowani, eleganccy, opanowani – skazani na zagładę” – to ziemianie, którzy nie chcieli opuszczać swych gniazd rodzinnych.

Nadmiar i rozbieżności

     Na trzystu stronach wspomnień bohaterek autor starał się przekazać jak największą ilość informacji, które przyswoił na tematy polskie i okołopolskie. Czegóż i kogóż tam nie ma! LeninCzarnobylRasputinSobieskiPiłsudskiPałac ZimowyOstra BramaCud nad Wisłąkołchozy itd. Nadmiar przywołanych faktów, osób, miejsc powodował pobieżne podejście do zagadnień, brak głębszej analizy przyczyn i skutków opisywanych tragedii. Być może dała o sobie znać angielska flegma i stoicka postawa wobec życia. W tekście Kornwalijczyka znalazłam także fragmenty zawierające nietrafione opinie na temat polskiego ziemiaństwa. O ile mogłam przymknąć oko na „duszna atmosferę ziemiańskiego świata wschodnich ziem dawnej Rzeczypospolitej”, o tyle „świat na wpół obłąkanych panów, żyjących w pożyczonym czasie” wzbudził we mnie wyraźny sprzeciw. Kolejne strony nie poprawiły mojego odbioru książki. „Trzy cechy naprawdę dobrej żony… Brzydka, biedna i głupia”, jako rzekome stwierdzenie właściciela majątku, czy charakterystyka jego nieudanych synów nie mogą stanowić wizerunku przeciętnego ziemianina. Na kolejnych stronach autor przywołał postać dziedzica, który „Żył typowo: grając w karty, polując, bawiąc się”. Ocena taka krzywdziła ogromne rzesze właścicieli ziemskich z powodzeniem zarządzających dobrami i produkującymi żywność dla swych rodaków.
     Dopatrzyłam się pewnych rozbieżności w postrzeganiu przez autora klasy „polskich panów”. Z jednej strony podkreślał on zacofanie i ciemnotę obszarników, z drugiej jednak wielokrotnie zaznaczał, że wszyscy oni czytali książki (obcojęzyczne także w oryginale), śledzili na bieżąco prasę polską i zagraniczną, a we dworach urządzano biblioteki gromadzące nawet tysiące woluminów. Panie dziedziczki zaś prowadziły przy dworach lecznice dla chłopów, same wykonując proste zabiegi i ordynując leki chorym.

Skazani na zagładę

     Przebieg wyprawy Zofii do kraju lat dziecinnych toczył się w typowy sposób, podobnie opisany przez Eustachego Sapiehą we wspomnieniach pt. „Tak było czy przez Macieja Kledzika w publikacji pt. Litwa Sienkiewicza Piłsudskiego Miłosza. A mianowicie, na początku, poszukiwania rodowego gniazda zakończone, co najwyżej, odnalezieniem ruin lub tylko modrzewia, który rósł dawniej przed dworem. Etap drugi: lokalizowanie grobów przodków na miejscowym cmentarzu uwieńczone wykryciem zdewastowanych rodzinnych grobowców i kaplic, które należało wyremontować. Na koniec – część wizyty napawająca otuchą – rozmowy z mieszkańcami okolicy pamiętającymi „panienkę Zosię”. I to wszystko. A później powrót do obecnego domu i życia ze świadomością, że dawnego świata już nie ma, że dom na Kresach spalili barbarzyńcy spod znaku faszystowskiej swastyki lub bolszewickiego sierpa i młota.
     A życie toczy się dalej…

* zdjęcia dworów obecnie na terytorium Białorusi – radzima.org jeśli nie podano inaczej