Czytam Po Polsku

W Wilnie i w dworach litewskich

Gabrjela z Guntherów Puzynina

Verba 1988

Geografia wspomnień

Raptularz Gabrieli z Güntherów Puzyniny obejmuje lata 1815–1843, lecz jego znaczenie wykracza daleko poza zapis osobistych doświadczeń autorki. To rozległy obraz Wilna i ziemiańskich siedzib litewskich, oglądanych z perspektywy kobiety należącej do zamożnego, świetnie skoligaconego środowiska, a zarazem obdarzonej wyjątkową pamięcią, ciekawością ludzi i wyraźnym talentem obserwacyjnym.
Pamiętnik powstał na podstawie prowadzonych przez lata dzienników, korespondencji, pamiątek rodzinnych i sztambuchów. Sama pisarka nazywała go skromniej i celniej: „Moja pamięć”. Tytuł nadany przez wydawców w 1928 roku podkreślił geografię wspomnień, lecz pierwotna nazwa lepiej oddawała ich subiektywny charakter. Gabriela Puzynina nie pisze przecież historii Litwy. Zachowuje to, co widziała, usłyszała i uznała za warte ocalenia.

Świat zatrzymany w pamięci

Gabriela Puzynina stosunkowo niewiele mówi o sobie. Nie wysuwa własnej osoby na pierwszy plan, chętniej zatrzymuje uwagę na rodzinie, sąsiadach, gościach, artystach, duchownych i przedstawicielach wileńskiego towarzystwa. Taka dyskrecja nie oznacza jednak nieobecności autorki. Przeciwnie: jej spojrzenie porządkuje całą opowieść. To ona wybiera sceny, wychwytuje charakterystyczne zachowania, ocenia małżeństwa, dostrzega śmiesznostki i zapamiętuje szczegóły, które dla innych mogłyby wydawać się nieistotne. Właśnie dzięki nim dawny świat nabiera życia.
Wilno Gabrieli Puzyniny nie jest miastem opisywanym z perspektywy pomników, urzędów i wielkich wydarzeń. Poznajemy je poprzez domy, salony, teatry, kościoły, ulice i skomplikowany kalendarz wizyt. Miasto żyje rytmem zimowych sezonów, karnawałów, imienin, koncertów, przedstawień amatorskich, bali kostiumowych i dobroczynnych. W salonach codziennie odnawia się bukiety, czyta nowe utwory, omawia stroje sprowadzane z Paryża i przygląda kolejnym kandydatom do małżeństwa.

Powściągliwość ironii

Za drzwiami tych domów rozciąga się gęsta sieć powinowactw i zależności. Pamiętnikarka skrupulatnie wyjaśnia, kto jest czyim kuzynem, z kim się ożenił, jaki wniósł posag i dlaczego określone małżeństwo uznano za korzystne albo źle dobrane. Nie idealizuje tego świata. Rozumie, że związki zawierano nie tylko z miłości, lecz również dla fortuny, nazwiska i pozycji. Jej oceny pozostają zwykle powściągliwe, czasem jednak wystarczy jedno celne określenie, aby spod grzecznej powierzchni wyłoniła się próżność, interesowność albo charakter „zdawkowy i fałszywy”.
Na kartach książki pojawiają się Ignacy Chodźko, Antoni Edward Odyniec, Tomasz Zan, Jan Rustem, January Suchodolski, Maria Szymanowska oraz wiele postaci mniej znanych, lecz wcale nie mniej interesujących. Gabriela Puzynina nie dzieli ludzi na godnych pamięci i nieistotnych. Obok koronowanych głów oraz arystokratów znajduje miejsce dla nauczycieli, służby, kupców, panien respektowych i kresowych oryginałów.

Malownicza użyteczność

Jeszcze ciekawszy wydaje się obraz dworów i pałaców litewskich. Pisarka prowadzi czytelnika przez Dobrowlany, Postawy, Rakiszki, Żołudek, Wojtkuszki i wiele innych siedzib. Zwraca uwagę na układ i urządzenie pomieszczeń, ogrody, oficyny, bramy, kaplice i budowle parkowe. Potrafi uchwycić nie tylko wygląd miejsca, ale również jego atmosferę.
Szczególną rolę odgrywają Dobrowlany, majątek rodziców Gabrieli. Pałac i otaczający go ogród zmieniają się wraz z dorastaniem narratorki. Dawny regularny park ustępuje kompozycji romantycznej, ze swobodnie prowadzonymi ścieżkami, wodą, gotycką wieżą i kaplicą. Ojciec autorki, zafascynowany architekturą i związany z Karolem Podczaszyńskim, łączył malowniczość z użytecznością.
Gabriela Puzynina nie sprowadza jednak domu do architektury. Siedziba nabiera znaczenia dopiero dzięki ludziom, którzy w niej mieszkają, pracują, przyjmują gości i tworzą rodzinne rytuały. Dobrowlany stają się z czasem symbolem bezpieczeństwa oraz utraconego szczęścia. Wielkie rezydencje rzadko otrzymują w literaturze równie zwyczajny, a przez to przekonujący wymiar.

Widziane z wnętrza domu

Wielka historia nie dominuje w książce, ale stale przesuwa się za codziennością. Pisarka odnotowuje echa Powstania Listopadowego, epidemii cholery, represje, obecność Rosjan, przyjazd cesarza i sytuację po klęsce powstania. Są to jednak wydarzenia widziane z wnętrza domu: poprzez nieobecność znajomych, ograniczenie wizyt, niepokój o bliskich, wiadomości przywożone przez gości czy nagłe pojawienie się żołnierzy.
Pamiętnikarka nie analizuje procesów politycznych i nie próbuje przyjmować tonu historyka. Pozostaje świadkiem, którego wiedza jest ograniczona miejscem, wiekiem i środowiskiem. Dzięki temu pokazuje coś, czego często brakuje w oficjalnych opisach: sposób, w jaki wydarzenia historyczne przenikały do codzienności, zmieniały rytm spotkań, wpływały na rodzinne decyzje i naruszały poczucie bezpieczeństwa.
Świat Gabrieli Puzyniny stopniowo traci dawną stabilność. Dwory nadal przyjmują gości, odbywają się wesela, bale i święta, lecz coraz wyraźniej widać, że porządek oparty na majątku, koligacjach i rozbudowanych więziach sąsiedzkich nie jest niezniszczalny.

Moja pamięć?

Największą zaletą pamiętnika pozostaje styl autorki. Gabriela Puzynina pisze płynnie, rzeczowo i zazwyczaj bez sentymentalnej przesady. Potrafi przywołać dialog, anegdotę albo jeden gest, który mówi o człowieku więcej niż rozbudowana charakterystyka. Bywa dyskretna, lecz nie bezkrytyczna. Dostrzega snobizm, niedobrane małżeństwa, towarzyskie pozy i życie podporządkowane opinii otoczenia.
Lektura wymaga jednak cierpliwości. W początkowych partiach nagromadzenie genealogii, nazwisk i koligacji osłabia rytm opowieści. Niektóre fragmenty przypominają drobiazgowy kalendarz przyjazdów, wyjazdów i wizyt, w którym nawet uważny czytelnik może na chwilę zgubić drogę. Pewnym utrudnieniem są również francuskie cytaty pozostawione bez przekładu.
Trzeba przy tym pamiętać, że czytamy reprint wydania z 1928 roku. Adam Czartkowski i Henryk Mościcki zmienili pierwotny tytuł, wprowadzili własny podział materiału, skrócili rękopis i ograniczyli liczbę ilustracji. Otwarcie informowali o tych decyzjach w przedmowie. Książka zachowuje więc zarówno urodę dawnej edycji, jak i jej ograniczenia.

Z kobiecej perspektywy

W Wilnie i w dworach litewskich” to cenny dokument życia codziennego XIX wieku. Pozwala zobaczyć dawny świat w ruchu: podczas wesela i pogrzebu, rodzinnej wizyty, koncertu, przejażdżki, maskarady, przebudowy pałacu czy ogrodu. Zachowuje język, obyczaje, sposób myślenia, hierarchie społeczne i drobne rytuały, których nie odnajdziemy w opracowaniach skupionych na polityce.
Dokumentalna wartość pamiętnika wynika z kobiecej perspektywy Gabrieli Puzyniny. Autorka dostrzega to, co wielka historia zwykle pozostawia poza kadrem: układ salonu, wygląd orszaku, przyczyny małżeństwa, ton rozmowy, sposób przyjmowania gości i atmosferę domu. Nie buduje pomnika swojej epoce, ale ocala jej codzienny wymiar.
Pałac w Dobrowlanach nie przetrwał, a druga część wspomnień spłonęła wraz z archiwum Przezdzieckich podczas Powstania Warszawskiego. Tym większe znaczenie ma tom, który pozostał. Dzięki Gabrieli Puzyninie Wilno i dwory litewskie nie zastygły w martwym obrazie. Nadal rozbrzmiewają rozmowami, muzyką i odgłosem przybywających powozów – już nie jako legenda, lecz jako wiarygodne świadectwo życia, które się tam toczyło.

*zdjęcia własne z książki