Jubileusz 150-lecia Dworu w Gałkach

Małgorzata i Waldemar Gujscy oraz Fryderyk

Gałki k. Siedlec

czerwiec 2026

Za tę wolność, którą z troską Twej opiece powierzamy

Za bramą Gałek zaczyna się opowieść większa niż jubileuszowy komunikat. Owszem, był program, goście, Msza Święta, przemówienia, polonez, kawaleria i koncert – wszystko, co potrzebne, aby rocznica miała właściwą oprawę. A jednak od pierwszych chwil stawało się wiadome, że 150-lecie Dworu Gujskich wykracza poza święto jednego domu. Było punktem wyjścia do pytania, czym w polskiej historii był dwór i dlaczego jego cień wciąż pada dalej, niż się czasem wydaje.

Azyl polskości

W Gałkach od pierwszych kroków czuje się powagę starego domu i urok miejsca, które przeszło przez dzieje, nie gubiąc pamięci o dawnym porządku. Czterofilarowy portyk, spiżowy dzwon, parkowe aleje, odtworzone wnętrza i przedmioty wydobyte z zapomnienia prowadzą ku światu dawnych siedzib ziemiańskich. Światu, który przez lata próbowano zamknąć w kilku łatwych etykietach: „pańskie”, „przedwojenne”, „klasowe”. Takie uproszczenia pojawiają się najchętniej wtedy, gdy pamięć okazuje się niewygodna. Tymczasem polski dwór był domem, instytucją, szkołą obyczaju, miejscem pracy, azylem języka, a w chwilach najtrudniejszych – jedną z ostatnich przestrzeni, w których Polska nadal zachowywała swój kształt. We dworach przechowywano rodzinne archiwa, portrety przodków, pamiątki po powstaniach, broń, książki i dokumenty. Tam uczono historii, której nie można było uczyć oficjalnie. Tam czytano polskie książki, rozmawiano po polsku, modlono się po polsku i kształtowano poczucie zobowiązania wobec wspólnoty.

Gloria Tibi Domine

Trudno dokładnie wskazać moment, w którym najmocniej odsłonił się sens tego dnia. Może stało się to podczas liturgii, gdy słowa modlitwy spotkały się z ciszą salonu, a światło słoneczne przesuwało się po dawnych portretach i twarzach skupionych gości. Nie było w tym nic ostentacyjnego. Raczej krótkie, osobiste wrażenie, że czas odrobinę się przesunął. Jakby pod dachem jednego domu spotkały się nie tylko osoby zaproszone na jubileusz, lecz także ci, którzy przez pokolenia potwierdzali przywiązanie do Ojczyzny codziennym gestem, pracą i niezgodą na duchową kapitulację.
Gałki wpisują się w tę opowieść bardzo wyraźnie. Obecny, klasycystyczny dwór, wzniesiony po 1876 roku, powstał w czasie, gdy ziemie polskie znajdowały się pod zaborami, a polskość trzeba było chronić dzień po dniu. Nad głównym wejściem do domu umieszczono napis „Gloria Tibi Domine” – „Chwała Tobie, Panie”. W trakcie jubileuszowej liturgii przypomniano, że ta religijna inskrypcja była znakiem fundamentu, na którym chciano oprzeć dom: mocniejszego niż wszystko to, co historia potrafi odebrać w jednej chwili.

Materialny alfabet Rzeczypospolitej

W tym kontekście odbudowa Gałek ma wymiar większy niż konserwatorski. Małgorzata i Waldemar Gujscy odnowili zrujnowany dom, a zarazem wydobyli z zapomnienia miejsce, które znów można czytać jak żywą historię. Uczynili z Gałek przestrzeń otwartą dla środowisk patriotycznych, ludzi kultury, młodzieży, turystów i wszystkich, którzy chcą poznawać minione czasy z autopsji, w bezpośrednim spotkaniu z miejscem. Bo pamięć zamknięta w gablocie szybko staje się eksponatem. Dopiero przeżywana w opowieści, święcie i modlitwie pozostaje żywa i może być niesiona dalej. O sile tego doświadczenia mówią także zbiory zgromadzone we dworze, w Muzeum Sarmatyzmu: pasy kontuszowe, czarna biżuteria, ryngrafy, broń biała i pieczęcie herbowe. To materialny alfabet dawnej Rzeczypospolitej. Każdy przedmiot odsyła do ludzi, którzy żyli przed nami: pracowali, walczyli, odbudowywali, kochali i mimo wszystko starali się ocalić dla następców polski sposób widzenia świata.
Po II wojnie światowej dwór podzielił los wielu polskich siedzib ziemiańskich. Przejął go system, który walczył z nim nie tylko jako z majątkiem, lecz przede wszystkim jako z uosobieniem dawnej Polski. Za tym działaniem kryło się coś więcej niż zmiana właściciela. Stawką było wyrwanie starego świata z opowieści o polskiej ciągłości, a wraz z nim pamięci, obyczaju i kultury, która nie dawała się opisać językiem nowej władzy. Dwory niszczono więc fizycznie, ale jeszcze częściej odbierano im znaczenie, sprowadzając je do wygodnego symbolu klasowej przewagi.

Lilie i płaszcz

Jubileusz rozpoczęła Msza Święta. Homilia prowadziła ku refleksji o dziedzictwie przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Ewangeliczny obraz lilii nabrał szczególnej wymowy, bo przed ołtarzem w salonie stał wazon z białymi liliami – cichy komentarz do słów o zaufaniu większym niż ludzki niepokój.
Przywołany później obraz płaszcza Eliasza, który przejmuje Elizeusz, stał się czytelną metaforą odpowiedzialności. Każde pokolenie otrzymuje swój płaszcz: język, dom, tradycję, wiarę, ziemię, kulturę i obowiązek wobec tych, którzy przyjdą po nas. Można ten płaszcz odłożyć, uznając, że jest za ciężki i za stary. Można zamienić go na spokój, który nie wymaga pytań. Można też odważnie go podjąć. W Gałkach widać, że dziedzictwo pozostawione samo sobie szybko staje się bezbronne. Trzeba je ocalić i powierzyć tym, którzy przyjdą po nas — albo poprzestać na biernym oglądaniu śladów świata z innej epoki.

Pamięć ziemiaństwa

W słowach Waldemara Gujskiego szczególnie wyraźne było przekonanie, że pamięć o ziemiaństwie miała zniknąć ze zbiorowej świadomości Polaków. A jednak ocalała: w rodzinnych wspomnieniach, starych fotografiach, prywatnych kolekcjach, książkach i takich miejscach jak Gałki. Tu można zobaczyć, że dwór nie był „pańskim kaprysem”, lecz jednym z ważnych nośników polskiej cywilizacji. Z tej perspektywy patriotyzm zaczyna się od troski o to, co w polskości najcenniejsze i najłatwiejsze do utracenia. Pan Domu często powtarza, że drzewo bez korzeni usycha. Jeśli takim drzewem jest Polska, to jej korzeniami pozostają kultura, tradycja, obyczaj, wiara i nasze polskie jestestwo. Polski dwór szlachecki był zaś twórczym i oryginalnym wkładem Rzeczypospolitej w cywilizację łacińską.
Osobiste świadectwo Małgorzaty Gujskiej pokazało z kolei, że historia Gałek nie była zwykłym projektem renowacji zabytku. W opowieści o nabyciu dworu, finansowych trudnościach i wsparciu przyjaciół odsłoniło się coś głębszego: wiara w sens podjętego wysiłku, rodzinna determinacja i pewność, że wielkie dzieła rzadko rodzą się z nadmiaru oraz komfortu. Częściej rodzą się z odwagi wejścia w coś, co po ludzku wydaje się ponad siły. I może dlatego tak łatwo odróżnić miejsca naprawdę odbudowane od tych jedynie odremontowanych.

Sercem Polak…

Szczególnie wymowny był obraz Fryderyka, wnuka państwa Gujskich, który stanął przed gośćmi w kontuszu. W strojach narodowych pojawili się także Gospodarze, ale łatwo byłoby sprowadzić ten gest do jubileuszowej oprawy. Byłoby to jednak zbyt proste. Strój stawał się tu nie dekoracją, lecz znakiem świadomego przejęcia rodzinnego dziedzictwa. Fryderyk mówił z wdzięcznością o dziadkach i o wychowaniu w miejscu, które uczyło wiary, zakorzenienia oraz odpowiedzialności za to, co otrzymuje się od poprzednich pokoleń. W jego wystąpieniu wybrzmiała prawda niewygodna dla epoki wiecznego „tu i teraz”: bez znajomości historii naród traci pamięć o sobie, a z nią własnego ducha.

Wolność — Te Deum

Rocznicowy program dopełniły znaki dawnego polskiego świętowania: polonez prowadzony przez gospodarzy między szpalerami bukszpanu oraz pokazy kawaleryjskie z udziałem Szwadronu Kawalerii. Ireneusz Kozłowski, mistrz w powożeniu zaprzęgami parokonnymi, godnie prezentował się na koźle zabytkowego pojazdu. Wspólnie śpiewane pieśni patriotyczne, stroje i rytuały, przez lata spychane w cepeliowską dekorację, w Gałkach odzyskały naturalny kontekst. Szczególnie mocno zabrzmiała pieśń „Wolność — Te Deum”, hymn wiary i wdzięczności za dar niepodległości. Te znaki świętowania nie wyglądały tu jak rekwizyty wyjęte z magazynu. Składały się raczej na porządek miejsca wiernego własnej tradycji.

Gloria Artis

Część artystyczną jubileuszu wypełnił koncert Janusza Szroma i Marka Stefankiewicza – artystów o znakomitym dorobku, odznaczonych „Gloria Artis”. Standardy Duke’a Ellingtona w polskich tłumaczeniach Wojciecha Młynarskiego mogłyby się wydawać nieoczywistym domknięciem dnia tak mocno zanurzonego w przeszłości dworu. A jednak ten muzyczny wybór okazał się trafny: wniósł lekkość, nie odbierając uroczystości jej rangi. Koncert przypomniał, że kultura nie jest dodatkiem do historii, lecz jedną z jej najpiękniejszych form trwania.

Przeszłość idzie obok

Gałki tego dnia były czymś więcej niż rocznicą. Stały się dowodem, że dawny dwór potrafi poruszyć ludzi współczesnych – przyzwyczajonych do pośpiechu, skrótów i łatwych etykiet. Msza w salonie, głosy gospodarzy, kontusz wnuka, polonez wśród bukszpanów, kawaleria, pieśń o wolności i jazzowy finał ułożyły się w spójną opowieść. Historia miała tu zapach lilii przy ołtarzu, rytm kroków na trawie i twarze ludzi, którzy wiedzą, że dom można odbudować z cegieł, ale sens trzeba wydobyć z pamięci. Jubileusz stał się cichym zobowiązaniem: ocalić nie tylko mury, lecz także sposób patrzenia na Polskę — taki, w którym przeszłość idzie obok, wymagająca i wierna.

*zdjęcia własne