Kolekcjonerstwo we dworze w Gałkach. Powołanie i misja

Waldemar Gujski

Waldemar Gujski

Krośniewice 2026


Podczas Ogólnopolskiego Święta Kolekcjonerów, które 6 czerwca 2026 roku odbyło się w Muzeum im. Jerzego Dunin-Borkowskiego w Krośniewicach, szczególnie mocno wybrzmiało pytanie o sens kolekcjonowania. Tego, które ratuje pamiątki przed rozproszeniem i przywraca im głos.
Polski dwór rzadko znikał naturalnie. Częściej wyrywano go z pejzażu i z pamięci — przez wojnę, przemoc, grabież, decyzję urzędową albo zwykłe zaniedbanie. Po wielu dworach zostały parki bez domów i kominy bez dachów. Historia obeszła się z nimi nie jak z zabytkami, lecz jak z niewygodnym świadectwem.
I w tym duchu prelekcja pana Gujskiego, gospodarza dworu w Gałkach i twórcy Muzeum Sarmatyzmu, była czymś więcej niż opowieścią o jednym miejscu. To głos w sprawie polskiego dworu po przejściach: dworu wydziedziczonego, oskarżanego, zapomnianego, czasem sprowadzanego do karykatury, a jednak wciąż potrzebnego do zrozumienia naszej kultury. Bo bez dworu trudno opowiedzieć Polskę — jej obyczaj, język, wyobraźnię, spory, dumę i winy.

„Kolekcjonerstwo we dworze w Gałkach. Powołanie i misja” – Gawęda o Muzeum Sarmatyzmu:

Przygotowałem dużo materiałów o Gałkach, o gościach, którzy do nas przyjeżdżali, i o śladach tych wizyt, pojawiających się później w różnych miejscach. Dzisiaj chcę jednak pokazać Państwu tylko kilka rzeczy. Zacznę od dyplomu naszego wspaniałego Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Jest w nim zapisane, że w całej swojej, jakże długiej historii, „Mazowsze” nigdy nie spotkało się z tak serdecznym przyjęciem i taką gościnnością jak we dworze w Gałkach. Z wielką radością wyrażono tam także nadzieję na kolejne koncerty.
Drugim przedmiotem, który chciałbym Państwu zaprezentować, jest medal wybity z okazji uchwalenia Konstytucji 3 Maja dla króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. To srebrny medal, upamiętniający wydarzenie o znaczeniu nie tylko polskim, lecz także europejskim. Ten przedmiot, podobnie jak wiele innych w naszej kolekcji, jest świadectwem pewnego porządku, wartości i pamięci, którą trzeba umieć odczytywać.
Nad portykiem dworu umieszczono napis „Gloria tibi domine” – Chwała Tobie, Panie. Uważam, że właśnie na tym powinniśmy budować i na swoim domu umieściłem tę inskrypcję świadomie. Bo Polska, jeśli ma trwać, nie może być drzewem bez korzeni. Tym drzewem jest nasz kraj, a korzeniami są wiara, prawo i ład. To nasza cywilizacja łacińska, nasza kultura, obyczaje, zwyczaje i tradycja. Cywilizacja, która wyrasta z trzech wielkich źródeł: chrześcijaństwa, prawa rzymskiego i greckiej demokracji.
Dzisiaj, w świecie coraz bardziej rozchwianym, wartości te tracą wyrazistość. W zamian proponuje się nicość, chaos, anarchię albo pustą modę. Nie ma w tym żadnej propozycji programowej, która mogłaby zastąpić to, co przez wieki stanowiło fundament polskiej kultury. Naszą odpowiedzią na ten proces, już od ponad dwudziestu lat, jest dwór w Gałkach – miejsce, w którym korzenie są pielęgnowane, a pamięć nie zostaje skazana na zapomnienie.
Pamiętajmy, że innym narodom możemy zaimponować właśnie polskim dworem. Nie ma bowiem drugiego takiego zjawiska kulturowego i obyczajowego jak polski dwór szlachecki. Kiedy przyjeżdżają cudzoziemcy i oglądają nasze zbiory, kiedy widzą bogactwo polskiego dworu, zaczynają rozumieć, że mają przed sobą wyjątkowe zjawisko, które budzi ich szczery podziw.
Polska kultura jest w ogromnej mierze kulturą szlachecką. Często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. To, że zwracamy się do siebie „pan” i „pani”, a nie „wy” czy „ty” w każdej sytuacji, wiąże się między innymi z tradycją panów braci, z obyczaju braci szlacheckiej. Ta warstwa stworzyła własną i niezwykle rozpoznawalną kulturę. W XVII czy XVIII wieku nigdzie w Europie nie było tak licznej grupy obywateli współtworzących życie polityczne. U nas warstwa szlachecka była nieporównanie szersza i dlatego stworzyła odrębną kulturę.
Nie było tu absolutyzmu. To nie król wybierał sobie poddanych, lecz szlachta wybierała króla. Nigdzie indziej nie powstała taka mieszanka kultur, obyczajów, religii, języków i wpływów jak w Polsce. Ten nasz słynny sarmatyzm nie był jedynie kostiumem, lecz zjawiskiem oryginalnym i niezwykle bogatym. Mamy w naszym Muzeum Sarmatyzmu wiele przedmiotów, które mówią o tej przeszłości, o świecie, który naprawdę ukształtował polską tożsamość.
W centrum kultury szlacheckiej zawsze był dwór. I dlatego pamięć o panach braciach miała być konsekwentnie wymazana ze świadomości Polaków. Dzięki Bogu nie udało się tego zrobić do końca, choć straty są ogromne. Wystarczy spojrzeć na mapę: dzisiaj na sto dawnych dworów ocalał jeden. Bywało tak, że mieliśmy jeszcze zdjęcie dworu, a po dziesięciu latach w tym samym miejscu stały tylko kikuty murów. Trudno pojąć, jak można w wolnej Polsce dopuścić do takiego barbarzyństwa wobec własnej historii. W czasach komunistycznych wiedzieliśmy, z czym mamy do czynienia. Ale po 1989 roku? Tutaj pojawia się sprawa reprywatyzacji. Polska do dziś nie przeprowadziła jej w sposób systemowy. Nie starczyło odwagi, mądrości albo woli.
Wracając jednak do Gałek. Jedną z naszych kolekcji tworzą ryngrafy – pamiątki związane z najważniejszymi momentami polskiej historii i walki o niepodległość. Układają się one w opowieść o polskiej religijności, patriotyzmie i sarmackiej wyobraźni. Na ryngrafach najczęściej widnieje Matka Boska z Dzieciątkiem: Ostrobramska, Berdyczowska, Jasnogórska czy Wileńska. Na rewersach można znaleźć różne przedstawienia religijne. To nie są tylko ozdoby. To małe, metalowe deklaracje wiary i przynależności. W świecie, w którym symbole miały znaczenie, taki przedmiot mówił wiele o człowieku, który go nosił.
Mamy także kolekcję czarnej biżuterii patriotycznej. Kiedy złoto i srebro przekazywano na potrzeby powstania, biżuterię wykonywano z materiałów skromniejszych. Kobiety nosiły je jako znak żałoby i protestu przeciwko carskiej przemocy. Jeśli dama szła Krakowskim Przedmieściem, po klęsce powstania, ubrana na czarno, a nie miała zaświadczenia, że jest w żałobie, carski urzędnik mógł ją publicznie upokorzyć. Zdarzało się, że specjalnymi hakami ściągano z kobiet czarne suknie aż do bielizny! W XIX wieku było to niewyobrażalne poniżenie. A jednak kobiety te stroje i biżuterię nosiły. W tym geście mieścił się ich sprzeciw i odwaga.
Kolejna gałkowska kolekcja to pasy kontuszowe. Wśród naszych siedemnastu pasów jest szczególnie piękny z motywem baranka paschalnego. To symbolika bardzo głęboko zakorzeniona w chrześcijaństwie. Pasy kontuszowe są dla mnie jednym z najdoskonalszych materialnych znaków dawnej Rzeczypospolitej: elegancji, statusu, obyczaju i kultury, która potrafiła połączyć Wschód z Zachodem w coś zupełnie własnego.
Mamy też lampy naftowe, nawet z czasów Ignacego Łukasiewicza, wielkiego polskiego odkrywcy i człowieka niezwykłej klasy. Kiedy przyjechał do niego Rockefeller, Łukasiewicz podobno przekazał mu, zupełnie za darmo, dla dobra ludzkości, informacje o technologii destylacji i lampach naftowych. XIX-wieczny polski inteligent, ziemianin z ducha, człowiek wielkoduszny. Można się tym zachwycać, ale pora też nauczyć się dbać o własne interesy — bez wiary, że świat załatwi cokolwiek za nas.
Lampy trafiły do Gałek w ciekawy sposób. Autorka książki o lampach naftowych w Polsce poinformowała mnie, że pewna ich kolekcja może zostać sprzedana do Chin. Uznałem, że nie powinna i kupiliśmy te trzydzieści lamp. Wśród nich jest wspaniała lampa braci Lubińskich.
W naszych zbiorach są także tkaniny. Jedna z nich miała być, fragmentem pasa kontuszowego po przedwojennym burmistrzu Lwowa. Kiedy ją powiesiłem na ścianie okazało się, że to wewnętrzna warstwa tureckiego namiotu. Takiego rozpoznania się nie spodziewałem. Ale właśnie w tym tkwi urok kolekcjonowania: człowiek kupuje przedmiot, a trafia na historię, której wcale nie szukał. I dopiero wtedy czuje jej ciężar.
Z Przemyśla, gdzie w czasie wojny ukrywano wiele cennych rzeczy, trafiły do nas kolejne znakomite przedmioty. Jednym z nabytków była ogromna tkanina buczacka pochodząca z Żółkwi. Pojawiło się pytanie: gdzie mogła wisieć? Najpewniej w pałacu, bo gdzie indziej znalazłaby się ściana odpowiednia dla tak wielkiej tkaniny? Takie obiekty mają w sobie coś z detektywistycznej zagadki.
Z Przemyśla pochodził też srebrny serwis — kompletny, nietknięty, ważący około dziesięciu kilogramów, zachowany w całości. Był związany ze ślubem w Krakowie, z rodzinami Łosiów herbu Dąbrowa i Pruszaków. Takie chwile pokazują, że przedmiot nie jest tylko przedmiotem. Staje się pomostem między rodzinną historią a konkretną ludzką pamięcią.
Kupowaliśmy do dworu meble – jasny biedermeier, kierując się smakiem i intuicją, aż pewnego dnia dowiedzieliśmy się o meblu pochodzącym z naszego dworu. Okazało się, że w dawnych Gałkach był właśnie biedermeier, a to, co kupowaliśmy intuicyjnie, idealnie wpisywało się w pierwotny charakter dworu.
Pewien właściciel majątku Gałki założył u nas stawy rybne, na które zaciągnął kredyt. Pewnego dnia rano okazało się, że chłopi spuścili mu ryby do rzeki. Ten człowiek został bankrutem, a jego dobra zlicytowano. Dla nas ważne było to, że na nieruchomości nie ciążą roszczenia reprywatyzacyjne. Nie chcielibyśmy być paserami historii, bo odbudowywać można tylko wtedy, gdy robi się to uczciwie.
Z czasem odkryliśmy jeszcze jeden rodzinny trop: mój przodek ze Szczurowa otrzymał nadanie od Konrada III Rudego, a ja jestem jego potomkiem w szesnastym pokoleniu. W tamtej okolicy znajdował się dwór. Oglądaliśmy różne miejsca w Polsce, a jednak wszystko ostatecznie związało się z Gałkami. Przypadek? Być może. Historia czasem prowadzi dłuższą drogą, ale trafia precyzyjnie.
Dlatego kiedy mówię o powołaniu i misji, staram się być konsekwentny. W Gałkach zgromadziliśmy około dwunastu tysięcy przedmiotów. Nie wszystkie są jeszcze zinwentaryzowane. Trzeba będzie również pomyśleć, jak je zabezpieczyć, gdyby — nie daj Boże — historia znów postanowiła pójść przez Polskę ogniem i żelazem. Dworu jako budynku ukryć się nie da, ale przedmioty, dokumenty, tkaniny, ryngrafy, pasy, lampy, serwisy — to wszystko można opisać, uporządkować, ochronić i przekazać dalej.
Bo przez Polskę przez całe wieki przechodzili różni najeźdźcy: Tatarzy, Turcy, Moskale, bolszewicy, a z zachodu nasi bracia Teutoni. Przemierzali tę ziemię z góry na dół i w poprzek mapy. Rzeczpospolita nie miała naturalnych granic, które mogłyby ją skutecznie osłonić. Każdy z najeźdźców coś zabierał, niszczył albo rozpraszał. Dlatego jeśli coś ocalało, to trzeba to traktować jako powierzony depozyt. Nie po to, by zamykać się w muzealnej gablocie, ale po to, by wiedzieć, kim jesteśmy.
Gałki nie są magazynem staroci, ale próbą poskładania zerwanej ciągłości. Dwór może być domem, muzeum, miejscem spotkań, punktem odniesienia. Może przypominać, że polska historia nie składa się wyłącznie z klęsk i oskarżeń, ale także z wielkiej kultury, odwagi, hojności, błędów, dramatów i niezwykłej zdolności trwania. Jeśli te korzenie będą pielęgnowane, drzewo jeszcze długo będzie żyło. Jeśli je odetniemy, zostanie tylko dekoracja. A dekoracja, choćby najładniejsza, nie utrzyma żadnej wspólnoty.
Na tym polega sens naszej pracy we dworze w Gałkach. Zbieramy przedmioty, ale w gruncie rzeczy szukamy śladów ludzi. Ocalamy rzeczy, bo razem z nimi można ocalić opowieść — niełatwą, niejednoznaczną, ale własną. Jest polska: pełna blasku, strat, ironii, dumy, uporu i tej szczególnej niezgody na to, by ktoś za nas napisał naszą historię grubą kreską i czerwonym ołówkiem. Dlatego warto wracać do dworu, do korzeni i do pamięci. Nie z nostalgii dla samej nostalgii, ale po to, by przyszłość nie zaczynała się od amnezji.

Epilog

Gałki przypominają, że polski dwór był nie tylko domem. Był strażnicą pamięci, wiary i obyczaju; miejscem, w którym przez pokolenia przechowywano to, co tworzyło Rzeczpospolitą — przywiązanie do ziemi, szacunek dla przodków, służbę wspólnocie i poczucie odpowiedzialności za Polskę. Dlatego zniszczenie dworów było ciosem wymierzonym w korzenie narodu.
Prelekcja pana Gujskiego pokazuje, że te korzenie trzeba pielęgnować cierpliwie: przez pamiątki, dokumenty i opowieści. Przez wszystko, co ocalało mimo wojen, grabieży, przemocy i zapomnienia. Gałki są więc świadectwem, że polski dwór można było wyrwać z dawnego świata, ale nie można odebrać mu głosu.

Jeśli trwa pamięć, jeśli trwa wiara w sens dziedzictwa, jeśli są ludzie gotowi je podnieść z pyłu — trwa także Polska.

*zdjęcia własne