Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Armia Krajowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Armia Krajowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 maja 2017

Agenci, szpiedzy, żołnierze. Alianci na frontach II wojny światowej

Krystyna Skarbek Joanna Kryszczukajtis-Szopa

 

VIDEOGRAF 2015















Podpalcie Europę

     Dziwna to książka „Agenci, szpiedzy, żołnierze. Alianci na frontach II wojny światowej”, tak jak i dziwne były losy agentów i szpiegów zaangażowanych na okrutnych frontach II wojny światowej. Joanna Kryszczukajtis-Szopa złożyła swą opowieść z kilku wątków. Wiodącym tematem ustaliła działalność agentów zatrudnianych przez SOE, supertajną brytyjską organizację koordynującą  operacje wywiadowcze i dywersyjno-sabotażowe. Winston Churchill, twórca formacji SOE, zachęcał jej liderów do walki za pomocą hasła: „Podpalcie Europę”. Cztery agentki (m.in. Krystyna Skarbek - ulubiona agentka Churchilla) pragnące „Walczyć o Francję – i dożyć jutra”, pracujące głównie w sekcji francuskiej SOE, reprezentują 39 wywiadowców – kobiet, z których co trzecia przypłaciła tę walkę życiem. Autorka na podstawie przebiegu akcji specjalnych przeprowadzanych przez te młode kobiety pokusiła się o wyciąganie daleko idących wniosków recenzujących dowodzenie agencją wywiadowczą. Przytoczyła treść negatywnych opinii wystawianych kandydatkom do pracy szpiegowskiej. Dowódcy SOE ignorowali te opinie i werbowali do walki z całym aparatem gestapo dziewczyny po trzymiesięcznym przeszkoleniu. Agentów SOE nazywano więc „armią straceńców i samobójców”. Trzynaście agentek hitlerowcy zamordowali w obozach koncentracyjnym w Dachau, Ravensbruck, Natzweiler i Bergen Belsen. Każda z nich zanim zginęła, przez kilka miesięcy, była poddawana okrutnym torturom. Agentki pośmiertnie odznaczano i upamiętniano, ale to niczego już nie mogło naprawić. Większość z nich nie dożyła trzydziestych urodzin – Violette Szabo miała zaledwie 23 lata…
Dowódcy SOE niczego nie uczyli się na swoich błędach, bo, jak twierdzili, nie popełniali ich. Hołdowali jedynie pierwszej części zdania „Życie jest nic nie warte, ale nic nie jest warte życia”.

Odette Sansom
Odette Sansom
Violette Szabo
Violette Szabo
Noor Inayat Khan
Noor Inayat Khan

Król granicy

     Joanna Kryszczukajtis-Szopa włączyła w swój poczet alianckich szpiegów wielowymiarową postać Sergiusza Piaseckiego. Posiłkując się licznymi fragmentami jego doskonałej prozy autorka przybliżyła czytelnikom wielotorową działalność konspiracyjną, pisarską, szpiegowską i… przestępczą. Ten „Więzień Świętego Krzyża”, wychowany przez macochę posługującą się językiem rosyjskim i przemocą, twierdził, że „Szpieg nie powinien kochać naprawdę, bo wówczas traci zdolność do pracy. Miłość wyolbrzymia wartość jego życia, które musi narażać nieustannie”. Pisarka w części poświęconej „królowi granicy” przytoczyła swoistą spowiedź szpiega, pochodzącą z autobiograficznej powieści Sergiusza Piaseckiego, o znaczącym tytule „Bogom nocy równi”. Cytat kończy się zdaniem wspaniale charakteryzującym niepokornego Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy”:
Oddam swe życie może za ułudę, hojnie i swobodnie – jak król, zrzucający koronę, która go znudziła”.

Mirosław Kryszczukajtis
Mirosław Kryszczukajtis
Sergiusz Piasecki
Sergiusz Piasecki
Wiktor Kryszczukajtis
Wiktor Kryszczukajtis

Rodzinne postscriptum

     W „Rodzinnym postscriptum” Joanna Kryszczukajtis-Szopa odnotowała dramatyczne losy mężczyzn z rodziny Kryszczukajtis: Stanisława, Mirosława, Wiktora i Jana. Stanisław i Jan zamordowani zostali przez funkcjonariuszy NKWD już w 1942 roku. Kapitan Mirosław Kryszczukajtis był cichociemnym o pseudonimie Szary, zrzuconym do Kraju 17 września 1943 roku. Walczył w Powstaniu Warszawskim jako szef służb saperskich, gdzie zginął dokładnie rok po swoim skoku spadochronowym. Wiktor Kryszczukajtis (z pokolenia Kolumbów) wojował jako żołnierz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, a po kapitulacji Francji przez okres pięciu lat internowany przebywał w Szwajcarii. Ojciec autorki przekazał jej swoje wspomnienia i spostrzeżenia z trudnego przymusowego pobytu w tzw. neutralnej  Szwajcarii, której władze oddały hitlerowskim Niemcom całe uzbrojenie trzynastotysięcznej 2 Dywizji Strzelców Pieszych. Córka Wiktora podzieliła się z czytelnikami uwagami na temat pracy internowanych żołnierzy i ich wkładu w budowanie szwajcarskiej gospodarki. Nadmieniła, że w kilkunastu miejscach wmurowano tablice informujące, że obiekty powstały dzięki polskim żołnierzom, takim jak Wiktor Kryszczukajtis.

 Szyfrowane drogi

     „Szyfrowane drogi”, powietrzne, morskie i lądowe miały doprowadzić polskich żołnierzy do niepodległej Ojczyzny. Nie wszystkim z nich udało się doczekać Wolnej Polski. My otrzymaliśmy Ją w darze od naszych przodków. Ale czy potrafimy to docenić?
Powtórzmy więc za Prymasem Tysiąclecia kardynałem Stefanem Wyszyńskim:
Nienawiścią nie obronimy naszej Ojczyzny, a musimy jej przecież bronić. Brońmy jej więc miłością! Naprzód między sobą, aby nie podnosić ręki przeciw nikomu w Ojczyźnie, w której ongiś bili nas najeźdźcy. Nie możemy ich naśladować”.





* zdjęcia https://commons.wikimedia.org/

czwartek, 6 kwietnia 2017

Nic nie jest w porządku

Krzesimir Dębski 2012 Krzesimir Dębski


Czerwone i Czarne 2016


Ta ostatnia niedziela

     Światowej klasy muzyk, Krzesimir Dębski, żywi  przekonanie, że „Nic nie jest w porządku” w jego rodzinnej historii o Wołyniu, wpisanej w tragiczne wydarzenia Rzezi Wołyńskiej tj. "czystki etnicznej o znamionach ludobójstwa". W okresie od lutego 1943 do lutego 1944 roku Ukraińcy wymordowali około 60 000 Polaków zamieszkujących województwo wołyńskie. Kulminacja mordów nastąpiła latem 1943 roku. Z inicjatywy frakcji banderowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN – B) przy udziale jej zbrojnego ramienia - Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) -  11 lipca 1943 roku Ukraińcy zaatakowali 99 polskich miejscowości w bestialski sposób mordując Polaków, grabiąc i paląc ich domostwa. Masakry podczas Krwawej Niedzieli na Wołyniu dokonywano pod hasłem „Śmierć Lachom”. Badacze eksterminacji ludności polskiej na Wołyniu pokusili się o sporządzenie listy kilkuset sposobów torturowania i mordowania kobiet, mężczyzn, dzieci i starców. Jest to lektura dla ludzi o bardzo mocnych nerwach. 

Było sobie miasteczko...

     W miasteczku Kisielin przed wojną żyło 57 polskich rodzin, 61 żydowskich i ponad 48 ukraińskich. W drugą niedzielę lipca 1943 roku banda UPA napadła na Polaków zgromadzonych na niedzielnej mszy w kościele parafialnym i zamordowała 90 Polaków. Zagładę przeżyli m.in. Aniela Sławińska i Włodzimierz Sławosz Dębski. Wyroki losu zobowiązały ich do dawania świadectwa przerażającej prawdzie. „Krwawa Niedziela” w Kisielinie nie ograniczyła się bowiem do jednego dnia. Dwa tygodnie później zginęli rodzice Włodzimierza Dębskiego: Leopold – miejscowy lekarz i jego ukraińska żona Anisja.  Włodzimierz opisał przeżycia owej niedzieli w książce zatytułowanej „Było sobie miasteczko. Opowieść wołyńska”, zaś syn jego i Anieli – Krzesimir - zmierzył się z tematem rodzinnej traumy publikacją pod tytułem „Nic nie jest w porządku. Wołyń – moja rodzinna historia”
     W książce, w której „Nic nie jest w porządku” autor poruszył wiele wątków wspólnych dla losów Wołynian. Krzesimir Dębski poza szczegółową relacją z wydarzeń Krwawej Niedzieli zwrócił uwagę czytelników na mniej znane fakty towarzyszące pogromowi Polaków, jak np. odwołanie mszy w cerkwi 11 lipca czy liczba 102 na domach Ukraińców, która pojawiła się dokładnie 102 dni przed fatalną niedzielą. Oczyszczuwalna akcja w okolicy Kisielina trwała aż do września 1943 roku. Stopniowo wymordowano wszystkich ukrywających się Polaków. Jedyną szansą na przeżycie była ucieczka ze swych stron rodzinnych, często łącząca się z pozostawieniem niepogrzebanych ciał bliskich. Innego wyboru nie było…

Aniela i Włodzimierz Dębscy rok po ślubie
Aniela i Włodzimierz Dębscy rok po ślubie
Krzesimir Dębski w ruinach kościoła w Kisielinie
Krzesimir Dębski w ruinach kościoła w Kisielinie








 

 

 

niedziela, 5 marca 2017

Poczet Żołnierzy Wyklętych


Mateusz Saweczko


Capital 2014














Wolność i Niezawisłość

     Mateusz Saweczko, przedstawiający się jako młody narodowiec, ułożył subiektywny poczet bohaterów podziemia antykomunistycznego. Zastosowana przez niego w tytule nazwa „Żołnierze Wyklęci” odmieniana jest przez wszystkie przypadki w okolicach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych ustanowionego w 2011 roku. 1 marca 1951 roku w więzieniu na warszawskim Mokotowie wykonano wyroki śmierci na siedmiu członkach IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Mianem Żołnierzy Niezłomnych objęto członków oddziałów partyzanckich biorących udział w powstaniu antykomunistycznym w Polsce, skierowanym przeciwko siłom Związku Radzieckiego, w latach 1944 - 1953.

Armia Krajowa Obywatelska

     Publikacja „Poczet Żołnierzy Wyklętych” zawiera przegląd najważniejszych organizacji polskiego podziemia niepodległościowego od Armii Krajowej Obywatelskiej począwszy, a na Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość” skończywszy. Formacje te powstawały na bazie struktur rozwiązanej w styczniu 1945 roku Armii Krajowej. Wielość organizacji niepodległościowych spowodowana była przede wszystkim względami bezpieczeństwa i wprowadzaniem w błąd wrogów. Ciągłe zmiany organizacyjne powodowały również skutki uboczne w postaci konfliktów kompetencyjnych, rozłamów, koalicji, prowadzących nie raz do tragedii.

Instytut Pamięci Narodowej

     Zaprezentowani przez autora Żołnierze Niezłomni przedstawiali szeroki wachlarz ludzkich charakterów, postaw wobec wrogów czy sposobów umiłowania Ojczyzny. Spośród siedemdziesięciu pięciu żołnierzy drugiej konspiracji, wybranych przez Marka Saweczko, czterdziestu pięciu zamordowano w majestacie PRL-owskiego prawa. W rezultacie sfingowanych procesów prowadzonych przez polskich i sowieckich komunistów orzekano wyroki skazujące na wielokrotne kary śmierci i natychmiast je wykonywano. Ciała skazańców potajemnie grzebano w dołach śmierci. Obecnie, po kilkudziesięciu latach od egzekucji, część miejsc pochówku odnaleziono. Dzięki zaangażowaniu zespołu prof. Krzysztofa Szwagrzyka z IPN-u udało się zidentyfikować niektóre z odnalezionych szczątków. Po upływie ponad półwiecza odbywają się, z należnymi honorami, pogrzeby Żołnierzy Niezłomnych, a oni sami są pośmiertnie odznaczani i awansowani. Cześć Ich Pamięci!

Żołnierze niepodległościowej partyzantki antykomunistycznej - Henryk Wybranowski „Tarzan”, Edward Taraszkiewicz „Żelazny”, Mieczysław Małecki „Sokół” i Stanisław Pakuła „Krzewina” 1947
Żołnierze niepodległościowej partyzantki antykomunistycznej:
Henryk Wybranowski „Tarzan”, Edward Taraszkiewicz „Żelazny”
Mieczysław Małecki „Sokół” i Stanisław Pakuła „Krzewina” 1947

Ciała poległych w walkach z UB i MO w lipcu 1953 roku żołnierzy oddziału NZW por. Wacława Grabowskiego Puszczyka
Ciała żołnierzy poległych w lipcu 1953 r. w walkach 
z Urzędem Bezpieczeństwa i Milicją Obywatelską,
z oddziału NZW por. Wacława Grabowskiego Puszczyk













 

 

https://pl.wikipedia.org

     „Poczet Żołnierzy Wyklętych” przeczytałam nad wyraz szybko – w kilka godzin, aż dotarłam do Bibliografii. I tu skończyły się długoszowskie żarty. A może właśnie się zaczęły? Okazało się bowiem, że wszystkie podrozdziały książki są to przepisane dosłownie fragmenty tekstów z witryny internetowej https://pl.wikipedia.org. Przyjęłam to odkrycie z mieszanymi uczuciami. Popularyzacja tematu bohaterstwa Żołnierzy Wyklętych jest z pewnością zjawiskiem pozytywnym. Natomiast „pisanie” książki metodą „Kopiuj, Wklej” już nie. Mało przekonująco brzmi wpis na stronie informacyjnej publikacji „Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej książki nie może być reprodukowana…”

Książka czy wydruk?

     Czy zatem publikacja „Poczet Żołnierzy Wyklętych” jest książką w jej klasycznym rozumieniu, czy raczej wydrukiem wybranych stron internetowych?
     Mimo wszystko, cele, które postawił przed sobą autor, tj. złożenie hołdu Żołnierzom Niezłomnym, zadanie kłamu oszczerstwom na Ich temat oraz przekazanie prawdziwych informacji o Nich, uświęciły środki, tzn. przedruk Wikipedii. Nie można jednak pominąć faktu, iż ta encyklopedia internetowa nie jest wiarygodnym źródłem naukowym, na które publicyści mogą się bezpiecznie powoływać.
     Wniosek końcowy: biorąc do ręki nową książkę należy wnikliwie przyjrzeć się bibliografii, aby uniknąć rozczarowań…




* zdjęcia https://pl.wikipedia.org

poniedziałek, 27 lutego 2017

Matki Wielkich Polaków

Józefa z Kloftów Kasprowiczowa

Barbara Wachowicz 


 

MUZA 2016











"Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie,

Zapomnij o mnie"


     Barbara Wachowicz, Pisarka losu polskiego, pochyliła się z czcią nad postaciami Matek Wielkich Polaków. Będąc specjalistką w zakresie biografii wybitnych synów Rzeczypospolitej, osią swej książki uczyniła ich Wielkie Matki. Przedstawiła dostojne Macierze w szerokim kontekście rodzinnym wywodząc ich korzenie do kilku pokoleń wstecz, sięgając do przodków i po mieczu i po kądzieli. Z uwagi na powyższe, tytuł publikacji ograniczony tylko do matek wydaje się niepełny. Może należałoby go rozszerzyć na innych członków rodziny?
Autorka gawędy sięgała do licznych materiałów źródłowych: dokumentów, wspomnień, pamiętników. Jednakże większość swych wywodów i wniosków opierała na korespondencji swoich bohaterów – matek i ich dzieci. Niejednokrotnie posiłkowała się najnowszymi wynikami badań historyków literatury. Do literackiego tekstu dołączyła pogrupowaną wg rozdziałów Bibliografię oraz Indeks nazwisk. Całość dopełniono doskonale wkomponowanymi w treść ilustracjami, opatrzonymi opisami zawierającymi fragmenty lektury.

 

"Jej odwrócona twarz patrzy przez ramię,

I w oczach widać, że patrzy na syna..."


     W swej pracy Barbara Wachowicz wnikliwie przyjrzała się wzajemnym relacjom matek i synów (tylko jeden rozdział dotyczy matki i wybitnej córki – Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej) oraz przeanalizowała wpływ tych relacji na twórczość i dokonania latorośli. Posiadając olbrzymią wiedzę w dziedzinie kultywowania pamięci i tożsamości narodowej utworzyła studium znaczenia matek w wyborze drogi życiowej i karierze wybitnych dzieci. Pisarka podkreśliła pierwszorzędną rolę matek w kształtowaniu osobowości i poglądów dzieci poprzez tworzenie atmosfery domu rodzinnego – tej kolebki, która przeobraża dziecko w dorosłego człowieka, obywatela, patriotę.
„Rodzina kochająca, wzorowa w mariażach, dbała o edukację młodzi, patriarchalnie zacna i strzegąca tradycji, z pietyzmem chroniąca pamiątki przeszłości, wpisana świetnymi nazwiskami w historię kraju”.

piątek, 27 stycznia 2017

Wielka Księga Armii Krajowej

Muzeum Armii Krajowej im. Gen. Emila Fieldorfa "Nila" w Krakowie










Znak Horyzont 2015

 


Piękna Księga Armii Krajowej

     „Wielka Księga Armii Krajowej” nosi znamiona publikacji naukowej prezentującej historię Armii Krajowej w sposób przekrojowy i zarazem precyzyjny. Kilkanaście rozdziałów i kilkunastu autorów, którym przyświecał wspólny cel – przybliżenie czytelnikom nadludzkiego heroizmu żołnierzy Armii Krajowej i osób ich wspomagających – zachowało całkowitą spójność przekazu. Dzięki temu, pomimo znacznego ciężaru gatunkowego rozważanego tematu, Księgę czyta się bardzo dobrze. Wydawnictwo Znak dołożyło wszelkich starań, aby „Wielka Księga Armii Krajowej” była piękna. Zamieszczono dużą ilość zdjęć, ilustracji, schematów, dokumentów i mapek znakomicie dopełniających treści rozdziałów. Nie zawsze uporządkowaną wiedzę o wydarzeniach II wojny światowej związanych z walką polskiej konspiracji systematyzuje Kalendarium z Wybranymi datami z historii Polskiego Państwa Podziemnego. Redaktorzy tomu przedstawili czytelnikom sylwetki autorów – wybitnych historyków i dziennikarzy parających się najnowszą historią Polski. Celem ułatwienia samodzielnych studiów nad fenomenem Armii Krajowej wydawca opracował Bibliografię z podziałem na rozdziały oraz osobno wymienionymi źródłami, archiwami i opracowaniami ogólnymi.

Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”

     Czytając Księgę obserwujemy rodzenie się, trudne dorastanie i powolne umieranie Polskiego Państwa Podziemnego i jego zbrojnego ramienia – Armii Krajowej. Już we wrześniu 1939 roku „Konspiracja naturalna dla tego społeczeństwa, potrzeba porządku i chęć walki zgodna z tradycją oręża polskiego oraz umiłowanie wolności” doprowadziły do powstania Służby Zwycięstwu Polski, przekształconej kilka tygodni później w Związek Walki Zbrojnej. Ten z kolei w lutym 1942 roku przemianowano na Armię Krajową istniejącą do stycznia 1945 roku. Po jej rozwiązaniu działała jeszcze kadrowa organizacja wojskowa pod nazwą NIE, a od maja 1945 roku Delegatura Sił Zbrojnych na Kraj, po której schedę przejęło Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość. Jego koniec nastąpił wraz z zamordowaniem ostatniego przywódcy Zrzeszenia WiN Łukasza Cieplińskiego ps. Pług, tj. 1 marca 1951 roku (upamiętnia to wydarzenie coroczny Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”).

 Oklasków nie trzeba! Żądamy amunicji!

     Armia Krajowa walczyła o niepodległość Polski niekonwencjonalnymi  metodami, o których opowiadają kolejne rozdziały publikacji. Konspiracyjne Biura Informacji i Propagandy to oddziały AK, które toczyły boje bez broni. Arsenał Armii Krajowej był niezwykle ubogi, a szczególnie dotkliwe braki odczuły powstańcze oddziały Warszawy, gdzie uzbrojenie żołnierzy wahało się około kilku, kilkunastu procent. Przypomina o tym wiersz powstańca, Zbigniewa Jasińskiego, zatytułowany Żądamy amunicji – apel skierowany do sojuszników z Londynu:

Mundur partyzancki mjr. Józefa Wyrwy
Mundur partyzancki mjr. Józefa Wyrwy

"… Halo! Tu serce Polski! Tu mówi Warszawa!
Niech pogrzebowe śpiewy wyrzucą z audycji!
Nam ducha starczy dla nas i starczy go dla Was!

Oklasków nie trzeba! Żądamy amunicji!"


Filipinka - Sidolówka - polskie granaty ręczne zaczepne
Filipinka - Sidolówka - polskie granaty ręczne zaczepne


 

 

 

 

 

 





 

 

środa, 28 grudnia 2016

Na straconych posterunkach. Armia Krajowa na Kresach Wschodnich

Kazimierz Krajewski                                                                


Wydawnictwo Literackie 2014





Kalendarium

     W tabeli na końcu przedstawiłam najważniejsze wydarzenia związane z II wojną światową na Kresach Wschodnich, które pozwolą zrozumieć walkę Polaków na straconych posterunkach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.

13 milionów Polaków

     Wykład Kazimierza Krajewskiego zatytułowany „Na straconych posterunkach” dostarczył nam, czytelnikom, olbrzymią ilość informacji pozwalających uświadomić sobie skalę działań podejmowanych przez podziemie niepodległościowe na terenie Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej. Autor przedstawił szeroki kontekst historyczny, uwarunkowania geograficzne i czynniki demograficzne, jakie doprowadziły do apokalipsy Kresów z ich żywą tkanką – trzynastoma milionami Polaków. Wschodnie województwa Rzeczypospolitej, tj. białostockie, wileńskie, nowogródzkie, poleskie, lwowskie, tarnopolskie, stanisławowskie i wołyńskie zamieszkiwali Polacy (69%), Ukraińcy (14%), Żydzi (9%), Białorusini (3%), Niemcy (2%), Litwini (1%), Rosjanie (1%) i inni. 

Agresje, okupacje, walki

     Hekatombę Ziem Utraconych rozpoczęły wrześniowe agresje Trzeciej Rzeszy i Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich 1939 roku. Skutkiem tych wydarzeń były kolejne okupacje Kresów: pierwsza okupacja sowiecka (1939-1941), okupacja niemiecka (141-1944), druga okupacja sowiecka (1944-?). Naturalnym odruchem Kresowian były podjęte już we wrześniu 1939 roku pierwsze próby organizowania konspiracji niepodległościowej. Koncepcje działalności podziemnej na Kresach zmieniały się wraz ze ewolucją teatru działań II wojny światowej oraz momentami zwrotnymi w niestabilnych doraźnych sojuszach międzynarodowych. Specyfika Kresów Wschodnich narażała członków polskiego ruchu oporu na walkę z wieloma wrogami:  Niemcami, Ukraińcami, Litwinami, Żydami, Białorusinami, Armią Czerwoną, sowiecką partyzantką, a w ostateczności z funkcjonariuszami NKWD i UB.

wtorek, 22 listopada 2016

Polki, które zadziwiły świat

Anna Henryka PustowójtównaJoanna Puchalska 


MUZA 2016














Prekursorki

     Polki, których losy przybliżyła Joanna Puchalska w swej najnowszej książce, nie tyle zadziwiły świat, ile zdumiały nas, czytelników, otwartością umysłów, rozległością zainteresowań i konsekwencją w działaniach. Autorka, wybierając postaci do swego historycznego studium, nie stosowała żadnego prostego klucza, nie łatwo więc zaklasyfikować bohaterki książki do konkretnych kręgów. Niemniej jednak, można doszukać się wspólnych elementów czy cech ich życiowych ścieżek. Te zadziwiające Polki były stuprocentowymi kobietami, twardo stąpającymi po ziemi, obdarzonymi licznymi talentami, nieugiętymi w dążeniu do własnych celów. Często bywały pionierkami w dziedzinach wcześniej zarezerwowanych wyłącznie dla mężczyzn. Te silne kobiety, realizujące swoje pasje, nie żyły jednakże w rodzinnej próżni. Pełniły role matek, żon i kochanek. Nierzadko, a właściwie częstokroć, ich losy naznaczone były tragediami rodzinnymi, z których potrafiły się otrząsnąć i żyły, działały od nowa.

Patriotki


     Walczące Polki, gorące patriotki, odczuwały do Ojczyzny miłość, dla której „młodość w grobie się prześniło”. Niesprawiedliwymi wyrokami losu skazywano je na więzienia, tortury, zesłania, katorgi, a w ostateczności niezasłużoną, przedwczesną śmierć. Kobiety – pasjonatki, wyprzedzające swe epoki w poglądach, postawach życiowych i działaniach, w różnych momentach życia deklarowały i wprowadzały w czyn elementarne umiłowanie Ojczyzny, jakie pozwoliło im zapisać się we wdzięcznej pamięci rodaków. Niektóre wsławiły się jednorazowymi czynami, inne całym swym życiem, a nawet bohaterską śmiercią. Joanna Puchalska przedstawiła Annę Dorotę Chrzanowską, zwycięską obrończynię twierdzy w Trembowli, zagrzewającą do walki trzystu ludzi, którzy spowodowali odwrót Turków (poza dwoma tysiącami poległych pod murami). Walka Chrzanowskiej o przetrwanie zamku trwała dwa tygodnie. Znacznie dłużej walczyła Wanda Ossowska - sanitariuszka, łączniczka i kurierka Armii Krajowej, osadzona w Alei Szucha, Majdanku, Auschwitz, Ravensbruck, Neustadt-Glewe. Więziona na Pawiaku przetrzymała rekordową ilość przesłuchań połączonych z torturami – pięćdziesiąt siedem w ciągu trzech miesięcy! Tragiczne losy stały się też udziałem poetki Beaty Obertyńskiej. Aresztowana przez NKWD więziona była w lwowskich Brygidkach, Kijowie, Odessie, Charkowie, Starobielsku, a na koniec zesłana do łagru Loch – Workuta. Następnie przeszła cały szlak bojowy Armii Andersa. I ciągle tworzyła…
Po wojnie nie znalazło się dla niej miejsce w Polsce! Zmarła na emigracji w Londynie.

Nie zaznałeś kaźni Oświęcimia,
Swąd stolicy ócz ci nie zadymiał,
nigdy wróg ci żaden nie przewodził.
Jakże losy sprzyjały ci, synu!
Jakżeś mądry był – mądry nad podziw –
Żeś być nie chciał! Żeś się nie urodził!
”                                                                           z wiersza "Do mego syna"

czwartek, 6 października 2016

Stanisławów jednak żyje

Tadeusz Olszański 

ISKRY 2010















Stanisławów Andrzeja Potockiego

     Tadeusz Olszański zaskoczony szeroką reakcją czytelników na swą wspomnieniową książkę „Kresy Kresów. Stanisławów” wydał następną pod tytułem „Stanisławów jednak żyje”. Znalazły się w niej reminiscencje byłych stanisławowian oraz dzieje polskiego niegdyś Stanisławowa, założonego przez Andrzeja Potockiego herbu Pilawa w 1662 roku. Trzysta lat później szczątki założyciela miasta sprofanowali komuniści niszcząc rodowe krypty Potockich w ufundowanej przez nich kolegiacie!

Ateny Pokucia za Krakowem i Lwowem

     Stanisławów, jaki pozostał w sercu i pamięci Tadeusza Olszańskiego był trzecim co do wielkości, po Krakowie i Lwowie, miastem Galicji. Tętniło w nim życie tolerujących się nawzajem narodowości: polskiej, żydowskiej, rusińskiej, niemieckiej, ormiańskiej i innych. Przedsiębiorczy obywatele stolicy Pokucia wybudowali nowoczesne fabryki, sklepy, szkoły, szpitale, elektrownie. Wspomnienia Tadeusza Olszańskiego dotyczyły również spraw bliskich młodemu pokoleniu. Obszernie opisane zostały dzieje stanisławowskiej edukacji od założenia w XVII wieku Kolonii Akademickiej, która zyskała określenie „Ateny Pokucia”. Sport w Stanisławowie zasłynął przede wszystkim dwoma klubami i drużynami piłkarskimi: Górką i Rewerą, o których autor publikacji opowiedział z dziennikarską pasją. 

czwartek, 4 sierpnia 2016

Cichociemni 1941 – 1945: sylwetki spadochroniarzy

Jędrzej Tucholski (1932 - 2012)


PAX 1984








Inżynier czy historyk?

     Jędrzej Tucholski w połowie życia zainteresował się historią II wojny światowej, a szczególnie problematyką Cichociemnych oraz tzw. zbrodni katyńskiej. Ponad dziesięć lat gromadził i analizował dostępne wówczas materiały źródłowe, prowadził rozmowy z żyjącymi spadochroniarzami spod znaku atakującego orła lub ich krewnymi czy tylko świadkami wydarzeń. Wszystkie te materiały posłużyły Jędrzejowi Tucholskiemu – inżynierowi z wykształcenia, a historykowi z zamiłowania – do napisania monografii żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie zwanych Cichociemnymi, będącej pierwszą tego rodzaju publikacją w Polsce. Książka zatytułowana „Cichociemni” ma liczne znamiona publikacji naukowej: bibliografię selektywną, wykaz skrótów, indeks osobowy z pseudonimami, indeks kryptonimów akcji i placówek oraz spis rycin. Kilkaset czarno-białych ilustracji, niestety bardzo złej jakości, nie oddaje należycie złożonych dziejów „elity polskiej dywersji”.

Z ziemi obcej do Kraju

     Całość tematyki żołnierzy Cichociemnych autor podzielił na cztery części. W części pierwszej „Z ziemi obcej” opisał rodzenie się koncepcji lotniczej łączności z Krajem, trudną realizację zamierzeń, gromadzenie sprzętu, rekrutację ochotników i ich szkolenie, aż po pierwsze próbne operacje przerzutowe i przerzutowe sezony operacyjne o nazwach: Intonacja, Riposta, Odwet. W części drugiej „Egzamin” historyk opowiedział realia życia po skoku do Kraju – służbę Cichociemnych w szeregach Armii Krajowej, a także ich udział w Powstaniu Warszawskim. „Żołnierskie życiorysy”, jako trzecia część książki, zawierają ewidencję bojową w postaci indywidualnych biogramów wszystkich trzystu szesnastu Cichociemnych (ze zdjęciami). Ostatnie sto stron publikacji stanowią Aneksy ze schematami, wykresami, wykazami, instrukcjami, depeszami, rozkazami itp.

Grupa instruktorów cichociemnych
Grupa instruktorów cichociemnych
Załoga Liberatora z 1586 Eskadry do Zadań Specjalnych po powrocie z lotu ze zrzutami dla walczącej Warszawy, Brindisi, sierpień 1944
Załoga Liberatora z 1586 Eskadry do Zadań Specjalnych
po powrocie z lotu, Brindisi, sierpień 1944











niedziela, 17 lipca 2016

Mlekiem, miodem i krwią

Marcin Więckowski


Wydawnictwo MILES 2016














Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości  sklepu www.stylowydwor.pl/
 

Czy aby nie za młody?


     11 lipca 2016 roku czyniąc zadość pamięci o Rzezi Wołyńskiej zasiadłam do książki autorstwa Marcina Więckowskiego z mieszanymi uczuciami, bo autor taki młody (rocznik 1995), co on tam może wiedzieć o tamtych czasach i ziemiach. A przecież kilkanaście lat temu jeszcze nie umiał pisać, a teraz książka i to na taki poważny temat? Z drugiej strony, autor nadał książce fenomenalnie prosty i adekwatny do treści tytuł, grafik rewelacyjnie skomponował okładkę oraz wzbogacono tekst o fotografie z rodzinnego archiwum i inne ilustracje. Więc może jednak warto?
     Buńczuczny wstęp Marcina Więckowskiego zawiera obietnice trudne do zrealizowania: „Nie spocznę, dopóki każdy polski dwudziestolatek nie otrzyma choćby podstawowych informacji o Kresach, a każde polskie miasto nie będzie miało ulicy Ofiar ludobójstwa wołyńsko-galicyjskiego”. Autorowi przyświecały szczytne idee potrzeby „przypomnienia współczesnym Polakom, a szczególnie młodzieży, o tradycjach polskich Kresów Wschodnich”. Miał do tego pełne prawo posiadając kresowe korzenie. Mimo młodego wieku zdążył zrealizować film dokumentalny zatytułowany „Z siekierą na brata” oraz poprowadzić Konferencję o ludobójstwach ormiańskim i wołyńskim. Więc może jednak warto?

Ile w tym prawdy?


     Bohaterem powieści historycznej Marcin Więckowski uczynił Ziemię Sokalską, będącą w zamyśle autora reprezentantem całych Kresów Wschodnich. Aby choć po części zrozumieć, czym przez wieki i ostatnie dziesięciolecia była Sokalszczyzna, trzeba przeczytać książkę „Mlekiem, miodem i krwią”, rozpoczynając od Prologu opowiadającego „Dawne dzieje Ziemi Sokalskiej”, a kończąc na Epilogu zawierającym „Artykuł ze strony internetowej Rejonu Sokalskiego” o obchodach rocznicy utworzenia UPA! Powieść Marcina Więckowskiego opiera się na prawdziwych wydarzeniach i losach prawdziwych ludzi, ale w swej warstwie literackiej jest wytworem wyobraźni pisarskiej autora „Oddzielenie tego, co w sferze fabuły należy do historii, od tego, co jest fikcją literacką, to już zadanie czytelnika”. Więc chyba jednak warto!

Sokal - Kasa oszczędności
Sokal - Kasa oszczędności
Sokal - Dworzec kolejowy
Sokal - Dworzec kolejowy













sobota, 28 maja 2016

Miałam szczęśliwe życie. Ostatnia z Branickich

Anna Branicka-Wolska - Fot. Maciej Zienkiewicz
Anna Branicka-Wolska - Fot. Maciej Zienkiewicz

Anna Branicka-Wolska


Znak-literanova 2015















Prapraprawnuczka targowiczanina

     Nie zawsze życie prapraprawnuczki niesławnego targowiczanina Franciszka Xawerego Branickiego było usłane różami, a mimo to Anna Branicka-Wolska autobiograficznym zapiskom nadała tytuł „Miałam szczęśliwe życie. Ostatnia z Branickich”. Perspektywa ponad dziewięćdziesięciu lat zmagania się z losem upoważniła ją do stwierdzenia, które nam, współczesnym, wydaje się być przerysowane. No bo i cóż było szczęśliwego w życiu hrabianki Branickiej – ostatniej z Branickich?
- gdy miała piętnaście lat wybuchła wojna;
- utraciła dom rodzinny a rodzina rodowy majątek;
- przebywała na kilkuletniej zsyłce w głąb Związku Sowieckiego;
- po wojnie cierpiała biedę, jako skutek niepoprawnego politycznie pochodzenia;
- zrządzeniem opatrzności nie połączyła się z narzeczonym?

Roś i Wilanów

     Potomkini starego rodu Branickich opowiedziała swoje osobliwe dzieje poczynając od szczęśliwego dzieciństwa w majątku w Rosi na Grodzieńszczyźnie oraz w pałacu w podwarszawskim Wilanowie, który dwudziestoletnia Anna opuściła na zawsze za sprawą barbarzyńskich okupantów. Młodej konspiratorce (Anna była łączniczką w Armii Krajowej) udało się uniknąć niewoli hitlerowskiej lecz nie ustrzegła się aresztowania i osadzenia w bolszewickim więzieniu. Pod koniec wojny razem z kilkunastoma innymi przedstawicielami arystokracji znalazła się na zesłaniu w Krasnogorsku w okolicach Moskwy. O pobycie w obozie internowanych pisała „Listy niewysłane” do swojego ukochanego Janusza, opublikowane w 2012 roku nakładem wydawnictwa LTW. Krótką relację o tym trudnym okresie Anny Branickiej zamieściła Ewa Polak-Pałkiewicz w książce „Rycerze wielkiej sprawy. Szkice ziemiańskie”. 

Adam Branicki - Ojciec autorki
Adam Branicki - Ojciec autorki
Beata Branicka z Potockich - Matka autorki
Beata Branicka z Potockich - Matka autorki



















sobota, 21 maja 2016

Rycerze wielkiej sprawy.Szkice ziemiańskie


Ewa Polak-Pałkiewicz


Wydawnictwo LTW 2015 













Polak i Pałkiewicz

     Ewę Polak-Pałkiewicz można polubić już za samo nazwisko. Pierwszy jego człon – Polak – dlaczego jest bliski, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Drugi człon – Pałkiewicz – to miano brzmi znajomo, wszak Jacek Pałkiewicz jest uznanym w świecie obieżyświatem i autorem wielu podróżniczych książek, np. „Pasja życia”, „Sztuka podróżowania” czy „Syberia: Wyprawa na biegun zimna”. Ewa Polak-Pałkiewicz popełniła natomiast książkę zatytułowaną „Rycerze wielkiej sprawy. Szkice ziemiańskie”, o której sama mówi, iż „nie są to teksty naukowe”, aczkolwiek bogactwo poruszanych tematów, wątków postaci sprawiają, że publikacja mogłaby pretendować do miana monografii ziemiańskiej.
Autorka rozwija swoje pasje i zainteresowania w dziedzinach niezwiązanych z kierunkiem jej wykształcenia (biologia), lecz dzięki temu do rąk czytelnika trafiło wyborne wydawnictwo o polskim ziemiaństwie. Znakomita katolicka publicystka w swoich pracach kładzie wyraźny nacisk na rolę, jaką w historii Polski odegrała chrześcijańska wiara, będąca spoiwem łączącym wszelkie grupy społeczne w Rzeczypospolitej od zarania naszej państwowości.

Przedmurze chrześcijaństwa

     W polskich dworach ważką kwestię stanowiło kształtowanie ducha mieszkańców poprzez dokładanie starań, aby żyć w zgodzie z zasadami wiary katolickiej. Melchior Wańkowicz wspomina religijne aspekty życia dworu: „Dom nowotrzebski modli się każdą drzazgą swej ściany, śpiewem siedzących w niej świerszczów, siorbaniem nosów parobczańskich, merdaniem ogonów tych tu kundli… Nasz Bóg… jest cierpliwy, jak i my… mieszka z nami, jest z nami w każdej godzinie życia, jest swoją osobą w domu”. Bóg mieszka także w „przepięknych świątyniach na Kresach Rzeczypospolitej… które ufundowała szlachta, znacząc nimi terytorialne zdobycze «przedmurza chrześcijaństwa»”.
Zagadnienie to jest szczególnie zrozumiałe dziś, gdy świętowaliśmy niedawno 1050 – lecie Chrztu Polski. Powyższe uwagi skwituję znanym już w latach siedemdziesiątych XIX wieku dwuwierszem:
 „Tylko pod Krzyżem, tylko pod tym znakiem,
Polska jest Polską, a Polak Polakiem”.

Matylda-Windisch-Graetz-i-Paweł-Sapieha-fotografia-narzeczeńska
Matylda-Windisch-Graetz-i-Paweł-Sapieha
Wladysław Łebkowski z żoną Stefania z Woyna Orańskich herbu Kościesza w strojach polskich
Władysław Łebkowski z żoną Stefania w strojach polskich



















wtorek, 10 maja 2016

Anders spieszony

Ewa Berberyusz 

Aneks 1992 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spieszony a nie speszony

     Ewa Berberyusz rocznik 1929 walczyła jako łączniczka o pseudonimie „Pietrek” w Pasiece – Komendzie Głównej Szarych Szeregów (podczas Powstania Warszawskiego miała piętnaście lat!). W dorosłym życiu zajęła się dziennikarstwem i reporterstwem oraz twórczością literacką w zakresie literatury faktu. Jedna z jej publikacji nosi intrygujący tytuł „Anders spieszony”, który to tytuł pokazuje bogactwo naszego języka polskiego. Spieszony to termin z podwórka wojskowego, oznaczający formację pozbawioną konia, pojazdu, transportu. Tytuł ten przetłumaczony na język angielski brzmi nieco kolokwialnie „Generał Anders on foot”. Książka wydana po raz pierwszy w Londynie w 1992 roku później zmieniła tytuł na „Władysław Anders – życie po Monte Cassino”. Obydwa te tytuły koncentrują się na wybitnej postaci generała Władysława Andersa, legendarnego wodza zwycięskiej bitwy o klasztorne wzgórze Monte Cassino w 1944 roku. 

Władysław Anders na koniu - lata 30-e XX wieku
Władysław Anders na koniu - lata 30-e XX wieku

Ireny i Anny

     Wydawnictwo Ewy Berberyusz obejmuje szersze spectrum tematyczne. Osoba generała wydaje się być jedynie pretekstem do zaprezentowania dziejów wybranych andersowców oraz  polskiej emigracji powojennej w Wielkiej Brytanii i Kanadzie. Autorka przeprowadziła szereg rozmów z krewnymi, przyjaciółmi, znajomymi i podkomendnymi generała Andersa. Sięgnęła do listów, dokumentów, artykułów prasowych i akt sądowych, aby odkłamać osobowość Wielkiego Polaka, latami zohydzaną przez komunistyczne władze Polski. Ewa Berberyusz prowadziła dyskusje z bardzo znamienitymi osobami. Z Ireną Anders, z Gustawem Herling Grudzińskim, z Ludwikiem Łubieńskim, z Edwardem Raczyńskim, z Ireną Horbaczewską, z Władą Majewską, z Anna Marią Costa, z Hanną Anders Nowakowską, z Jerzym Andersem i Klemensem Rudnickim. Uważny czytelnik zapoznając się z relacjami i uwagami ze spotkań autorki z członkami środowiska andersowców może sobie wyrobić własny pogląd na kontrowersyjną w niektórych punktach postać generała oraz jego dzieło – II Korpus Armii Polskiej na Wschodzie.

czwartek, 7 kwietnia 2016

Dziewczyny Wyklęte


Szymon Nowak 


Fronda  2015













Wyklęte czy Niezłomne?


     Szymon Nowak jest historykiem, autorem książek o Powstaniu Warszawskim i Żołnierzach Wyklętych. Wyklętych czy Niezłomnych? W przypadku Dziewczyn, o których jest omawiana książka, należy użyć obydwu tych określeń. Ponieważ były Niezłomne, to zostały Wyklęte.

     Bohaterki książki i bohaterki Niepodległej w wojennej i powojennej rzeczywistości pełniły funkcje sanitariuszek, łączniczek, kurierek, prowadzących placówki, w których znajdowali schronienie ludzie ścigani przez UB i NKWD. Te młode kobiety i dziewczyny walczyły z obydwoma okupantami, którzy napadli na Polskę we wrześniu 1939 roku. Niezachwiana wiara w człowieka, pomimo okropności wojennych, jakie były udziałem dziewcząt, ich bliskich lub znajomych, prowadziła je na leśne ścieżki walki o prawdziwą niepodległość Polski
. Z drugiej jednak strony doprowadziła większość z nich na ławy oskarżonych w sfingowanych komunistycznych procesach, gdzie świadkami prokuratury byli niedawni współtowarzysze partyzanckiej niedoli a oskarżycielami przeistoczeni w sowieckich towarzyszy Polacy.

Danuta Szyksznian z d. Janiczak ps. Sarenka
Danuta Szyksznian z d. Janiczak ps. Sarenka
Janina Przysiężniak z d. Oleśkiewicz ps. Jaga
Janina Przysiężniak z d. Oleśkiewicz ps. Jaga