Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lutego 2019

Pałace i dwory dawnych Prus Wschodnich

Pacółtowo fot. palacpacoltowo.pl Małgorzata Jackiewicz-Garniec, Mirosław Garniec


STUDIO ARTA 2000












 

Dobra utracone czy ocalone

     „Dobra utracone czy ocalone” – zadaje pytanie autorka tekstów publikacji zatytułowanej „Pałace i Dwory dawnych Prus Wschodnich” – Małgorzata Jackiewicz-Garniec, której mąż Mirosław Garniec zajął się graficzną stroną książki, wykonując fotografie, plany, mapy, rzuty, itp. W pięknie wydanym albumie, absolwenci Wydziału Sztuk Pięknych, zaprezentowali kilkaset obiektów cudem ocalonych z pożogi wojennej i powojennej dyktatury proletariatu. Niestety, o innych reprezentacyjnych budowlach, autorka mogła napisać „Pałac nie uległ zniszczeniu w czasie II wojny. Przez jakiś czas stacjonowały w nim wojska Armii Czerwonej. Cenne wyposażenie pałacu w większości rozszabrowano, dużą część zniszczono”. Większość pałaców i dworów pruskich, za przyczyną działań wojennych i zaniedbań po zakończenie wojny popadła w ruinę i została bezpowrotnie utracona.

Na grzbiecie szlachetnego konia...

     Dzięki lekturze „Wprowadzenia" czytelnicy mieli możliwość zapoznania się z nieznanymi zagadnieniami zabytków architektury znajdujących się na terenie południowej części Prus Wschodnich. Na szczególną uwagę zasługuje tekst autorki, dokładnie wyjaśniający, jakie kwestie i dlaczego, poruszono w dalszych częściach publikacji. W pierwszej kolejności znajdujemy tam rzeczowe wyjaśnienie terminu użytego w tytule – Prusy Wschodnie. Dalej, historyk sztuki, zdefiniowała pojęcia kompozycji przestrzennej założeń pałacowo- i dworkowo-parkowych pozwalające czytelnikom wyodrębnić, z całości założenia, pałac, dwór, park, folwark, czworaki. Na kilku stronach podjęła się bardzo skrótowego przedstawienia dziejów budownictwa rezydencjonalnego z uwzględnieniem cezury lat 1945/6, gdy majątki ziemskie rozparcelowano, a odebrane właścicielom siedziby szlacheckie upaństwowiono. Dwudzielną strukturę tomu: album i katalog, uzasadnioną w słowie odautorskim, wzbogacono mapą regionu z zaznaczonymi obiektami architektury pruskiej.
     W rozdziale pt. „Trochę historii” interesująco wybrzmiały wypowiedzi dawnych właścicielek latyfundiów: o historii Prus ingerującej w dzieje rodziny Dönhoff oraz wspomnienia z podróży do stron ojczystych rodu Eulenburgów. Ze zrozumieniem przeczytałam słowa hrabiny Dönhoff: „Kto kiedykolwiek na grzbiecie szlachetnego konia galopował po jesiennych ścierniskach… ten nigdy nie nazwie innej krainy swą ojczyzną jak tylko Prusy Wschodnie”. Tymczasem doktor Kamila Wróblewska, muzealnik i kustosz, jak nikt inny, przybliżyła nam przypadki walki „zabytkowych ochroniarzy” pruskich posiadłości, z realiami powojennej Polski Ludowej.

Trutnowo fot commons.wikimedia.org
Trutnowo fot commons.wikimedia.org
Upałty Małe fot Ostpreussen.net
Upałty Małe fot Ostpreussen.net


Za służbę Zakonowi Krzyżackiemu

     Historia niektórych z rycerskich majątków zlokalizowanych w Prusach sięga do czasów krzyżackich, gdy dobra powstawały w wyniku nadań za wierną służbę Zakonowi Krzyżackiemu. Pruskie korzenie kolejnych właścicieli rezydencji porozrzucanych na terenie dzisiejszej Warmii i Mazur diametralnie różnią się od pochodzenia szlachty polskiej zamieszkującej np. Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej. Z tego powodu lektura autorstwa pp. Garniec wymagała ode mnie zmiany w podejściu do przeszłości rezydencji, która w tym przypadku nie wypływała z dumnej historii Polski tak, jak dzieje naszych dworów ziemiańskich czy pałaców możnowładców. W analogiczny sposób zmuszona byłam do odmiennego spojrzenia na architekturę budowli z wyraźnymi wpływami baroku niderlandzkiego, neogotyku angielskiego, stylu italianizującego czy „kostiumu” francuskiego. Siedziby pruskiego rycerstwa w żadnej mierze nie powinny być porównywane ze staropolskim dworem szlacheckim o idealnych proporcjach wysokości dachu i ścian, o symetrycznej fasadzie skierowanej na godzinę jedenastą, o łamanym dachu polskim, o kolumnowym portyku z tympanonem, w którym prezentowano herby właścicieli.
     Niezwykle czytelna struktura opisów dworów i pałaców w części albumowej zawiera najważniejsze wiadomości na temat architektury założeń pałacowo- i dworkowo-parkowych, historii rezydencji aż do czasów współczesnych (rok 2000), wielkości majątków ziemskich, kolejnych właścicieli i inicjowanych przebudów obiektów, jak również komentarze do zamieszczonych planów założeń, uwagi o architekturze budowli, jej wnętrzach i wyposażeniu oraz o stanie obecnym zilustrowanym barwnymi fotografiami. Nieco uboższe charakterystyki siedzib pruskich wypełniły katalog ponad trzystu zabytkowych obiektów, których indeksy w języku polskim i niemieckim kończą studium o reliktach przeszłości Prus Wschodnich.
Wólka Golubska fot mojemazury.pl
Wólka Golubska fot mojemazury.pl

Baranowo fot mojemazury.pl
Baranowo fot mojemazury.pl










Ponura przeszłość i legendy

     Niewątpliwą atrakcją informacji dotyczących wyróżnionych obiektów są dygresje związane z ich tragicznymi dziejami. W niektórych z posiadłości umieszczano hitlerowskie organizacje, jak np. NSDAP w Silginach czy Hitlerjugend w Białej Oleckiej, lub stawały się siedzibami przywódców III Rzeszy, jak Brożówka dla Heinricha Himmlera. W sąsiedztwie dworu w Gierłoży wzniesiono tzw. Wilczy Szaniec – główną kwaterę Hitlera. Dramatycznie potoczyły się losy właścicieli posiadłości w Barzynie i Karnitach, którzy na wieść o zbliżających się czerwonoarmistach popełnili samobójstwa. Natomiast starą hrabinę w pałacu w Ponarach, rozstrzelano po grze w szachy z  radzieckim komendantem.
     Wśród legend krążących wokół pruskich rezydencji znalazłam tę o sercu odciśniętym na schodach pałacu w Nakomiadach, jako skutku nieszczęśliwej miłości. Albo o duchu we dworze w Trutnowie, który kradł poduszki. Ozdobą pałacu w Judytach są posągi lwów, z których ten od strony wjazdu jest w stanie czuwania, a ten po przeciwnej stronie – w stadium snu.

Od hotelów po klasztor

     Autorzy książki przekazali również informacje o aktualnym stanie i zagospodarowaniu pruskich siedzib. Część z nich przeznaczono na hotele, pensjonaty, domy pomocy, instytucje kultury i nauki, placówki edukacyjne, a nawet klasztor (Rychnowo). Ponieważ od daty wydania publikacji minęło niemal dwadzieścia lat, to z pewnością w tym czasie wiele dworów  i pałaców Prus Wschodnich, jako dobra ocalone przywrócono do stanu świetności „odnosząc się z wielkim pietyzmem do substancji zabytkowej”. Cieszy mnie fakt, iż ocalałe pruskie dwory i pałace usytuowane na terenie Warmii i Mazur stały się ozdobą Polski północno-wschodniej.


Łężany (film Kamerdyner) fot Waldemar Ulanowski - Twitter
Łężany (film Kamerdyner) fot Waldemar Ulanowski - Twitter


"Żebym wrósł w ziemię, jak stare drzewa"


wtorek, 22 stycznia 2019

Dwór polski w starej fotografii

Ludzisko Zofia Lewicka-Depta,

 Joanna Kułakowska-Lis



BOSZ 2014


 

 

 

 

Świat, którego już nie ma

     „Dom mieszkalny niewielki… na ścianach kilkanaście obrazów, w szafie kilkaset dobrych książek. Czegóż więcej potrzeba. Doli i chleba!” – autorki glosów zacytowały poetę – Władysława  Syrokomlę. Zofia Lewicka-Depta i Joanna Kułakowska-Lis, absolwentki filologii polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, bardzo świadomie, z bogatych archiwów: Narodowego Archiwum Cyfrowego oraz Archiwum Państwowego, wybrały stare fotografie polskich dworów. Na chwilkę przypomniały czytelnikom świat, którego już nie ma, chociaż niektóre budowle przedstawione w albumie cudem jakimś zachowały się. W owych ostańcach mieszczą się dziś muzea, urzędy publiczne, ośrodki konferencyjne a nawet hotele. Część zabytków wyrokami losu znalazła się w rękach prywatnych (często spadkobierców ostatnich właścicieli). W niedługich objaśnieniach do zdjęć historyczki przekazały garść interesujących informacji o dworach. Skupiły się na fundatorach, właścicielach oraz gościach, chętnie witanych w staropolskich siedzibach szlacheckich. Przybyszami bywali znani, wtedy i dziś, wybitni ludzie kultury, nauki, sztuki, polityki. Wśród nich pierwsze miejsce zajmował Marszałek Józef Piłsudski, bawiący w Moszczanicy czy Pikieliszkach (ob. Litwa).
     Autorki albumu dokonując selekcji dworów prezentowanych na zdjęciach pokazały miejsca narodzin wybitnych Polaków – Mereczowszczyznę (ob. Białoruś) Tadeusza Kościuszki, Będomin Józefa Wybickiego, Sycynę Jana Kochanowskiego, oraz domy rodzinne, gdzie wielcy Polacy spędzali dzieciństwo Nienadowa Aleksandra Fredry, Romanów Józefa Ignacego Kraszewskiego, Ludźmierz Włodzimierza i Kazimierza Tetmajerów.

Pikieliszki 1931
Pikieliszki 1931
Moszczanica 1934
Moszczanica 1934

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mikrokosmos szlacheckiego życia

     Specjalnym sentymentem darzę kilka polskich dworów, których wizerunki znalazły się w publikacji wydawnictwa BOSZ. Czombrów (ob. Białoruś) położony w okolicach jeziora Świteź, stał się pierwowzorem mickiewiczowskiego Soplicowa.  Z Czombrowem Mickiewicz miał powiązania rodzinne. Medyka Pawlikowskich, zwana medyckim Wersalem, mieściła imponujące, bezcenne dzieła sztuki, księgozbiory (w bibliotece w baszcie), kolekcje pieczęci, numizmatów, atlasów. Przyjmując w swych gościnnych wnętrzach pierwszych obywateli Rzeczypospolitej, stała się uznaną ostoją polskości. Zaś klasycystyczny (po przebudowie) dwór w Modlnicy stanowi według mnie kwintesencję fenomenu polskiego dworu szlacheckiego, wysławianego przez artystów pióra i pędzla. Za przyczyną staropolskiej gościnności przeistoczył się w ośrodek życia kulturalnego i artystycznego, czego ślady znaleźć można w galeriach i bibliotekach.

Medyka 1937
Medyka 1937
Czombrów 1931
Czombrów 1931


 

 

 

 

 

 

czwartek, 17 stycznia 2019

Książę Regent

Magdalena Jastrzębska


LTW 2018














Zwróceni ku Ojczyźnie

     Dzięki udziałowi w spotkaniu autorskim z Magdaleną Jastrzębską poznałam Pałac w Małej Wsi, gdzie narodził się pomysł biografii jednego z jego właścicieli – Zdzisława Lubomirskiego. Książę Lubomirski będąc członkiem Rady Regencyjnej w listopadzie 1918 roku przekazał pełnię władzy w odrodzonej Polsce więźniowi twierdzy w Magdeburgu – Józefowi Piłsudskiemu. Stąd tytuł publikacji – Książę Regent. Publikacji nietypowej w pisarstwie biograficznym literatki, która po raz pierwszy bohaterem swych historycznych poszukiwań uczyniła mężczyznę. Omawiana książka nie ma męskiego charakteru, pomimo stricte męskich obszarów działalności na przestrzeni całego życia księcia. Autorka opowiedziała o charyzmatycznym mężczyźnie w tak lekki i zarazem wciągający sposób, że czyta się ją z dużą przyjemnością pochłaniając kolejne strony i ze zdziwieniem konstatując, że rozdział pt. Postscriptum definitywnie kończy tom.

Zaślubił Naród

     W ciągu zaledwie jednego roku, spod pióra Magdaleny Jastrzębskiej, wyszedł rzetelnie przygotowany, barwny, polityczny i prywatny życiorys arystokraty, specjalnie zasłużonego dla odzyskania przez Polskę niepodległości. Pisarka z dużym wyczuciem i obiektywizmem nakreśliła postać żywego człowieka, nie przekształcając go w pomnik bez skazy. Przedstawiła Zdzisława Lubomirskiego zachowując dystans do Wielkiego Polaka, który połowę życia przeżył dla siebie, a połowę dla Rzeczypospolitej. Zaznaczyła, iż Książę będąc na służbie Narodu, z pełną świadomością i odpowiedzialnością realizował dewizę rodową Lubomirskich „Zwróceni ku Ojczyźnie” pełniąc szereg funkcji publicznych i obejmując zaszczytne stanowiska, m.in. prezydenta Warszawy, członka Rady Regencyjnej, Senatora Rzeczypospolitej itp. W książce jest też mowa o honorze, charyzmie, wielkopańskości, harcie ducha, ochotniczym udziale w obydwu wojnach światowych i innych pięknych cechach księcia Zdzisława Lubomirskiego. Dzięki niezwykle trafnie wybranym fragmentom listów i pamiętników osób najbliższych księciu, czytelnik miał możliwość poznać prywatne oblicze bohatera biografii – kochającego męża i ojca, oddanego przyjaciela, który, zdaniem żony, „Zaślubił Naród”. 

Członkowie-Rady-Regencyjnej-Józef-Ostrowski-Aleksander-Kakowski-i-Zdzisław-Lubomirski https://commons.wikimedia.org
Członkowie Rady Regencyjnej Józef Ostrowski Aleksander Kakowski
Zdzisław Lubomirski - https://commons.wikimedia.org
Akt_przekazania_wladzy https://commons.wikimedia.org
Akt przekazania władzy - https://commons.wikimedia.org




 





poniedziałek, 7 stycznia 2019

Podróżniczka

Ewa Dzieduszycka - fot. http://krakowianie1939-56.mhk.pl/

Ewa Dzieduszycka 

 


Wydawnictwo Literackie 2018







 

 

 

 

 

Nie znam większego szczęścia niż wpatrywanie się w arcydzieła

     „Nie znam większego szczęścia niż wpatrywanie się w arcydzieła” oznajmiła Ewa z Koziebrodzkich  Dzieduszycka, porównując tę radość jedynie do euforii  ogarniającej alpinistę po zdobyciu szczytu, z którego roztacza się wyjątkowy widok. Dane jej było doświadczać obydwu tych uczuć eksplorując liczne kraje w Europie, Azji, Afryce z ich muzeami, galeriami, zabytkami, górami, lasami, pustyniami, morzami…
Fascynująca autorka wspomnień była postacią nietuzinkową pod wieloma względami. Wystarczy odnotować jej pionierskie jazdy na rowerze i nartach. Jej swoistym hobby było zażywanie kąpieli we wszelkich akwenach napotykanych na drodze swych wypraw. Spełniając swe nietypowe zachcianki poleciła zbudować „leśną chatkę” służącą za schronisko w jej eskapadach w okolice. Jako czynna uczestniczka polowań, jedno z nich niemal przypłaciła życiem doświadczając śmierci klinicznej.

Ewa Dzieduszycka - początek XX wieku
Ewa Dzieduszycka - początek XX w.
Ewa Dzieduszycka - koniec lat 50. XX wieku
Ewa Dzieduszycka - koniec lat 50. XX w.
Ewa Dzieduszycka - początek. XX wieku
Ewa Dzieduszycka - początek. XX w.


Fotografie, biogramy, przypisy

     Ewa Dzieduszycka była kobietą aktywną, wyzwoloną, wyprzedzającą ludzi sobie współczesnych, chociaż wychowana była w surowej dyscyplinie z poszanowaniem wszelkich zasad życia młodej arystokratki. Dobrze się stało, że pod koniec życia postanowiła spisać swe bogate wspomnienia, a pół wieku później jej potomkinie – Małgorzata Dzieduszycka-Ziemilska i Dominika Dzieduszycka-Sigsworth – zdecydowały opublikować opowieści Babci. Wnuczka i prawnuczka Ewy Dzieduszyckiej opracowały rękopis wspomnień uzupełniając go fotografiami doskonale wpisującymi się w tekst bohaterki, a pochodzącymi z archiwów rodzinnych, muzealnych oraz Narodowego Archiwum Cyfrowego. Przedstawiają one typowe zdjęcia z albumów tworzonych przez kolejne pokolenia ziemian, jak również kopie dokumentów, czy wizerunki odwiedzanych przez Podróżniczkę miejsc. Redaktorki w interesujący sposób wzbogaciły treść książki przytaczając fragmenty opracowań innych autorów, np. Walerego Eljasza, Romana Aftanazego, czy wyjątki z Polskiego Słownika Biograficznego lub dzienników Myszki Bochdan.
     Niekłamane wyrazy uznania kieruję do Pań: Małgorzaty i Dominiki Dzieduszyckich za rzetelne i skrupulatne przygotowanie przypisów, dodatkowo wyjaśniających zagadnienia poruszane w tekście, np. skomplikowane koligacje Dzieduszyckich, pojawiające się postaci, miejsca, fakty.

Ewa Dzieduszycka - połowa XX wieku
Ewa Dzieduszycka - połowa XX w.
Fragment rękopisu wspomnień
Fragment rękopisu wspomnień


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

środa, 21 listopada 2018

Karafka La Fontaine'a T2

Melchior Wańkowicz 


Wydawnictwo Literackie 1983









Łańcuch literacki 

     Melchior Wańkowicz w drugim tomie traktatu o pisarstwie, zatytułowanym „Karafka La Fontaine’a”, dopełnił charakterystyki całości zagadnień poświęconych kolejnym ogniwom łańcucha literackiego, począwszy od twórcy, przez wydawcę, krytyka, cenzora, mecenasa (sponsora), na czytelniku skończywszy. Rozwinął wielopłaszczyznowe zagadnienia „Zasadzek” czyhających na adeptów sztuki pisarskiej ze strony świata zewnętrznego oraz ze strony złożonej osobowości mistrza pióra. Wśród tych ostatnich wspomnieć należy o zjawiskach określanych przez pisarza jako chciejstwo, relatywizm, zamylenia, cudzosłowie, potknięcia i deformacje, a także autocenzurę i wszystkoizm. 

Sprawy podstawowe

     Monografia zawiera także szczegółowe rozważania o „Sprawach podstawowych”, takich jak „Warsztat” i „Zaplecze”. Rozległość poruszanej tematyki związanej z wymienionymi pojęciami kluczowymi winna wywołać w czytelnikach poczucie, iż zgłębiając lekturę” Karafki…” obcują z wybitnym renesansowym umysłem. Treść rozprawy dowodzi wyjątkowych zdolności autora w zakresie głębokiej analizy omawianych kwestii kulturowych, szerokiej syntezy historycznoliterackiej, jak również znajomości psychiki twórców i odbiorców ich dzieł. Dzięki temu swoje miejsce w owej literackiej Biblii znaleźli współpracownicy pisarza przyczyniający się do powstania utworu, tj. researcherzy-szperacze, sekretarze-asystenci, redaktorzy, korektorzy itd. Nie bez przyczyny właśnie drugi tom „Karafki…” rozpoczyna prześmiewcza dedykacja skierowana do Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm ówczesnej asystentki Mistrza: „Mojej sekretarce, mgr Aleksandrze Ziółkowskiej, bez której oddanego współpracownictwa zapewne byłaby to jeszcze gorsza książka
„Król reportażu”, twardo stąpający po ziemi, pochylił się nad prozaicznymi czynnikami odgrywającymi znaczącą rolę w powstawaniu dzieł literackich. Zwrócił uwagę czytelników na bardziej lub mniej  oczywiste przyczynki, jak talent, natchnienie, pracę, znajomość świata, indywidualne własności umysłu twórcy (pamięć, oczytanie). Kilka rozdziałów tomu zawiera spostrzeżenia literata dotyczące problematyki warsztatowych aspektów pracy pisarskiej, w tym tworzenia osobistych kartotek czy korzystania z najnowszych zdobyczy techniki.




poniedziałek, 24 września 2018

Z Medyki wspomnienia rodzinne

Kasper Pawlikowski - http://www.medykastowarzyszenie.plKasper Pawlikowski 


ZNAK 2017








Można wiecznie żyć historią

     Wspomnienia rodzinne Kaspra Pawlikowskiego sięgają do Medyki, Zakopanego, Lwowa, Rzymu, Londynu – miejsc, gdzie wykuwała się osobowość, charakter i morale kontynuatora tradycji znamienitego rodu. Niezwykle drobiazgowe, plastyczne opisy gniazd rodzinnych i ich mieszkańców powstały z okruchów pamięci polskiego emigranta żyjącego sześćdziesiąt pięć lat poza granicami Kraju. Niesprawiedliwymi wyrokami historii Kasper Pawlikowski wraz z rodziną, niemal całe dorosłe życie spędził z dala od Polski, od rodowego majątku w Medyce, od Domu pod Jedlami w Zakopanem…
Zżymam się ilekroć dobiegają do mnie oburzone głosy „nowoczesnych” Polaków, euroentuzjastów, domagające się zerwania z przeszłością – „nie można wiecznie żyć historią!” – krzyczą, „dość tego rozpamiętywania przeszłości”.
Budząca grozę historia II wojny światowej oraz brunatnej i czerwonej okupacji odcisnęły niezatarte piętno na wszystkich polskich rodzinach, i tych patriotycznych, nieustraszonych, dzielnych, jak i tych kolaboranckich, asekuranckich, tchórzliwych. Te pierwsze rodziny poniosły jednak niewspółmiernie wysokie straty, a wraz z nimi poważnego uszczerbku doznała polska kultura, nauka, sztuka. Jak więc można zapomnieć o krzywdach zadanych żywemu organizmowi Rzeczypospolitej, odradzającej się po ponad wiekowej niewoli? Tego robić nie wolno!

Kto Ty jesteś? – Polak mały

     Wspomnienia potomka rodu Pawlikowskich, „medyckich Medyceuszy”, pozwoliły choć na chwilę przenieść się myślą do okresu sielankowego dzieciństwa chłopca wyrosłego w atmosferze domu pełnego miłości. Domu, który wychowywał i uczył… Tradycyjny polski dom szlachecki wyposażał dzieci w moralny kod i wyrabiał w nich etyczne postawy. Przekazywał potrzebę otwartości na świat i ludzi (stąd m.in. nacisk na naukę języków obcych). Jednocześnie w domu tym „obce wpływy były… selektywnie kontrolowane, a własne kultywowane”. Podstawy patriotyzmu wpajano młodemu pokoleniu na różne sposoby: gawędy starszych, odpowiednie lektury, celebrowanie polskich świąt, aż po przykład własnego zaangażowania w „polskość”. Wśród przodków i krewnych Kaspra Pawlikowskiego mnożyły się bohaterskie życiorysy osób poświęcających się służbie społeczeństwu, a nawet składających swe życie na ołtarzu ojczyzny. Beata Obertyńska (Dziodzia), ciotka autora, więziona była przez NKWD we lwowskich Brygidkach, Kijowie, Odessie, Charkowie, Starobielsku i wywieziona do łagru Loch-Workuta. Wuja Kaspra, Ludwika Wolskiego (Luk), Ukraińcy aresztowali, torturowali, rozstrzelali i wrzucili do dołu śmierci. A kilkanaście lat wcześniej jego ojciec chrzestny, Władysław Bełza, napisał dla małego Luka znany wszystkim Polakom „Katechizm polskiego dziecka”.
Kto Ty jesteś? – Polak mały…

sobota, 8 września 2018

Kaja od Radosława

Dedykacja od Autorki dla mnie Aleksandra Ziółkowska-Boehm


MUZA SA 2014














 I tak przez ocean powstawała ta książka

     „Miałam ciekawe życie”, „Miałam szczęśliwe życie”, „Życie niewłaściwie urozmaicone”  - tymi słowami podsumowały swe koleje losu osoby o niezwykle barwnych życiorysach, przepełnionych dramatycznymi wydarzeniami i nieoczekiwanymi zwrotami akcji. „Miałam ciekawe życie” – oświadczyła Cezaria Iljin-Szymańska – córka syberyjskiego zesłańca, która swe dzieciństwo spędziła na Syberii, działaczka konspiracyjna podczas okupacji, walcząca w Powstaniu Warszawskim, ewakuująca się kanałami ściekowymi, więzień obozu NKWD w Ostaszkowie, żona hubalczyka Sępa – więźnia Zamku w Lublinie i zakładu we Wronkach, a następnie architekt odbudowująca stolicę ze zniszczeń wojennych. Czy tylko ciekawe? – życie Cezarii przede wszystkim wartościowe.
Niemal w ostatniej chwili „postanowiłam napisać o niej całą opowieść” – wspomniała Aleksandra Ziółkowska-Boehm. Znała bohaterkę ponad trzydzieści lat, gdy niespodziewanie dla siebie poczuła, że powinna ocalić od zapomnienia jej bardzo urozmaicone życie. „I tak przez ocean powstawała ta książka”. Książka niezwykła, opowiadająca o jednej z wielu polskich bohaterek, która mimo udziału  w tragicznych wydarzeniach powodowanych wojną oraz okupacją hitlerowską i sowiecką zachowała wolę przetrwania, hart ducha oraz zdolność pełnego optymizmu patrzenia w przyszłość.

Zasadniczy rekwizyt książki

     Aleksandra Ziółkowska-Boehm w zręczny sposób wykorzystała opowieść o losach  Kai do przedstawienia w pigułce historii XX-wiecznej Polski oraz w skrótowej formie opisała miasta i miejsca, które stały się domem dla Cezarii Iljin-Szymańskiej – Białystok, Wilno, Zamość i oczywiście Syberię. W biografii przyszłej architektki poruszyła kwestię działalności Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego pod dowództwem Henryka Dobrzańskiego. Wokół „zasadniczego rekwizytu książki”, jakim wyznaczyła Krzyż Srebrny Orderu Wojskowego Virtuti Militari zbudowała opowieść, która stała się swoistym hołdem pamięci o Wiernych Synach i Córkach Ojczyzny. Autorka jednocześnie wyjaśniła czytelnikom istotę „poczucia historycznej krzywdy”, jakiej miliony niewinnych Polaków doznały od obydwu okupantów w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu. Udowodniła bez cienia wątpliwości, jak ważne jest opowiadanie z pasją prawdziwych, niezmyślonych ludzkich historii, w których dominuje pozostawanie wiernym imponderabiliom Bóg, Honor, Ojczyzna.

środa, 25 lipca 2018

Karafka La Fontaine’a t.1

Melchior WańkowiczMelchior Wańkowicz  

 

Wydawnictwo Literackie 1983














Zaszczepione na reporterskim pniu

     Tytułowa Karafka Wańkowicza odbija całe spectrum barw, oświetlając nimi wszystkie zakątki świata, do których dotarł lub chciał dotrzeć Melchior Wańkowicz. Gdyby autor posiłkował się tylko elementami własnego życiorysu posiadałby wystarczające ilości materiału pisarskiego na całą swą twórczość. W urozmaiconym życiu literata czytelnik znajduje podróże po świecie, udział w wojnach światowych, pobyty w aresztach i więzieniach, różnorodne zajęcia (praca w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w Wydawnictwie „Rój” oraz na potrzeby reklamy), niemal dwudziestoletnią emigrację oraz śmierć dziecka. Melchior Wańkowicz potrafił literacką treść swoich przeżyćzaszczepić… na reporterskim pniu”. Podróżowanie w przestrzeni i czasie stanowiło dla pisarza pretekst do tworzenia niezrównanych utworów wspomnieniowo-pamiętnikarskich, reportaży historyczno-geograficznych i wojennych, esejów i felietonów oraz - jako klasę samą dla siebie – dwu tomów zatytułowanych „Karafka La Fontaine’a”. „Król Reportażu” stworzył swe opus vitae na obraz i podobieństwo „dziennikarskiej Biblii”, wychodzącej poza ramy reportażu na szerokie obszary sztuki pisania i pisarskiego warsztatu. Wielowymiarowe dzieło nosi znamiona monografii nie „wypozowując się na naukowość”, lecz pretendując do miana hołdu złożonego literaturze faktu i literackiej polszczyźnie.

Inwokacja do Języka

     Melchior Wańkowicz – mistrz gatunku zwanego reportażem literackim – podzielił się uwagami na temat obydwu części określenia tej formy. Szczegółowo opisał cechy dobrego reportażu i reportażysty, takie jak zaangażowanie, funkcjonalizm, dociekliwość, poświęcenie, osobiste doznanie, poczucie humoru. Wymienił również pojawiające się ich wady, np. indywidualne preferencje i tendencyjność, skrajne poglądy i radykalizm oraz przeładowanie treści ilością faktów lub skupianie się na faktach miałkich (ale modnych). Autor poświęcił znaczną ilość miejsca kwestiom literackim, nie ograniczając się jedynie do zagadnień reportażu, lecz pochylając się nad istotą polszczyzny, jaką posługują się polscy pisarze. Sformułował przepiękną Inwokację do Języka zwracając się do poszczególnych jego słów. Gdzie indziej apelował do twórców o „konieczności językowej świadomości”, mającej zapobiegać nadużyciom lingwistycznym, językowej niechlujności i pseudointelektualnemu bełkotowi. Wybitny publicysta zagłębiał się w rozważaniach lingwistycznych dotyczących m.in. wzbogacania języka za pomocą słowotwórstwa i zapożyczeń z języków obcych. Z drugiej jednak strony analizował potrzebę kontrolowania poprawności językowej utworów literackich oraz występował z krytyką przesadnej działalności purystów językowych. Melchior Wańkowicz wprowadził do naszego języka szereg neologizmów, takich jak światopogląd, międzyczas, międzyepoka, chciejstwo, kundlizm. Zgadzał się z poglądem, że gorzka historia Polski przesądziła o  emocjonalności, a nawet sentymentalizmie, języka polskiego. Podsumowując refleksje językowe o pięknie mowy polskiej pisarz uświadomił sobie i nam, iż zawsze i wszędzie „przełamywaliśmy się tym słowem powszednim jak chlebem”.





środa, 20 czerwca 2018

Kresowe losy

Witold Czarnecki Fot. sybir.com.plWitold Czarnecki     


Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej 1995








Żołnierzom Armii Krajowej

     Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej wydało, już po przewrocie 1989 roku, interesującą książeczkę autorstwa Witolda Czarneckiego (rocznik 1927) o pojemnym, ale w pełni uzasadnionym, tytule „Kresowe losy”. Opowiedziane koleje życia ich autora okazały się bowiem podobne dla większości przedstawicieli pokolenia kresowego urodzonych w wolnej Polsce. Scenariusze ich życia pisane przez barbarzyńskich najeźdźców zbudowane były z kilku aktów: niepodległościowa konspiracja, walka zbrojna w strukturach wojskowych, zesłanie do łagrów i więzień, powrót do powojennej Polski albo dobrowolna czy przymusowa emigracja. Witold Czarnecki kończy książkę tragiczną listą towarzyszy broni ze swego plutonu, gdzie obok nazwisk figurują wpisy: zginął, zamordowany, więzienie, łagier. W tej sytuacji autor poczuł się "dzieckiem szczęścia".
     Były akowiec zakończył wspomnienia w sierpniu 1945 roku, gdy udało mu się powrócić do Ojczyzny do Białegostoku, z którym związał swe przyszłe życie. Witold Czarnecki jest profesorem architektury i urbanistyki przemysłu na Politechnice Białostockiej oraz v-prezesem Okręgu Białystok Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Razem ze swym synem Bartoszem zaprojektowali (pro publico bono) białostocki pomnikŻołnierzom Armii Krajowej” odsłonięty w 1995 roku.
     Przesycone treścią wspomnienia autor rozwinął w wydanych później publikacjach o „Losach Żołnierzy kresowych AK”, „Żyłem ciekawie”, „AK na Białostocczyźnie 1939-45.

Wilno i Wileńszczyzna

     Witold Czarnecki, niczym dwie strony medalu, najpierw zaprezentował w książce blaski przedwojennego Wilna, a w następnej kolejności przekazał suchą relację z pobytów w łagrach, które odcisnęły trwałe piętno na duszy osiemnastolatka.
Wileńska inteligencja czasów międzywojnia bywała w tamtejszych teatrach, filharmonii, kinach, pod Ostrą Bramą. Autor poprowadził nas do miejsc spotkań towarzyskich ludzi sztuki, nauki, lekarzy, inżynierów; do sławnych kawiarń, restauracji, hoteli. Zaprosił, razem z ziemiaństwem Wileńszczyzny, do arcypolskich dworów, takich jak majątek Onżadowo w obwodzie grodzieńskim czy majątek koło Zelwy nieopodal Wołkowyska, gdzie „Piękny, stary drewniany dwór z gankiem, do którego prowadziła aleja wysadzana lipami, gazon przed gankiem. Na osi domu sień, na prawo sala jadalna z portretami przodków”.

Białostocki pomnik „Żołnierzom Armii Krajowej”Fot. fluidi.pl
Białostocki pomnik „Żołnierzom Armii Krajowej” Fot. fluidi.pl
Rota Przysięgi Żołnierza Armii Krajowej Fot. niezlomni.com
Rota Przysięgi Żołnierza Armii Krajowej  Fot. niezlomni.com


















piątek, 15 czerwca 2018

Lepszy dzień nie przyszedł już

Wilk, Roman, Dołęga, Rado - 1974 Aleksandra Ziółkowska-Boehm  


ISKRY 2012















Polskość jak stuletni dębniak...

     Gawęda Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm o „Dworze w Kraśnicy i hubalowym Demonie” zainspirowała mnie do powtórnego sięgnięcia po inną lekturę tej samej autorki. Jakże inaczej odczytywałam myśli zawarte w publikacji o niebanalnym tytule „Lepszy dzień nie przyszedł już”. „Pierwsze czytanie” wstrząsnęło mną przerażającymi opisami aktów przemocy fizycznej i psychicznej, jakie miały miejsce podczas deportacji, wywózek, osiedleń, katorżniczej pracy i egzystencji na nieludzkiej ziemi. „Aby przeżyć do jutra, traciło się czasami człowieczeństwo. Głód tłumaczył wszelkie zachowania”. Więc nie dziwiło wtedy skonsumowanie psa czy głowy konia. „Drugie czytanie” pozwoliło mi z większą uwagą skupić się na pojedynczych losach ludzi postawionych w obliczu tragicznych wydarzeń w nienormalnych okolicznościach, będących zaprzeczeniem humanitarnych warunków życia. W zderzeniu z realistycznym przedstawieniem uroków życia w kresowych dworach: w Szemiotówce na Polesiu, w Dźwiniaczu na Podolu czy w Ławskim Brodzie na Nowogródczyźnie, gdzie „polskość jak stuletni dębniak nastała”, gehenna zesłańców jawiła się wyjątkowo koszmarnie. A na Kresach było tak pięknie:
duży okrągły bochenek leżał na stole na desce, obok nóż. Najpierw Tatuś robił krzyż, nazywało się to «przeżegnać chleb»”, 
Na Wielkanoc przyrządzano szynki. Wędzono je dwa tygodnie, paląc drewnem olchowym i jałowcowym, we własnej wędzarni”, 
na zamieszkanie w internacie przygotowano… specjalną wyprawkę – oznaczone monogramami noże, widelce, prześcieradła, ręczniki”.

 

Nie mogłam płakać, nie umiałam

     Aleksandra Ziółkowska-Boehm, jak nikt inny umiała zanurzyć się w niełatwe biografie Polaków, którym hitlerowscy i sowieccy okupanci, jednym rozkazem, zagrabili i zniszczyli wszystko: domy, rodziny, Ojczyznę. Pisarce udało się uniknąć w tekście taniego sentymentalizmu, przesadnego dramatyzowania i nadmiernego patosu. „Nie mogłam płakać, nie umiałam. Dalej nie mogę”. Tak wspominała Joanna, a może Aleksandra spisująca wspomnienia Joanny? Tekst książki został natomiast przepełniony opisami szlachetnych uczynków, charakterystykami prawych ludzi i ich wyjątkowymi reakcjami na zło (Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj).
Wzruszająca i przerażająca jest fotografia wykonana w latach trzydziestych XX wieku w Kobryniu na Polesiu, a przedstawiająca rodzinę Michalaków: Władysławę, Antoniego, Joasię, Józia i Henia. Bilans strat wojennych osób z tego zdjęcia wypadł dramatycznie. Z pięciu członków rodziny ocalała w istocie jedynie Joanna. Jej brat Józio przeżył, ale z uszkodzonym mózgiem był niezdolny do samodzielnego życia. Rodzice trójki dzieci zginęli podczas „podróży” bydlęcym pociągiem na zesłanie. Henio zmarł w szpitalu w Teheranie. Miał tylko sześć lat

Michalakowie:Władysława, Antoni, Józio, Henio - lata 30' XX w.
Michalakowie:Władysława, Antoni, Józio, Henio - lata 30' XX w.

środa, 6 czerwca 2018

Sześć pięter luksusu

Witraż  - fot. www.dtbj.pl Cezary Łazarewicz


ZNAK 2013






 

 

 

 

 

 

 

Społeczna pamięć marki

     Moja Babcia (1905-1994) z dumą wspominała, że przed wojną, około roku 1935, kupiła sobie elegancki płaszcz „u Braci Jabłkowskich”. Czterdzieści lat później brzmiało to, jak dawno minione echa Polski międzywojennej. Kolejne czterdzieści lat później, korzystałam  z noclegu w apartamencie Apple Inn, znajdującego się w odzyskanej niedawno przez prawowitych właścicieli, Kamienicy Jabłkowskich. Dowiedziałam się wtedy od kogoś z rodziny Jabłkowskich o wygranej batalii toczonej o stojący opodal Dom Towarowy Braci Jabłkowskich. Stanowiło to dla mnie sygnał, że może, choć w niewielkim stopniu, coś będzie tak, jak dawniej

Pamiętnik Starego Subiekta?

     Miłą niespodzianką okazała się lektura książki zatytułowanej „Sześć pięter luksusu. Przerwana historia Domu Braci Jabłkowskich”. Jej autor – Cezary Łazarewicz – dziennikarz, publicysta, pisarz i działacz opozycyjny z lat osiemdziesiątych XX wieku, zaskoczył mnie przede wszystkim pięknie opowiedzianymi dziejami Rodziny Jabłkowskich i jej „ziemi obiecanej” – przedwojennej Warszawy. Ponadto ciekawą strukturą książki oraz lekkim piórem, którego umiejętnie używał opisując trudne losy rodzinnej firmy. Autor wczuł się w klimat epoki tak doskonale, że często wydawało mi się, że czytam Pamiętnik Starego SubiektaIgnacego Rzeckiego. Z dużą znajomością rzeczy wprowadził czytelników w arkana organizacji Domu Towarowego o trzystu stoiskach w czterdziestu czterech sklepach z pracującymi ponad sześciuset osobami. 

poniedziałek, 21 maja 2018

Dwór w Kraśnicy i hubalowy Demon

Major_Henryk_Dobrzanski_Rzeszow_1932Aleksandra Ziółkowska-Boehm



 PIW 2009








 

 

 

 

Patriotyzm - nieuleczalna choroba duszy

     Tytułowy Dwór w Kraśnicy stał się dla Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm pretekstem do przedstawienia losów niektórych potomków Antoniego Jaxa Bąkowskiego herbu Gryf i Izabeli Rudzkiej herbu Prawdzic, którzy dali światu trzynaścioro dzieci. Rodziny, o których pisarka opowiada w książce zatytułowanej „Dwór w Kraśnicy i hubalowy Demon” nosiły historyczne nazwiska: Krasiccy, Ossowscy, Jaxa Bąkowscy. Autorka wykonała tytaniczną pracę gromadząc materiały, dokonując ich selekcji i wreszcie tworząc wielce interesującą opowieść o wybranych postaciach rodów, dzielnie zmagających się z nie zawsze przyjazną rzeczywistością. W publikacji zaprezentowano wielu cichych i głośnych bohaterów dotkniętych nieuleczalną chorobą duszypatriotyzmem. Brali oni czynny udział w powstaniach narodowych, wojnach o wolność „naszą i waszą”, starciach z powojennym komunistycznym reżimem, lub „tylko” wspierali działania narodowowyzwoleńcze z tyłów za linią frontu. 

Literacki majstersztyk i źródło wiedzy

     Wydawnictwo zaopatrzone w niepowtarzalne archiwalne fotografie, wartościowe Przypisy, obszerną Bibliografię i szczegółowy Indeks osób jest rzetelnym źródłem wiedzy o kolejach losu prawnuków i praprawnuków Antoniega Jaxa Bąkowskiego, związanych z nieistniejącym dziś dworem w Kraśnicy. Służył on schronieniem, pomocą, wsparciem Hubalczykom, partyzantom, żołnierzom AK oraz ludności cywilnej. Popularyzatorka heroicznych epizodów historii Polski przekazała dwa, jakże odmienne, obrazy życia w polskim dworze: w czasie dwudziestolecia międzywojennego i podczas okupacji. Wizerunek dworu żyjącego w zgodzie z naturą i porami roku, współżyjącego z ludnością chłopską, świętującymi i bawiącymi się po spełnieniu obowiązków, przeciwstawiła wojennemu krajobrazowi rekwizycji, konfiskat, bandyckich napadów, niepewności dnia jutrzejszego i mierzenia się z wszelkimi przeciwnościami losu. Doprawdy to literacki majstersztyk na nieprzeciętną miarę. Autorka – Aleksandra Ziółkowska-Boehm ocaliła od zapomnienia pamięć o ludziach, miejscach i wydarzeniach, za co należą się jej, od nas czytelników, wyrazy wdzięczności i serdeczne podziękowania

Demon
Demon
Podziękowanie za dar konia Demona
Podziękowanie za dar konia Demona