czwartek, 17 stycznia 2019

Książę Regent

Magdalena Jastrzębska


LTW 2018














Zwróceni ku Ojczyźnie

     Dzięki udziałowi w spotkaniu autorskim z Magdaleną Jastrzębską poznałam Pałac w Małej Wsi, gdzie narodził się pomysł biografii jednego z jego właścicieli – Zdzisława Lubomirskiego. Książę Lubomirski będąc członkiem Rady Regencyjnej w listopadzie 1918 roku przekazał pełnię władzy w odrodzonej Polsce więźniowi twierdzy w Magdeburgu – Józefowi Piłsudskiemu. Stąd tytuł publikacji – Książę Regent. Publikacji nietypowej w pisarstwie biograficznym literatki, która po raz pierwszy bohaterem swych historycznych poszukiwań uczyniła mężczyznę. Omawiana książka nie ma męskiego charakteru, pomimo stricte męskich obszarów działalności na przestrzeni całego życia księcia. Autorka opowiedziała o charyzmatycznym mężczyźnie w tak lekki i zarazem wciągający sposób, że czyta się ją z dużą przyjemnością pochłaniając kolejne strony i ze zdziwieniem konstatując, że rozdział pt. Postscriptum definitywnie kończy tom.

Zaślubił Naród

     W ciągu zaledwie jednego roku, spod pióra Magdaleny Jastrzębskiej, wyszedł rzetelnie przygotowany, barwny, polityczny i prywatny życiorys arystokraty, specjalnie zasłużonego dla odzyskania przez Polskę niepodległości. Pisarka z dużym wyczuciem i obiektywizmem nakreśliła postać żywego człowieka, nie przekształcając go w pomnik bez skazy. Przedstawiła Zdzisława Lubomirskiego zachowując dystans do Wielkiego Polaka, który połowę życia przeżył dla siebie, a połowę dla Rzeczypospolitej. Zaznaczyła, iż Książę będąc na służbie Narodu, z pełną świadomością i odpowiedzialnością realizował dewizę rodową Lubomirskich „Zwróceni ku Ojczyźnie” pełniąc szereg funkcji publicznych i obejmując zaszczytne stanowiska, m.in. prezydenta Warszawy, członka Rady Regencyjnej, Senatora Rzeczypospolitej itp. W książce jest też mowa o honorze, charyzmie, wielkopańskości, harcie ducha, ochotniczym udziale w obydwu wojnach światowych i innych pięknych cechach księcia Zdzisława Lubomirskiego. Dzięki niezwykle trafnie wybranym fragmentom listów i pamiętników osób najbliższych księciu, czytelnik miał możliwość poznać prywatne oblicze bohatera biografii – kochającego męża i ojca, oddanego przyjaciela, który, zdaniem żony, „Zaślubił Naród”. 

Członkowie-Rady-Regencyjnej-Józef-Ostrowski-Aleksander-Kakowski-i-Zdzisław-Lubomirski https://commons.wikimedia.org
Członkowie Rady Regencyjnej Józef Ostrowski Aleksander Kakowski
Zdzisław Lubomirski - https://commons.wikimedia.org
Akt_przekazania_wladzy https://commons.wikimedia.org
Akt przekazania władzy - https://commons.wikimedia.org




 















 Domu bronić winnam

      W publikacji Magdaleny Jastrzębskiej znalazłam wiele odniesień do doniosłej roli towarzyszki życia Zdzisława Lubomirskiego – jego żony Marii z Branickich, jak również do znaczenia ich domu rodzinnego – Pałacu w Małej Wsi. Maria Lubomirska wspierająca męża we wszystkich działaniach dbała o ich gniazdo rodzinne deklarując: „domu bronić winnam, bom odpowiedzialna przed tymi co byli i przed tymi co będą”. Broniła, wzbogacała i przysparzała urody wiejskiej rezydencji – „wszystko tam było wyszukanej i wykwintnej elegancji, bez cienia aroganckiego przepychu” – wspominał siostrzeniec księcia Lubomirskiego. W Małowiejskim Pałacu odbyły się śluby sióstr Zdzisława Lubomirskiego: Heleny, Zofii i Jadwigi, będące jednocześnie imponującymi, spektakularnymi zjazdami rodzinnymi.

Odwaga cywilna i wielkopański sposób bycia

     Lektura „Opowieści o Zdzisławie Lubomirskim” odkłamała niesprawiedliwie i niezgodnie z prawdą, przedstawiany w komunistycznym PRL-u, styl życia polskiej arystokracji, rzekomo ograniczający się do próżniaczego balowania w europejskich stolicach, do kosztownych wojaży zamorskich czy do trwonienia rodowych fortun w kasynach. Autorka bez uprzedzeń, w pełnym świetle ukazała postać przedstawiciela rodu magnackiego przywracając tym samym dobre imię tej elitarnej warstwy społecznej. Nierzadko przyszło się księstwu borykać z pogardą, nienawiścią i wrogością okupantów rzeczypospolitej – Rosjan i Niemców. Butę rosyjskich oficerów odczuła Maria, gdy w Małowiejskim Pałacu rozlokował się sztab armii rosyjskiej. Księżnej Pani, która odwiedziła Pałac, jeden z oficerów „zaoferował nawet, że odstąpi jej na noc jej własny pokój!”. Z drugiej jednak strony książęca „odwaga cywilna i wielkopański sposób bycia tak imponowały Niemcom, że mógł przeprowadzić i przeprowadzał to, co dla kogoś innego byłoby niemożliwe”. Podobnych smaczków znajduje się w opowieści znacznie więcej. 

Pałac w Małej Wsi - zdjęcie własne
Pałac w Małej Wsi - zdjęcie własne

 Ideał sięgnął bruku

     Przez karty biografii Zdzisława Lubomirskiego przewinęło się wiele znanych postaci, o których wspominałam przy okazji innych moich lektur. Maria z Branickich Lubomirska, wielbicielka sztuki, odnalazła na strychu Pałacu w Małej Wsi „Portret Klementyny  - stał się on przyczynkiem do powstania wcześniejszej biografii autorstwa Magdaleny Jastrzębskiej. Pisarka odnotowała także postać kolekcjonera sztuki, hrabiego Franciszka Xawerego Pusłowskiego, o którego uwolnienie spod rosyjskiego sądu wojennego zabiegał Zdzisław Lubomirski. W innym miejscu przywołała wizytę Wandy Grońskiej, wnuczki siostry Zdzisława – Heleny z Lubomirskich Gawrońskiej, w wołyńskim dworze w Ławrowie (obecnie Ukraina), po którym nie został kamień na kamieniu. Podobny opis powrotu po latach do kraju lat dziecinnych wyszukałam w Niedemokratycznych wspomnieniachEustachego Sapiechy zatytułowanych „Tak było”. Książę odwiedził rodzinną Spuszę (obecnie Białoruś), którą bolszewicy „rozkradli, spalili i zaorali”. Zaś w rozdziale poświęconym przodkom Zdzisława Lubomirskiego umieszczono wzmiankę o jego rodzicach mieszkających w Warszawie w Pałacu Zamoyskich. To właśnie z okien tego pałacu, kilka miesięcy po ślubie Lubomirskich, carscy oprawcy zrzucili Fortepian Chopina, i właśnie wtedy „Ideał sięgnął bruku”. 

Ostatnie takie polowanie

     Opowieść o księciu Lubomirskim zilustrowano niemal stu pięćdziesięcioma fotografiami archiwalnymi i współczesnymi, doskonale odzwierciedlającymi przekazywane treści. Moja uwaga pozostała przy fotografii nr 9 przedstawiającej Marię z Zamoyskich Lubomirską z synem Zdzisławem, którego wyraz twarzy, w moim odczuciu, zapowiadał przyszłego prezydenta, regenta, senatora. Zdjęcie nr 25, przedstawiające wizerunek gości weselnych uczestniczących w uroczystości ślubnej księcia Zdzisława i Marii Branickiej, nie tylko zachwyca kompozycją i szacownymi osobistościami, ale również szczegółowym opisem tychże osób. Równie ciekawy jest obraz polowania w Dzikowie (nr 108) wraz z listą gości, gospodarzy, domowych, a nawet rozkładu (pokotu). 

Zdzisław Lubomirski - przed polowaniem - http://palacmalawies.pl/
Zdzisław Lubomirski - przed polowaniem - http://palacmalawies.pl/

 Za promowanie roli rodu

     Chylę czoła przed benedyktyńską pracą poczynioną przez biografkę podczas opracowywania tekstu. Wyszukanie, przeczytanie i wybranie odpowiednich cytatów oraz ułożenie Bibliografii wydania wywołuje moje głośne i szczere „chapeau bas”. Wyjątkowo przypadły mi do gustu niebanalne i rzeczowe podziękowania kierowane przez pisarkę do osób, które znacząco przyczyniły się do powstania publikacji: dyrektorowi Pałacu Mała Wieś, panu Maciejowi z Paryża, prezesowi Fundacja Książąt Lubomirskich oraz mężowi Markowi.
Książkę, którą moim zdaniem, powinni przeczytać szczególnie młodzi ludzie, doceniła Fundacja Książąt Lubomirskich przyznając autorce Medal za promowanie roli rodu Lubomirskich w odbudowę niepodległości” Polski oraz opatrując publikację słowem wstępnym prezesa Jana Lubomirskiego-Lanckorońskiego

Medal - awers - http://bioggraff.blogspot.com/
Medal - awers - http://bioggraff.blogspot.com/
Medal - rewers - http://bioggraff.blogspot.com/
Medal - rewers - http://bioggraff.blogspot.com/

 














Kraj musi żyć!

     Na zakończenie, dziękuję Pani Magdalenie Jastrzębskiej za przytoczenie fragmentu odnotowanej z pamięci (przez wnuka) wypowiedzi Zdzisława Lubomirskiego na temat „pokoju za wszelką cenę”:
„Kraj musi żyć, musi przetrwać i tę wojnę. Nie trzeba walić sobie sufitu na głowę i mówić, że to komuś służy. Trzeba ten sufit podpierać, chronić, bo będzie potrzebny, bo on jest także Polską”.
Książę Zdzisław Lubomirski zmarł w 1943 roku na skutek tortur zadawanych mu przez hitlerowców na Pawiaku. Nie doczekał Powstania Warszawskiego, które oprócz zniszczenia murów jego ukochanego miasta pochłonęło życie ponad dwustu tysięcy ludzi. Książę Regent z pewnością nie zgodziłby się na
wątpliwe bohaterstwo, polegające na akceptowaniu rujnowania stolicy… dalej o wiele grobów, zniszczonych ulic i domów”. 

PS Dziękuję za życzenia ciekawej lektury - spełniły się!

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Podróżniczka

Ewa Dzieduszycka - fot. http://krakowianie1939-56.mhk.pl/

Ewa Dzieduszycka 

 


Wydawnictwo Literackie 2018







 

 

 

 

 

Nie znam większego szczęścia niż wpatrywanie się w arcydzieła

     „Nie znam większego szczęścia niż wpatrywanie się w arcydzieła” oznajmiła Ewa z Koziebrodzkich  Dzieduszycka, porównując tę radość jedynie do euforii  ogarniającej alpinistę po zdobyciu szczytu, z którego roztacza się wyjątkowy widok. Dane jej było doświadczać obydwu tych uczuć eksplorując liczne kraje w Europie, Azji, Afryce z ich muzeami, galeriami, zabytkami, górami, lasami, pustyniami, morzami…
Fascynująca autorka wspomnień była postacią nietuzinkową pod wieloma względami. Wystarczy odnotować jej pionierskie jazdy na rowerze i nartach. Jej swoistym hobby było zażywanie kąpieli we wszelkich akwenach napotykanych na drodze swych wypraw. Spełniając swe nietypowe zachcianki poleciła zbudować „leśną chatkę” służącą za schronisko w jej eskapadach w okolice. Jako czynna uczestniczka polowań, jedno z nich niemal przypłaciła życiem doświadczając śmierci klinicznej.

Ewa Dzieduszycka - początek XX wieku
Ewa Dzieduszycka - początek XX w.
Ewa Dzieduszycka - koniec lat 50. XX wieku
Ewa Dzieduszycka - koniec lat 50. XX w.
Ewa Dzieduszycka - początek. XX wieku
Ewa Dzieduszycka - początek. XX w.


Fotografie, biogramy, przypisy

     Ewa Dzieduszycka była kobietą aktywną, wyzwoloną, wyprzedzającą ludzi sobie współczesnych, chociaż wychowana była w surowej dyscyplinie z poszanowaniem wszelkich zasad życia młodej arystokratki. Dobrze się stało, że pod koniec życia postanowiła spisać swe bogate wspomnienia, a pół wieku później jej potomkinie – Małgorzata Dzieduszycka-Ziemilska i Dominika Dzieduszycka-Sigsworth – zdecydowały opublikować opowieści Babci. Wnuczka i prawnuczka Ewy Dzieduszyckiej opracowały rękopis wspomnień uzupełniając go fotografiami doskonale wpisującymi się w tekst bohaterki, a pochodzącymi z archiwów rodzinnych, muzealnych oraz Narodowego Archiwum Cyfrowego. Przedstawiają one typowe zdjęcia z albumów tworzonych przez kolejne pokolenia ziemian, jak również kopie dokumentów, czy wizerunki odwiedzanych przez Podróżniczkę miejsc. Redaktorki w interesujący sposób wzbogaciły treść książki przytaczając fragmenty opracowań innych autorów, np. Walerego Eljasza, Romana Aftanazego, czy wyjątki z Polskiego Słownika Biograficznego lub dzienników Myszki Bochdan.
     Niekłamane wyrazy uznania kieruję do Pań: Małgorzaty i Dominiki Dzieduszyckich za rzetelne i skrupulatne przygotowanie przypisów, dodatkowo wyjaśniających zagadnienia poruszane w tekście, np. skomplikowane koligacje Dzieduszyckich, pojawiające się postaci, miejsca, fakty.

Ewa Dzieduszycka - połowa XX wieku
Ewa Dzieduszycka - połowa XX w.
Fragment rękopisu wspomnień
Fragment rękopisu wspomnień


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 3 stycznia 2019

Uniwersytet Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Historia i pamięć

Adam Stefan Lewandowski

Warszawa 2018








 

 

 

 

 

 

 

Od doktoratu do dekretu

     Adam Stefan Lewandowski sukcesywnie wyrasta na strażnika pamięci o Józefie Piłsudskim. Obecna publikacja jego autorstwa jest kolejną po „Solidarność na szlaku Józefa Piłsudskiego” i „Piłsudski w NZS-ie”,  którą komentuję. Tym razem autor pochylił się nad zagadnieniem patronatu uniwersytetu powołanego w Warszawie w 1816 roku. Uczelnia ta w 1921 roku na wniosek profesora Władysława Mazurkiewicza nadała Pierwszemu Marszałkowi Polski tytuł doktora honoris causa. Dwadzieścia jeden lat wcześniej ów profesor umożliwił Towarzyszowi Wiktorowi ucieczkę ze szpitala w Petersburgu (no, cóż – fortuna kołem się toczy). Już w trzy miesiące po śmierci Naczelnika Państwa, na wniosek Senatu Uniwersytetu Warszawskiego, Ignacy Mościcki Dekretem Prezydenta Rzeczypospolitej nadał uczelni nazwę Uniwersytet Józefa Piłsudskiego w Warszawie. 

 

Upamiętnianie i uświadamianie

     W tak lakoniczny sposób autor nie tylko przedstawił historię patronatu warszawskiej szkoły wyższej, ale również przypomniał o różnych formach upamiętniania Komendanta Legionów przez społeczność uniwersytecką. Znalazły się wśród nich informacje na temat portretu (1934), tablicy (1935), projektu monety (1935), popiersia (1937). Adam Stefan Lewandowski bogato zilustrował prezentowane treści dokumentalnymi fotografiami z zasobów Narodowego Archiwum Cyfrowego oraz archiwum autora, a także wyczerpująco opatrzył swoje teksty rzeczowymi przypisami (umieszczonymi, wygodnie dla czytelnika, na dole strony). Młody historyk z dużym znawstwem tematu przytoczył wypowiedzi luminarzy polskiej kultury i nauki. Z przyjemnością czytałam liczne cytaty uświadamiające historyczną doniosłość postaci Józefa Piłsudskiego dla środowisk akademickich, np. słowa wypowiedziane podczas inauguracji roku akademickiego 1938/39.

Wręczenie marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu doktoratu honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego - fot. nac.gov.pl
Wręczenie marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu doktoratu honoris causa
 Uniwersytetu Warszawskiego - fot. nac.gov.pl
Fot. andrzejanusz.pl
Fot. andrzejanusz.pl













 

 

sobota, 15 grudnia 2018

Nie minęło nic, prócz lat…

Szymon Kobyliński, Aleksandra Ziółkowska-Boehm


Nowy Świat 2003 













 

Ich "szczenięce lata"

     Dziesięciolecie dwu rodzin, dwu krajów położonych, gdzieś na krańcach świata, zawarte zostało w listach krążących między Aleksandrą Ziółkowską-Boehm a Szymonem Kobylińskim. Ona – pisarka, spadkobierczyni archiwum Melchiora Wańkowicza, Polka z krwi i kości mieszkająca od kilku lat w Stanach Zjednoczonych. On – rysownik, satyryk, pisarz, gawędziarz, ilustrator, pasjonat historii Polski. Wiele ich różniło. Startowali z innych miejsc w dziejach Polski. Jego „szczenięce lata” przebiegały w czasach Drugiej Rzeczypospolitej, jej dzieciństwo w czasach komunistycznego PRL-u. Z listów literatki i grafika wyłoniło się jednak wiele wspólnych płaszczyzn do spontanicznej wymiany zdań. Najważniejsze z wątków dotyczyły rodziny, ojczyzny, twórczości, ale i przyrody, zwierząt.

Umieli się różnić pięknie

     Oboje, czynni literacko, zmagający się z realiami wydawniczymi w swych krajach, nawzajem motywowali się do nieustannej pracy twórczej. Szymon Kobyliński, z racji wieku, wspierał adresatkę swych listów w realizacji jej pisarskich zamierzeń. Oboje recenzowali swe dzieła, lub projekty prac, nie szczędząc sobie szczerych uwag utrzymanych w przyjacielskim tonie. „Umieli się różnić pięknie i mocno”, chociażby w podejściu do kwestii obecności osobistych klimatów w pisarstwie. Szymon Kobyliński próbował skłonić Aleksandrę Ziółkowską-Boehm do szerszego przedstawiania swych spostrzeżeń, opinii czy interpretacji zjawisk i faktów w pisanych tekstach. Przekonywał, iż szukając książek konkretnych autorów „Sięgam, by spotkać ich osobowości, widne w doborze i intencji, czytelne w zamyśle ogólnym utworu, w tendencji całości”. Czytelnicy Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm wiedzą, że przyjęła rady bardziej doświadczonego kolegi po piórze – vide „Ulica Żółwiego Strumienia” czy „Podróże z moją kotką”.

Aleksandra Ziółkowska-Boehm - Fot. www.zppno.org
Aleksandra Ziółkowska-Boehm - Fot. www.zppno.org
Szymon Kobyliński jako senator Ostroróg - Fot. www.stopklatka.pl
Szymon Kobyliński jako senator Ostroróg - Fot. www.stopklatka.pl







 

poniedziałek, 26 listopada 2018

Od romantyzmu Opinogóry do pozytywizmu Gołotczyzny przez mazowiecki Ciechanów

Zamek Książąt Mazowieckich - CiechanówMuzeum Szlachty Mazowieckiej + mural na 100 lat Niepodległości Polski - CiechanówMazowsze 


20 - 22 listopada 2018





 

POLONIA RESTITUTA 

     Listopadowa, trzydniowa wizyta na północnym Mazowszu, zaowocowała zwiedzeniem  przeze mnie trzech muzeów, siedmiu zabytkowych obiektów, siedemnastu wystaw stałych i czasowych  oraz jednego cmentarza. Nagromadzenie w krótkim przedziale czasu różnorodnych wystaw o tematyce patriotycznej wywołało u mnie bezlik emocji, wrażeń, uczuć. Nie bez znaczenia, dla ogólnego odbioru prezentowanych przez obiekty i eksponaty wartości historycznych, była niewątpliwie wyjątkowo podniosła rocznica, którą szumnie obchodziliśmy w Polsce AD 2018. W setne urodziny Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej doskonale wpisały się wystawy zatytułowane: „POLONIA RESTITUTA  Polskie drogi do niepodległości” czy „Bohaterowie Niepodległości – w 100-lecie Jej odzyskania”. Obydwie ekspozycje przedstawiły zarówno etapy walk niepodległościowych,  jak i głównych bohaterów tych wydarzeń – Ojców Niepodległości Polski. Szczególnie imponująco przedstawiała się  „POLONIA RESTITUTA…” urządzona w opinogórskim dworze Krasińskich. Zaś Ciechanowskie Muzeum zaakcentowało działalność Bohaterów Niepodległości w walkach na terenie Mazowsza.

 POLONIA RESTITUTA  Polskie drogi do niepodległości - Opinogóra GórnaBohaterowie Niepodległości - w 100-lecie Jej odzyskania - Ciechanów 









Muzeum Szlachty Mazowieckiej 

     W obszarze moich zainteresowań wyjątkowe miejsce zajmują obiekty historyczne określane pojemną nazwą dworów i dworków czy zaprojektowane w stylu dworkowym. Okolice Ciechanowa uczyniły zadość moim „dworkowym” upodobaniom odkrywając piękno architektury kilku budowli zabytkowych i stylizowanych na zabytkowe. Niebanalny budynek z 1924 r. w stylu dworkowym przeznaczony na bank mieszczańsko – rolniczy obecnie mieści ciechanowskie Muzeum Szlachty Mazowieckiej. W Gołotczyźnie na terenie parku usytuowane są trzy oryginalne zabytkowe budowle tworzące Muzeum Pozytywizmu. Gościnny dworek hrabianki Aleksandry z Sędzimirów Bąkowskiej sąsiaduje z domem Krzewnia, w którym ćwierć wieku spędził Aleksander Świętochowski czołowy przedstawiciel epoki pozytywizmu. Nieopodal ulokowano dworek drobno – szlachecki pochodzący z niedalekiego Mężenina-Węgłowice.

Dom Krzewnia Aleksandra Świętochowskiego - GołotczyznaDworek hrabianki Aleksandry z Sędzimirów Bąkowskiej - Gołotczyzna

 

Dworek Drobnoszlachecki - Gołotczyzna

środa, 21 listopada 2018

Karafka La Fontaine'a T2

Melchior Wańkowicz 


Wydawnictwo Literackie 1983









Łańcuch literacki 

     Melchior Wańkowicz w drugim tomie traktatu o pisarstwie, zatytułowanym „Karafka La Fontaine’a”, dopełnił charakterystyki całości zagadnień poświęconych kolejnym ogniwom łańcucha literackiego, począwszy od twórcy, przez wydawcę, krytyka, cenzora, mecenasa (sponsora), na czytelniku skończywszy. Rozwinął wielopłaszczyznowe zagadnienia „Zasadzek” czyhających na adeptów sztuki pisarskiej ze strony świata zewnętrznego oraz ze strony złożonej osobowości mistrza pióra. Wśród tych ostatnich wspomnieć należy o zjawiskach określanych przez pisarza jako chciejstwo, relatywizm, zamylenia, cudzosłowie, potknięcia i deformacje, a także autocenzurę i wszystkoizm. 

Sprawy podstawowe

     Monografia zawiera także szczegółowe rozważania o „Sprawach podstawowych”, takich jak „Warsztat” i „Zaplecze”. Rozległość poruszanej tematyki związanej z wymienionymi pojęciami kluczowymi winna wywołać w czytelnikach poczucie, iż zgłębiając lekturę” Karafki…” obcują z wybitnym renesansowym umysłem. Treść rozprawy dowodzi wyjątkowych zdolności autora w zakresie głębokiej analizy omawianych kwestii kulturowych, szerokiej syntezy historycznoliterackiej, jak również znajomości psychiki twórców i odbiorców ich dzieł. Dzięki temu swoje miejsce w owej literackiej Biblii znaleźli współpracownicy pisarza przyczyniający się do powstania utworu, tj. researcherzy-szperacze, sekretarze-asystenci, redaktorzy, korektorzy itd. Nie bez przyczyny właśnie drugi tom „Karafki…” rozpoczyna prześmiewcza dedykacja skierowana do Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm ówczesnej asystentki Mistrza: „Mojej sekretarce, mgr Aleksandrze Ziółkowskiej, bez której oddanego współpracownictwa zapewne byłaby to jeszcze gorsza książka
„Król reportażu”, twardo stąpający po ziemi, pochylił się nad prozaicznymi czynnikami odgrywającymi znaczącą rolę w powstawaniu dzieł literackich. Zwrócił uwagę czytelników na bardziej lub mniej  oczywiste przyczynki, jak talent, natchnienie, pracę, znajomość świata, indywidualne własności umysłu twórcy (pamięć, oczytanie). Kilka rozdziałów tomu zawiera spostrzeżenia literata dotyczące problematyki warsztatowych aspektów pracy pisarskiej, w tym tworzenia osobistych kartotek czy korzystania z najnowszych zdobyczy techniki.




poniedziałek, 24 września 2018

Z Medyki wspomnienia rodzinne

Kasper Pawlikowski - http://www.medykastowarzyszenie.plKasper Pawlikowski 


ZNAK 2017








Można wiecznie żyć historią

     Wspomnienia rodzinne Kaspra Pawlikowskiego sięgają do Medyki, Zakopanego, Lwowa, Rzymu, Londynu – miejsc, gdzie wykuwała się osobowość, charakter i morale kontynuatora tradycji znamienitego rodu. Niezwykle drobiazgowe, plastyczne opisy gniazd rodzinnych i ich mieszkańców powstały z okruchów pamięci polskiego emigranta żyjącego sześćdziesiąt pięć lat poza granicami Kraju. Niesprawiedliwymi wyrokami historii Kasper Pawlikowski wraz z rodziną, niemal całe dorosłe życie spędził z dala od Polski, od rodowego majątku w Medyce, od Domu pod Jedlami w Zakopanem…
Zżymam się ilekroć dobiegają do mnie oburzone głosy „nowoczesnych” Polaków, euroentuzjastów, domagające się zerwania z przeszłością – „nie można wiecznie żyć historią!” – krzyczą, „dość tego rozpamiętywania przeszłości”.
Budząca grozę historia II wojny światowej oraz brunatnej i czerwonej okupacji odcisnęły niezatarte piętno na wszystkich polskich rodzinach, i tych patriotycznych, nieustraszonych, dzielnych, jak i tych kolaboranckich, asekuranckich, tchórzliwych. Te pierwsze rodziny poniosły jednak niewspółmiernie wysokie straty, a wraz z nimi poważnego uszczerbku doznała polska kultura, nauka, sztuka. Jak więc można zapomnieć o krzywdach zadanych żywemu organizmowi Rzeczypospolitej, odradzającej się po ponad wiekowej niewoli? Tego robić nie wolno!

Kto Ty jesteś? – Polak mały

     Wspomnienia potomka rodu Pawlikowskich, „medyckich Medyceuszy”, pozwoliły choć na chwilę przenieść się myślą do okresu sielankowego dzieciństwa chłopca wyrosłego w atmosferze domu pełnego miłości. Domu, który wychowywał i uczył… Tradycyjny polski dom szlachecki wyposażał dzieci w moralny kod i wyrabiał w nich etyczne postawy. Przekazywał potrzebę otwartości na świat i ludzi (stąd m.in. nacisk na naukę języków obcych). Jednocześnie w domu tym „obce wpływy były… selektywnie kontrolowane, a własne kultywowane”. Podstawy patriotyzmu wpajano młodemu pokoleniu na różne sposoby: gawędy starszych, odpowiednie lektury, celebrowanie polskich świąt, aż po przykład własnego zaangażowania w „polskość”. Wśród przodków i krewnych Kaspra Pawlikowskiego mnożyły się bohaterskie życiorysy osób poświęcających się służbie społeczeństwu, a nawet składających swe życie na ołtarzu ojczyzny. Beata Obertyńska (Dziodzia), ciotka autora, więziona była przez NKWD we lwowskich Brygidkach, Kijowie, Odessie, Charkowie, Starobielsku i wywieziona do łagru Loch-Workuta. Wuja Kaspra, Ludwika Wolskiego (Luk), Ukraińcy aresztowali, torturowali, rozstrzelali i wrzucili do dołu śmierci. A kilkanaście lat wcześniej jego ojciec chrzestny, Władysław Bełza, napisał dla małego Luka znany wszystkim Polakom „Katechizm polskiego dziecka”.
Kto Ty jesteś? – Polak mały…

sobota, 8 września 2018

Kaja od Radosława

Dedykacja od Autorki dla mnie Aleksandra Ziółkowska-Boehm


MUZA SA 2014














 I tak przez ocean powstawała ta książka

     „Miałam ciekawe życie”, „Miałam szczęśliwe życie”, „Życie niewłaściwie urozmaicone”  - tymi słowami podsumowały swe koleje losu osoby o niezwykle barwnych życiorysach, przepełnionych dramatycznymi wydarzeniami i nieoczekiwanymi zwrotami akcji. „Miałam ciekawe życie” – oświadczyła Cezaria Iljin-Szymańska – córka syberyjskiego zesłańca, która swe dzieciństwo spędziła na Syberii, działaczka konspiracyjna podczas okupacji, walcząca w Powstaniu Warszawskim, ewakuująca się kanałami ściekowymi, więzień obozu NKWD w Ostaszkowie, żona hubalczyka Sępa – więźnia Zamku w Lublinie i zakładu we Wronkach, a następnie architekt odbudowująca stolicę ze zniszczeń wojennych. Czy tylko ciekawe? – życie Cezarii przede wszystkim wartościowe.
Niemal w ostatniej chwili „postanowiłam napisać o niej całą opowieść” – wspomniała Aleksandra Ziółkowska-Boehm. Znała bohaterkę ponad trzydzieści lat, gdy niespodziewanie dla siebie poczuła, że powinna ocalić od zapomnienia jej bardzo urozmaicone życie. „I tak przez ocean powstawała ta książka”. Książka niezwykła, opowiadająca o jednej z wielu polskich bohaterek, która mimo udziału  w tragicznych wydarzeniach powodowanych wojną oraz okupacją hitlerowską i sowiecką zachowała wolę przetrwania, hart ducha oraz zdolność pełnego optymizmu patrzenia w przyszłość.

Zasadniczy rekwizyt książki

     Aleksandra Ziółkowska-Boehm w zręczny sposób wykorzystała opowieść o losach  Kai do przedstawienia w pigułce historii XX-wiecznej Polski oraz w skrótowej formie opisała miasta i miejsca, które stały się domem dla Cezarii Iljin-Szymańskiej – Białystok, Wilno, Zamość i oczywiście Syberię. W biografii przyszłej architektki poruszyła kwestię działalności Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego pod dowództwem Henryka Dobrzańskiego. Wokół „zasadniczego rekwizytu książki”, jakim wyznaczyła Krzyż Srebrny Orderu Wojskowego Virtuti Militari zbudowała opowieść, która stała się swoistym hołdem pamięci o Wiernych Synach i Córkach Ojczyzny. Autorka jednocześnie wyjaśniła czytelnikom istotę „poczucia historycznej krzywdy”, jakiej miliony niewinnych Polaków doznały od obydwu okupantów w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu. Udowodniła bez cienia wątpliwości, jak ważne jest opowiadanie z pasją prawdziwych, niezmyślonych ludzkich historii, w których dominuje pozostawanie wiernym imponderabiliom Bóg, Honor, Ojczyzna.

wtorek, 28 sierpnia 2018

Ulica Żółwiego Strumienia

Aleksandra, Tomasz, Norman Aleksandra Ziółkowska-Boehm  


Twój Styl 2004








Szeptem, na paluszkach

     Jak odnieść się do książki, która wzbudziła we mnie piramidę emocji, uczuć, wspomnień, refleksji? Jak w kilku akapitach zamieszczanych w postach „książkowego” bloga pomieścić wrażenia wywołane lekturą, którą autorka, w skierowanej do mnie dedykacji, nazwała „swoją bardzo «własną» książką”? Tak własną, osobistą, że czytając ją starałam się „na paluszkach” wchodzić w jej intymny, wcale nie mały świat, aby nikogo nie urazić swym najściem. Bogactwo i głębia poruszanych w tomie zagadnień poraziła mnie i doprowadziła do wniosku, iż zapewne porwałam się z motyką na słońce pragnąc ująć w słowa myśli podszepnięte przez książkę autorstwa Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm oraz odczytać jej przesłanie i odkryć jego sens. Nie porzuciłam jednak zamiaru skomentowania autobiograficznych stron publikacji zatytułowanej „Ulica Żółwiego Strumienia” i podjęłam postawione przede mną wyzwanie.

Poplątane światy

     Zaciekawiła mnie nietypowa kompozycja książki zawierająca przeplatające się wspomnienia i dziennik, zachowujące ciągłość czasu. Gdy kończy się okres obejmujący wspomnienia autorki (1992r.), rozpoczynają się wydarzenia przedstawione w dzienniku (1993r.). Retrospekcyjne ujęcie kwestii własnej biografii pozwoliło pisarce stworzyć w wyobraźni czytelników poplątane światy – polski i amerykański oraz przedstawić swoje „losy rozpostarte po mnóstwie krain”. Nieprawdopodobna ilość ludzi, miejsc, krajów, wydarzeń, podróży, spotkań, wydawała się niemożliwa do nagromadzenia w ciągu czterdziestolecia jednej osoby. A jednak! W życiu Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm spełniło się hasło propagandy sukcesu „Polak potrafi”. Owa Polka potrafiła pokierować swymi losami tak, aby opisane w książce wywołały u czytelników (a szczególnie ich żeńskiej części) stany wzruszenia, zamyślenia, wzburzenia, zazdrości. Ze wszystkich stron biografii wyłania się nadzieja i optymizm oraz przekonanie, że zawsze może i powinno być lepiej w życiu każdej z nas.

Polska była i będzie

     W tekście Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm dostrzegłam kilka przenikających się wątków pobocznych, jednakowo ważnych dla właściwego odbioru bardzo osobistych zwierzeń literatki. Wśród nich znalazły się wydarzenia zaczerpnięte z najnowszej historii Polskiod lat pięćdziesiątych do dziewięćdziesiątych XX wieku – pilnie studiowane przez autorkę,  mimo jej „historycznej nieobecności” w Kraju. Ojczyzna widziana zza oceanu jawiła się przedstawicielom Polonii, jako ziemia obiecana, kraina marzeń, za która należy tęsknić, ale niekoniecznie do niej wracać. W trudnych dla Polski okresach, między środowiskami emigrantów politycznych i ekonomicznych, w jakich obracała się pisarka, a Krajem, następował rozbrat. Zarówno w Polsce, jak i wśród przedstawicieli polskiej emigracji, pojawiały się postawy i wybory, które trudno było jej zrozumieć. „Jechałaś innym pociągiem niż my” – stwierdził jeden z jej przyjaciół. Pomimo realistycznego spojrzenia na swych rodaków i Ojczyznę, nikogo nie oceniała i zawsze występowała, jako orędowniczka sprawy polskiej na świecie. Będąc daleko od Europy bardzo przeżywała wydarzenia rozgrywające się w Kraju nad Wisłą. Zdawała sobie sprawę z tego, że „Polska była i będzie…  każde pokolenie musi spłacić dług swoją krwią”.

Aleksandra Ziółkowska-Boehm przy Ul. Żółwiego Strumienia
Aleksandra Ziółkowska-Boehm przy Ul. Żółwiego Strumienia

środa, 25 lipca 2018

Karafka La Fontaine’a t.1

Melchior WańkowiczMelchior Wańkowicz  

 

Wydawnictwo Literackie 1983














Zaszczepione na reporterskim pniu

     Tytułowa Karafka Wańkowicza odbija całe spectrum barw, oświetlając nimi wszystkie zakątki świata, do których dotarł lub chciał dotrzeć Melchior Wańkowicz. Gdyby autor posiłkował się tylko elementami własnego życiorysu posiadałby wystarczające ilości materiału pisarskiego na całą swą twórczość. W urozmaiconym życiu literata czytelnik znajduje podróże po świecie, udział w wojnach światowych, pobyty w aresztach i więzieniach, różnorodne zajęcia (praca w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w Wydawnictwie „Rój” oraz na potrzeby reklamy), niemal dwudziestoletnią emigrację oraz śmierć dziecka. Melchior Wańkowicz potrafił literacką treść swoich przeżyćzaszczepić… na reporterskim pniu”. Podróżowanie w przestrzeni i czasie stanowiło dla pisarza pretekst do tworzenia niezrównanych utworów wspomnieniowo-pamiętnikarskich, reportaży historyczno-geograficznych i wojennych, esejów i felietonów oraz - jako klasę samą dla siebie – dwu tomów zatytułowanych „Karafka La Fontaine’a”. „Król Reportażu” stworzył swe opus vitae na obraz i podobieństwo „dziennikarskiej Biblii”, wychodzącej poza ramy reportażu na szerokie obszary sztuki pisania i pisarskiego warsztatu. Wielowymiarowe dzieło nosi znamiona monografii nie „wypozowując się na naukowość”, lecz pretendując do miana hołdu złożonego literaturze faktu i literackiej polszczyźnie.

Inwokacja do Języka

     Melchior Wańkowicz – mistrz gatunku zwanego reportażem literackim – podzielił się uwagami na temat obydwu części określenia tej formy. Szczegółowo opisał cechy dobrego reportażu i reportażysty, takie jak zaangażowanie, funkcjonalizm, dociekliwość, poświęcenie, osobiste doznanie, poczucie humoru. Wymienił również pojawiające się ich wady, np. indywidualne preferencje i tendencyjność, skrajne poglądy i radykalizm oraz przeładowanie treści ilością faktów lub skupianie się na faktach miałkich (ale modnych). Autor poświęcił znaczną ilość miejsca kwestiom literackim, nie ograniczając się jedynie do zagadnień reportażu, lecz pochylając się nad istotą polszczyzny, jaką posługują się polscy pisarze. Sformułował przepiękną Inwokację do Języka zwracając się do poszczególnych jego słów. Gdzie indziej apelował do twórców o „konieczności językowej świadomości”, mającej zapobiegać nadużyciom lingwistycznym, językowej niechlujności i pseudointelektualnemu bełkotowi. Wybitny publicysta zagłębiał się w rozważaniach lingwistycznych dotyczących m.in. wzbogacania języka za pomocą słowotwórstwa i zapożyczeń z języków obcych. Z drugiej jednak strony analizował potrzebę kontrolowania poprawności językowej utworów literackich oraz występował z krytyką przesadnej działalności purystów językowych. Melchior Wańkowicz wprowadził do naszego języka szereg neologizmów, takich jak światopogląd, międzyczas, międzyepoka, chciejstwo, kundlizm. Zgadzał się z poglądem, że gorzka historia Polski przesądziła o  emocjonalności, a nawet sentymentalizmie, języka polskiego. Podsumowując refleksje językowe o pięknie mowy polskiej pisarz uświadomił sobie i nam, iż zawsze i wszędzie „przełamywaliśmy się tym słowem powszednim jak chlebem”.