Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bohater. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bohater. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 listopada 2018

Karafka La Fontaine'a T2

Melchior Wańkowicz 


Wydawnictwo Literackie 1983









Łańcuch literacki 

     Melchior Wańkowicz w drugim tomie traktatu o pisarstwie, zatytułowanym „Karafka La Fontaine’a”, dopełnił charakterystyki całości zagadnień poświęconych kolejnym ogniwom łańcucha literackiego, począwszy od twórcy, przez wydawcę, krytyka, cenzora, mecenasa (sponsora), na czytelniku skończywszy. Rozwinął wielopłaszczyznowe zagadnienia „Zasadzek” czyhających na adeptów sztuki pisarskiej ze strony świata zewnętrznego oraz ze strony złożonej osobowości mistrza pióra. Wśród tych ostatnich wspomnieć należy o zjawiskach określanych przez pisarza jako chciejstwo, relatywizm, zamylenia, cudzosłowie, potknięcia i deformacje, a także autocenzurę i wszystkoizm. 

Sprawy podstawowe

     Monografia zawiera także szczegółowe rozważania o „Sprawach podstawowych”, takich jak „Warsztat” i „Zaplecze”. Rozległość poruszanej tematyki związanej z wymienionymi pojęciami kluczowymi winna wywołać w czytelnikach poczucie, iż zgłębiając lekturę” Karafki…” obcują z wybitnym renesansowym umysłem. Treść rozprawy dowodzi wyjątkowych zdolności autora w zakresie głębokiej analizy omawianych kwestii kulturowych, szerokiej syntezy historycznoliterackiej, jak również znajomości psychiki twórców i odbiorców ich dzieł. Dzięki temu swoje miejsce w owej literackiej Biblii znaleźli współpracownicy pisarza przyczyniający się do powstania utworu, tj. researcherzy-szperacze, sekretarze-asystenci, redaktorzy, korektorzy itd. Nie bez przyczyny właśnie drugi tom „Karafki…” rozpoczyna prześmiewcza dedykacja skierowana do Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm ówczesnej asystentki Mistrza: „Mojej sekretarce, mgr Aleksandrze Ziółkowskiej, bez której oddanego współpracownictwa zapewne byłaby to jeszcze gorsza książka
„Król reportażu”, twardo stąpający po ziemi, pochylił się nad prozaicznymi czynnikami odgrywającymi znaczącą rolę w powstawaniu dzieł literackich. Zwrócił uwagę czytelników na bardziej lub mniej  oczywiste przyczynki, jak talent, natchnienie, pracę, znajomość świata, indywidualne własności umysłu twórcy (pamięć, oczytanie). Kilka rozdziałów tomu zawiera spostrzeżenia literata dotyczące problematyki warsztatowych aspektów pracy pisarskiej, w tym tworzenia osobistych kartotek czy korzystania z najnowszych zdobyczy techniki.




Katalizator na przewiewie świata

     „Karafka…” jest idealną lekturą dla tych wszystkich, dla których książki stały się na tyle ważne, że gotowi są zanurzyć się w intelektualnej atmosferze bibliotek, księgarń, antykwariatów, czytelni, księgozbiorów zapominając o prozaicznym świecie codzienności. A także dla tych, którzy chcieliby zostawić po sobie ślad w postaci książki. Znane jest powiedzenie, że każdy nosi w sobie materiał na książkę. Studium Wańkowicza doskonale wpisało się w retorykę potrzeby odkrywania swych potencjałów. Autor nie odsądza od czci i wiary rzeszy pragnących zadebiutować na pisarskiej niwie, ponieważ „człowiek nie musi byś dotknięty palcami Muzy już w kolebce”. Uświadamia natomiast złożoność procesów stawania się literatem, co urealnia euforię oddawania się pisarskiej pasji. „Karafka…” prowadzi czytelników trudnym szlakiem wzlotów i upadków towarzyszących twórcom miotanym specyficznymi emocjami i uczuciami, obcymi dla juliuszowych zjadaczy chleba. Twórcę słowa jako „Człowieka trawi całe życie głód oceny” powodując przyjmowanie skrajnych nieraz postaw od bezkompromisowych po konformistyczne. Melchior Wańkowicz prezentuje poglądy dodające skrzydeł dzisiejszym i przyszłym pisarzom zauważając, że „My, Polacy jesteśmy elastyczniejsi, bo wychowani na przewiewie świata”, a ta cecha predestynuje nas „aby odgrywać rolę katalizatora w tworzeniu się cywilizacji uniwersalnej”.

Pisarz jest drobinką

     Kompendium wiedzy o pisarstwie miejscami nie wytrzymało próby czasu i niestety trąci myszką. Słychać w tle echa Polski Ludowej krytykującej rządy Drugiej Rzeczypospolitej, która działała według chronologicznego porządku: „Najprzód zdobyć niepodległość, potem ją urządzać”. A można to czynić odwrotnie? Nie posądzam jednak autora o zwykły koniunkturalizm. To nie ten „level”. Peerelowska rzeczywistość wymagała od twórców stosowania określonej konwencji, na którą my, żyjący już w XXI wieku, szczerze się zżymamy nie rozumiejąc do końca ducha czasów. Poza częściową utratą aktualności dzieła zauważyłam jeszcze inny drobny mankament obszernego tekstu. Melchior  Wańkowicz pisał: „Przeładowanie erudycją może się przydarzyć i wielkiej miary pisarzom”. I przydarzyło się. „Karafka…” skrzy się wszystkimi barwami anegdot, cytatów, historyjek, faktów niejednokrotnie oślepiając czytelnika i uniemożliwiając dostrzeżenie opinii autora książki, który jak wiadomo, nie musiał świecić światłem odbitym. Sam znakomity literat podzielił się z czytelnikami autorecenzją swej twórczości notując nader treściwe spostrzeżenie:
 „Pisarz jest drobinką niesioną przez ocean dziejów. Drobinka sama przez się wydzielona – nie ostoi się. Książka – zwiera tę drobinkę z melodią świata


sobota, 8 września 2018

Kaja od Radosława

Dedykacja od Autorki dla mnie Aleksandra Ziółkowska-Boehm


MUZA SA 2014














 I tak przez ocean powstawała ta książka

     „Miałam ciekawe życie”, „Miałam szczęśliwe życie”, „Życie niewłaściwie urozmaicone”  - tymi słowami podsumowały swe koleje losu osoby o niezwykle barwnych życiorysach, przepełnionych dramatycznymi wydarzeniami i nieoczekiwanymi zwrotami akcji. „Miałam ciekawe życie” – oświadczyła Cezaria Iljin-Szymańska – córka syberyjskiego zesłańca, która swe dzieciństwo spędziła na Syberii, działaczka konspiracyjna podczas okupacji, walcząca w Powstaniu Warszawskim, ewakuująca się kanałami ściekowymi, więzień obozu NKWD w Ostaszkowie, żona hubalczyka Sępa – więźnia Zamku w Lublinie i zakładu we Wronkach, a następnie architekt odbudowująca stolicę ze zniszczeń wojennych. Czy tylko ciekawe? – życie Cezarii przede wszystkim wartościowe.
Niemal w ostatniej chwili „postanowiłam napisać o niej całą opowieść” – wspomniała Aleksandra Ziółkowska-Boehm. Znała bohaterkę ponad trzydzieści lat, gdy niespodziewanie dla siebie poczuła, że powinna ocalić od zapomnienia jej bardzo urozmaicone życie. „I tak przez ocean powstawała ta książka”. Książka niezwykła, opowiadająca o jednej z wielu polskich bohaterek, która mimo udziału  w tragicznych wydarzeniach powodowanych wojną oraz okupacją hitlerowską i sowiecką zachowała wolę przetrwania, hart ducha oraz zdolność pełnego optymizmu patrzenia w przyszłość.

Zasadniczy rekwizyt książki

     Aleksandra Ziółkowska-Boehm w zręczny sposób wykorzystała opowieść o losach  Kai do przedstawienia w pigułce historii XX-wiecznej Polski oraz w skrótowej formie opisała miasta i miejsca, które stały się domem dla Cezarii Iljin-Szymańskiej – Białystok, Wilno, Zamość i oczywiście Syberię. W biografii przyszłej architektki poruszyła kwestię działalności Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego pod dowództwem Henryka Dobrzańskiego. Wokół „zasadniczego rekwizytu książki”, jakim wyznaczyła Krzyż Srebrny Orderu Wojskowego Virtuti Militari zbudowała opowieść, która stała się swoistym hołdem pamięci o Wiernych Synach i Córkach Ojczyzny. Autorka jednocześnie wyjaśniła czytelnikom istotę „poczucia historycznej krzywdy”, jakiej miliony niewinnych Polaków doznały od obydwu okupantów w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu. Udowodniła bez cienia wątpliwości, jak ważne jest opowiadanie z pasją prawdziwych, niezmyślonych ludzkich historii, w których dominuje pozostawanie wiernym imponderabiliom Bóg, Honor, Ojczyzna.

wtorek, 28 sierpnia 2018

Ulica Żółwiego Strumienia

Aleksandra, Tomasz, Norman Aleksandra Ziółkowska-Boehm  


Twój Styl 2004








Szeptem, na paluszkach

     Jak odnieść się do książki, która wzbudziła we mnie piramidę emocji, uczuć, wspomnień, refleksji? Jak w kilku akapitach zamieszczanych w postach „książkowego” bloga pomieścić wrażenia wywołane lekturą, którą autorka, w skierowanej do mnie dedykacji, nazwała „swoją bardzo «własną» książką”? Tak własną, osobistą, że czytając ją starałam się „na paluszkach” wchodzić w jej intymny, wcale nie mały świat, aby nikogo nie urazić swym najściem. Bogactwo i głębia poruszanych w tomie zagadnień poraziła mnie i doprowadziła do wniosku, iż zapewne porwałam się z motyką na słońce pragnąc ująć w słowa myśli podszepnięte przez książkę autorstwa Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm oraz odczytać jej przesłanie i odkryć jego sens. Nie porzuciłam jednak zamiaru skomentowania autobiograficznych stron publikacji zatytułowanej „Ulica Żółwiego Strumienia” i podjęłam postawione przede mną wyzwanie.

Poplątane światy

     Zaciekawiła mnie nietypowa kompozycja książki zawierająca przeplatające się wspomnienia i dziennik, zachowujące ciągłość czasu. Gdy kończy się okres obejmujący wspomnienia autorki (1992r.), rozpoczynają się wydarzenia przedstawione w dzienniku (1993r.). Retrospekcyjne ujęcie kwestii własnej biografii pozwoliło pisarce stworzyć w wyobraźni czytelników poplątane światy – polski i amerykański oraz przedstawić swoje „losy rozpostarte po mnóstwie krain”. Nieprawdopodobna ilość ludzi, miejsc, krajów, wydarzeń, podróży, spotkań, wydawała się niemożliwa do nagromadzenia w ciągu czterdziestolecia jednej osoby. A jednak! W życiu Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm spełniło się hasło propagandy sukcesu „Polak potrafi”. Owa Polka potrafiła pokierować swymi losami tak, aby opisane w książce wywołały u czytelników (a szczególnie ich żeńskiej części) stany wzruszenia, zamyślenia, wzburzenia, zazdrości. Ze wszystkich stron biografii wyłania się nadzieja i optymizm oraz przekonanie, że zawsze może i powinno być lepiej w życiu każdej z nas.

Polska była i będzie

     W tekście Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm dostrzegłam kilka przenikających się wątków pobocznych, jednakowo ważnych dla właściwego odbioru bardzo osobistych zwierzeń literatki. Wśród nich znalazły się wydarzenia zaczerpnięte z najnowszej historii Polskiod lat pięćdziesiątych do dziewięćdziesiątych XX wieku – pilnie studiowane przez autorkę,  mimo jej „historycznej nieobecności” w Kraju. Ojczyzna widziana zza oceanu jawiła się przedstawicielom Polonii, jako ziemia obiecana, kraina marzeń, za która należy tęsknić, ale niekoniecznie do niej wracać. W trudnych dla Polski okresach, między środowiskami emigrantów politycznych i ekonomicznych, w jakich obracała się pisarka, a Krajem, następował rozbrat. Zarówno w Polsce, jak i wśród przedstawicieli polskiej emigracji, pojawiały się postawy i wybory, które trudno było jej zrozumieć. „Jechałaś innym pociągiem niż my” – stwierdził jeden z jej przyjaciół. Pomimo realistycznego spojrzenia na swych rodaków i Ojczyznę, nikogo nie oceniała i zawsze występowała, jako orędowniczka sprawy polskiej na świecie. Będąc daleko od Europy bardzo przeżywała wydarzenia rozgrywające się w Kraju nad Wisłą. Zdawała sobie sprawę z tego, że „Polska była i będzie…  każde pokolenie musi spłacić dług swoją krwią”.

Aleksandra Ziółkowska-Boehm przy Ul. Żółwiego Strumienia
Aleksandra Ziółkowska-Boehm przy Ul. Żółwiego Strumienia

środa, 25 lipca 2018

Karafka La Fontaine’a t.1

Melchior WańkowiczMelchior Wańkowicz  

 

Wydawnictwo Literackie 1983














Zaszczepione na reporterskim pniu

     Tytułowa Karafka Wańkowicza odbija całe spectrum barw, oświetlając nimi wszystkie zakątki świata, do których dotarł lub chciał dotrzeć Melchior Wańkowicz. Gdyby autor posiłkował się tylko elementami własnego życiorysu posiadałby wystarczające ilości materiału pisarskiego na całą swą twórczość. W urozmaiconym życiu literata czytelnik znajduje podróże po świecie, udział w wojnach światowych, pobyty w aresztach i więzieniach, różnorodne zajęcia (praca w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w Wydawnictwie „Rój” oraz na potrzeby reklamy), niemal dwudziestoletnią emigrację oraz śmierć dziecka. Melchior Wańkowicz potrafił literacką treść swoich przeżyćzaszczepić… na reporterskim pniu”. Podróżowanie w przestrzeni i czasie stanowiło dla pisarza pretekst do tworzenia niezrównanych utworów wspomnieniowo-pamiętnikarskich, reportaży historyczno-geograficznych i wojennych, esejów i felietonów oraz - jako klasę samą dla siebie – dwu tomów zatytułowanych „Karafka La Fontaine’a”. „Król Reportażu” stworzył swe opus vitae na obraz i podobieństwo „dziennikarskiej Biblii”, wychodzącej poza ramy reportażu na szerokie obszary sztuki pisania i pisarskiego warsztatu. Wielowymiarowe dzieło nosi znamiona monografii nie „wypozowując się na naukowość”, lecz pretendując do miana hołdu złożonego literaturze faktu i literackiej polszczyźnie.

Inwokacja do Języka

     Melchior Wańkowicz – mistrz gatunku zwanego reportażem literackim – podzielił się uwagami na temat obydwu części określenia tej formy. Szczegółowo opisał cechy dobrego reportażu i reportażysty, takie jak zaangażowanie, funkcjonalizm, dociekliwość, poświęcenie, osobiste doznanie, poczucie humoru. Wymienił również pojawiające się ich wady, np. indywidualne preferencje i tendencyjność, skrajne poglądy i radykalizm oraz przeładowanie treści ilością faktów lub skupianie się na faktach miałkich (ale modnych). Autor poświęcił znaczną ilość miejsca kwestiom literackim, nie ograniczając się jedynie do zagadnień reportażu, lecz pochylając się nad istotą polszczyzny, jaką posługują się polscy pisarze. Sformułował przepiękną Inwokację do Języka zwracając się do poszczególnych jego słów. Gdzie indziej apelował do twórców o „konieczności językowej świadomości”, mającej zapobiegać nadużyciom lingwistycznym, językowej niechlujności i pseudointelektualnemu bełkotowi. Wybitny publicysta zagłębiał się w rozważaniach lingwistycznych dotyczących m.in. wzbogacania języka za pomocą słowotwórstwa i zapożyczeń z języków obcych. Z drugiej jednak strony analizował potrzebę kontrolowania poprawności językowej utworów literackich oraz występował z krytyką przesadnej działalności purystów językowych. Melchior Wańkowicz wprowadził do naszego języka szereg neologizmów, takich jak światopogląd, międzyczas, międzyepoka, chciejstwo, kundlizm. Zgadzał się z poglądem, że gorzka historia Polski przesądziła o  emocjonalności, a nawet sentymentalizmie, języka polskiego. Podsumowując refleksje językowe o pięknie mowy polskiej pisarz uświadomił sobie i nam, iż zawsze i wszędzie „przełamywaliśmy się tym słowem powszednim jak chlebem”.





środa, 11 lipca 2018

Józef Piłsudski na dawnej karcie pocztowej i fotografii

Józef Piłsudski

Stanisław Wyrzycki   


Wyd. Światowid 2012












 

Biała i czarna legenda

     Kielce i Ziemia Świętokrzyska znalazły godnego piewcę w postaci regionalisty, pasjonata historii, miłośnika Józefa Piłsudskiego i kolekcjonera pamiątek po nim – Stanisława Wyrzyckiego. Przygotowany przez niego album połączył dwie wielkie pasje autora przedstawiając ślady Marszałka na Kielecczyźnie. Album ten zawiera przede wszystkim reprodukcje kart pocztowych, fotografii, znaczków pocztowych, rzeźb, pomników oraz obrazów pędzla najznakomitszych artystów, częstokroć towarzyszy broni Pierwszego Legionisty. Część graficzna książki poprzedzona została interesującym słowem wstępnym prof. Adama Massalskiego, który przeanalizował sposoby ukazywania postaci Marszałka w okresach przed II wojną światową, w jej trakcie, w czasach okupacji sowieckiej oraz po przełomie roku 1989. Jego zdaniem nieustannie funkcjonowały równolegle do siebie dwie legendy Józefa Piłsudskiego: biała – kreowana przez jego zagorzałych zwolenników i czarna – tworzona przez jego politycznych przeciwników o różnej proweniencji (tak dzieje się do dziś – vide „Złowrogi cień Marszałka”).

Józef Piłsudski - mal. W. Kossak
J. Piłsudski - mal. W. Kossak
Józef Piłsudski - mal. K. Krzyżanowski
J. Piłsudski - mal. K. Krzyżanowski
Józef Piłsudski - mal. W. Kossak
J. Piłsudski - mal. W. Kossak

Na prawie i sprawiedliwości...

     Na kilku stronach książki Stanisław Wyrzycki zaprezentował życiorys Józefa Piłsudskiego i charakterystykę jego osoby skupiając się na niekwestionowanych zasługach Męża Stanu, który „dążył do budowy silnego państwa polskiego opartego na prawie i sprawiedliwości”. Opinie wybitnych ludzi kultury, polityki, wojskowych, hierarchów kościoła, z Polski i zagranicy, na temat fenomenu, charyzmy i osobowości Józefa Piłsudskiego dopełniły ogólnej prezentacji tej postaci. Pozostałością po życiu, działalności i walkach  jednego człowieka - zjawisku bez precedensu w dziejach świata - są unikalne formy upamiętniania Brygadiera, Komendanta, Marszałka. Stanisław Wyrzycki, wielbiciel Naczelnika Państwa, opowiedział o tym, jak Naród Polski postrzegał i uhonorował swego Wodza.

środa, 20 czerwca 2018

Kresowe losy

Witold Czarnecki Fot. sybir.com.plWitold Czarnecki     


Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej 1995








Żołnierzom Armii Krajowej

     Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej wydało, już po przewrocie 1989 roku, interesującą książeczkę autorstwa Witolda Czarneckiego (rocznik 1927) o pojemnym, ale w pełni uzasadnionym, tytule „Kresowe losy”. Opowiedziane koleje życia ich autora okazały się bowiem podobne dla większości przedstawicieli pokolenia kresowego urodzonych w wolnej Polsce. Scenariusze ich życia pisane przez barbarzyńskich najeźdźców zbudowane były z kilku aktów: niepodległościowa konspiracja, walka zbrojna w strukturach wojskowych, zesłanie do łagrów i więzień, powrót do powojennej Polski albo dobrowolna czy przymusowa emigracja. Witold Czarnecki kończy książkę tragiczną listą towarzyszy broni ze swego plutonu, gdzie obok nazwisk figurują wpisy: zginął, zamordowany, więzienie, łagier. W tej sytuacji autor poczuł się "dzieckiem szczęścia".
     Były akowiec zakończył wspomnienia w sierpniu 1945 roku, gdy udało mu się powrócić do Ojczyzny do Białegostoku, z którym związał swe przyszłe życie. Witold Czarnecki jest profesorem architektury i urbanistyki przemysłu na Politechnice Białostockiej oraz v-prezesem Okręgu Białystok Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Razem ze swym synem Bartoszem zaprojektowali (pro publico bono) białostocki pomnikŻołnierzom Armii Krajowej” odsłonięty w 1995 roku.
     Przesycone treścią wspomnienia autor rozwinął w wydanych później publikacjach o „Losach Żołnierzy kresowych AK”, „Żyłem ciekawie”, „AK na Białostocczyźnie 1939-45.

Wilno i Wileńszczyzna

     Witold Czarnecki, niczym dwie strony medalu, najpierw zaprezentował w książce blaski przedwojennego Wilna, a w następnej kolejności przekazał suchą relację z pobytów w łagrach, które odcisnęły trwałe piętno na duszy osiemnastolatka.
Wileńska inteligencja czasów międzywojnia bywała w tamtejszych teatrach, filharmonii, kinach, pod Ostrą Bramą. Autor poprowadził nas do miejsc spotkań towarzyskich ludzi sztuki, nauki, lekarzy, inżynierów; do sławnych kawiarń, restauracji, hoteli. Zaprosił, razem z ziemiaństwem Wileńszczyzny, do arcypolskich dworów, takich jak majątek Onżadowo w obwodzie grodzieńskim czy majątek koło Zelwy nieopodal Wołkowyska, gdzie „Piękny, stary drewniany dwór z gankiem, do którego prowadziła aleja wysadzana lipami, gazon przed gankiem. Na osi domu sień, na prawo sala jadalna z portretami przodków”.

Białostocki pomnik „Żołnierzom Armii Krajowej”Fot. fluidi.pl
Białostocki pomnik „Żołnierzom Armii Krajowej” Fot. fluidi.pl
Rota Przysięgi Żołnierza Armii Krajowej Fot. niezlomni.com
Rota Przysięgi Żołnierza Armii Krajowej  Fot. niezlomni.com


















poniedziałek, 19 marca 2018

Piłsudski do czytania

Koloryzacja Anna Marjańska Red. Zdzisław Najder, Roman Kuźniar 


Znak Horyzont 2016














Autor, Autor!

     „Pisma zbiorowe Józefa Piłsudskiego”( a nie – zebrane!) liczące dziesięć tomów, opracowane przez wybitnych redaktorów, wydano w latach 1937-38. Pół wieku później (1989 r.) ukazał się drukiem reprint przedwojennej edycji. Aktualnie, dwaj profesorowie nauk humanistycznych, poważyli się wybrać z olbrzymiego dorobku piśmienniczego Józefa Piłsudskiego nieobszerne fragmenty i przedstawić współczesnym czytelnikom. Wybitnymi, utytułowanymi autorami zbioru są: Zdzisław Najderliteraturoznawca i były dyrektor sekcji polskiej Radia Wolna Europa oraz Roman Kuźniarpolitolog, były doradca prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. W przedmowie do obiecującej publikacji zatytułowanej „Piłsudski do czytania” autorzy  wytłumaczyli się z subiektywnych wyborów tekstów.
Tezę komentarza Zdzisława Najdera można podsumować zdaniem: „Słowa [Piłsudskiego - MP] miały zyskać moc czynu, miały same stawać się czynem, skierowanym na cel”. Roman Kuźniar skupił się w swych uwagach na innym pojęciu, niesłychanie ważnym dla Piłsudskiego: „Wielkość miała być drogą do niepodległości, a potem fundamentem wolnej Polski”.
     Tak na marginesie, przydomkiem "Piękna Pani" określano Marię Juszkiewiczową (o względy której Józef Piłsudski rywalizował z Romanem Dmowskim), pierwszą żonę Marszałka, a nie Aleksandrę Szczerbińską, jego drugą żonę (ups!)
     Czy tych dwadzieścia wstępnych stron uzasadniło strukturę i zawartość książki? Moim zdaniem – nie. Gdy porównałam rzeczony zbiór z publikacją Wydawnictwa MG pod tytułem „Myśli i wypsknięcia” (2010), to nazwiska firmujące wybór „Piłsudski do czytania”, jego tytuł czy nawet objętość książki (357 stron vs 54 strony) zapowiadały, że znajdę w nim przegląd tekstów najbardziej znanych i najpełniej reprezentujących dorobek literacki Józefa Piłsudskiego i to bez ograniczeń czasowych (ostatni tekst publikowany w książce powstał w 1927 roku). A tymczasem…

Koloryzacja Anna Marjańska Koloryzacja Anna Marjańska
















 

"Chcę zwyciężyć!"

     Wyłonione przez zacnych autorów teksty Marszałka dotyczyły jego działalności konspiracyjnej w Polskiej Partii Socjalistycznej, walki w Legionach Polskich, a w minimalnym stopniu pełnienia funkcji Naczelnika Państwa. Dla urozmaicenia umieszczono też dwa fragmenty listów Józefa Piłsudskiego do ukochanych kobiet. W przedstawionych tekstach Józefa Piłsudskiego znalazły się bardziej lub mniej znane i cytowane przez czytelników sformułowania. Były one rezultatem głębokich analiz i przemyśleń wybitnego umysłu Wielkiego Polaka. Szerokie horyzonty myślowe Józefa Piłsudskiego pozwoliły mu rozważać zagadnienia wagi państwowej, jak i te mniej ważkie. Zgłębiał fenomen czynu legionowego, istotę dyktatury własnej i innych dyktatur, psychologię wszelkiego nowatorstwa, zmienność natury ludzkiej w czasie, rewolucję przynoszoną z zewnątrz, procedurę mobilizacji wojska, „pracę pieczątki” Rządu Narodowego, itp., itd.
     Zupełnie wyjątkowy w dorobku towarzysza Wiktora był list „Do Felka lub tego, co mój nekrolog pisać będzie” zanotowany przed Akcją pod Bezdanami w 1908 roku, zawierający deklarację: „Chcę zwyciężyć… Nie rozpacz, nie poświęcenie mną kieruje, a chęć zwyciężenia i przygotowania zwycięstwa”. Komunikat iście proroczy i wielce zobowiązujący.

niedziela, 12 listopada 2017

Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci

Wanda Rutkiewicz 1978 Mount EverestAnna Kamińska 


Wydawnictwo Literackie 2017















Mount Everest (8848 m)*


Kiedy nad nami jest już tylko niebo, wszystko widać ostrzej. 
Nie ma półprawd, nie ma półtonów. Wszystko jest czarne albo białe, zimne albo gorące.
 Albo się przeżyje, albo się umiera

Lhotse (8501 m)*

     „Opowieść o sile życia i śmierci” Wandy Rutkiewicz wyszła spod pióra dziennikarki i reporterki Anny Kamińskiej. Nie jest to pierwsza książka biograficzna tej autorki, ale z pewnością jest to dzieło najwyższej próby. Pisarka stworzyła pełen portret psychologiczny polskiej himalaistki, którego nie powstydziłby się profesjonalista – psycholog. Na ponad czterystu stronach Anna Kamińska przeanalizowała procesy podejmowania decyzji, sposoby działania w ekstremalnych sytuacjach i relacje Wandy Rutkiewicz z innymi ludźmi, odwołując się do korespondencji, wywiadów i rozmów z osobami z otoczenia alpinistki oraz publikacji na jej temat.

K2 (8611 m)*

     Pisarka wielokrotnie stawiała sobie pytanie „Co ukształtowało himalaistkę tak, że potrafiła działać w sobie tylko znany sposób, pokonując wszelkie ludzkie ograniczenia?” Któż inny pokonałby 120 km pieszej wędrówki o kulach po lodowcu pod szczyt K2 w Karakorum? Biografka odpowiadała na tak postawioną kwestię, sięgając daleko w przeszłość Wandy Błaszkiewicz - do jej domu rodzinnego. Czytelnik poznał matkę bohaterki, Mary, niepraktyczną, uduchowioną osobę, skupioną bardziej na sobie niż na rodzinie. Więcej niż codzienne domowe sprawy interesowały ją kultura Wschodu, buddyzm i egiptologia. Ojciec Wandy, Zbigniew, był inżynierem, wynalazcą, pragmatykiem, którego zajmowało odkrywanie nowego i aktywność fizyczna. Córka poszła w ślady ojca, który stał się dla niej wzorcem osobowym. Po tragicznej śmierci Jurka, pierworodnego syna Zbigniewa, Wanda pragnęła zrekompensować ojcu stratę potomka i spełnić jego oczekiwania. Uprawiała różne dziedziny sportu, wybrała techniczny kierunek studiów i męską pasję – taternictwo, alpinizm, w końcu himalaizm. Zabójstwo ojca zdopingowała Wandę do jeszcze intensywniejszej eksploracji gór wysokich.


Wanda Rutkiewicz 1989
Wanda Rutkiewicz 1989
Wanda Rutkiewicz
Wanda Rutkiewicz














sobota, 4 listopada 2017

Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce

Kornel Makuszyński - Fot. Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem Mariusz Urbanek 

Czarne 2017















Bezgrzeszne lata

     Lwów i Zakopane – miasta, które bezgranicznie ukochałam, miały zaszczyt gościć u siebie „smutnego humorystę” – Kornela Makuszyńskiego. Postać tego bardzo znanego i poczytnego pisarza, zwłaszcza w dziedzinie literatury dla dzieci i młodzieży, przypomniał Mariusz Urbanek, wydaną w bieżącym roku publikacją nazwaną „Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce”. Nazwa ta jest parafrazą tytułu jego powieści „O dwóch takich, co ukradli księżyc”. Znając kilka wcześniejszych książek  biograficznych tegoż autora liczyłam na rzetelność treści lektury i łatwość jej przedstawienia. I nie zawiodłam się. „Makuszyńskiego…” czyta się lekko, łatwo i przyjemnie, pomimo tego, że dotykana jest trudna tematyka wojen i zawiłości powojnia, gdy „Słońce w jego herbie powoli gasło”. 

Uśmiech Lwowa

     Świetnie skonstruowana opowieść o pisarzu, jak na biografię przystało, ma chronologiczny układ treści, lecz jednocześnie wyodrębnione zostały zagadnienia porządkujące życie publicysty, wyróżniające zjawiska wypełniające losy tego nietuzinkowego człowieka. A zatem, znajdujemy w książce Mariusza Urbanka rozdziały o europejskich podróżach felietonisty, kobietach mu bliskich i dalekich, wojnach światowych i zsyłkach, góralach i Zakopanem, teatrach i prasie, wydawcach i przyjaciołach, wielbicielach talentu, kawiarniach, brydżu, Żydach. I to wszystko na niecałych trzystu stronach, które poza tekstem zawierają kilkadziesiąt fotografii autora „Panny z mokrą głową” i kalendarium jego życia.

Przygody Koziołka Matołka

    Mariusz Urbanek z powodzeniem przybrał miejscami żartobliwy ton, wzorowany na stylu Mistrza, który „za najbardziej pożyteczne książki uważa te, które «się śmieją»” i był zdania, że „najtrafniejsze sformułowania… przychodzą do głowy… gdy ręka z piórem wędruję znad papieru do kałamarza i z powrotem”. Kornel Makuszyński w całym swoim życiu starał się „być wroną kolorową, kiedy wszystkie są czarne”. A propos wrony (WRON-y) - autor przytoczył ciekawą anegdotę o ptaszku z ilustracji do „Przygód Koziołka Matołka”, które wycofano ze sprzedaży po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 roku. Po czasie okazało się, że w przedwojennych wydaniach „wrona była zupełnie apolitycznym wróbelkiem”.

poniedziałek, 30 października 2017

Portret Klementyny

Portyk Pałacu w Małej WsiMagdalena Jastrzębska


LTW 2017









Bo to się zwykle tak zaczyna

     Esej historyczny autorstwa Mariana Brandysa zatytułowany „Kozietulski i inni” przybliżył postać bohaterskiego szwoleżera spod Somosierry Jana Leona Kozietulskiego, zapamiętaną przeze mnie z lat szkolnych. Jan Kozietulski miał piękną siostrę Klementynę, która stała się natchnieniem dla wiedeńskiego artysty Józefa Grassiego. Portret młodej damy namalowany przez niego w 1804 roku zobaczyła w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, ponad dwieście lat później, utalentowana biografka wybitnych przedstawicielek płci pięknej – Magdalena Jastrzębska. I tak to się wszystko zaczęło!
     Nie chcąc psuć zabawy przyszłym czytelnikom „Portretu Klementyny” nie będę komentować opowieści autorki o zawiłych losach bohaterki biografii, lecz skupię się na tych aspektach, które w mojej ocenie najbardziej zasługują na wyróżnienie.
     Doskonała pod względem edytorskim publikacja wydawnictwa LTW „Portret Klementyny” dopełniona została skrupulatnie opracowaną Bibliografią z podziałem na rodzaj materiałów, liczącą ponad sto pięćdziesiąt pozycji. Imponujący jest również zbiór reprodukcji uzupełniających tekst, opatrzony informacjami o pochodzeniu ilustracji (jest ich niemal sto trzydzieści).

I piasek Mazowsza...

     Polska arystokratka uwieczniona na klasycystycznym obrazie upraszała się o bliższe zainteresowanie. Jej wybór padł na znaną pisarkę, autorkę poczytnych opowieści o pięknych nieznajomych damach. Nieznajoma z płótna austriackiego malarza okazała się być „Panią na Małej Wsi”, mazowieckim majątku położonym nieopodal stolicy Polski. Ochrzczono ją imieniem Klementyna. Magdalena Jastrzębska zaintrygowana jej postacią sięgnęła do bogatych źródeł archiwalnych, aby poznać losy swej przyszłej bohaterki na tle barwnej epoki, w której żyła. „Śladami Klementyny” podążyła do urokliwej Małej Wsi, Belska, Skierniewic, Kompiny, Mogielnicy. Wszystkie te miejscowości noszą do dziś przejawy działań pani Klementyny p.v. Walickiej s.v. Wichlińskiej. Zaspokojona, choć częściowo, ciekawość badaczki przyniosła korzyść w postaci rzeczonej książki. Co można w niej znaleźć? Obok oczywistego w tego typu publikacjach opisania bogatych w przeżycia losów bohaterki, znajdujemy obraz wieku XIX z jego wielkimi wydarzeniami dotykającymi zgnębionej zaborami Rzeczypospolitej. A więc, zwycięstwa i klęski Napoleona, efemeryczny byt Księstwa Warszawskiego, wybuchy i upadki Narodowych Powstań. Rozległa wiedza przedmiotowa pozwoliła autorce na ukazanie bohaterów w szerokim kontekście historycznym.

Pałac w Małej Wsi - 2017
Pałac w Małej Wsi - 2017

czwartek, 5 października 2017

Kobiety Witkacego. Metafizyczny harem

Stanislaw Ignacy Witkiewicz (Tadeusz_Langier) - https://commons.wikimedia.org/ Małgorzata Czyńska


Znak 2016














Demonizm Zakopanego

     Małgorzata Czyńska mimochodem dołączyła do Metafizycznego haremu, niemalże stanęła w szeregu dziesięciu kobiet Witkacego, które przedstawiła na kartach „skandalicznej” książki. Ze znawstwem tematu wprowadziła czytelników w aurę przeplatających się trzech demonizmów: demonizmu Zakopanego, zakopiańskiego demona – Witkacego i jego demonicznych kobiet. „Demoniczną potęgę nazywamy taką, która włada lub chce władać nami, działając na drapieżne, okrutne i podłe instynkty, które w nas drzemią i czekają tylko sposobności, żeby się objawić”. Artysta, znakomicie poruszający się w kilku dziedzinach sztuki, potrzebował wciąż nowych bodźców i świeżego surowca, które mógłby przetwarzać na obrazy, fotografie, dramaty, powieści, rozprawy filozoficzne. Częstokroć tworzywem tym były kolejne kochanki. Autorka doskonale sportretowała ich obecność w życiu Witkacego, ograniczając się do wyboru kilku najważniejszych.

Zakopiański Demon

     Małgorzata Czyńska, jako historyk sztuki, potrafiła wykorzystać materiały źródłowe w postaci wspomnień o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu, listów Stanisława Witkiewicza do syna, listów Witkacego (szczególnie do żony) oraz spuścizny literackiej i graficznej Mistrza. Witkacy, bowiem, nierzadko swe kochanki czynił bohaterkami powieści czy dramatów, a także z pasją malował ich portrety i fotografował je. Publicystka szeroko przytaczała charakterystyki postaci literackich wzorowanych na realnych osobach, które pojawiały się w życiu ekscentryka z Zakopanego.
W książce Małgorzaty Czyńskiej znalazły się dociekania przyczyn specyficznych relacji Witkacego z kobietami. Sięgano w przeszłość, do jego domu rodzinnego, który „kipiał «fermentem sztuki, twórczości, walki z konwenansem i kompromisem”. Skomplikowane relacje rodzinne Witkiewiczów ukształtowały przyszłego artystę – skandalistę. Autorka zwróciła uwagę na niecodzienną miłość ojca, wybitnego malarza Stanisława Witkiewicza, do syna Stanisława Ignacego, jak również przybliżyła istotę wyjątkowej miłości syna do matki Marii, oszukiwanej przez męża.
Zastanawiająca wydaje się być szczególna więź Stanisława Ignacego z żoną Jadwigą-Niną. W setkach listów mąż-niemąż zapewniał żonę o niekłamanej, głębokiej miłości, jednocześnie wtajemniczając ją w szczegóły swych licznych podbojów miłosnych czy awanturek erotycznych. „Ty jednak jesteś jedyna i na to nie ma rady. Wszystkie baby możliwe są niczym wobec Ciebie”. Niewierny małżonek nakłaniał swą wierną towarzyszkę życia do realizowania modelu małżeństwa „koleżeńskiego” czy małżeństwa „a’la Boyowie” – otwartego związku opartego na wzajemnej tolerancji, zaufaniu, lojalności.

Jadwiga Janczewska - http://www.witkacy.info
Jadwiga Janczewska - http://www.witkacy.info

Czesława Oknińska - http://wyborcza.pl/alehistoria
Czesława Oknińska - http://wyborcza.pl/alehistoria

















środa, 13 września 2017

Tylko we Lwowie

Jerzy Michotek - Sprawa pilota Maresza 1955 - http://fototeka.fn.org.pl/Jerzy Michotek


OMNIPRESS 1990














 Semper Fidelis - pomnik historii Polski

     Jerzy Michotek kilkanaście swych pierwszych lat żył we Lwowie, a kolejne ponad pół wieku do tego Lwowa tęsknił. Wyrazem żalu lwowskiego dziecka stała się książka o znanym tytule „Tylko we Lwowie”, zapożyczonym od kultowej piosenki wykonywanej przez duet batiarów Szczepko i Tońko w filmie zatytułowanym „Włóczęgi” z 1939 roku. Rok ten zakończył żywot „Roześmianego miasta, roześmianych ludzi, roześmianych czasów”. Lwów, jakim go zapamiętał autor, gdzie „cmentarz i każda ulica, każdy niemal kamień – to pomnik historii Polski”, przeminął, ale nie odszedł w zapomnienie. Dzięki pamięci zawsze wiernych (Semper Fidelis) Polaków z „gniazda piskląt godła narodowego” ukazało się (szczególnie ostatnio) wiele pozycji literatury o tematyce lwowskiej. 

Lwowiak w ogóle lubi lubić

     Jerzy Michotek składał liczne dowody na to, że Lwów to „pogranicze wszystkiego ze wszystkim”. Miasto pięciu głównych religii: rzymsko-, grecko-, ormiańsko-katolickich, prawosławia, judaizmu, gdzie „meczetu tylko brakuje”. Miasto, w którym, jak w małżeństwie i z rozsądku i z miłości, wszystkie nacje żyły ze sobą w zgodzie, bo przecież „lwowiak w ogóle lubi lubić”. Druga warstwa wspomnień Jerzego Michotka zaprawiona została goryczą dostarczoną przez czerwonych i brunatnych barbarzyńców we wrześniu 1939 roku. Hitlerowska i stalinowska pożoga organizowana „na zgubę pamięci narodowej” miały wymazać z serc Polaków miasto odznaczone orderem Virtuti Militari za „zasługi położone dla polskości tego grodu”. Autor boleśnie doświadczony przez okupantów nosił w sobie do końca poczucie krzywdy i głęboką traumę, choć o swym wygnaniu potrafił napisać niepatetycznie „nie ja wyjechałem, lecz mnie wyjechali”.

środa, 2 sierpnia 2017

Litwa Sienkiewicza Piłsudskiego Miłosza

Szetejnie - Czesław Miłosz i Maciej Kledzik 1992Maciej Kledzik


LTW 2014














Podróż sentymentalna

     Książka autorstwa Macieja Kledzika przyciągnęła mnie tytułem „Litwa Sienkiewicza Piłsudskiego Miłosza” zawierającym 4 w 1: Kresy, dwu noblistów i wskrzesiciela Polski. Spoglądając na postać autora spodziewałam się zbioru wartkich reportaży kresowych o ważnych dla Polaków wybitnych osobach. Dziennikarz wędrujący śladami sławnych rodaków, z których każdy tworzył dzieła literackie (Piłsudski również – patrz Pisma zbiorowe), oddał do rąk czytelników dziełko będące obrazem jego błądzenia tropami Wielkich Polaków. Wędrówkę tę sprowokował Czesław Miłosz zapraszając Macieja Kledzika do udziału w jego podróży sentymentalnej po Litwie, na której się urodził. Litewskim miejscem urodzenia mógł się pochwalić również drugi z bohaterów publikacji – Józef Piłsudski. Jedynie Henryk Sienkiewicz swe związki z Litwą zawdzięczał swym przodkom. Każda z tych znakomitości w inny sposób manifestowała swą miłość do Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej. Czesław Miłosz swoje wspomnienia z kraju lat dziecinnych przelewał na karty powieści, esejów i strofy wierszy. „W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę” pisał w 1937 roku. Wrócił do miejsca urodzenia Szetejni, po upływie półwiecza, już jako laureat Nagrody Nobla. Przyjmowano go z wszelkimi honorami w Kownie, Kiejdanach, Opitołokach, Świętobrości, Wędziagole. Maciej Kledzik towarzyszył literatowi w spotkaniach z bliskimi, znajomymi i świadkami jego litewskiej przeszłości. 

Dwór w Szetejniach 1913 - http://www.wojciechkarpinski.com/
Dwór w Szetejniach 1913 - http://www.wojciechkarpinski.com/

Litwos herbu Oszyk

     Historyk odmiennie odniósł się do związków Henryka Sienkiewicza z Litwą, ponieważ pisarz urodził się i mieszkał w Polsce centralnej. O litewskiej fascynacji krajem przodków, piszących się herbem Oszyk, świadczy pseudonim literacki noblisty – Litwos. Autor eseju o Henryku Sienkiewiczu przekazał garść informacji o powstawaniu Trylogii, ewidentnie kresowego dzieła. Przedstawił składowe warsztatu pisarsko-historycznego Sienkiewicza: tworzenie literackich postaci oraz starania o zachowanie prawdy historycznej. Razem z pisarzem czytelnik odwiedził Kiejdany, Pacunele, Mitruny, Wodokty i dolinę Niewiaży. Do dziś mieszkają tam potomkowie sienkiewiczowskich Butrymów, Gasztowtów, Billewiczów

środa, 26 lipca 2017

Marszałek Józef Piłsudski

Józef Piłsudski i pies "Pies" 1928-08-19 (nac.gov.pl)

Red Kowalczewski A Wojciechowski A


 Wydawnictwo GaWa 1989

 

 

 

 









Kronika fotograficzna

     Był rok 1989. Przedsiębiorstwo Produkcyjno Usługowo Handlowe GaWa wydało album o Marszałku Józefie Piłsudskim. Większość zdjęć w albumie pochodziła ze zbiorów majora Wojska Polskiego Mariana Głowińskiego, który w trakcie wizyty Naczelnika w Rumunii w 1928 roku pełnił funkcję szefa ochrony. Albumowi nadano formę kroniki życia Józefa Piłsudskiego złożoną z bardziej i mniej znanych Jego fotografii. Porównując jakość dzisiejszych kopii tych zdjęć docenić należy postęp technologiczny, jaki się dokonał w dziedzinie fotografii. Oglądałam te publikację z łezką w oku pamiętając, że wydano ją w czasach tzw. obalania komunizmu w Polsce i w tym kontekście była to wyjątkowa publikacja.

Proza i poezja

     Do archiwalnych ilustracji dołączono kopie kilku ważnych dokumentów, z których jeden szczególnie zwrócił moją uwagę. Komenda Legionów Polskich wysłała w listopadzie 1915 roku list-raport zawierający negatywną opinię w sprawie nadania JózefowiPiłsudskiemu austriackiego Orderu Leopolda. Pismo podpisali generał Karol Trzaska-Durski i kapitan Waldemar Zagórski przytaczając, jako główny zarzut, że „Przedstawia on… element, który dąży do całkowicie wolnej i niezawisłej Polski” – no, cóż, jakieś wady trzeba mieć!
     Drugim z dokumentów, o którym chcę wspomnieć jest Depesza do szefów mocarstw notyfikująca powstanie Państwa Polskiego podpisana dnia 16 listopada 1911 roku przez Wodza Naczelnego. Wiadomość tę nadano z radiostacji znajdującej się na terenie Cytadeli Warszawskiej i stała się ona pierwszym aktem polityki zagranicznej młodego państwa. Dokument ten nazwany został najważniejszą depeszą II Rzeczypospolitej. W ten sposób Józef Piłsudski ogłosił światu Wolną Polskę.
     Wśród fotografii autorzy wydawnictwa umieścili fragmenty pięknych patriotycznych wierszy sławiących Marszałka, np. Artura Oppmana „Odę do zwycięstwa”
Zwycięstwo! Ktoś ogromny stoi przed Narodem
Sam wielki” Naczelnik Państwa w jednym z przemówień nie omieszkał zauważyć, że „Polska ma granice tak rozległe i tak zazdrosnych i pamiętliwych swej zaborczości sąsiadów, że bez silnej armii… byt jej zabezpieczony być nie może”. Prorocze słowa…

poniedziałek, 24 lipca 2017

Ossendowski. Podróż przez życie

Ferdynand Ossendowski podczas ekspedycji w GwineiWitold Michałowski


Zysk i s-ka 2015














Godzien jest pałac Paca,
Godzien Pac pałaca”                                                                                   Adam Mickiewicz – „Pan Tadeusz”


Homo Viator                                                                 


     Witold Michałowski – pisarz, publicysta, dziennikarz, podróżnik, inżynier zafascynowany postacią innego pisarza, publicysty, dziennikarza, podróżnika i naukowca poświęcił mu kilka publikacji. Książka zatytułowana „Ossendowski. Podróż przez życie” stała się owocem wyprawy jej autora śladami swego poprzednika, jak również skrupulatnego opracowywania kwerend najróżniejszych archiwaliów. Książka ta nie jest typową biografią wybitnej postaci, ale z pewnością jest godną uwagi opowieścią o człowieku w pełni zasługującym na miano Homo Viator. Witold Michałowski nie tylko pilnie odrobił lekcje z życiorysu Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego, ale także zdobył niezwykle szeroki zasób wiadomości na temat uwarunkowań historycznych, w jakich przyszło działać podróżnikowi. Autor po mistrzowsku przedstawił konteksty społeczno-polityczne krajów, które odwiedzał jego bohater. Nierzadko tracił umiar w ilości przekazywanej czytelnikom wiedzy i można było odnieść wrażenie informacyjnego chaosu. Nic bardziej mylnego. Pasjonat Ossendowskiego starał się przekonać odbiorców o wielowymiarowości zainteresowań, doskonałej orientacji w świecie i wszechstronności jego przygotowania do pełnienia różnorodnych funkcji. Skupił się na globtroterskiej i pisarskiej działalności tajemniczego badacza, nie zapominając o jego aktywności społecznej, politycznej i owianej szczególną tajemnicą – wywiadowczej

Od Romanowów do Lenina

     Szeroki horyzonty umysłowe tytułowego bohatera pozwoliły mu przygotować projekt odtworzenia rodu Romanowów, dynastii carów, z których ostatniego, Mikołaja II, bolszewicy rozstrzelali w 1918 roku (wraz z żoną i pięciorgiem dzieci). Plan rekonstrukcji familii zawierał „propozycję restauracji domu Romanowów na bazie «demokratycznej platformy»” ujętą w kilkanaście zagadnień o bardzo rozległej problematyce. Równie zajmująca jest odpowiedź Ossendowskiego na „ankietę dotyczącą wizji Europy za lat pięćdziesiąt”. Zawiera ona koncepcję wykształcenia się „cywilizacji ilościowej”, która poprzedzi stadium „cywilizacji jakościowej”. Warto zajrzeć do tego dokumentu…
Niezwykle interesujące fragmenty książki dotyczyły tzw. Dokumentów Sissona związanych z agenturalnym rodowodem Lenina, którego Ossendowski zdemaskował na kartach wydawnictwa pod tytułem „Lenin” z 1930 roku. Tym samym pisarz stał się „osobistym wrogiem Lenina”, w którego śmierć nie do końca uwierzyli funkcjonariusze NKWD przeprowadzając ekshumację niedawno pogrzebanych zwłok podróżnika. Ossendowski zmarł 3 stycznia 1945 roku, tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej.