Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II Rzeczpospolita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II Rzeczpospolita. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 marca 2021

Profesor Weigl i karmiciele wszy

Mariusz Urbanek


ISKRY - 2018








Tyfus czy dur plamisty?

 „Wybitny biograf wybitnych Polaków” sięgnął do trudnego tematu walki profesora Weigla z epidemią śmiertelnej choroby zwanej tyfusem. Niezwykłą osobowość uczonego, jego losy i osiągnięcia Mariusz Urbanek opisał w sposób wyczerpujący, obiektywny, gwarantujący przywrócenie pamięci o biologicznym geniuszu. Biografie, stanowiące główną domenę jego twórczości, znane mi z wcześniejszych lektur („Genialni, lwowska szkoła matematyczna”, „Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce”, „Wieniawa. Szwoleżer na pegazie”, „Waldorff. Ostatni baron Peerelu”) pozwoliły mi domniemywać, że książka o twórcy szczepionki przeciw tyfusowi spełni moje czytelnicze wymagania. I tak się stało. Tom ten stanowi istotny przyczynek do dziejów nauki polskiej i wypełnia misję przywracania pamięci o Wielkich Polakach oraz wzbogaca polskie biblioteki o godną polecenia lekturę.

Polak z wyboru

    W publikacji zatytułowanej „Profesor Weigl i karmiciele wszy” pisarz zawarł zarówno biografię biologa, jak i opis funkcjonowania instytutu doświadczalnego, dochodzenia do odkryć naukowych oraz szczegóły produkcji szczepionki przeciw wirusowi duru plamistego. Losy konkretnych osób związanych z placówką umieścił w szerokim kontekście wojny, okupacji, konspiracji, prześladowań, pogromów i eksterminacji. Z drugiej strony ukazał postać Rudolfa Weigla w jej całej złożoności na tle bliskiego otoczenia. A zatem jako człowieka, mężczyznę, męża, ojca, pasjonata, badacza oraz polskiego patriotę (choć nie z więzów krwi, lecz z wyboru). Patriotyzm bohatera określiła jego wnuczka jako „wynikające z kręgosłupa moralnego poczucie lojalności wobec Polski”, a nie jako patriotyzm powstańczy z Polską na ustach. Autor wielokrotnie nawiązywał do wyznawanych przez uczonego wartości etycznych i przestrzeganych zasad moralnych, na jakich opierał się, podejmując trudne decyzje w okrutnych czasach wojennego koszmaru.
 

Dyskursy naukowe i wszy

     Literat obdarzony artystyczną wrażliwością, a jednocześnie rzetelny pisarz-publicysta, przekazał obraz działalności wytwórni szczepionek antytyfusowych z dużym wyczuciem, nie epatując ohydą budzących obrzydzenie szczegółów. Przywoływał natomiast obrazy karmicieli – uczonych prowadzących intelektualne dyskursy czy przypadki, gdy „monotonię pracy węiglowcy urozmaicali żartami”. Pochylił się nie tylko nad okolicznościami towarzyszącymi epokowemu odkryciu, ale i dylematami moralnymi związanymi z dostarczaniem szczepionki żołnierzom wrogiej armii oraz wewnętrznymi sporami kluczowych pracowników Instytutu Weigla dotyczącymi możliwości fałszowania preparatu przeznaczonego dla Niemców. Ten znamienity humanista uświadomił, szczególnie młodym czytelnikom, znaczenie takich pojęć, jak wierność ideałom, etyka zawodowa, nieposzlakowana uczciwość, honor i prawość, co stanowi wartość dodaną przyjemności płynącej z lektury, która wyszła spod pióra autorytetu w dziedzinie literatury historycznej.

Rudolf Weigl w otoczeniu współpracowników (hodowczyń).Unieruchamianie wszy w imadełkach WeiglaProfesor Rudolf Weigl

Trzecia część nocy

      W biografii wybitnego eksperymentatora znalazły się przykłady uhonorowania jego zasług dla społeczeństwa: Order św. Grzegorza, tytuł szambelana papieskiego, Order Leopolda, Krzyże komandorskie oraz medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Nie zabrakło także wyrazów zainteresowania prowadzoną działalnością i życiowym dorobkiem biologa ze Lwowa, a wśród nich wspomnienia autorstwa jego współpracowników i syna Wiktora oraz książki, artykuły i referaty. Oddzielną formę upamiętnienia profesora tworzą filmy, których wykaz znajduje się w Bibliografii tomu. Najbardziej znaczącym z nich wydaje się być film Andrzeja i Mirosława Żuławskich pt. „Trzecia część nocy”, określany jako dramat wojenny, którego scenariusz powstał na podstawie przeżyć Mirosława – karmiciela wszy u prof. Weigla.
 

Ojczyznę wybiera się jeden raz

     Aby pozostać w zgodzie z historyczną prawdą, Mariusz Urbanek poruszył złożone zagadnienie hitlerowskiej propozycji złożonej badaczowi - podpisania tzw. Reichlisty (Volkslista I). Przyjęcie odrzuconej przez wynalazcę szczepionki oferty, nadającej obywatelstwo Rzeszy i gwarantującej przywileje przysługujące Niemcom, tożsame była ze zdradą Polski. Rudolf Weigl – Polak z wyboru – odpowiedział na to dictum, że „Ojczyznę wybiera się jeden raz”. Odmowa ta wywołała fatalne konsekwencje. Uczonemu nie przyznano zasłużonej Nagrody Nobla, pomimo kilkudziesięciu nominacji, gdyż nie chciał być Niemcem (choć w jego żyłach płynęła niemiecka krew). Natomiast po zakończeniu II wojny światowej, nieprzychylni mu koledzy po fachu, oskarżali go o kolaborację z Niemcami.
 

Anegdoty, pasje, wywiady

     Wybitny erudyta o głębokiej wiedzy, ważki tekst, obejmujący wydarzenia biograficzne istotne dla dziejów ludzkości, okrasił anegdotami i detalami ilustrującymi prywatne życie profesora, jego najbliższych i współpracowników. Ujawnił liczne ciekawe pasje tego człowieka nauki, jak np. łucznictwo, majsterkowanie, astronomia, góry, polowania itd. Wartościowe wydawnictwo uświetniły wywiady z wnuczką bohatera, z zawodu psychologiem, oraz z karmicielem i hodowcą wszy w Instytucie Weigla (późniejszego profesora biotechnologii). Zamieszczone w publikacji zdjęcia znakomicie korespondują z prezentowanymi treściami pozwalając czytelnikom, na szczęście tylko w wyobraźni, znaleźć się wśród weiglowców.
Mariusz Urbanek opowiedział o skomplikowanych sytuacjach i złożonych faktach przystępnym językiem, a styl jego wypowiedzi jest precyzyjny i obrazowy w wyrażaniu myśli. Prowadzona przez niego narracja historyczna zawiera elementy „procedury fabularyzacyjnej”, dzięki czemu tekst biografii uczonego stał się opowieścią, gawędą, a nie jedynie sposobem prezentowania informacji.

Karmienie wszyTrzy probówki wylęgowe ze szkła z gazą i jajeczkami.Fiolki ze szczepionką

Bo wojna kiedyś się skończy

    Moją uwagę przyciągnęły rozważania na temat rekrutacji osób do pracy w charakterze żywicieli wszy, strzykaczy i preparatorów, które to zatrudnienie zapewniało Polakom bezwarunkową nietykalność. „Z myślą o ratowaniu najbardziej wartościowej tkanki narodu” karmicielami byli żołnierze Armii Krajowej, działacze polskiego podziemia, ale także zdolni, obiecujący młodzi ludzie – studenci i absolwenci uczelni, pomyślnie rokujący szansę na pożyteczne dokonania w powojennej ojczyźnie. Zostawali nimi także zasłużeni przedstawiciele polskiej inteligencjiktórzy mieli przeżyć wojnę, żeby po jej zakończeniu pracować dla Polski”. Spośród kilku tysięcy karmicieli wszy, w publikacji zamieszczono krótkie biogramy kilkudziesięciu osób, które dostały od Rudolfa Weigla jedyną sposobność przetrwania okupacyjnej apokalipsy. „Bo wojna kiedyś się skończy” …    
 
     Nie sposób przecenić roli polskiej inteligencji, tutaj uosobionej w postaci szanowanego wirusologa ze Lwowa, w staniu na straży polskiej tożsamości narodowej. Posiadana przez nią umiejętność perspektywicznego planowania w kontekście przyszłych potrzeb ojczyzny utwierdziła mnie w przekonaniu, że jako elita intelektualna, kulturalna i społeczna skupiała się zawsze wokół obowiązków narodowych. Czując odpowiedzialność za polskie społeczeństwo walczyła o ocalenie i rozwój kultury narodowej oraz była nośnikiem wzorców moralnych i kulturowych. Była i jest, czego dowiódł swym opracowaniem życiorysu Rudolfa Weigla, wielce utalentowany biograf – Mariusz Urbanek.






* zdjęcia   https://www.lwow.com.pl/rudolf-weigl.html

piątek, 19 lutego 2021

Ostatnie lata polskiego Lwowa


Sławomir Koper, Tomasz Stańczyk

FRONDA 2019






Tygiel narodów, kultur i religii

      Na ostatnie półwiecze polskiego Lwowa, w wersji podanej przez Sławomira Kopera i Tomasza Stańczyka, złożyły się wydarzenia ważne dla historii Polski i najpiękniejszego miasta Galicji. Charakterystyczny dla niego tygiel narodów, kultur i religii, owocował w przeszłości niezliczoną ilością faktów opisanych w rzeczonej książce. Oddzielnie i bardzo szeroko (jedna trzecia część książki) przybliżono wojenne i okupacyjne dzieje grodu nad Pełtwią, zapoczątkowane wrześniową hekatombą 1939 roku. W „mieście, którego już nie ma” dokonywały się zacięte obrony Polaków przed Niemcami, Sowietami, Ukraińcami, prześladowania i eksterminacje oraz trwały okrutne okupacje.
     Przekrój tematyki poruszanej przez autorów wykazuje się ogromną różnorodnością: od Panoramy Racławickiej do Lwowskiej szkoły matematycznej rezydującej w kawiarni Szkocka, od Cmentarza Orląt na Łyczakowie do Wesołej Lwowskiej Fali, od Mordu profesorów lwowskich do piłkarzy Pogoni i Czarnych Lwów. Obok jasnych kart historii Lwiego Grodu, jak np. narodziny ruchu strzeleckiego, ormiańskie osadnictwo, walki o polskość czy nadanie miastu orderu Virtuti Militari, historycy podali do wiadomości czytelników informacje o incydentach z pogranicza półświatka: morderstwo namiestnika Galicji, zabójstwo aktoreczki przez przyszłego samobójcę, defraudacja funduszy przez seksoholika i liczne skandale obyczajowe. Ciemne strony lwowskich dziejów miały także większy ciężar gatunkowy – konflikty wieloetnicznego polsko-żydowsko-ukraińskiego miasta skutkowały gettem ławkowym, krwawymi pogromami, politycznymi zabójstwami, co rzetelnie odnotowali badacze historii, podsumowując swą pracę: „To  r z e c z y w i s t y  obraz miasta i jego mieszkańców, bez idealizacji czy retuszu”.

Dom Techników i Dworzec Główny we LwowiePomnik Jana III Sobieskiego we LwowieWesoła Lwowska Fala

Odbrązowić przeszłość

     Na kartach historycznej publikacji swoje miejsce znaleźli wybitni Polacy, dla których Lwów był matecznikiem pamiętanym do końca życia i ewidentnie determinującym ich przyszłość. Autorzy starali się odbrązowić przywoływane postaci, lecz niejednokrotnie sięgali do zbyt osobistych szczegółów ich biografii (granice dobrego smaku przekroczyła charakterystyka tasiemca Gabrieli Zapolskiej). Szczęśliwym trafem, łagodniej odniesiono się do legendy Szczepka i Tońka – słynnych bałakających batiarów, poety i satyryka Mariana Hemara czy pisarza science fiction Stanisława Lema.
     Walory książki o Lwowie znacznie podniosła jej przebogata warstwa graficzna. Zdjęcia pochodzące z archiwów autorów oraz zasobów bibliotek i Narodowego Archiwum Cyfrowego doskonale dopełniły tekst oparty na dokumentach wzmiankowanych w przypisach. Archiwalne i współczesne, barwne i czarno-białe fotografie przedstawiające osoby, miejsca i wydarzenia, kopie dokumentów, wycinki prasowe, okolicznościowe afisze, reprodukcje obrazów znakomicie zilustrowały „Ostatnie lata polskiego Lwowa”. Mój podziw wzbudziła również bogata, kilkunastostronicowa Bibliografia, zawierająca pozycje literatury wspomnieniowej, opracowania nt. Lwowa, artykuły prasowe i adresy stron internetowych. 

A miało być tak pięknie...

    Uważna lektura książki popularyzatorów historii Polski wzbudziła u mnie ambiwalentne odczucia. Czemu miała służyć nadmierna fragmentacja tekstu? Niemal trzydzieści rozdziałów, z których każdy zawiera relacje z niecodziennych zdarzeń i zwięzłe komentarze do nich, podzielono na dwustronicowe podrozdzialiki. Moim zdaniem czytelnicy doskonale poradziliby sobie z dłuższymi partiami druku, tym bardziej, że użyto w nich niewyszukanego języka literackiego.
     Pozycje literatury popularnonaukowej, z naciskiem na popularne, nie aspirują do miana literackich arcydzieł, jednakże niniejsza publikacja przypomina czasem powszechnie znaną internetową encyklopedię. Znani publicyści prowadzą w niej zwięzłą, płynną narrację, dzięki czemu książkę czyta się bez wysiłku, a jej wartości poznawcze pozostają niekwestionowane. Niemniej jednak, zamiast logicznie opracowanego przeglądu faktów czytelnicy tomu „Ostatnie lata polskiego Lwowa” otrzymali niespójną mieszaninę zdarzeń o nierównej randze historycznej i społecznej. A mogło być tak pięknie, jak wyrażono w następującej frazie: «Panorama [Racławicka – MP] przedstawia tryumf polskiego oręża, a nie „najzwyczajniejsze w świecie utarczki”».

Kawiarnia Szkocka we Lwowie Cmentarz Obrońców Lwowa i cegiełka na jego odbudowę Galicyjska Kasa Oszczędności we Lwowie


Bolesna prawda historyczna

     Treść rzeczonej książki przywołuje także nierozwiązane, a bolesne dla nas Polaków zagadnienia. Po ostatecznym rozwiązaniu kwestii polskości arcy-pięknego miasta – wymordowaniu lub wypędzeniu większości (90%) zamieszkujących go Polaków – rozpoczęto „Walkę o lwowskie dobra kultury”. Skarby zgromadzone w Lwowskiej Galerii Obrazów oraz Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich próbowano odzyskiwać ponad pięćdziesiąt lat. Ponowione wnioski rewindykacyjne o zwrot polskich zbiorów od ćwierćwiecza czekają na rozpatrzenie przez ukraińskie władze…
     Wytrawni historycy polscy, w tym Sławomir Koper i Tomasz Stańczyk, zwracają uwagę na stosunek Ukraińców, obecnych włodarzy Lwowa, do prawdy historycznej i przytaczają przykłady przekłamywania wspólnej historii polsko-ukraińskiej (ludobójstwa, eksterminacje Polaków, np. Rzeź Wołyńska), niszczenia śladów polskości we Lwowie (czołgi miażdżące groby na Cmentarzu Obrońców Lwowa), czy hołdowania zbrodniarzom spod znaku OUN-UPA (przyznanie tytułów Bohatera Ukrainy Stefanowi Banderze i innym nacjonalistom). 
     Kamienne posągi lwów z Cmentarza Łyczakowskiego, więzione w siermiężnych skrzyniach, nie mogą kontemplować polskich grobów. Nie zważając na poprawność polityczną bezgłośnie obwieszczają syntezę dziejów Lwiego Grodu słowami
Zawsze wierny Tobie Polsko

Cmentarz Orląt - Pomnik Chwały z uwięzionymi lwami - fot. twojahistoria.pl/



* zdjęcia własne z książki


sobota, 6 lutego 2021

Dwory i pałace na Litwie

  Katarzyna i Jerzy Samusikowie

 

Fundacja Sąsiedzi - 2017








Rzeczpospolita Obojga Narodów

      Pięć lat po wydaniu albumu o dworach i pałacach, obecnie znajdujących się na terenie Białorusi, Katarzyna i Jerzy Samusikowie opracowali publikację zatytułowaną „Dwory i pałace na Litwie”. Właścicielami zaprezentowanych kilkudziesięciu szlacheckich siedzib były pierwsze rody Rzeczypospolitej: Tyszkiewiczowie, Radziwiłłowie, Potoccy, Chodkiewiczowie, Sapiehowie, Broel-Platerowie, Czapscy, itd. W części z okazałych budowli rodzili się lub rezydowali znamienici Polacy: Józef Weyssenhoff, Gabriel Narutowicz, Hanka Ordonówna, Józef Piłsudski, Władysław Syrokomla, Stanisław Witkiewicz, Kornel Makuszyński, etc. Wszakże była to kiedyś Rzeczpospolita Obojga Narodów!

Patriotyczna działalność Polaków

     Do opisów i fotografii sześćdziesięciu pięciu zabytkowych obiektów dołączono Mapę z ich lokalizacją, Spis treści (miejscowości z zabytkami) oraz Wykaz dworów i pałaców niezamieszczonych w albumie. Państwo Samusikowie dotarli do szlacheckich siedzib położonymi poza głównymi szlakami turystycznymi i przedstawiającymi różny stan zachowania: od profesjonalnie odrestaurowanych rezydencji, przez opuszczone posiadłości do tzw. malowniczych ruin. Dzieje dworów i pałaców oraz losy ich właścicieli, które doprowadziły do obecnej kondycji obiektów, komplikowały się w podobny sposób. Patriotyczna działalność polskich posiadaczy ziemskich, w tym udział w Powstaniu Listopadowym czy Styczniowym, skutkowała konfiskatą majątków oraz zesłaniem ich właścicieli na Sybir lub do Kazachstanu. Przetaczające się fronty wojen światowych oraz rewolucyjne rozruchy doprowadziły do rabunków, dewastacji, a nawet do podpaleń i burzenia budowli. Parcelacje w ramach litewskiej reformy rolnej (lata dwudzieste XX w.) pozbawiły majątki ziemskie większej części areału, a obywateli ziemskich podstaw egzystencji. W okresie istnienia Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej w znacjonalizowanych dworach i pałacach lokowano kołchozy, sowchozy, magazyny, szpitale, szkoły, a nawet hodowano świnie (piwnice Wysokiego Dworu). Litwa, niepodległa od trzydziestu lat, część ocalałych dworów i pałaców przystosowała do pełnienia funkcji muzealnych czy ośrodków kultury. Niestety, ogromna większość tych bezcennych zabytków pozostaje porzucona, ulegając stopniowej degradacji i przekształcając się w gruzowisko zarastające chaszczami.  

Dwór w Kurszanach Dwór w GaczanachGanek dworu w Dżuginianach

niedziela, 3 stycznia 2021

Dwory i pałace Wielkopolski. Styl narodowy

 

Jan Skuratowicz

 

ZYSK i S-KA - 2020





Architecture parlante

     Historyk sztuki Jan Skuratowicz specjalizujący się w architekturze rezydencjonalnej zaprezentował czytelnikom wyniki swych naukowych poszukiwań w postaci publikacji zatytułowanej „Dwory i pałace Wielkopolski. Styl narodowy”. Przedstawił niemal sto pięćdziesiąt zabytkowych budowli mieszkalnych, ale nie w kolejności alfabetycznej czy posegregowanych terytorialnie, lecz podporządkowanych głównej koncepcji opracowania. Autor dokonał analizy kształtowania się zrębów polskiego stylu narodowego na przestrzeni stulecia w szeroko pojmowanym Poznańskiem. Ponad wszelką wątpliwość udowodnił, że „za każdorazową, znaczącą realizacją architektoniczną stały zawsze określone treści nakładane na formalny kostium”. Jak to zdanie należy rozumieć?
     W drugiej połowie XIX wieku Wielkopolskę obejmował zabór pruski, powodujący ucisk i szykany wobec zamieszkujących te tereny Polaków. Narastający konflikt polsko-niemiecki wywołał u rodaków potrzebę manifestowania polskiej tożsamości narodowej poprzez architekturę będącą symbolem odrębności polskiego ziemiaństwa. Zarówno nowo wznoszonym siedzibom czy przebudowywanym dworom i pałacom starano się nadać charakter krajowy, protestując w ten sposób przeciw aktom „zniemczania klimatu architektonicznego Wielkopolski”. Zgodnie z zasadą „architecture parlante”, Jan Skuratowicz z zewnętrzną formą siedzib, określaną przez styl architektoniczny, kojarzył nie tylko określoną treść, ale także dodatkowy składnik stylu, jakim wydaje się być urządzenie wnętrz budowli. Historyk sztuki wielokrotnie kierował uwagą czytelników na umeblowanie, księgozbiór, kolekcje sztuki, militaria i każdą „małą cząstkę Polski zawartą w gromadzonych zbiorach i pamiątkach”.

Dakowy Mokre
Czerniejewo
 

Zwrócony ku przeszłości styl narodowy

     „Pierwszą próbą stworzenia propozycji narodowego stylu godnego polskich rezydencji” był zamek w Kórniku przebudowywany w latach 1839-61 przez Tytusa Działyńskiego. Okres ustalania się kanonów stylu narodowego prof. Jan Skuratowicz wytyczył na publikację autorstwa Zygmunta Czartoryskiego pt. „O stylu krajowym w budownictwie wiejskim” z 1896 roku, w której ten ostatni określił wymagania stawiane nowoczesnym budowlom. Praca ta stawiała sobie za cel ocalenie „próbki stylu krajowego w budownictwie, aby kiedy da Bóg, że wody potopu opadną, ziomkowie mieli skąd brać wzory”. Z czasem symbolem polskiej siedziby ziemiańskiej stał się kolumnowy portyk (z tympanonem), który tworzył część fasady nowych dworów i pałaców, lub który dostawiano do starszych obiektów.  
     W publikacji przedstawiono wiele przykładów budowli, które dzięki propagowaniu stałego motywu architektonicznego – portyku z tympanonem – służyły podtrzymywaniu tożsamości Wielkopolan wśród niemieckiej powodzi, zalewającej Rzeczpospolitą. Wśród dworów i pałaców, ostoi polskości w Wielkopolsce sprzed odzyskania niepodległości, mój podziw budzi „zwrócony ku przeszłości” pałac w Kopaszewie, pałac w Objezierzu z mottem templariuszy czy dwór w Koźminku – najbardziej urokliwy z oglądanych przeze mnie dworów. Na kolejnych stu pięćdziesięciu stronach albumu Jan Skuratowicz prezentował przykłady potwierdzenia tezy, iż „demonstracyjne stosowanie form uznawanych za narodowe i polskie było na pewno w pełni świadomą manifestacją polityczną”. Swą urodą, proporcjami, harmonią stylu urzekły mnie pałace w Skoraszewicach, Winnej Górze, Lubaszu, Gorzyniu, Dłoni, Górznie, Głębokiem.

Objezierze fot. WikipediaKopaszewo fot. Wikipedia
Kołaczkowo


Polonizacja architektury

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Przedwojenni. Zawsze był jakiś dwór


Anna Mieszczanek

 

MUZA - 2020







Rzemiennym dyszlem przez dzieje

      „Bo, jak to w Polsce… zawsze był jakiś dwór” stwierdziła Anna Mieszczanek i przedstawiła czytelnikom historie ziemian zamieszkujących, jak na dotąd, dwory i dworki. Nazwała ich „Przedwojenni” ponieważ wojna i tzw. reforma rolna zmiotły z powierzchni ziemi większość dworów i ich właścicieli. Autorka spełniała się zawodowo jako publicystka, psycholożka, dziennikarka, działaczka antykomunistyczna, nabywając różnorodne doświadczenia życiowe i poszerzając swe horyzonty myślowe. Dzięki czemu uzyskała szeroki ogląd rzeczywistości uprawniający ją do wyrażania opinii na tematy społeczne, np. skutki „dekretu o zabieraniu” właścicielom ich majątków (1944 rok). Bliskie są mi stwierdzenia pisarki edukowanej w PRL-owskiej szkole, gdzie mówiło się o pańszczyźnie i wyzysku chłopów, ale nie słyszało się o wynagradzaniu pracowników folwarcznych za pomocą pensji czy ordynarii. Gdzie przedstawiano klasę panów, obszarników w jak najgorszym świetle, przypisując im rażące wady i uczynki, których nie popełnili. Pomimo komunistycznej indoktrynacji wszechobecnej w środkach przekazu i oczywiście w oświacie, Anna Mieszczanek dostrzegła w powojennej Polsce miejsca pamiętające przedwojenne czasy – szlacheckie dwory, które uratowały się z wojennej i okupacyjnej pożogi. Wydobywszy się „spod propagandowej narracji PRL-u” rozpoczęła wędrówkę, co prawda już nie rzemiennym dyszlem, od dworu do dworu, lecz przez dzieje ziemiaństwa, poznając je z całym dobrodziejstwem… miejscowej społeczności. Owo odkrywanie wspomagane było przez działania znakomitych postaci, dla których ocalenie od zapomnienia wszystkiego, co zachowało się z naszego dziedzictwa kulturowego, stanowiło istotną wartość. Jedni z nich pisali przewodniki krajoznawcze czy naukowe opracowania, a inni upowszechniali tę wiedzę tworząc drukowane i internetowe katalogi. Jedni kupowali zrujnowane posiadłości i odbudowywali je, a drudzy reaktywowali szlacheckie organizacje, nagrywali wywiady z byłymi już ziemianami lub kręcili filmy o nich. Wszyscy oni, również autorka opowieści i zapewne wielu czytelników, „doświadczają tamtego bólu… nie może przecież nie boleć wyrzucenie z domu”. Złotymi zgłoskami zapisały się na kartach historii dworów takie nazwiska, jak Napoleon Orda, Roman Aftanazy, Marek Kwiatkowski, Jerzy Marek Minakowski, Maciej Rydel, Marcin K. Schirmer, Piotr Szymon Łoś.

Dwór rodziny Ordów w NowoszycachDwór w Goszycach w MałopolsceDwór rodziny Rusieckich w Pieniążkowej

czwartek, 3 grudnia 2020

Dwory szlacheckie powiatu aleksandrowskiego


Zbigniew Piotr Sołtysiński

    
  Wydawnictwo „Krukowiak” – 2018





 

 

Odkurzanie z pyłu zapomnienia

     Rezultatem niepohamowanej „ciekawości świata, chęci zgłębiania tajemnic i odkrywania tego, co już nawet odkryte, lecz zapomniane” jest książka autorstwa Zbigniewa Piotra Sołtysińskiego zatytułowana „Dwory szlacheckie powiatu aleksandrowskiego”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa „Krukowiak” z Redcza Kujawskiego. Dla mnie, mieszkanki Ciechocinka w powiecie aleksandrowskim, publikacja ta jest miłym zaskoczeniem. W rozdziale „Katalog dworów…” autor opisał 40 dworów szlacheckich, a w następnym ponad 70 Pozostałych majątków, folwarków i wsi…”. I to wszystko rozmieszczone na 480 km kwadratowych powierzchni powiatu!
     Opracowanie Zbigniewa Piotra Sołtysińskiego nie pretenduje do miana pracy naukowej, gdyż „Ta książka ma służyć tylko odkurzeniu opisywanych obiektów i minionych czasów z pyłu zapomnienia”. Ośmielam się zauważyć, że jej struktura wykracza poza kanony pozycji popularnonaukowej. Słusznie podzielono tekst tomu na część, w której przedłożono teoretyczną podbudowę zagadnienia dworów szlacheckich oraz na część właściwą zawierającą szczegółowe zestawienia owych obiektów z terenu powiatu aleksandrowskiego. Wywodząc istnienie dworów od czasów staropolskich, pisarz zamieścił interesujące studium historyczne na temat Rzeczypospolitej Sarmackiej, rozwoju kultury szlacheckiej i jej kondycji w Drugiej Rzeczypospolitej oraz zagłady ziemiaństwa po 1939 roku. W tak szerokim kontekście historycznym autor osadził dwór pojmowany jako ośrodek życia społecznego, gospodarczego, kulturalnego całej okolicy, a nie tylko jako siedzibę właścicieli majątku.
     Opisy dworów w części katalogowej książki zawierają uwagi o architekturze budowli, zagospodarowaniu jego otoczenia (park, folwark), dziejach dworu aż do czasów współczesnych oraz o losach ich właścicieli. Celem ułatwienia zrozumienia pierwszego zagadnienia na końcu publikacji znalazł się Słownik terminów architektonicznych, a bezpośrednio przed nim Indeks nazwisk oraz Indeks osób upamiętnionych w Polskim Słowniku Biograficznym.

Waganiec Siniarzewo Łówkowice

sobota, 28 listopada 2020

Wychowaniu w szkole i w domu t 24. Dwudziestolecie międzywojenne


Iwona Kienzler

Bellona, Edipress – 2014


 

 

 

Edukacja

     „Wychowaniu w szkole i w domu” poświęcono 24. tom serii „Dwudziestolecie Międzywojenne”. Jego autorka, Iwona Kienzler, jest pisarką o szerokim spektrum zainteresowań (historia, języki obce, gospodarka), która wydała już ponad osiemdziesiąt książek. W tym przypadku skoncentrowała się na niezwykle istotnej dziedzinie życia społecznego odrodzonej Rzeczypospolitej, a mianowicie kształceniu młodego pokolenia Polaków. W konwencji narzuconej koncepcją serii wydawniczej literatka przedstawiła ogół zagadnień, uznanych przez władze niepodległej ojczyzny za priorytet. Wszak już kanclerz i hetman Jan Zamoyski AD 1600 stwierdził, iż „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. 

Kształcenie

     W rzeczonej książce pisarka z dużą znajomością rzeczy przedstawiła „Ideały wychowawcze Drugiej Rzeczypospolitej” przeciwstawiając wychowanie narodowe wychowaniu państwowemu. Omówiła znaczenie instytucji uznawanych za czynniki pedagogiczne: Kościoła, szkoły, rodziny i państwa. Zwróciła uwagę na pewną hipokryzję części osób niewierzących, która to część godziła się na uczęszczanie dzieci do katolickich szkół, ponieważ właśnie te ośrodki zapewniały odpowiednie ukształtowanie młodych ludzi. Podobnych gwarancji dostarczały kadry oświatowe, którym powierzono edukację młodzieży, same zdobywając potrzebne wykształcenie w seminariach nauczycielskich, liceach pedagogicznych czy Wyższych Kursach Nauczycielskich. 

czwartek, 19 listopada 2020

Andrzej Grzybowski. Polski historyzm współczesny


 Maciej Loba

Podkarpacki Instytut Książki i Marketingu - 2008







Polski historyzm współczesny

      Polski historyzm współczesny przejawił się w wybitnej postaci Andrzeja Grzybowskiego, który obdarowany licznymi talentami, nie zakopał ich, lecz harmonijnie rozwijał. Spełniał się jako aktor, znawca koni i jeździec, rysownik i kaligraf, projektant wnętrz, a nade wszystko architekt. Spektrum przedsięwzięć i zadań, których z powodzeniem podejmował się, wywołuje mój niekłamany podziw i budzi należny mu szacunek. Pod wpływem fascynacji dzisiejszym człowiekiem renesansu Maciej Loba popełnił jego monografię w albumowym wydaniu. Opatrzono ją pokaźną ilością materiałów graficznych – archiwalnych i współczesnych fotografii i perfekcyjnych szkiców ilustratora. Dużą przyjemność czerpią czytelnicy z oglądania rysunków artysty, zaprawionych akwarelą, ujmujących dekoracyjne detale wykończenia, jak i całość budowli widzianą z różnych stron świata. Już tylko te kompozycje mogłyby stanowić podstawę do uznania artyzmu Andrzeja Grzybowskiego. Wizualizacje koncepcji architekta urzekają pięknem, precyzyjną kreską oraz wykaligrafowanymi opisami, nierzadko przyprawionymi szczyptą humoru, jak chociażby tekst „po prostu nie zmieściły się na rysunku” albo „projekt przed-przed-wstępny”.

Witruwiańska triada i doktryna nieinterwencjonizmu

     Osiągnięcia i warsztat bohatera publikacji to nie jedyna warstwa opracowania historyka sztuki. W drugiej, bardziej ogólnej, autor podał wykładnię zjawiska historyzmu przejawiającego się w postaci tzw. neostylów (neoromanizm, neogotyk, neorenesans, neobarok) oraz stylu eklektycznego. Celem tego wyjaśnienia było osadzenia naszego twórcy w dziejach historyzmu w Polsce i na świecie. Maciej Loba przeanalizował społeczno-polityczne uwarunkowania popytu na budowle stylem odwołujące się do tradycji. Dla nowej architektury „rezydencjonalnej” istotną rolę odgrywa wygląd, który „ma wyrażać stabilizację, manifestować nieodwracalność zaszłych zmian, sugerować trwałość” klasy milenijnych Wokulskich.
Bardzo interesująca część książki poświęcona została specyfice dziejów polskiej architektury w okresie powojennym, gdy skala zniszczeń wszelkich budowli (w tym zabytkowych) burzyła dotychczasowy porządek (architektoniczny sic!). Potrzeba rychłej odbudowy kraju, także zabytków, wywołała dyskusję o konieczności częściowej rezygnacji z założeń konserwatorskiej doktryny nieinterwencjonizmu. W praktyce oznaczało to sprzyjanie nadużywaniu metody rekonstrukcji nad restauracją obiektów historycznych. W kończącym album podsumowaniu autor ustosunkował się do kondycji i perspektyw tradycyjnej architektury w XXI wieku. Zwrócił uwagę na konieczność nienaruszania zasad ponadczasowej witruwiańskiej triady (trwałości, użyteczności i piękna), lecz dostosowywania ich do aktualnych warunków.
     W związku z powyższym bliżej zainteresowałam się tzw. Kartą Wenecką ustalającą zasady ochrony i opieki nad zabytkami architektury. Dzięki omawianej lekturze potrafię dostrzec różnice między konserwacją, restauracją a rekonstrukcją zabytku, który winien posiadać wartości historyczne, artystyczne i naukowe.
     Docenić należy ogrom pracy, jaką wykonał Maciej Loba przygotowując monografię nietuzinkowego artysty powołującego do życia wytwory swej wyobraźni i talentów. O rzetelności i rozmiarach przeprowadzonej kwerendy źródłowej świadczą przypisy zawierające nie tylko uzupełniające wyjaśnienia, ale także obszerne przytoczenia z bogatych i interesujących materiałów źródłowych. Natomiast sporządzona bibliografia obejmuje, poza wydawnictwami zwartymi i ciągłymi, wykaz katalogów i źródeł z prywatnych archiwów oraz listę stron internetowych.

Willa w Bielawie Willa w Bielawie Dwór w Karniowicach

niedziela, 15 listopada 2020

Migawki wspomnień



Mieczysław Pruszyński


Wydawnictwo Rosner i Wspólnicy – 2002

 

 

 

 Ostatnia książka, jak ostatnia walka

     Wielce urozmaicona książka Mieczysława Pruszyńskiego, którą nazwał „Migawki wspomnień”, jest owocem równie, a może jeszcze bardziej, urozmaiconych dziewięćdziesięciu pięciu lat jego życia. Mieczysław Ursyn-Pruszyński z Pruszyna h. Rawicz urodzony w Wolicy Kierekieszyna (obecnie terytorium Ukrainy) przeżył dwie wojny światowe, kilka rewolucji, okupacji i wyzwoleń ojczyzny. Jego życiorys obfitował w spektakularne wydarzenia, nieoczekiwane zmiany miejsc, niecodzienne spotkania, nie dziwi więc forma wspomnień – na czternaście części książki złożyło się niemal dwieście rozdziałów. Każdy z nich poświęcony został konkretnemu zagadnieniu, opisanemu w niezwykle rzeczowej i wyrazistej formie. Oszczędny w słowach styl pisarski wspomnień przywodzi na myśl język wojskowych raportów czy wojennych meldunków, zupełnie pozbawiony sentymentalnych wypowiedzi i wyszukanych sformułowań. Prosty, klarowny sposób wysławiania się ułatwia lekturęMigawek”, w przeciwieństwie do znacznej ilości nazwisk, miejsc, faktów, jakie dociekliwy czytelnik stara się przyswoić, aby móc swobodnie poruszać się w świecie doświadczeń Mieczysława Pruszyńskiego. Doświadczeniami tymi można by obdarzyć życiorysy kilku osób lub napisać scenariusz serialu dla wymagającego kina akcji. 

Pod znakiem wojny i rewolucji

     Pisarz w chronologicznym porządku odtworzył etapy swej podróży przez życie. Poczynając od wojennej ucieczki ze stron rodzinnych, przez edukację w Zakładzie ojców Jezuitów w Chyrowie, w Korpusie Kadetów we Lwowie do studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie na wydziale prawa i ekonomii (tamże doktoryzował się w 1939 roku). Następnie odbył służbę wojskową i pracował w centralnych instytucjach przemysłowych i handlowych. Okres II wojny światowej dla Mieczysława Pruszyńskiego nie skończył się na udziale w kampanii wrześniowej. Walczył m.in. w ramach Brygady Podhalańskiej na wielu frontach europejski i afrykańskich. Przystąpił do lotniczych szkoleń w Kanadzie i Anglii, by dołączyć do bojowego Dywizjonu 305. Powojenne losy to dla autora praca w państwowych przedsiębiorstwach, centralach, Ministerstwie Handlu Zagranicznego oraz pomnażanie swego majątku. Ostatnie ćwierćwiecze Mieczysław Pruszyński poświęcił promocji polskiej kultury, obejmując mecenatem młodych, zdolnych twórców i tworząc fundacje, finansując stypendia i udzielając dotacji na nagrody. Jednocześnie prowadził szeroko rozumianą działalność publicystyczną i pisarską

środa, 11 listopada 2020

Dwór, pejzaż okaleczony




 Joanna Sypuła-Gliwa

 
 LTW 2007

 
 
 
 

Nie oceniaj książki po okładce

     Patrząc na okładkę ozdobioną zdjęciem pałacu we Włostowie, sprzed wojny oraz po wojnie, okupacjach i PRL-owskiej dewastacji, spodziewałam się kolejnej książki o martyrologii polskich dworów. Książki, której treść mogła mnie wprawić w melancholijny nastrój. Zagładę polskiego ziemiaństwa odczuwam, jako osobistą krzywdę i klęskę wyrządzoną całemu naszemu narodowi, niepowetowaną stratę, której skutki pozostaną z nami na zawsze. Unicestwienie elity narodu, dziedzictwa materialnego i duchowego zadało Rzeczypospolitej cios, po którym podniosła się mocno poturbowana, okaleczona, jak chce Joanna Sypuła-Gliwa – autorka pozycji zatytułowanej „Dwór, pejzaż okaleczony”.
Jakże myliłam się w mojej opinii. „Nie oceniaj książki po okładce” – wiem już na pewno!
     Publikacja absolwentki Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. Józefa Piłsudskiego w Warszawie okazała się lekturą ze wszech miar niezwykłą, zarówno z uwagi na treść, jak i sposób jej prezentacji. W dalszej części skupię się na kilku aspektach, jakie uważam za wiodące dla ukształtowania mojej opinii o wartościowym tekście

Szaniec patriotyzmu

     Dzieje dziesięciu ziemiańskich siedzib i koleje losu ich właścicieli pisarka poprzedziła znaczącym szkicem pt. „Pejzaż okaleczony”. O tym, jak bardzo leży jej na sercu problematyka polskiego dworu świadczy fakt umiejętnego nagromadzenia na dwudziestu stronach tekstu pokaźnej ilości zagadnień dotykających meritum. Ostatni rozdział tomu, „Epitafium dworu”, bardzo udanie spiął klamrą opisane przez miłośniczkę przeszłości historie rodowych posiadłości – ostoi wartości i tradycji. W przepojonej liryzmem wypowiedzi autorka złożyła hołd arcydziełu polskiego stylu narodowego. Akcentując historyczne znaczenie mateczników polskości tworzyła obrazy i ujmowała w słowa myśli, których bohaterem był „szaniec patriotyzmu i sanktuarium hasła: «Bóg, honor i ojczyzna»”. 
 
Tuczno Wichlińskich fot polskiezabytki.pl

  
Tuczno Wichlińskich fot polskaniezwykla.pl


niedziela, 1 listopada 2020

Mistrzowie kabaretu. Marian Hemar i Fryderyk Jarosy

 

Anna Mieszkowska 

Wydawnictwo Zwierciadło – 2016


 

 

 

 Polacy ochotniczy amatorzy 

     Anna Mieszkowska podjęła próbę połączenia dwóch światów: lwowskiego Żyda – Jana Mariana Hescheles, znanego jako Marian Hemar oraz pół Węgra, pół Austriaka - Fryderyka Franciszka Jarosy’ego, którzy spotkali się w Warszawie w połowie lat dwudziestych XX wieku. Życiorysy obydwu Mistrzów Kabaretu obfitowały w spektakularne wydarzenia, miejsca o historycznym znaczeniu, relacje z nietuzinkowymi osobami (szczególnie kobietami). Obok tych artystów przetoczyły się zbrojne rewolucje, wojny światowe, krwawe okupacje; zmieniały się granice państw, ojczyzn z wyboru i ojczyzn z konieczności. Osobliwością, jaką dostrzegła pisarka było to, że obaj czujący się Polakami twórcy urodzili się poza obecnymi granicami Polski i umarli również poza jej granicami, nie przestając uznawać się za Polaków.

Polska wciąż jest blisko

     Obaj ci „Polacy ochotniczy, Z zaciągu, nie z poboru” pochodzili „z pokolenia, które wyrosło na literaturze”. Ich patriotyzm wyrażał się również w szacunku dla polszczyzny, jaką przez całe życie pasjonowali się, a która brzmi nawet w najprostszych frazach „Serce się kraje, gdy się kraj ma w sercu”, czy w pięknych wierszach z nie pozostawiającą żadnych wątpliwości deklaracją „Moją ojczyzną jest polska mowa, słowa wierszem wiązane”. Ich powojenną ojczyzną stała się emigracja, a każdy z Mistrzów Kabaretu mógł powiedzieć o sobie 

Nie idę z biegiem mody,
na żadne jakieś ugody 
Z żadnymi  r e ż y m i e s z k a m i
”.

Fryderyk Jarosy dodałby jeszcze 

I jestem Jarosy. Ten sam, co byłem. 
To świat się zmienił, ale ja się nie zmieniłem
”, 

a Marian Hemar stwierdziłby nostalgicznie „Dom jest daleko. Polska wciąż jest blisko”. 

 

Marian HemarFryderyk JarosyFryderyk Jarosy i Marian Hemar

niedziela, 25 października 2020

Cień ojca na tle tężni

 Małgorzata Iwanowska – Ludwińska


 
Wydawnictwo Adam Marszałek – 2006

Od Korpusu Ochrony Pogranicza do szarej "Pobiedy"

     Doskonale sformułowany tytuł wspomnień Małgorzaty Iwanowskiej – Ludwińskiej „Cień ojca na tle tężni” w pełni oddaje zawartość książki. Przeplatają się w niej trzy historie: ojca autorki Wacława Iwanowskiego, ciechocińskiego kurortu oraz odradzającej się Polski. Nie są to jednak dzieje spisywane przez badacza-historyka. Pisarka powybierała z czasów przepełnionych wydarzeniami tylko te, które pozwalały wiernie oddać atmosferę solnego uzdrowiska oraz wpływający na nie kontekst historyczny. W tak nakreślonych realiach osadziła losy swojego ojca, pochodzącego ze Żmudzi, wielce zasłużonego lekarza. W jego życiorysie znalazły się chlubne karty historii: służba w Korpusie Ochrony Pogranicza, funkcja lekarza zdrojowego w litewskich Druskiennikach (w tym opieka nad Marszałkiem Józefem Piłsudskim), stanowisko lekarza naczelnego w Ciechocinku, walki w Powstaniu Warszawskim w ramach Armii Krajowej, obóz pracy przymusowej w Niemczech. Po zakończeniu II wojny światowej doktor ponownie objął posadę głównego lekarza w Ciechocinku, a następnie dyrektora Sanatorium Kolejowego. Powojenne ćwierćwiecze działalności dr Wacława Iwanowskiego obfitowało w pożyteczne inicjatywy w zakresie nowoczesnego lecznictwa zarówno w Ciechocinku, jak i w Warszawie. Jednocześnie, tego wiernego słuchacza audycji Radia Wolna Europa, komunistyczne władze poddawały represjom. Wszak kilkakrotnie odmówił wstąpienia do PZPR, a Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie uhonorował go Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Ciechocinek był wtedy malutki

     Małgorzata Iwanowska – Ludwińska, jak na artystę – plastyka przystało, książkę o ojcu pisała obrazami, wspaniale oddając atmosferę dawnego Ciechocinka z „najstarszym reprezentacyjnym budynkiem w kurorcie” – Starym Dworkiem. Sięgnęła pamięcią do basenu tężniowego z towarzyszącą budowlą w kształcie okrętu, do pijalni wód mineralnych z kranami z podgrzewaną mineralką, do holu dworca kolejowego, gdzie aż do kopuły sięgała palma z Parku Zdrojowego. Ale Tężniopolis (jakby powiedział jego piewca - Janusz Żernicki) to nie tylko atrakcyjne obiekty. Dawny Ciechocinek znakomicie prosperował i cieszył się dużym powodzeniem dzięki całej plejadzie postaci oddanych swej Małej Ojczyźnie, a reprezentujących wysoki poziom intelektualny, moralny i kulturalny (dlatego często pojawia się w charakterystykach osób bliskie mi słowo – biblioteka). Wśród nich znalazło się wyjątkowe grono ciechocińskich lekarzy, artystów, inżynierów, farmaceutów, malarzy. Galerię postaci, gdy „Ciechocinek był wtedy malutki” artystka przedstawiła z wielką wrażliwością i wielkodusznością. Listę osobowości i oryginałów otwiera „ostrzynóż”, a za nim następują dorożkarze, katechetka, kościelny, ogrodnicy. W kilkumiesięcznym sezonie letnim do Ciechociniaków dołączali bywalcy uzdrowiska – kuracjusze.  
 
Dr Wacław Iwanowski w randze pułkownika kolei Rodzina Iwanowskich na schodach Starego Dworku