Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II Rzeczpospolita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II Rzeczpospolita. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 stycznia 2022

Pięć Stawów. Dom bez adresu

Beata Sabała-Zielińska 

 

Prószyński i S-ka 2020








Najwyżej położone schronisko

      Książka autorstwa Beaty Sabały-Zielińskiej zatytułowana „Pięć Stawów. Dom bez adresu” to swoiste kompendium wiedzy o turystyce tatrzańskiej – letniej i zimowej. W mojej opinii winna stać się lekturą obowiązkową dla wszystkich trafiających w Tatry – turystów i nieturystów, młodych i młodych duchem, a szczególnie dla przypadkowych weekendowych przybyszy, nie mających żadnego pojęcia o górach. Autorka, dzięki wsparciu właścicielek schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich – Marty i Marychny Krzeptowskich, poruszyła w tomie ogół tematyki obracającej się wokół tej górskiej oazy. Przekrojowe ujęcie problematyki tytułowego „Domu bez adresu” obejmuje funkcjonowanie instytucji ekonomicznej o charakterze usługowym, działalność ludzi na różnych płaszczyznach zależności od gór, osadzenie Tatr w naturze z żywiołami i zwierzętami, kontekst historyczny oraz misję i wizję tatrzańskiego schroniska.
     W publikacji przedstawiono dzieje obiektu położonego nieopodal wodospadu Wielka Siklawa, a na ich tle historyczne zmiany sposobu wędrowania po najbliższych Zakopanemu górach. Dzieje te stały się także kanwą do opowieści o najnowszej historii Polski, o przekraczaniu zielonej granicy podczas okupacji, o antykomunistycznej konspiracji, o stanie wojennym, o Raporcie Taterników, itp. Rodowita góralka (a czy może być nierodowita?), Beata Sabała-Zielińska, zaprezentowała czytelnikom całą plejadę nietuzinkowych postaci, jak i zwykłych ludzi, którzy znaleźli się w najwyżej położonym schronisku w Polsce. Na pięciostawiańską społeczność składają się grypy osób o różnej proweniencji. Autorka przybliżyła nam środowisko właścicieli i dzierżawców, kadrę i personel pomocniczy oraz mile widzianych, oczekiwanych gości i przygodnych klientów.

Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów PolskichSchronisko w Dolinie Pięciu Stawów PolskichPrzed Schroniskiem w Pięciu Stawach


Pięciostawiańska społeczność

      Przekazywanie nadzoru i pieczy nad schroniskami w rodzinie Krzeptowskich odbywało się z pokolenia na pokolenie. To tutaj miały miejsce prywatne uroczystości (także oświadczyny i śluby), to tutaj wychowywano dzieci w myśl zasady „Kto dorasta do pomocy, zaczyna się do niej włączać”. Z tych dzieci, które same sobie wyznaczały granice, wyrastali przyszli menedżerowie turkusowej firmy pod szczytami Tatr. Nie dziwi zatem fakt, że kolejni zarządzający Piątką mieli poczucie wykonywania misji i pełnienia służby na rzecz tych, którym udało się dotrzeć do tatrzańskiego azylu.
     Zapewnieniem sprawnej obsługi tzw. ruchu turystycznego zajmuje się liczna załoga placówki zatrudniona w niej po kilkanaście lat (a często i dłużej). To dzięki nim turyści mogą odpocząć i posilić się w Pięciostawiańskiej Dolinie. Nie zdają sobie jednak sprawy, jak wielkiego poświęcenia wymaga ciężka praca w ekstremalnie trudnych warunkach Tatr Wysokich i z jakimi problemami borykają się pracownicy na co dzień. Budowy i rozbudowy obiektu, zasilanie w prąd elektryczny, skomplikowany transport do i od schroniska oraz całkiem prozaiczne kwestie śmieci czy szamba opisane są w książce nie tylko rzetelnie, ale i z poczuciem humoru. Wiele uwagi skupiono na dostarczaniu towarów do Piątki, w czym mieli udział tragarze, konie oraz kolejka Zorba.
     Najliczniejszą grupę osób, o których opowiedziała Beata Sabała-Zielińska, stanowią bywalcy Domu bez adresu. Wśród nich znaleźli się tzw. prawdziwi turyści, jak i osoby chcące tylko „zaliczyć” pobyt w górskim schronisku i zrobić sobie selfie na jego tle. Ci pierwsi to m.in. wybitne postaci polskiej kultury i nauki, artyści, ale także studenci okupujący podłogę jadalni czy Rzęchy i Abstrakcjoniści. Ci wszyscy ludzie gór potrafili się razem bawić – do legendy przeszły sylwestrowe zjazdy z pochodniami czy wielkanocne biegi zjazdowe na nartach.
     Nad bezpieczeństwem ich wszystkich czuwają ratownicy TOPR, którzy „bez względu na porę roku, dnia i stan pogody” udają się w góry „w celu poszukiwań zaginionego i niesienia mu pomocy”. Wiele miejsca w publikacji poświęcono zagrożeniom, jakie niesie turystyka tatrzańska, taternictwo i narciarstwo, które wydaje się ulubioną zimową aktywnością pięciostawiańskich gości. Jej skutkiem są wypadki, które wywołują „tacy, co muszą iść tam, gdzie ich jeszcze nie było” powodując np. zejście lawiny. Nie zawsze jednak winien jest człowiek – często dają o sobie znać nieokiełznane siły przyrody, pokazujące nam miejsce w szeregu. Podążając tatrzańskim szlakami doświadczyłam grozy niespodziewanej burzy, powalającego wiatru, gwałtownego spadku temperatury, ulewy i gradobicia, dezorientującej mgły, itd. Słysząc warkot nadlatującego śmigłowca TOPR-u pochylam z szacunkiem i wdzięcznością głowę…

Andrzej Krzeptowski z psem Filancem
Marychna i Marta Krzeptowskie pod KolejkąMaria Krzeptowska - legenda Pięciu Stawów


W górach więcej spraw się zaczyna

      Górska gawęda skrzy się dowcipami sytuacyjnymi, pysznymi anegdotami i relacjami nieoczekiwanych incydentów. O czytaniu w Tatrach do góry nogami, o psie Filancu (filanc to tatrzański strażnik) ratującym ludzi z lawiny, o niezbyt mądrych turystkach sprawdzających skąd spadła poprzedniczka, itd. Właściciel Zastawy 100 na opowiadanie o „demolce”, jaką poczynił niedźwiedź w jego aucie zapytał: „no i co, pojechoł?”. Ubekowi podsłuchującemu w jadalni poradzono: „Niechże się pan do nas przysiądzie, będzie pan lepiej słyszał”. Widząc w domu ptasie pióra Andrzej Krzeptowski zareagował zdaniem: „Anieli byli u mnie przed chwilą i się w sieni czesali”.
     Publikację uatrakcyjniają liczne czarno-białe fotografie z rodzinnych archiwów oraz barwne zdjęcia z czasów współczesnych ukazujące ważne dla opowiadanej historii postacie. Orientowaniu się w rodzinnych koligacjach służy wielce pomocne drzewo genealogiczne rodu Krzeptowskich. Dodatkowym atutem książki pozostają, umieszczone na wyklejce oprawy, reprodukcje pamiątkowych rysunków wykonywanych przez turystów goszczących w Piątce.
     Tatrzańską opowieść skonstruowano ze wspomnień i rozmów z bliskimi i znajomymi „Domu bez adresu”. Szczególnie cenne są niepublikowane pamiętniki Marii Krzeptowskiej z Budzów, której rodzina „od zawsze zajmowała się opieką nad turystami”. Połączenie cytowanych tekstów z autorskim opracowaniem tytułowej tematyki przyniosło wyśmienite rezultaty. Materiały źródłowe pozwoliły Beacie Sabale-Zielińskiej udokumentować postawione na początku tezy. Że „W górach więcej spraw się zaczyna, niż kończy”, że „Góry uczą pokory”, że „Góry zmniejszają dystans między ludźmi”. Treścią książki pisarka przekazała „kultową, jedyną w swoim rodzaju, niepowtarzalnąatmosferę Pięciostawów, tworzoną przez pokolenia właścicieli, pracowników i gości. Gdy „Wieczorami w schronisku wszyscy siedzieli sobie na głowach, na kupie” i rozmawiali ze sobą. Gdy w nocy zajęte były nie tylko wszystkie miejsca w pokojach, ale i na podłodze w jadalence. Gdy po darmowy wrzątek przygotowywany całą noc ustawiały się rano kolejki. Gdy w Tatry przyjeżdżali ludzie chcący „pobyć sam ze sobą”, odbyć „wyprawę w głąb siebie”, aby „Bóg lepiej ich słyszał”.

Rysunki na wyklejce oprawyDrzewo genealogiczne rodu KrzeptowskichRysunki na wyklejce oprawy


     Jednakże, czytelnik już nie znajdzie wspominanej atmosfery w obiekcie świadczącym usługi gastronomiczne i noclegowe nad brzegiem Przedniego Stawu Polskiego. Dlatego cieszę się bardzo, że wędrując po Tatrach od końca lat 70’ XX wieku doświadczyłam cząstki owego klimatu tatrzańskich schronisk i doskonale rozumiem, co chciała przekazać Beata Sabała-Zielińska o „Domu bez adresu” w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, o którym śpiewał już Czesław Niemen



Lato 2012Lato 2013Lato 2012




 

* zdjęcia własne z książki

niedziela, 5 grudnia 2021

Życie codzienne i niecodzienne w przedwojennej Polsce

 

Maja i Jan Łozińscy

Prószyński i S-ka 1999











Narty, dancing, brydż

      Znawcy tematyki przedwojennej Polski przedstawili wybrane aspekty „Życia codziennego i niecodziennego” obywateli Rzeczypospolitej. W swej albumowej publikacji Wstęp i rozdział pierwszy poświęcili nakreśleniu szerokiego kontekstu historycznego omawianych zagadnień. Ukazali skomplikowaną sytuację polityczną, gospodarczą i społeczną w Polsce po zakończeniu I wojny światowej. Problemy, jakie piętrzyły się przed młodym państwem na wszelkich możliwych frontach wiązały się z odbudową zniszczonej Ojczyzny, scalaniem trzech światów różniących się niemal we wszystkim oraz zachodzącymi równolegle przemianami cywilizacyjnymi, kulturowymi i obyczajowymi w życiu polskiego społeczeństwa. W kolejnym rozdziale przybliżono „Pejzaże miast” z ich rzeczywistym stanem rozwoju oraz uwarunkowaniami dziejowymi determinującymi postępowe przeobrażenia. W skrótowy, ale zupełnie wystarczający sposób scharakteryzowano sześć głównych miast Drugiej Rzeczypospolitej (zapomniano o Łodzi – mieście, drugim, co do liczby ludności w Polsce), podkreślając ich kluczowe atuty i różnorodność. Jednocześnie „Na wsi, we dworze, w pałacu” panowało jeszcze większe zróżnicowanie i to nie tylko na linii chłopi ziemiaństwo i arystokracja, ale także pod względem lokalizacji na mapie kraju. Określenie Polska A i Polska B wyraża rozbieżność w aktualnym stanie rolnictwa i wsi w różnych częściach kraju. Z niekłamanym sentymentem autorzy zaprowadzili czytelników do kilku arystokratycznych rezydencji akcentując specyfikę staropolskiej gościnności, „niespiesznych posiłków”, wigilijnych i wielkanocnych tradycji. „Czas zabaw i bankietów”, jaki nastąpił po wypędzeniu z Polski bezwzględnych zaborców, pozwolił artystom zrzucić „znoszony już nieco płaszcz Konrada” i beztrosko uprzyjemniać sobie czas. Bawiono się „W kinie, w kabarecie…”, teatrach, lokalach, jak również słuchano Polskiego Radia. Szkoda, że przy okazji nie wspomniano o początkach polskiej telewizji (rok 1938). Pomimo fatalnego stanu dróg i kolei w okresie międzywojnia Polacy często przebywali „W podróży”, oddawali się turystyce, sportom, automobilizmowi, jeździli pociągami „Narty, dancing, brydż” czy Luxtorpedami. „Automobiliści, lotnicy i inni” uprawiali różnorodne sporty, brali udział w rajdach, wyścigach, olimpiadach, i to z sukcesami. Nadzwyczaj szeroko omówiono w książce problematykę lotnictwa (w tym sportowego). „Ostatnie lata” Drugiej Rzeczypospolitej upłynęły pod znakiem ideologii faszystowskiej i antysemityzmu rodem z Trzeciej Rzeszy. Wskrzeszona ojczyzna cieszyła się z licznych zmian na lepsze w gospodarce, komunikacji, elektryfikacji, budownictwie, kanalizacji, handlu. Jednak 1 września 1939 roku Polacy obudzili się w koszmarnej rzeczywistości, która pogrzebała szalone lata dwudzieste i trzydzieste…

Wytwórnia filmowa Sfinks - WarszawaZjazd poetów - dwór Morstinów PławowicePałac Radziwiłłów w Nieborowie
 

poniedziałek, 25 października 2021

Kórnik, Działyńscy, Legion

 

Edyta Bątkiewicz-Szymanowska


Legion - 2021







Hrabia schodzi z pomnika

     Stowarzyszenie Teatralne Legion zachęcone sukcesem publikacji zatytułowanej „Biała dama w gorsecie mitów i legend” zdecydowało o kontynuacji serii wydawniczej poświęconej rodom Działyńskich herbu Ogończyk i Zamoyskich herbu Jelita, związanych z Zamkiem w Kórniku. Niniejszy tom to „Opowieść o Tytusie Działyńskim”, wydany z okazji 225 rocznicy urodzin i 160 rocznicy śmierci hrabiego, pod znamiennym tytułem „Hrabia schodzi z pomnika”. Autorką książki jest Edyta Bątkiewicz-Szymanowska, pracująca w Bibliotece Kórnickiej Polskiej Akademii Nauk, ekspertka m.in. w dziedzinie działalności rodu Działyńskich. Biografia, która wyszła spod jej pióra, choć w okrojonym wymiarze, ukazała Tytusa Działyńskiego jako syna, ucznia, męża, ojca, działacza społecznego, powstańca, wygnańca, a nade wszystko bibliofila, kolekcjonera, muzealnika, wydawcę oraz żarliwego patriotę. Z dobrym skutkiem doktor historii zaprezentowała prawdziwego człowieka, mężczyznę, a nie jedynie pomnikową postać zasłużonego Wielkopolanina. Stało się tak za sprawą umiejętnie wybranych materiałów źródłowych, z których przytoczyła wiele mówiące fragmenty. Znalazły się w tej liczbie listy członków rodziny oraz ich pamiętniki i wspomnienia. „Opowieść o Tytusie Działyńskim” jest także opowieścią o dziejach kórnickiego zamku i jego zbiorów.

Tytus Działyński (1796-1861)Kórnik - Wielk. Ks. Poznańskie - ZamekDrzewo genealogiczne Działyńskich h. Ogończyk - linia wielkopolska  

niedziela, 10 października 2021

Dziwne jest serce kobiece

 

Zofia Odrowąż z Pieniążków Skąpska

 

Czytelnik 2019









 

Rękopis znaleziony z nadzieją

     Sceptycznie nastawiona do lokalizacji XI Warszawskich Targów Książki na trotuarach wokół Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie z oferty piątkowych spotkań autorskich wybrałam propozycję Wydawnictwa Czytelnik. W ramach promocji książki zatytułowanej „Dziwne jest serce kobiece…”, jej autor Rafał Skąpski będzie wpisywał dedykacje wszystkim chętnym osobom. W moim egzemplarzu obok autografu pojawiły się następujące słowa: „Pani Małgorzacie z sympatią i nadzieją na wyrozumiałość”. Dlaczego takie? W krótkiej rozmowie nadmieniłam, że po przeczytaniu książki napiszę jej recenzję na blogu CzytampoPolsku.pl i stąd ta nadzieja…
     Lektura Galicyjskich wspomnień pochłonęła mnie całkowicie, co bardzo mnie zaskoczyło. Spodziewałam się kolejnych zwierzeń panienki ze dworu i młodej mężatki bez większych aspiracji artystycznych i ambicji naukowych. Tymczasem już sam Wstęp do tomu obudził moją czytelniczą czujność w kwestii autorstwa tej przedmowy i opracowania tekstu źródłowego, a następne rozdziały nakłoniły mnie do zrewidowania mojego nastawienie do rzeczonych pamiętników. Internet wiele mi wyjaśnił… Rafał Skąpski okazał się być wieloletnim wydawcą, wiceministrem kultury, prezesem WTK, dyrektorem PIW, prezesem PTWK, Kawalerem Krzyża Komandorskiego i Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski, itd. Podsumowując: ekspertem w dziedzinie kultury, literatury, piśmiennictwa, edytorstwa. Bardzo żałowałam, że nie spędziłam przy targowym stoliku więcej czasu, ale przecież na kontakt z twórcą czekali inni czytelnicy.
     Przechodzę zatem ad rem. Rafał Skąpski nazwał galicyjskie wspomnienia swej Babki „Dziwne jest serce kobiece…”. Niezwykle celnie odczytał rękopisy Zofii Odrowąż-Pieniążek Skąpskiej, o czym świadczy wybrana fraza ustanowiona tytułem książki. Autorka wspomnień pisanych dla potomnych, dorastająca pod koniec XIX wieku panienka z dobrego domu, w omawianym tomie dotarła pamięcią do roku Bitwy Warszawskiej z Cudem nad Wisłą. Zofia Skąpska wynurzyła się ze starannie prowadzonych zeszytów jako osoba światła, oczytana, pracowita, gospodarna, doskonała żona i matka (wychowała siedmioro dzieci), ale także pianistka, działaczka, pisarka i oczywiście patriotka. Jednocześnie kobieta bardzo dojrzała, podążająca własną drogą, odporna na ciosy, która z pewnością może stać się wzorcem dla nas – kobiet współczesnych.

Zofia PieniążkównaJan SkąpskiZofia i Jan Skąpscy


środa, 8 września 2021

Czerwony Dwór

Czerwony Dwór od południa 

Moździerz Zbigniew, Wnuk Małgorzata

 
Zakopiańskie Centrum Kultury – 2018
 
 
 
 
 

Od Władysławki do Czerwonego Dworu

     Podziw i zdumienie wzbudziła we mnie wizyta w Czerwonym Dworze przy ul. Kasprusie w Zakopanem. Jak wiele można zmienić na lepsze przy odrobinie dobrej woli!
Historię tej zabytkowej budowli w stylu zakopiańskim poznałam dzięki publikacji Zakopiańskiego Centrum Kultury. Budowę willi dla Oktawii Lewandowskiej rozpoczął AD 1901 Wojciech Roj, a nadano jej nazwę „Władysławka”. Obecna nazwa związana jest ze zmianą pokrycia dachowego na… czerwoną blachę w połowie lat dwudziestych XX wieku.
     Autor tekstu o początkach rezydencji, dr Zbigniew Moździerz, krytycznie ustosunkował się do architektury pensjonatu dostrzegając pewne odstępstwa od kanonów stylu witkiewiczowskiego. Nie przeszkodziło mu to jednak zaliczyć Czerwonego Dworu do „najbardziej reprezentatywnych willi w stylu zakopiańskim”, chociaż utyskiwał na „niezbyt zwartą bryłę architektoniczną”. Znawca zabytków architektury podhalańskiej podjął się analizy dekoracji snycerskich budowli oraz jej rozkładu funkcjonalnego. Opowiedział także o kolejnych remontach obiektu przy Kasprusiach.

Sala KominkowaSala za KominkiemGaleria Sztuki Ludowej

Od Rzeczypospolitej Zakopiańskiej do oddziału "Ognia"

     Na przestrzeni kilkudziesięciu przedwojennych lat we Władysławce, a później Czerwonym Dworze, bywali wybitni przedstawiciele polskiej kultury. Autor przybliżył czytelnikom pobyt Artura Rubinsteina, Stefana Żeromskiego, Rafała Malczewskiego oraz przedstawił równie znakomitych bywalców pensjonatu: Karola Szymanowskiego, Stanisława Ignacego Witkiewicza, Zofię Nałkowską, Kazimierza Schiele, Zbigniewa Uniłowskiego, Helenę Modrzejewską. Doniosłe historyczne znaczenie „zakopiańskiemu Belwederowi”, nadał jej przesławny mieszkaniec – Stefan Żeromski – prezydent tzw. Rzeczypospolitej Zakopiańskiej w listopadzie 1918 roku. Natomiast w 1945 roku we Dworze stacjonował oddział Józefa Kurasia „Ognia” toczący boje z komunistycznymi siłami. Przez kolejne lata w willi mieściły się placówki oświatowe i zdrowotne, w tym przedszkole, które wprowadziły w budynku wiele zmian. O zgrozo! Zabudowano południowy przyłap – otwartą werandę z widokiem na góry.

Rękodzieło artystyczneRękodzieło artystyczne Rękodzieło artystyczne

niedziela, 5 września 2021

Śmiech przez łzy

Dedykacja od Elżbiety Draczyńskiej

Szydłowska Zuzanna, Draczyńska Elżbieta

 

LTW  - 2020








Rodzinna opowieść sukcesorek

      „Śmiech przez łzy. Opowieść o Adolfie Dymszy, Dodku” to tytuł dzieła wspólnego, choć tworzonego oddzielnie, ciotecznej siostry Adolfa Bagińskiego (Zuzanny Szydłowskiej) i jej córki (Elżbiety Draczyńskiej). Autorki rodzinnej opowieści, opracowywanej ponad dwadzieścia lat, wyznaczyły jej kilka zadań, które z powodzeniem spełniła. Przedstawiły barwny życiorys Adolfa Bagińskiego, który mógłby posłużyć za scenariusz do niejednego filmu, dzięki czemu ocaliły od zapomnienia postać niezwykłego człowieka. Zaprezentowały przebieg jego kariery artystycznej, ukazały go wśród rodziny i przyjaciół, przybliżyły jego najróżniejsze talenty, wyjaśniły motywy i konsekwencje wojennych wyborów oraz naświetliły okoliczności przemijania artysty. W każdej z wymienionych warstw książka wydaje się kompletna, tj. obejmująca wszelkie kwestie w sposób wyczerpujący. Rzetelność podawanych treści potwierdzają drobiazgowe przypisy informujące o materiałach źródłowych, z których czerpano wiedzę. Ich spis zawiera bogata Bibliografia sporządzona z podziałem na źródła, opracowania, audycje radiowe, filmy, wspomnienia. Kompleksowość lektury podkreśla pokaźny zbiór archiwalnych fotografii, pochodzących głównie z rodzinnych archiwów, a dokładnie opisanych w Spisie ilustracji. Kończą książkę niezdawkowe podziękowania dla osób, które pomogły w tworzeniu publikacji – od strony merytorycznej, graficznej, dokumentarnej, edytorskiej, organizacyjnej, itp.

Adolf Dymsza w monologu "Spowiedź"Adolf Dymsza na początku karieryAdolf Dymsza jako Jan Kiepura
Adolf Dymsza jako Jan Kiepura

Kabarety, teatry, kina

      Autorka opracowania, w swym tekście, nie oddzieliła życia prywatnego od zawodowego Adolfa Bagińskiego, lecz niezwykle umiejętnie poprzeplatała wątki osobiste z publicznymi tak, że przenikają się wzajemnie zgodnie z rzeczywistym biegiem wydarzeń. Jednocześnie Elżbieta Draczyńska wnikliwie przeanalizowała pracę Adolfa Dymszy nad rolami, niuanse jego gry aktorskiej, specyfikę kręcenia filmów z jego udziałem (niemych i dźwiękowych). Opowiedziała o jego osiągnięciach artystycznych w słynnych kabaretach (Qui Pro Quo, Banda, Cyganeria), teatrach (Polski, Syrena) i kinie, o zagranicznych wyjazdach, o wybitnych współpracownikach twórcach, reżyserach, aktorach, a także o sławnych przyjaciołach. Przede wszystkim jednak pochyliła się nad dziejami najbliższej rodziny Dodka – żony i dzieci (z których troje zmarło), skupiając się na ich wzajemnych szczególnych relacjach. Urzekły mnie wzmianki o ubrankach szytych przez artystę dla córeczek i licznych sesjach fotograficznych utrwalających ich dzieciństwo. Równie interesujące strony książki dotyczą niepowtarzalnego poczucia humoru Adolfa Bagińskiego przejawianego nie tylko na kabaretowych scenach, deskach teatrzyków czy ekranach kinowych, ale także pośród znajomych czy krewnych. Zapamiętano figle, w których wykorzystywał talent imitatorski, zabawne powiedzonka krążące wśród jego wielbicieli czy cięte riposty, jakich nie szczędził swym rozmówcom. Ale najwięcej radości sprawiały mu psikusy płatane kolegom z branży – istne majstersztyki sztuki komicznej.

Artysta nad jeziorem WigryMałżonkowie BagińscyE. Bodo i A. Dymsza z jedną ze swoich córek

piątek, 25 czerwca 2021

Cuda architektury Polski

 

Wydawnictwo DRAGON - 2018














Kurs historii i teorii architektury

     Mam przed sobą wersję exclusive albumu, jaki pojawił się w serii Imagine Wydawnictwa Dragon pod tytułem „Cuda architektury Polski. Najpiękniejsze miejsca i zabytki”. Autorzy przedstawili w nim podstawowe style architektoniczne istniejące w europejskim kręgu kulturowym ze szczególnym uwzględnieniem dzieł polskich. Na publikację tę składa się niebanalna szata graficzna, interesująca kompozycja i wartościowy tekst, w pełni potwierdzające popularnonaukowy charakter książki. Jej lekturę rozpoczęłam od Słownika pojęć, aby gruntownie przestudiować treść przewodnika po stylach i epokach architektonicznych. I co w nim znalazłam?
     Logiczna struktura rozdziałów obejmuje warunki rozwoju stylu, jego cechy charakterystyczne, chronologię wydarzeń, dzieła architektoniczne oraz przegląd… zakonów. Ponadto przedstawiono wybitnych architektów polskich i europejskich, znane postaci z dawnych czasów oraz wyjaśniono pojęcia powiązane z głównym tematem. Dzieje polskiej architektury rozpoczęto od prezentacji stylu romańskiego, przez gotyk, renesans, barok, rokoko, klasycyzm, historyzm, eklektyzm, secesję, aż do czasów współczesnych. Chronologiczne ujęcie treści pozwoliło także na ukazanie klejnotów polskiego budownictwa na innych płaszczyznach, np. prezentując główne typy architektury: sakralną, rezydencjonalną, obronną, miejską, industrialną, itp. Autorzy tej poglądowej publikacji starali się w przestrzeni ograniczonej objętością albumu przekazać czytelnikom krótki kurs historii i teorii architektury (przede wszystkim Polski). Zwrócili uwagę na umowność podziału na epoki i style w sztuce, uwarunkowane określoną lokalizacją i zdeterminowane czasami funkcjonowania.

Pałac Staszica - WarszawaOpera LwowskaTeatr im. Juliusza Słowackiego - Kraków

niedziela, 13 czerwca 2021

Ginące rzemiosło



Leonard Rosadziński

WTPK - 2011






Artystyczna Oprawa Książki

      O Leonardzie Rosadzińskim pisałam już odnosząc się do jego publikacji zatytułowanych „Poszukiwacz, czyli niezwykli ludzie i stare książki” oraz „Bibliofile – ich życie, pasja i stare woluminy”, jednakże jest to postać tak interesująca i wielowymiarowa, że poświęcę jej jeszcze kilka zdań. Tym razem pretekstem będzie pierwsza część trylogii miłośnika książek, tj. „Ginące rzemiosło. Śladami poznański introligatorów”, będąca skutkiem ubocznym pewnej autorskiej wystawy. Ale po kolei…
     W połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku Leonard Rosadziński połknął bakcyla sztuki introligatorskiej i zaczął gromadzić literaturę fachową, uczyć się trudnego rzemiosła ręcznej oprawy książek, a nawet urządził w domu pracownię introligatorską. Zainteresowały go zabytkowe maszyny i narzędzia potrzebne do pracy, przystąpił więc do ich poszukiwania i zakupów. Z czasem maszyn tych było więcej i więcej. Tym sposobem powstała tzw. „Wystawa Rzemiosła Introligatorskiego i Artystycznej Oprawy Książki” (otwarta w roku 2007), której pomysłodawcą, wykonawcą, kuratorem i kustoszem był Leonard Rosadziński. Dopełnieniem zaś tej ekspozycji jest niniejsza pozycja traktująca o „Ginącym rzemiośle” napisana przez bibliofila, antykwariusza i introligatora-samouka, który podążając kilkanaście lat „Śladami poznański introligatorów” przelał na papier całą istotę i historię poznańskiego rzemiosła służącego oprawie książek.
     Poczynając od XVI wieku przeprowadził czytelników przez burzliwe dzieje poznańskiego introligatorstwa, jego organizacji – cechów, izb, spółdzielni i organu prasowego – „Polskiej Gazety Introligatorskiej”. Opowiedział o trudnej drodze adeptów zawodu od ucznia, przez czeladnika do mistrza, do opanowania tajników sztuki „oprawczej”. Poruszył temat współpracy i dzielenia się efektami swych działań podczas zjazdów, wystaw, konkursów czy dnia patrona – św. Celestyna. Ogólnopolskim Konkursom IntroligatorskimNa najpiękniej oprawioną książkę” poświęcił osobny rozdział.

Oprawy rękodzielnicze i mała prasa introligatorskaRekonstrukcja warsztatu introligatorskiegoKsiążka wpisów wędrujących czeladników introligatorskich


Wędrujący czeladnicy introligatorscy

      W pamiętnikarskiej części albumu autor podzielił się z czytelnikami wspomnieniami ze spotkań z przedstawicielami prestiżowego zawodu lub z ich potomkami. Następnie zaprezentował biogramy ponad dwudziestu mistrzów poznańskiego introligatorstwa. Na zakończenie tomu umieścił Indeksy i Spisy z adresami właścicieli zakładów, z listą członków cechów i sekcji introligatorskich, z indeksem nazwisk oraz bibliografią. W niezwykle wartościowych przypisach skrupulatnie odnotował odniesienia do materiałów źródłowych.
     Leonard Rosadziński zawarł w swym tekście niespodziewanie dużą ilość informacji, nadając im przystępną formę gawędy zabarwionej emocjami wywołanymi przeżyciami związanymi z obcowaniem z osobami nietuzinkowymi – pasjonatami o bogatych doświadczeniach zawodowych i życiowych. Podkreślił wspólne elementy życiorysów rzemieślników, a więc nauka zawodu i praktykowanie u mistrza, uruchamianie własnego zakładu i odbudowywanie warsztatu po wojennych zniszczeniach, szkolenie uczniów oraz działalność społeczna i zawodowa.
     Jak ustalił Leonard Rosadziński poznańscy introligatorzy współpracowali z wiodącymi w Wielkopolsce instytucjami kultury, jak Biblioteka Uniwersytecka, Biblioteka Raczyńskich, Biblioteka Kórnicka, księgarniami, wydawnictwami oraz instytucjami religijnymi. Większość mistrzów przekazywała swą wiedzę własnym dzieciom, kształciła ich umiejętności, a później powierzała warsztaty. Nierzadko, ten szlachetny zawód uprawiało kolejne pokolenie starych mistrzów – ich wnuki. Zdarzały się również firmy rodzinne (Lewandowscy, Bródki, Kaliszewscy), albo krewni pracowali niezależnie od siebie. Interesujący jest wachlarz zainteresowań, jakie przejawiali introligatorzy – obok tych bliskich profesji, jak pisanie artykułów, a nawet książek czy paranie się kaligrafią pojawiły się zgoła inne np. entomologia czy wioślarstwo.
     Niezwykle interesujące akapity traktują o wędrówkach czeladników w poprzednich wiekach, celem doskonalenia swego rzemiosła. Materialnym dowodem owych „wyjazdów służbowych” jest unikalna „Wander Buch” – „Książka wpisów wędrujących czeladników introligatorskich. Poznań 31 VII 1854 – 8 V 1884”. Zawiera ona 806 wpisów czeladników odwiedzających Poznań w poszukiwaniu pracy oraz 183 posiedzenia Stowarzyszenia Introligatorów. Naturalnie księga – świadek dziejów – jest manuskryptem w przepięknej artystycznej oprawie z ciemnobrązowej skóry cielęcej ze złotymi dekoracjami.

Strona tytułowa rozdziałuStrona tytułowa rozdziałuStrona tytułowa rozdziału