Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II Rzeczpospolita. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II Rzeczpospolita. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 października 2017

Dwór w Radoniach. Historia Janeczki

Janeczka Chrzanowska - mal. B.T. Frydrysiak 1944Beata Korzeniowska-Matraszek


Stowarzyszenie Działań Twórczych "Parabuch", 2014
 










 

Biały dworek

     Prowadzona opisem typowego dworku szlacheckiego: „od okazałej bramy wjazdowej, przez aleję obsadzoną wiekowymi drzewami, wiodącą do okrągłego kwietnego klombu umiejscowionego na wprost ganku z portykiem, kolumnami i kilkoma schodami” zajechałam do pokaźnego Dworu w Radoniach. Spotkało mnie powitanie, o którym wielokrotnie czytałam i oglądałam w filmach. Otworzyły się drzwi wejściowe, stanęła w nich czarująca Pani z otwartymi ramionami, zapraszając mnie do wnętrza Domu. Zza gospodyni radośnie wybiegły ku mnie trzy psy, strażnicy tego domostwa (a może to były duchy Kazana, Bariego, Ery?). Chwilą tą delektuję się wspominając niezwykłą wizytę we Dworze wyjątkowej  kobiety, uosabiającej kwintesencję staropolskiej gościnności. Owa Pani okazała się posiadaczką wielu, wielu talentów. Dzięki swej odwadze, determinacji i nieprzeciętnym umiejętnościom dokonała rzeczy zgoła niemożliwej. W ciągu kilku lat odbudowała dwór, o którym eksperci pisali: „obecnie zniszczenia są nieodwracalne i pałacu nie da się już odbudować”.(str.80)
Dało się! Jak? Zapytajcie Panią…

Damian Chrzanowski z synami Janem i Stefanem
Damian Chrzanowski z synami Janem i Stefanem
 Kazan, Bari i Era.
Kazan, Bari i Era.













Słuchaj dzieweczko

     A może najpierw przeczytajcie książkę, która podyktował zapewne duch małej mieszkanki Dworu – Janeczki Chrzanowskiej. Dzisiejsza Pani na Radoniach uważnie łowiła uchem opowieści panienki i spisała je tak, jak usłyszała. Otrzymaliśmy więc opis życia radońskiego dworu widzianego oczami dziecka, na przestrzeni krótkich dwunastu lat jego wzrastania. Powstała arcyciekawa kronika funkcjonowania rodzinnego gniazda Chrzanowskich w przepięknych czasach międzywojnia i okrutnych latach II wojny światowej.
Czytając „Historię Janeczki” myślami powędrowałam do Dworu żyjącego w zgodzie z naturą i zmieniającymi się porami roku. Autorka, z dużym znawstwem tematu, przedstawiła czytelnikom najbardziej znamienne formy spędzania dni powszednich i świątecznych w ziemiańskiej posiadłości. Opowiedziała o pracach polowych, działaniu folwarku, zajęciach kuchennych, ale i o udanych łowach, zimowej sannie, rozgrywkach tenisa. Na kartach książki znalazło się miejsce na scharakteryzowanie dworskich pracowników – służby, guwernantek, fornali, stajennych. W pięknych słowach wyrażono pełen troski stosunek ziemian do przyrody ożywionej i nieożywionej – do zwierząt, roślin, krajobrazu. 

Janeczka i Stefanek
Janeczka i Stefanek
Wyjazd 15.09.1945
Wyjazd 15.09.1945


















Dawać świadectwo

     Kompozycja książki jest czytelna i logiczna. Tekst podzielono na rozdziały poświęcone wydarzeniom, ludziom, czasom. Zawarto w nich wyjaśnienie okoliczności pojawienia w Radoniach się Jana i Marii Chrzanowskich, charakterystykę zespołu dworsko – parkowego i folwarku, prezentację rodziny i jej przyjaciół, opisanie czterech pór roku, ukazanie grozy wojny, oraz analizę PRL-owskiej dewastacji radońskiego majątku i cudownego odrodzenia się Dworu. Treść książki uzupełniają dawne, czarno-białe fotografie pochodzące z archiwum rodzinnego Chrzanowskich i współczesne wykonane przez Autorkę książki. Moje zainteresowanie wzbudziły barwne reprodukcje obrazów pędzla Bernarda Tadeusza Frydrysiaka, jednego z wojennych rezydentów Dworu. Na niektórych zdjęciach rozpoznałam miejsca, które dane mi było oglądać podczas mojej wizyty w Radoniach. Duże wrażenie wywarły na mnie ujęcia epizodów rozgrywających się wokół schodów wejściowych do Dworu. Rodzeństwo, Janeczka i Stefanek, bawiące się z drobiem. Członkowie Rodziny traktujący schody, jako „przedłużenie dworu”. Myśliwi z bronią i rozłożonym po polowaniu pokotem. Dwukonne sanie przed wyruszeniem w sąsiedzkie odwiedziny. Szczególne emocje wywołała we mnie fotografia podpisana: Wyjazd 15 IX 1945. Z nakazu Dekretu PKWN o tzw. reformie rolnej państwo Chrzanowscy musieli opuścić swój majątek pozostawiając dorobek całego życia. Zezwolono jedynie na zabranie rzeczy osobistych. Tragiczna chwila uchwycona fotograficznym obiektywem. Fotografia, która daje świadectwo

 Jest ciepło

     Autorka, w ułożonej dla mnie dedykacji, życzyła mi „wielu wzruszeń w trakcie czytania”. Życzenie to spełniło się z nawiązką, ponieważ „Historia Janeczki” z radońskiego dworu niesie w sobie niemal sto stron wzruszeń. Sprawiła to wyjątkowa wrażliwość Autorki. Wrażliwość dziecka, dostrzegającego to, co dorosłym przysłoniły doświadczenia życiowe. Poszukiwania świetlików relacjonuje Janeczka następująco: „zaczynają się pojawiać setki błyszczących esów-floresów, park zamienia się w bajkę”.(str.33) O wiośnie mówi, że ona pachnie: „paruje ziemia po pierwszym ciepłym deszczu, marcowy wiatr niesie ze sobą woń kwitnącego poszycia w parku”.(str.26) Przywołuje pamięcią wzruszający scenę: „Mamusia nagrzewa nam przed snem pierzynki, przytulając się razem z nimi do pieca”.(str.49) Ciepło…

AD 2017
AD 2017



AD 2000
AD 2000







 

Niczym Feniks z popiołów

     Sielski obraz polskiego dworu zniszczyli najeźdźcy we wrześniu 1939 roku. W trudnej okupacyjnej rzeczywistości właściciele radońskiej posiadłości zapisali się złotymi zgłoskami na kartach chlubnej historii Polski. Autorka wspomniała o licznych uciekinierach, którzy znajdowali schronienie i pożywienie we Dworze, szczególnie w okresie Powstania Warszawskiego. Przywołała pamięć o zrzutach Cichociemnych, którym mieszkańcy tutejszych włości pomagali w pierwszych dniach ich powrotu do Ojczyzny.
Druga, powojenna część publikacji, zawiera opis zmiennych losów Dworu i jego przypadkowych właścicieli, a właściwie dysponentów, którzy doprowadzili Dwór do całkowitej ruiny. Zrządzeniem Opatrzności do Radoń trafiła Autorka rzeczonej książki i rozpoczął się nowy etap w życiu Jej Rodziny i radońskich dóbr…

Nić tradycji snuje się dalej na kołowrotku teraźniejszości”.(str.92) 





* zdjęcia własne z książki "Dwór w Radoniach. Historia Janeczki"

czwartek, 5 października 2017

Kobiety Witkacego. Metafizyczny harem

Stanislaw Ignacy Witkiewicz (Tadeusz_Langier) - https://commons.wikimedia.org/ Małgorzata Czyńska


Znak 2016














Demonizm Zakopanego

     Małgorzata Czyńska mimochodem dołączyła do Metafizycznego haremu, niemalże stanęła w szeregu dziesięciu kobiet Witkacego, które przedstawiła na kartach „skandalicznej” książki. Ze znawstwem tematu wprowadziła czytelników w aurę przeplatających się trzech demonizmów: demonizmu Zakopanego, zakopiańskiego demona – Witkacego i jego demonicznych kobiet. „Demoniczną potęgę nazywamy taką, która włada lub chce władać nami, działając na drapieżne, okrutne i podłe instynkty, które w nas drzemią i czekają tylko sposobności, żeby się objawić”. Artysta, znakomicie poruszający się w kilku dziedzinach sztuki, potrzebował wciąż nowych bodźców i świeżego surowca, które mógłby przetwarzać na obrazy, fotografie, dramaty, powieści, rozprawy filozoficzne. Częstokroć tworzywem tym były kolejne kochanki. Autorka doskonale sportretowała ich obecność w życiu Witkacego, ograniczając się do wyboru kilku najważniejszych.

Zakopiański Demon

     Małgorzata Czyńska, jako historyk sztuki, potrafiła wykorzystać materiały źródłowe w postaci wspomnień o Stanisławie Ignacym Witkiewiczu, listów Stanisława Witkiewicza do syna, listów Witkacego (szczególnie do żony) oraz spuścizny literackiej i graficznej Mistrza. Witkacy, bowiem, nierzadko swe kochanki czynił bohaterkami powieści czy dramatów, a także z pasją malował ich portrety i fotografował je. Publicystka szeroko przytaczała charakterystyki postaci literackich wzorowanych na realnych osobach, które pojawiały się w życiu ekscentryka z Zakopanego.
W książce Małgorzaty Czyńskiej znalazły się dociekania przyczyn specyficznych relacji Witkacego z kobietami. Sięgano w przeszłość, do jego domu rodzinnego, który „kipiał «fermentem sztuki, twórczości, walki z konwenansem i kompromisem”. Skomplikowane relacje rodzinne Witkiewiczów ukształtowały przyszłego artystę – skandalistę. Autorka zwróciła uwagę na niecodzienną miłość ojca, wybitnego malarza Stanisława Witkiewicza, do syna Stanisława Ignacego, jak również przybliżyła istotę wyjątkowej miłości syna do matki Marii, oszukiwanej przez męża.
Zastanawiająca wydaje się być szczególna więź Stanisława Ignacego z żoną Jadwigą-Niną. W setkach listów mąż-niemąż zapewniał żonę o niekłamanej, głębokiej miłości, jednocześnie wtajemniczając ją w szczegóły swych licznych podbojów miłosnych czy awanturek erotycznych. „Ty jednak jesteś jedyna i na to nie ma rady. Wszystkie baby możliwe są niczym wobec Ciebie”. Niewierny małżonek nakłaniał swą wierną towarzyszkę życia do realizowania modelu małżeństwa „koleżeńskiego” czy małżeństwa „a’la Boyowie” – otwartego związku opartego na wzajemnej tolerancji, zaufaniu, lojalności.

Jadwiga Janczewska - http://www.witkacy.info
Jadwiga Janczewska - http://www.witkacy.info

Czesława Oknińska - http://wyborcza.pl/alehistoria
Czesława Oknińska - http://wyborcza.pl/alehistoria

















środa, 13 września 2017

Tylko we Lwowie

Jerzy Michotek - Sprawa pilota Maresza 1955 - http://fototeka.fn.org.pl/Jerzy Michotek


OMNIPRESS 1990














 Semper Fidelis - pomnik historii Polski

     Jerzy Michotek kilkanaście swych pierwszych lat żył we Lwowie, a kolejne ponad pół wieku do tego Lwowa tęsknił. Wyrazem żalu lwowskiego dziecka stała się książka o znanym tytule „Tylko we Lwowie”, zapożyczonym od kultowej piosenki wykonywanej przez duet batiarów Szczepko i Tońko w filmie zatytułowanym „Włóczęgi” z 1939 roku. Rok ten zakończył żywot „Roześmianego miasta, roześmianych ludzi, roześmianych czasów”. Lwów, jakim go zapamiętał autor, gdzie „cmentarz i każda ulica, każdy niemal kamień – to pomnik historii Polski”, przeminął, ale nie odszedł w zapomnienie. Dzięki pamięci zawsze wiernych (Semper Fidelis) Polaków z „gniazda piskląt godła narodowego” ukazało się (szczególnie ostatnio) wiele pozycji literatury o tematyce lwowskiej. 

Lwowiak w ogóle lubi lubić

     Jerzy Michotek składał liczne dowody na to, że Lwów to „pogranicze wszystkiego ze wszystkim”. Miasto pięciu głównych religii: rzymsko-, grecko-, ormiańsko-katolickich, prawosławia, judaizmu, gdzie „meczetu tylko brakuje”. Miasto, w którym, jak w małżeństwie i z rozsądku i z miłości, wszystkie nacje żyły ze sobą w zgodzie, bo przecież „lwowiak w ogóle lubi lubić”. Druga warstwa wspomnień Jerzego Michotka zaprawiona została goryczą dostarczoną przez czerwonych i brunatnych barbarzyńców we wrześniu 1939 roku. Hitlerowska i stalinowska pożoga organizowana „na zgubę pamięci narodowej” miały wymazać z serc Polaków miasto odznaczone orderem Virtuti Militari za „zasługi położone dla polskości tego grodu”. Autor boleśnie doświadczony przez okupantów nosił w sobie do końca poczucie krzywdy i głęboką traumę, choć o swym wygnaniu potrafił napisać niepatetycznie „nie ja wyjechałem, lecz mnie wyjechali”.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Kobiety na Kresach

Marcelina Darowska - http://rekolekcje-dla-kobiet.plRed nauk. Adriana Dawid i Joanna Lusek



Wydawnictwo DiG 2016












 Kobiety w tyglu narodów, kultur, religii

     W Muzeum Górnośląskim w Bytomiu miała miejsce Międzynarodowa Konferencja Kresowa „Kobieta na Kresach. Znane i nieznane – inicjatorki życia społecznego, kulturalnego i gospodarczego”. Przegląd tez konferencji zebrano w monografii naukowej zatytułowanej „Kobiety na Kresach na przełomie XIX i XX wieku”. Przesłaniem publikacji było scharakteryzowanie wielostronnej działalności kobiet i ich niebagatelnego wpływu na rozwój Kresów Wschodnich na przełomie wieków. Wybrane do badań czas i miejsce „akcji” stanowiły wyjątkowo burzliwy okresu w dziejach ziem zwanych tyglem narodów, kultur, religii, a położonych na rubieżach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Rzeczone kobiety  żyły i realizowały się w ekstremalnych warunkach społecznych i dziejowych. Emancypacja z równouprawnieniem, dostępem do nauki i miejsc pracy, niezależnością finansową stanowiły jeszcze melodię przyszłości. Mimo tego Kresowianki, z urodzenia lub z wyboru, przedłużały trwanie tożsamości narodowej Polaków i dokładały wszelkich starań do kultywowania kluczowych wartości, zawartych w dewizie „BÓG, HONOR, OJCZYZNA”.

Kobiety w kręgu nauki, oświaty, kultury, wojny

     We wspomnianej publikacji skupiono się nad niektórymi obszarami aktywności Polek, które opisano w trzech częściach książki. Praca społeczna i oświatowa oraz wychowanie patriotyczne zajmowały uwagę Marii Karpowiczowej, Marii Opieńskiej, Marceliny Darowskiej i innych pań kresowych. Zakładały one zrzeszenia ochrony kobiet i placówki oświatowe przyczyniając się do podniesienia poziomu życia i świadomości najsłabszych członków polskiego społeczeństwa. W kręgach nauki, kultury, sztuki, a także w służbie „małych ojczyzn” pozostawały Karolina Lanckorońska, Łucja Charewiczowa, Helena Romer-Ochenkowska czy Erazma Kopaczyńska-Janowicz. Z trudem przebijały się z realizowaniem swych pasji: medycyny, teatru, śpiewu, publicystyki, historii, angażując się w poczynania zwyczajowo zarezerwowane dla mężczyzn. Najbardziej tragiczne losy i wymagające okoliczności stały się udziałem kobiet podczas zawieruch wojennych, zesłań, okupacji, pobytów w obozach i gettach. Wojna to nie jest dobry czas dla kobiet. Z bolszewickimi i hitlerowskimi barbarzyńcami zmagały się Stanisława Runiewicz, Zofia Romanowiczówna, Halina Maria Jankowska, Ewa Felińska. 

Karolina Lanckorońska - http://fundacjalanckoronskich.org
Karolina Lanckorońska - http://fundacjalanckoronskich.org
Zofia Romanowiczówna - http://www.cracovia-leopolis.pl/
Zofia Romanowiczówna - http://www.cracovia-leopolis.pl/


















wtorek, 8 sierpnia 2017

Rok polski – obyczaj i wiara

Kapliczka przydrożna - Elżbieta Hałasa - http://ias24.euZofia Kossak 


PAX 2017














Emigracja, nostalgia, pióro

     „Gdy piórem kieruje tęsknota” powstałe dzieło „jest wyrazem uczuć człowieka oddalonego od swojego kraju”. Zofia Kossak, oderwana od ojczyzny na kilkanaście lat, przelała swą nostalgię na papier, ku radości rzesz czytelników. Na emigracji na angielskiej farmie „pamięć domu opuszczonego przed laty” podyktowała pisarce przepiękny tekst o tytule „Rok polski – obyczaj i wiara”. Nieczęsto zdarza się tak doskonała zgodność tytułu i treści książki. „Obyczaj i wiara”, w tym swoistym kalendarzu poetyckim, stanowią „połączenie pogańszczyzny słowiańskiej z liturgią Kościoła”. Chronologiczna konstrukcja utworu pozwala doświadczać wpływu przemijania czasu na przyrodę i ludzi. Refleksje o kolejnych miesiącach autorka rozpoczynała przybliżaniem etymologii ich nazw. I tak, styczeń znalazł się na styku starego i nowego roku, luty sprowadzał lute mrozy, a marzec pozbywał się niechcianej Marzanny. 

Wiara, Nadzieja, Miłość

     Pisarka dogłębnie przebadała obrzędy religijne towarzyszące obchodom najważniejszych świąt kościelnych, a więc Wielkanocy, Bożego Narodzenia, Trzech Króli, Zielonych Świątek, Bożego Ciała. Jednocześnie przypomniała obecne jeszcze na wsiach obyczaje przedchrześcijańskie, ponieważ z czasem „Kościół ochrzcił te obrzędy”; Noc Kupały stała się Nocą Świętojańska, Dziady Dniem Zadusznym, a starożytne malowane jaja pojawiły się w wielkanocnej święconce. Religijność autorki przebija z każdej karty tomu. Z tego powodu książkę można odczytać jako gloryfikację cnót boskich: wiary, nadziei, miłości. W tradycji chrześcijańskiej Wiara, Nadzieja i Miłość były córkami męczennicy znanej z przysłowia „Święta Zofija kłosy wywija”. Zofia Kossak w swoich rozważaniach odczytywała istotę żywotów świętych naszego kościoła i interpretowała ich udział w polskiej obrzędowości. Wspomniała o św. Annie, św. Barbarze, św. Józefie i innych, ale także o świętych niekanonizowanych, których „Kościół przechowuje imiona… niby perły nie oprawione, by w czasie sposobnym wyjąć je ze skarbca i wstawić w złoto ołtarzy”. Ci, których wyświęcono zarażają innych pobożnością, bo „żaden święty nie idzie do nieba sam”.

Orka - Józef Chełmoński
Orka - Józef Chełmoński
Żniwa - Włodzimierz Tetmajer
Żniwa - Włodzimierz Tetmajer












środa, 26 lipca 2017

Marszałek Józef Piłsudski

Józef Piłsudski i pies "Pies" 1928-08-19 (nac.gov.pl)

Red Kowalczewski A Wojciechowski A


 Wydawnictwo GaWa 1989

 

 

 

 









Kronika fotograficzna

     Był rok 1989. Przedsiębiorstwo Produkcyjno Usługowo Handlowe GaWa wydało album o Marszałku Józefie Piłsudskim. Większość zdjęć w albumie pochodziła ze zbiorów majora Wojska Polskiego Mariana Głowińskiego, który w trakcie wizyty Naczelnika w Rumunii w 1928 roku pełnił funkcję szefa ochrony. Albumowi nadano formę kroniki życia Józefa Piłsudskiego złożoną z bardziej i mniej znanych Jego fotografii. Porównując jakość dzisiejszych kopii tych zdjęć docenić należy postęp technologiczny, jaki się dokonał w dziedzinie fotografii. Oglądałam te publikację z łezką w oku pamiętając, że wydano ją w czasach tzw. obalania komunizmu w Polsce i w tym kontekście była to wyjątkowa publikacja.

Proza i poezja

     Do archiwalnych ilustracji dołączono kopie kilku ważnych dokumentów, z których jeden szczególnie zwrócił moją uwagę. Komenda Legionów Polskich wysłała w listopadzie 1915 roku list-raport zawierający negatywną opinię w sprawie nadania JózefowiPiłsudskiemu austriackiego Orderu Leopolda. Pismo podpisali generał Karol Trzaska-Durski i kapitan Waldemar Zagórski przytaczając, jako główny zarzut, że „Przedstawia on… element, który dąży do całkowicie wolnej i niezawisłej Polski” – no, cóż, jakieś wady trzeba mieć!
     Drugim z dokumentów, o którym chcę wspomnieć jest Depesza do szefów mocarstw notyfikująca powstanie Państwa Polskiego podpisana dnia 16 listopada 1911 roku przez Wodza Naczelnego. Wiadomość tę nadano z radiostacji znajdującej się na terenie Cytadeli Warszawskiej i stała się ona pierwszym aktem polityki zagranicznej młodego państwa. Dokument ten nazwany został najważniejszą depeszą II Rzeczypospolitej. W ten sposób Józef Piłsudski ogłosił światu Wolną Polskę.
     Wśród fotografii autorzy wydawnictwa umieścili fragmenty pięknych patriotycznych wierszy sławiących Marszałka, np. Artura Oppmana „Odę do zwycięstwa”
Zwycięstwo! Ktoś ogromny stoi przed Narodem
Sam wielki” Naczelnik Państwa w jednym z przemówień nie omieszkał zauważyć, że „Polska ma granice tak rozległe i tak zazdrosnych i pamiętliwych swej zaborczości sąsiadów, że bez silnej armii… byt jej zabezpieczony być nie może”. Prorocze słowa…

poniedziałek, 24 lipca 2017

Ossendowski. Podróż przez życie

Ferdynand Ossendowski podczas ekspedycji w GwineiWitold Michałowski


Zysk i s-ka 2015














Godzien jest pałac Paca,
Godzien Pac pałaca”                                                                                   Adam Mickiewicz – „Pan Tadeusz”


Homo Viator                                                                 


     Witold Michałowski – pisarz, publicysta, dziennikarz, podróżnik, inżynier zafascynowany postacią innego pisarza, publicysty, dziennikarza, podróżnika i naukowca poświęcił mu kilka publikacji. Książka zatytułowana „Ossendowski. Podróż przez życie” stała się owocem wyprawy jej autora śladami swego poprzednika, jak również skrupulatnego opracowywania kwerend najróżniejszych archiwaliów. Książka ta nie jest typową biografią wybitnej postaci, ale z pewnością jest godną uwagi opowieścią o człowieku w pełni zasługującym na miano Homo Viator. Witold Michałowski nie tylko pilnie odrobił lekcje z życiorysu Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego, ale także zdobył niezwykle szeroki zasób wiadomości na temat uwarunkowań historycznych, w jakich przyszło działać podróżnikowi. Autor po mistrzowsku przedstawił konteksty społeczno-polityczne krajów, które odwiedzał jego bohater. Nierzadko tracił umiar w ilości przekazywanej czytelnikom wiedzy i można było odnieść wrażenie informacyjnego chaosu. Nic bardziej mylnego. Pasjonat Ossendowskiego starał się przekonać odbiorców o wielowymiarowości zainteresowań, doskonałej orientacji w świecie i wszechstronności jego przygotowania do pełnienia różnorodnych funkcji. Skupił się na globtroterskiej i pisarskiej działalności tajemniczego badacza, nie zapominając o jego aktywności społecznej, politycznej i owianej szczególną tajemnicą – wywiadowczej

Od Romanowów do Lenina

     Szeroki horyzonty umysłowe tytułowego bohatera pozwoliły mu przygotować projekt odtworzenia rodu Romanowów, dynastii carów, z których ostatniego, Mikołaja II, bolszewicy rozstrzelali w 1918 roku (wraz z żoną i pięciorgiem dzieci). Plan rekonstrukcji familii zawierał „propozycję restauracji domu Romanowów na bazie «demokratycznej platformy»” ujętą w kilkanaście zagadnień o bardzo rozległej problematyce. Równie zajmująca jest odpowiedź Ossendowskiego na „ankietę dotyczącą wizji Europy za lat pięćdziesiąt”. Zawiera ona koncepcję wykształcenia się „cywilizacji ilościowej”, która poprzedzi stadium „cywilizacji jakościowej”. Warto zajrzeć do tego dokumentu…
Niezwykle interesujące fragmenty książki dotyczyły tzw. Dokumentów Sissona związanych z agenturalnym rodowodem Lenina, którego Ossendowski zdemaskował na kartach wydawnictwa pod tytułem „Lenin” z 1930 roku. Tym samym pisarz stał się „osobistym wrogiem Lenina”, w którego śmierć nie do końca uwierzyli funkcjonariusze NKWD przeprowadzając ekshumację niedawno pogrzebanych zwłok podróżnika. Ossendowski zmarł 3 stycznia 1945 roku, tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej.

Zwierzęta, ludzie, bogowie

     Witold Michałowski uległ gorączce poszukiwaczy skarbów Krwawego BaronaRomana von Ungern-Sternberga, którego doradcą został Ossendowski podczas swej najbardziej spektakularnej wyprawy-ucieczki z ogarniętej wojną domową Rosji. Azjatycka odyseja Ferdynanda Ossendowskiego opisana w jego najgłośniejszej powieści pt. „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów. Konno przez Azję Centralną” wymagała od jej bohatera wyjątkowych zdolności i umiejętności. Przetrwanie Polaka w matni czerwonych i białych Rosjan, Mongołów, Chińczyków, walczących wszyscy ze wszystkimi, graniczyło z cudem, który udało się z powodzeniem opisać autorowi książki. W wielu miejscach uchylił rąbka tajemnicy obcowania podróżnika z egzotycznymi lamami i syberyjskimi szamanami, m.in. opowiedział historię przepowiedni śmierci podróżnika, która spełniła się prawie w stu procentach.

Ambasador dialogu kultur

     „Podróż przez życie” Ferdynand Ossendowski odbywał w kolejnych latach po krajach Afryki i Dalekiego Wschodu, co również znalazło odbicie w publikacji Witolda Michałowskiego. Autor, obok nietuzinkowych relacji z życia podróżnika, zaprezentował niektóre jego spostrzeżenia i poglądy na zastaną rzeczywistość. Podróżnik z troską stwierdzał, iż polska inteligencja w carskiej Rosji „wynaradawiała się najszybciej” oraz „rusyfikowała się niestety dość szybko”. Ossendowski wnikliwie analizował stosunki społeczno-polityczne w odwiedzanych rejonach świata i wyciągał daleko idące wnioski na temat bliższej i dalszej ich przyszłości. Dostrzegał wiele zagrożeń płynących od zbuntowanych ludów Afryki, zbolszewizowanych krajów arabskich czy islamu, który kryje „nieznane siły mięśni i ducha milionów czarnych ludzi” (był rok 1925!).

Życie i ruch

     Ferdynand Ossendowski według Witolda Michałowskiego był tytanem pracy, na co przedstawił liczne dowody. Wielce ciekawa jest lektura notatnika podróżnika z wpisem „Do zrobienia” prezentującym „Imponujące zamierzenia, w większości później zrealizowane”. Ferdynand Ossendowski był bardzo płodnym pisarzem, aktywnym podróżnikiem, wielostronnym społecznikiem i badaczem kilku dziedzin nauki. Jednak z czasem jego popularność i powodzenie odeszły w przeszłość, co spowodowało kłopoty finansowe, a następnie frustracje niespełnionego do końca człowieka. Autor przytoczył znamienne słowa Ferdynanda Ossendowskiego „Życie i ruch powinny trwać do ostatniej chwili motoru”. Zmęczony życiem i ludźmi do końca brał udział w pracy konspiracyjnej wstępując w 1943 roku w szeregi podziemnego Stronnictwa Narodowego. 

Cytaty i przypisy

     Książka „Ossendowski. Podróż przez życie”, pięknie wydana przez oficynę Zysk i s-ka zaopatrzona została w wiele archiwalnych fotografii samego bohatera, jak i związanych z nim dokumentów czy miejsc, w których przebywał. Żałuję, że autor nie dołączył do swego tekstu bibliografii. Byłaby ona niezwykle interesującym dodatkiem. Raziła mnie również przesadna długość cytowanych przez autora fragmentów innych publikacji. Zdarzały się nawet ośmiostronicowe przytoczenia. Może lepiej byłoby dołączyć do tekstu książki przypisy? Z przyjemnością natomiast przeczytałam wzmianki o bliskim mi miasteczku Nieszawa, skąd pochodziła Zofia Iwanowska, żona Ferdynanda Ossendowskiego, i gdzie on sam kilka lat mieszkał. Do dziś, na tym, co pozostało z willi „Ossendówka”, wisi tablica pamiątkowa ku jego czci.
Biblioteka Ferdynanda Ossendowskiego w Warszawie
Biblioteka Ferdynanda Ossendowskiego w Warszawie
Gabinet Ferdynanda Ossendowskiego w Warszawie
Gabinet Ferdynanda Ossendowskiego w Warszawie














Urodził się za późno

     We wspaniałym podsumowaniu „Podróży przez życie” Ferdynanda Ossendowskiego znalazłam niezwykle trafną charakterystykę tej ponadprzeciętnej postaci polskiej kultury i nauki przełomu wieków. Michałowski, pionier budowy terminali na gaz skroplony (podjął temat w 1976 roku), potrafił docenić światły umysł i dalekosiężne projekty swego mistrza. Jednocześnie dostrzegał trudności, jakie pojawiały się na skutek tego, iż Ossendowski wyprzedzał swoją epokę i nie zawsze chciał się podporządkować utartym schematom życia społecznego. Witold Michałowski sformułował słuszną, moim zdaniem, konkluzję: „Literatura była dlań ucieczką, poszukiwaniem rekompensaty za niespełnione nadzieje pracy naukowej w odrodzonej Polsce, działalności politycznej, za brak potomstwa, za niezbyt udane małżeństwa”. Dzięki temu możemy dziś czytać dziesiątki książek podróżniczych, popularnonaukowych, naukowych, powieści czy wreszcie książek dla młodszego pokolenia, które wyszły spod pióra polskiego obieżyświata.

Czerwona propaganda

     Kończąc moje uwagi o tej wartościowej pozycji chcę zaznaczyć, że zaniepokoiło mnie cytowane przez Witolda Michałowskiego zdanie pochodzące z opracowania tajnej broszury zatytułowanej Organizacja Bolszewickiej Propagandy Czerwonej Pentagramy:
„Propaganda ma być skierowana na zdyskredytowanie patriotyzmu, nacjonalizmu, religii i kultu przez zdemoralizowaną lub przekupioną prasę, która zatem zdemoralizuje armię i partie (klasy społeczne) i obali rządy.
Kto dziś stosuje się do zaleceń czerwonej propagandy wyśmiewając zaściankowe umiłowanie Ojczyzny, Honoru i Boga na rzecz euroentuzjastycznych, konformistycznych, antyklerykalnych haseł?

I kto za tym stoi?...



* zdjęcia https://audiovis.nac.gov.pl/

niedziela, 16 lipca 2017

Józef Piłsudski przywódca i marszałek

Pomnik Józefa Piłsudskiego KrakowAnna Paterek


Arystoteles 2017















Dar Komitetu Żołnierza Polskiego

     Album biograficzny autorstwa Anny Paterek zatytułowany „Józef Piłsudski. Przywódca i marszałek” jest kolejnym wydawnictwem popularno-naukowym poświęconym naszemu bohaterowi narodowemu. Autorka książki jest związana z Chrześcijańską Fundacją Życie i Misja, a w swej pracy wydawniczej specjalizuje się w tematyce chrześcijańskiej. Natomiast wydawnictwo Arystoteles publikuje "książki dla wszystkich", szczególnie adresowane do młodego pokolenia.
Anna Paterek w przystępny sposób naszkicowała życiorys Naczelnika Państwa, nie uchroniwszy się od drobnych pomyłek i literówek. Najbardziej rażące wydaje się błędne podanie godziny śmierci Marszałka jako 10.45, zamiast prawdziwej 20.45.
     W drugiej części książki przedstawiła wybrane miejsca upamiętnienia Józefa Piłsudskiego. Obok tego najbardziej znanego i najczęściej fotografowanego obiektu, tzn. dworku Milusin w Sulejówku – daru Komitetu Żołnierza Polskiego dla swego dowódcy, w którym urządzono muzeum – zaprezentowano szereg innych. Monumentalne pomniki Marszałka w Warszawie, Krakowie i Gdańsku przedstawiają imponujące figury stojącego Józefa Piłsudskiego. Podobna do nich jest rzeźba solna, którą można podziwiać w Komorze Józefa Piłsudskiego w Kopalni Soli w Wieliczce. Wykonał ją górnik-rzeźbiarz Stanisław Anioł. Notabene, takie samo nazwisko nosi bohater kultowego serialu Stanisława Barei o tytule „Alternatywy 4”.
     Staranną oprawę graficzną książka zawdzięcza p. Ryszardowi Wiślanowi, dzięki któremu forma publikacji znacznie zdystansowała jego treść. Liczne archiwalne i współczesne fotografie (czarno-białe i barwne), chociaż w większości znane czytelnikom, doskonale zilustrowały tekst opracowania; tym bardziej, że opatrzono je wyczerpującymi podpisami. Twarda okładka i kredowy papier dopełniły całości, która przyciąga uwagę właśnie swą szatą graficzną.

Pomnik Józefa Piłsudskiego Wieliczka
Pomnik Józefa Piłsudskiego Wieliczka
Pomnik Józefa Piłsudskiego Gdańsk
Pomnik Józefa Piłsudskiego Gdańsk



















wtorek, 11 lipca 2017

Siedem ekscelencji i jedna dama

Katarzyna Starzeńska - François GérardAleksander Piskor


LTW 2017














Nagrodę wygrałam w konkursie ogłoszonym przez Wydawnictwo LTW

 

Kobieta wyzwolona

     Aleksander Piskor wyjechał służbowo z Polski przed II wojną światową, jak się okazało na zawsze. Znane, dzięki osobie założyciela Melchiora Wańkowicza, Wydawnictwo „Rój” zdążyło jeszcze w 1939 roku wydać jego książkę o zabawnym tytule „Siedem ekscelencji i jedna dama”. Tytuł ten charakteryzuje znamienną kompozycję publikacji, której bohaterami jest siedmiu panów i tylko jedna niewiasta. Ale za to jaka?! Piękna, niestała w uczuciach, używająca życia Katarzyna – Gabriela Starzeńska była bardzo wyzwoloną kobietą. Opowieści o jej burzliwych kolejach losu zajęły połowę objętości książki. Drugą połowę zawładnęło siedem ekscelencji niezwykle trafnie scharakteryzowanych w tytułach i podtytułach rozdziałów, oddających sedno tego, co autor chciał przekazać czytelnikom o danej postaci, np. Romantyczny Gubernator (c.k. ekscelencja)Wacław Zaleski.

Wszystko na sprzedaż

     Publicysta i dziennikarz, okazał się utalentowanym gawędziarzem, który poza kontrowersyjnymi postępkami Katarzyny Starzeńskiej utrwalił na kartach książki realia przełomu wieków osiemnastego i dziewiętnastego. Znalazły się tam opisy życia w metropoliach europejskich: Wiedniu, Krakowie i Lwowie oraz w posiadłościach Galicji i Lodomerii. Aleksander Piskor w obrazowy sposób zilustrował obyczaje panujące wśród społeczeństwa Austro-Węgier, jego życie towarzyskie, często ograniczające się do próżniaczego brylowania na salonach. Stosujący się do zasady „wszystko na sprzedaż” kupczono tytułami, urzędami, poglądami, wyznaniami religijnymi i… córkami. Kampanie przedślubne, kontrakty małżeńskie, łączenie fortun uzasadniano potrzebami dynastycznymi, interesem rodowym. Zdrady małżonków, ich miłostki i romanse były na porządku dziennym i nie widziano w tym niczego zdrożnego.

Włodzimierz Dzieduszycki - Kazimierz Pochwalski
Włodzimierz Dzieduszycki - Kazimierz Pochwalski
Wacław Rzewuski - Kazimierz Żwan
Wacław Rzewuski - Kazimierz Żwan


















niedziela, 2 lipca 2017

Na tropach Wańkowicza

Melchior Wańkowicz - Monte Cassino maj 1944 - https://pl.wikipedia.org/ Aleksandra Ziółkowska 



Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek 1989













Dni, które zmieniły jej życie

     Melchior Wańkowicz dostarczył swym życiem materiału na wiele opracowań i studiów naukowych pokoleniom badaczy historii literatury polskiej. Szczególna rola przypadła absolwentce polonistyki Uniwersytetu Łódzkiego kończącej edukację złożeniem pracy magisterskiej o twórczości reporterskiej Melchiora Wańkowicza. Zatrudnił ona Aleksandrę Ziółkowską jako swą asystentkę i researchera. Zaskarbiła sobie szacunek i zaufanie Mistrza, a ten zadedykował jej drugi tom dzieła, nad którym wspólnie pracowali: „Mojej sekretarce magister Aleksandrze Ziółkowskiej, bez której oddanego współpracownictwa zapewne byłaby to jeszcze gorsza książka’’. Pisarz pozostawił jej w testamencie swoje niezwykle bogate archiwum dokumentarne
Aleksandra Ziółkowska-Boehm jest polską pisarką osiadłą w Stanach Zjednoczonych publikującą zarówno w Polsce jak i w USA oraz w Kanadzie. Spotkanie studentki z jednym z największych ówczesnych pisarzy polskich ukształtowało autorkę i jak sama powiedziała były to „Dwa niezapomniane dni, , które zmieniły moje życie”.

Wańkowicz non-fiction

     Na biografię Melchiora Wańkowicza złożyło się tak wiele wątków, etapów, „klimatów”, że wystarczyłoby na kilka życiorysów. Można domniemywać, że twórczość Wańkowicza charakteryzuje różnorodność i wielowątkowość, gdyż jego życie przebiegało równolegle do wielkich wydarzeń historycznych w dziejach świata i Polski: zabory, dwie rewolucje, dwie wojny światowe. Los pozwolił mu żyć w Polsce przedwojennej, powojennej i na emigracji. Jakaż to była skarbnica tematyki dla Króla reportażu, którego pisarstwo opierało się na faktach – „Fakt jest dla mnie katalizatorem dla wyobraźni”.
     W książce asystentki Króla reportażu dominują kwestie sensu stricto literackie. Dużo uwagi poświęciła autorka przybliżeniu czytelnikowi tajników warsztatu pisarskiego Mistrza, jego sposobom pracy nad nową książką i tworzeniu wyszukanego języka. Niebagatelną rolę pełniło powiększające się z dnia na dzień archiwum pisarza, później odziedziczone przez Aleksandrę Ziółkowską. Podejmowane już za życia Melchiora Wańkowicza próby klasyfikacji jego twórczości sprowadziły się do konstatacji, iż jest on twórcą reportażu literackiego z elementami wspomnień, opowieści, felietonów, gawęd lub, jak sam określił „literatury faktu”, którą dziś funkcjonuje pod nazwą non-fiction.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Józef Piłsudski 1867-1935

Józef Piłsudski 1914Andrzej Garlicki 


Czytelnik 1988















SB, PRL, PZPR

     „Historyk… musi umieć znaleźć klucz… do przeszłości” napisał Andrzej Garlicki w przedmowie do czwartego wydania krytycznej biografii Józefa Piłsudskiego.
Dlaczego krytycznej?
Określający siebie jako zagorzały stalinista przyjął pseudonim TW „Pedagog” deklarując chęć współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Będąc pracownikiem uniwersytetu Warszawskiego (nomen omen im. Józefa Piłsudskiego) wchodził w skład Komisji Ideologicznej Komitetu Uczelnianego PZPR.
Dlaczego krytycznej?
Andrzej Garlicki urodził się trzy tygodnie po śmierci Józefa Piłsudskiego, a już trzydzieści lat później przystąpił do opracowywania biografii tego Męża Stanu. Monumentalne dzieło powstawało ćwierć wieku (gotowe było w 1972 roku) zanim zeszło z maszyn drukarskich AD 1988, gdy upadek komunizmu był tuż, tuż. Ale „Każda epoka ma swe własne cele” i należy starać się zrozumieć bezwzględną potrzebę zdyskredytowania Marszałka u przedstawicieli i sympatyków PRL-owskiej władzy. 

Marksem żołnierza zabić nie można

     Szkoda, że publikacji tej, pretendującej do miana naukowej, nie zaopatrzono w bibliografię. Byłaby sama w sobie ciekawą lekturą. Andrzej Garlicki posłużył się olbrzymią ilością materiału źródłowego umieszczając w tekście książki obszerne niejednokrotnie fragmenty dokumentów, np. autor okrasił studium życia Polskiego Bohatera Narodowego zdaniem tow. Lenina: „odbudowa Polski przed upadkiem kapitalizmu jest w najwyższym stopniu nieprawdopodobna”. Równie szerokie cytowania stosował w przypisach, dołączając informacje o miejscu przechowywania cytowanych pism, np. Centralne Archiwum przy Komitecie Centralnym PZPR. Na marginesie – to trochę nietypowa lokalizacja listów syberyjskiego zesłańca!
     Z bardzo rozbudowanych przytoczeń dokumentów źródłowych autor wysnuwał częstokroć wnioski o wątpliwej wartości merytorycznej, ale jednoznacznie osądzające i negatywnie oceniające postać, np. „duży procent odchyleń nieco nienormalnych pod względem duchowym” wśród rodzeństwa Józefa. „Jak ubogie były jego zainteresowania intelektualne. Czytał mało…” na zesłaniu w Tunce.
Określilibyśmy ów stan psychiczny jako silnie rozwiniętą frustrację. Owa żądza sławy, szalona ambicja – nie stały w żadnym stosunku do rysujących się możliwości” komentuje stan ducha Piłsudskiego autor.
Mówcą Piłsudski nie był. Nie miał za grosz daru porywania słuchaczy”, itp., itd.
Logicznie myślący czytelnik potrafi jednak nie ulegać stronniczej demagogii autora i wyprowadzić własne konkluzje z tekstu oraz właściwie odczytać np. obrazoburcze (w rozumieniu komunistów) stwierdzenie Józefa Piłsudskiego, który przekonując do konieczności wojskowego przygotowania społeczeństwa, konstatuje, „Marksem żołnierza zabić nie można”.

piątek, 9 czerwca 2017

Pod kopułą lwowskiego Ossolineum

Zakład Narodowy im. Ossolińskich we Lwowie

Stanisław Wasylewski 



Ossolineum 1958







Od wolontariusza, przez stypendystę,  do asystenta

     200 lat temu Józef Maksymilian Jan Ossoliński herbu Topór ufundował tzw. Zakład Narodowy będący w założeniu ośrodkiem kultury i nauki polskiej (z naciskiem na polską literaturę). Zadaniem instytucji biblioteczno-muzealnej było podtrzymywanie tożsamości narodowej Polaków w Rzeczypospolitej zniewolonej przez zaborców. Przez mury szacownego Ossolineum przewinęła się cała plejada światłych polskich umysłów: uczonych, literatów, wydawców, bibliotekarzy, itp. Niektórzy z nich stali się bohaterami wspomnień Stanisława Wasylewskiego, zatytułowanych „Pod kopułą lwowskiego Ossolineum”. 
Stanisław Wasylewski przebył w Ossolineum drogę od wolontariusza, przez stypendystę,  do asystenta. Dane mu było poznać tajniki instytucji od podszewki, co skwapliwie przekazał czytelnikom swych pamiętników. Organizacja pracy biblioteki, ścieżki kariery zawodowej, sekrety katalogów, sygnatur, fiszek i zamówień przybliżone w rzeczonej publikacji zyskały na atrakcyjności w oczach miłośników książek. Wydarzenia opisane w „Pamiętniku stypendysty i asystenta Zakładu Narodowego im. Ossolińskich w latach 1905-1910” nie ograniczone zostały jednak do wymienionego pięciolecia. 

Przytułek św. Ossolina

     „Przytułek św. Ossolina”, jak żartobliwie nazywano Lwowską wszechnicę, wychował i wypuścił w świat wielu wybitnych Polaków, aby nieśli kaganek oświaty i sztandar polskości. O tych najbardziej zasłużonych dla Polski, Lwowa, Ossolineum toczy wspomnienia autor, który wyfrunął z tego gniazda polskości do Wielkopolski.  Wśród znakomitych ossolińczyków jego pamięć i pióro utrwaliły postaci Karola Szajnochy, Antoniego Małeckiego, Wojciecha Kętrzyńskiego, Bronisława Gubrynowicza, Juliusza Kleinera, Władysława Bełzę, Ludwika Bernackiego, Mieczysława Tretera, Czarnika, Hirschberga. W kilku rozdziałach pojawiły się osobistości szczególnie wyróżniające się w działalności na rzecz polskiego Lwowa,  np. Tadeusz Rutkowski – pomysłodawca Lwowskiej Galerii Sztuki, w której zgromadzono prywatne kolekcje polskich miłośników sztuki. Do dzisiaj galeria ta jest największym repozytorium malarstwa polskiego poza granicami kraju. 


Sala rękopisów lwowskiego Ossolineum
Sala rękopisów lwowskiego Ossolineum
Galeria obrazów - Muzeum Lubomirskich - Ossolineum we Lwowie
Galeria obrazów - Muzeum Lubomirskich - Ossolineum we Lwowie



















środa, 31 maja 2017

Józef Piłsudski. Życie i czyny

Stefan Pomarański


Związek Peowiaków 1934














„Musicie zawsze pamiętać, że m o g ę, bo m u s z ę,
a gdyby Wam tego m u s z ę kiedykolwiek zabrakło to przypomnijcie moje k a ż ę”

Życie i czyny

     Jedenaste wydanie biografii Józefa Piłsudskiego ukazało się nakładem Okręgu Stołecznego Związku Peowiaków w 1934 roku, a więc jeszcze za życia jej bohatera. Autorem opisania „Życia i czynów” wskrzesiciela Rzeczypospolitej był Stefan Pomarański, od najmłodszych lat opowiadający się po stronie wyzwolenia Polski z ponad stuletniej niewoli. Uczestniczył on we wszystkich walkach Pierwszej Kompanii Kadrowej Legionów Polskich, a w Wojsku Polskim dosłużył się stopnia majora. W życiu cywilnym zdobył tytuł doktora nauk historycznych. Walczył również podczas drugiej wojny światowej. Zginął w obozie koncentracyjnym w Flossenburgu (jego bracia zginęli w obozie w Oświęcimiu).

Bibliofilski rarytas

   Stefan Pomaraski, młodszy o całe pokolenie od Józefa Piłsudskiego, potrafił rzeczowo i z dystansem spojrzeć na swojego przewodnika duchowego i opowiedzieć o jego drodze do wyrwania Polski spod jarzma zaborców. Będąc zwolennikiem Naczelnika Państwa, już w 1919 roku „Książeczkę tę napisaną w pierwotnej swej postaci” poświęcił właśnie jemu. Autor kilkakrotnie uzupełniał gotowy tekst aż do daty obecnego wydania (1934), nie wiedząc, że około rok później Marszałka nie będzie już wśród żywych. Została po nim tylko legenda oraz opasłe tomy i niewielkie książeczki, takie jak omawiana lektura z okresu międzywojnia. Weszłam w posiadanie tego bibliofilskiego rarytasu, który przetrwał czasy wojennej pożogi, za sprawą pewnego krakowskiego antykwariatu (http://krakow-antykwariat.pl/).

czwartek, 20 kwietnia 2017

Echa Polesia

Franciszek Wysłouch 1918

Franciszek Wysłouch


 LTW 2012













Z Polesia na Wyspy

     Franciszek Wysłouch urodzony w Pirkowiczach na Polesiu rozłożył na czynniki pierwsze fenomen owej krainy geograficznej obecnie znajdującej się w granicach Białorusi, Ukrainy, Polski i Rosji. Potomek rodu Wysłouchów herbu Odyniec dorastał w patriotycznej atmosferze kresowego dworu. Życiorys Franciszka Wysłoucha obfituje w wydarzenia charakterystyczne dla miłujących Ojczyznę spadkobierców Jagiełły, Batorego, Sobieskiego. Zesłanie na Syberię, walka w Legionach Polskich, udział w wojnie polsko-bolszewickiej, obrona Rzeczypospolitej podczas Kampanii Wrześniowej, internowanie i sowiecka niewola, ucieczka do formującego się we Francji wojska polskiego, pokonał  szlak bojowy z Armią gen. Andersa (m.in. uczestnik bitwy pod Monte Cassino). Po wojnie, jak większość polskich bojowników niegodzących się z komunistyczną rzeczywistością Polski Ludowej, zdecydował się na emigrację w Wielkiej Brytanii. Przebywając na obczyźnie pozostał jednak wiernym synem polskiej ziemi. Wielkiej miłości swego życia poświęcił trzy książki: „Opowiadania poleskie”, „Na ścieżkach Polesia” i „Echa Polesia”, dzięki czemu nazwano go „piewcą Polesia”. Pisarz ten malował również poleskie pejzaże. Będąc zapalonym myśliwym, jak nikt znał i rozumiał poleską przyrodę z jej rozległymi puszczami, nieprzebytymi mokradłami, bezkresnymi polami. Obcując ze światem miejscowej ludności od podszewki poznał Poleszuków, sól tej ziemi…

Od kaczek do wilków

     „Echa Polesia” niosą się daleko i długo z uwagi na niebanalne „opisy przyrody” autorstwa wygnańca ogarniętego wieczną tęsknotą za krajem lat dziecinnych. Franciszek Wysłouch uchwycił najdelikatniejsze tony i najsubtelniejsze barwy poleskich krajobrazów towarzyszące zjawiskom charakterystycznym tylko dla krainy niekończących się mokradeł i oddalonych od siebie siedzib ludzkich. Skupił się na funkcjonowaniu ludzi, zwierząt i roślin oraz trwaniu przyrody nieożywionej, wybierając do opisu większe systemy, np. puszczę,  jak i drobne epizody, np. Litewskie surmy. Pisarz przekazał wrażenia i przeżycia, jakie zakorzeniły się w jego pamięci i zachowały się w niej na długie lata bolesnej emigracji. W duszę myśliwego zapadły obrazy polowań na kaczki i obław na wilki; miłośnik natury z dużą znajomością rzeczy wspominał też o pszczołach, grzybach, drzewach, mszarach, tokach, rybach.

Wilk w nocy - Alfred Wierusz-Kowalski
Wilk w nocy - Alfred Wierusz-Kowalski
Polesie - Iwan Szyszkin
Polesie - Iwan Szyszkin