Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kresy Wschodnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kresy Wschodnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 września 2020

Peczara

Kaplica grobowa Potockich 

 Janina Zofia z Potockich Potocka,

 

 Zofia Barbara Potocka

 LTW 2014

 

 

Człowiek jest pstrokacizną

     Dziennik i wspomnienia pań Potockich (matki i córki) wydano razem pod wspólnym tytułem „Peczara”. Choć bardzo różne pod względem formalnym i stylistycznym, niosą podobne przesłanie – za sprawą barbarzyńskich najeźdźców i okupantów wszelkiej maści dokonała się zagłada polskich dworów i pałaców oraz ich właścicieli – ziemiaństwa i arystokracji. Janina Zofia konstatowała w Ołyce u Radziwiłłów „następuje przełom ostateczny między świetną przeszłością, na której stypie myśmy się zebrali, a przyszłością groźną i szarą zarazem”. W swym dzienniku z lat 1914-1919 opowiedziała, jak żyły u schyłku cywilizacji „Najpiękniejsze rody naszego kraju, najbardziej zasłużone, a noszące na sobie skutki win i pomyłek praojców”. Kres temu światu położyła Wielka Wojna, w której wszyscy walczyli ze wszystkimi, zmieniały się fronty, ewoluowały sojusze, wymieniali się zwycięzcy. Autorka szeroko rozpisywała się o przerażającym obliczu wojny kreśląc sugestywne obrazy „Na szosie korowód niezliczony uciekinierów… Krzyki, przekleństwa, płacz dzieci i kobiet, ryk zwierząt”. W lakonicznych zdaniach ujmowała ogrom spustoszeń, jakie stały się wojenną rzeczywistością „Kraj stał się pustynią, a na tej pustyni szaleje wszystko co najgorsze w rozbestwionym człowieku. Pijaństwo, grabież i mordy”.
     Główne miejsce we wspomnieniach arystokratki zajęła tytułowa Peczara – rezydencja Potockich z folwarkiem i wsią, położona nad brzegiem Bohu na Podolu. Trzy pogromy Peczary rozpoczęły się grabieżami zimą roku 1917/18. Później było znacznie gorzej. Spalono i zniszczono wszystko – i pałac, i folwark. Jakże tragicznie brzmią opisy peczarskiej apokalipsy, jaki wyszły spod pióra Janiny Zofii „Życie ucieka. Świat ucieka, bo wszystko, co na nim kochałam i kocham, ginie, znika”. Autorka tych słów w nieludzkich czasach terroru i bezprawia zauważyła, iż „Człowiek jest pstrokacizną… pstrokaciznę uczuć, wrażeń, myśli pokrywa skorupa polerowana dobrego wychowania, taktu, miłości własnej”.

Szlacheckie dwory i pańskie rezydencje

     Córka Janiny Zofii – Zofia Barbara – podzieliła się z czytelnikami wspomnieniami spisywanymi w wieku dojrzałym, z dużej perspektywy czasowej w stosunku do przywoływanych wydarzeń. Część książki autorstwa córki jest nieco mniej osobista, natomiast zawiera bardzo dużo refleksji i rozważań na tematy ogólniejsze, choć widziane przez pryzmat własnej rodziny, rodowej rezydencji oraz osobistych doświadczeń. Z mojego punktu widzenia szczególnie cenne rozdziały przybliżają współczesnym czytelnikom specyfikę wielkich kresowych majątków z pałacami, folwarkami, wsiami, w których żyły i pracowały pokolenia Polaków. Pamiętnikarka zaprezentowała systematyczny przegląd tematyki życia w polskich dworach: od wychowania dzieci, przez codzienne zajęcia i prace, organizację dworu i jego pracowników, formy świętowania wśród ziemian i chłopów przy patriarchalnym stosunku dworu do wsi. Moją uwagę przyciągnął fragment, w którym autorka scharakteryzowała istotę Kresów Rzeczypospolitejwspomnienia o dawnych «polskich czasach», mogiły i kurhany rozsiane po polach całego kraju, miejscowości związane z historią Polski i ich nazwy, stare klasztory i kościoły, szlacheckie dwory i pańskie rezydencje… wszystko tu wspominało o minionej chwale”. Dostrzegając subtelne różnice występujące między oddalonymi od siebie kresowymi siedzibami zauważyła wspólną cechę tych siedlisk, którą z pewnością była: „gorąca miłość i przywiązanie do tego kraju, głębokie poczucie, że ten kraj to Polska”.

Pałac w Peczarze 1914

 

Nadania z podpisami królów

     Młode pokolenia Polaków wychowywane w zgodzie z wartościami uznawanymi przez starszych rosły na pełnych poświęcenia patriotów, oddanych szerokim rzeszom działaczy społecznych i twardo stąpających po ziemi, pragmatycznych właścicieli ziemskich. Zofia Barbara Potocka szczegółowo opisała pałac w Peczarze i Rudce, aby dzisiejsi czytelnicy potrafili sobie wyobrazić, jaką potwornością była unicestwianie dworów i pałaców, którego dokonywano od jesieni 1917 roku „Po dwudniowym pogromie [Peczary – MP] pozostał się tylko na wpół spalony, osmolony pałac z wnętrzem całkiem zrujnowanym”. A w Rudce – „Z trudem zdołałam wydostać z tej kupy gnoju resztkę archiwum rudzkiego (Ossolińskich) i ocalić kilkanaście nadań z podpisami królów”. Bolszewicka ręka wewnątrz zachowanego fotela ukryła granat przeznaczony dla polskiego dziedzica…
    Obydwie autorki podkreślały wyjątkową ideowość środowisk ziemiańskich, które w obliczu okrucieństw wojny, pomimo własnych traumatycznych przeżyć, czynnie włączały się w przeróżne formy działalności społecznej. Panie Potockie pracowały w szpitalach wojennych, pociągu sanitarnym, na statku z rannymi. Gdy tylko odsuwały się fronty teatru wojennego właściciele ziemscy podejmowali przeróżne inicjatywy społeczne – zakładali szkoły, kursy dla analfabetów, ochronki dla wiejskich dzieci, prowadzili akcje dobroczynne, krzewili kulturę i czytelnictwo, organizowali propolskie placówki.

  Galeria obrazówSala balowaSalon z orłami


Podole i Kijowszczyzna

     Malownicze opisy wschodnich miast Rzeczypospolitej – Odessy, Kijowa, Winnicy wspaniale oddają niepowtarzalny klimat i swobodną atmosferę wielokulturowych zbiorowisk ludzkich żyjących w niewymuszonej symbiozie aż do wojennej pożogi i sowieckiej agitacji. Między kartami tekstu umieszczono wiele archiwalnych fotografii uzupełniających treść wspomnień pań Potockich. Znalazły się na nich wizerunki postaci przywoływanych w książce, peczarskich krajobrazów, pałacowych wnętrz, przedstawianych miast i miejsc, itd. Porażające wrażenie wywarły na mnie zdjęcia wykonane latem 1918 roku w pałacu peczarskim, a raczej w tym, co z niego pozostało. Ograbione, zdewastowane, spalone pomieszczenia, w których już nikt nie będzie się śmiał…
     W tym miejscu nasuwa się porównanie wspomnień pań Potockich oscylujących wokół rodowego majątku Peczara ze wspomnieniami Marii Dunin-Kozickiej dotyczących dóbr Lemieszówka na Kijowszczyźnie, odległych od Peczary o około sto kilometrów. Tę ostatnią pozycję wydawniczą zatytułowano "Burza od wschodu.Wspomnienia z Kijowszczyzny (1918 – 1920)" . Obydwie lektury poruszają tę samą tematykę a ich lektura" jest wstrząsająca chociaż autorki nie epatują makabrycznymi opisami zdarzeń, które  widziała lub o których słyszała od rodziny czy znajomych".

"Cała ta szlachecka kultura"

     Mieszane uczucia wzbudził we mnie Wstęp skreślony ręką Anny Rey Konstantowej Potockiej, w którym pojawiły się symptomy rozgoryczenia wywołanego nie samymi grzechami przodków, którzy „uznani zostali przez polską historię za zdrajców ojczyzny, zhańbieni i potępieni”, lecz ich oceną przez potomnych i współczesnych. Krzywdy, jakich doznało ziemiaństwo i arystokracja, podyktowały sukcesorce Potockich przesadnie sformułowaną frazę dotyczącą współczesnej XXI-wiecznej Polski „naszego niby legalnego i wolnego kraju”. Jest to kolejny dowód na rozmiar tragicznych skutków, jakie wywołała zagłada, której uległa „warstwa ziemiańska, tysiące historycznych dworów, pałaców, zamków – cała ta szlachecka kultura”.
     Dobrze się stało, że powstała saga rodziny tulczyńskich Potockich opowiadająca czasy świetności rodu, jego niszczenia i schyłku. Niniejsza publikacja i pozostałe części sagi zatytułowane „Z moich wspomnień” i „Przez góry, doliny…” w całej pełni ukazały losy członków rodu, jako że tworzone były przez kilka pań Potockich reprezentujących różne pokolenia, w których żyłach płynęła błękitna krew.

 

 

 

* zdjęcia   http://sergekot.com/pechora/



poniedziałek, 6 lipca 2020

Lwów – historia, ludzie, tradycje

Herb Ziemi LwowskiejMarek A. Koprowski


SBM – 2013








Kuźnia kresowego patriotyzmu

     Specjalista od tematyki wschodniej, a szczególnie problematyki kresowej, Marek A. Koprowski, za pośrednictwem Wydawnictwa SBM wydał kolejną książkę (po tytule „Kresy w II Rzeczpospolitej) w formie albumu, zatytułowaną „Lwów – historia, ludzie, tradycje”. Pięknie przygotowana publikacja zawiera ponad sto archiwalnych i współczesnych fotografii, przedstawionych na kredowym papierze, doskonale ilustrujących tekst Marka A. Koprowskiego. Obok nich znalazły się reprodukcje dzieł znanych polskich artystów, przedstawiające postaci i wydarzenia ważne dla polskiej przeszłości kresowego Lwowa. Barwne ryciny pokazują herby lwowskie, mapy i plany miasta, stroje wojska polskiego i propagandowe plakaty. Graficzną stronę książki wyśmienicie zrealizowało studio projektowania graficznego Panczakiewicz Art.Design z Krakowa.

Nie ma historii Lwowa bez Polski

Autor, w głównej mierze, opowiedział bogatą, ale i dramatyczną historię miasta założonego już w XIII wieku, a powtórnie lokowanego w wieku XIV przez Kazimierza Wielkiego. Pod koniec tego wieku Lwów posiadał bruk, wodociągi, kanalizację, łaźnie, szpitale. W przeciągu kilkuset lat dziejów miasto doświadczyło ośmiu potężnych oblężeń, dwudziestu najazdów i olbrzymiej ilości pożarów. Pomimo tego, mieszanka narodowościowa (Polacy, Żydzi, Ormianie, Niemcy) potrafiła doprowadzić do rozkwitu miasta we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Naturalnie w budowaniu prosperity Lwiego Grodu dominowali Polacy. Marek A. Koprowski pierwszorzędnie dowodził tę tezę przytaczając osiągnięcia znamienitych obywateli miasta czy to pod rządami Jagiellonów, Wazów, czy nawet pod rządami austriackiego zaborcy. Nazywał Lwów „nieformalną stolicą Polski” oraz „kuźnią kresowego patriotyzmu”. Jednak pokojowa koegzystencja narodów Lwowa skończyła się w połowie XIX wieku, kiedy to rozpoczęły się konflikty między Polakami, Rusinami a Ukraińcami. Wybuch I wojny światowej zaognił i tak trudną sytuację, którą ostatecznie zachwiało utworzenie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Piękną kartę polskiej historii zapisały Lwowskie Orlęta broniąc swojego miasta przed Ukraińcami i bolszewikami w latach 1918-20.

Marian Hemar i Jan KiepuraPomnik Adama MickiewiczaRotunda, w której prezentowano Panoramę Racławicką



wtorek, 23 czerwca 2020

Kossak nieznany

Płaskorzeźba z podobizną Karola Kossaka Teresa Kossak


Państwowy Instytut Wydawniczy – 2013








Z Kossaków i Mikolaschów

     Juliusz Kossak, genialny malarz, miał trzech synów – Wojciecha, Tadeusza, Stefana. Synem Wojciecha (równie genialnego malarza) był Jerzy (mniej genialny malarz), natomiast synem Stefana był Karol (także malarz) – zapomniany i niedoceniany czwarty Kossak. Dobrze się stało, że córka Karola, Teresa, postanowiła ocalić od zapomnienia postać artysty spisując „koleje losu i meandry wędrówek Ojca”, korzystając z własnych i cudzych „wspomnień, anegdot i listów”. Dzięki kolejnej utalentowanej osobie z klanu Kossaków, nie będzie Karol „Kossak nieznany” dla wielu czytelników. Niewielka książka biograficzna, pięknie wydana (kredowy papier, kolorowe ilustracje) w 2013 roku przez Państwowy Instytut Wydawniczy (już nie w likwidacji) zawiera olbrzymie bogactwo materiału informacyjnego o ludziach i miejscach związanych z jej bohaterem. W Indeksie osób znalazły się nie tylko nazwiska pojawiające się na kartach tomu, lecz i te istotne dla Karola Kossaka i jego rodziny. Indeks nazw geograficznych podaje krótkie informacje o mniej znanych miejscowościach szczególnie ważnych w biografii artysty.
     Z równie znamienitej rodziny, bogatej w wybitne postaci, pochodziła matka Karola – Ewa Mikolasch. Jej dziad – Piotr Mikolasch – użyczył nazwiska słynnemu pasażowi handlowemu starego Lwowa, zwanego Pasażem Mikolascha. Syn Piotra – Karol (ojciec Ewy) był znanym polskim farmaceutą, a jego syn – Henryk – wybitnym polskim fotografem. Swego czasu Henryk (brat Ewy) pobierał lekcje malarstwa u Juliusza Kossaka (teścia Ewy). I tak to wszystko zostało w rodzinie.

Koligacje, fotografie, reprodukcje

     Nie do przecenienia jest graficzna strona książki. Na wyklejkach umieszczono drzewa genealogiczne rodu Kossaków w różnych wersjach, pozwalające rozeznać się czytelnikom w zawiłościach koligacji (potęgowanych przez nadawanie potomkom tych samych imion – Juliusz, Tadeusz, Stefan, Zofia). Niemal trzydzieści archiwalnych fotografii stanowi znakomity materiał ilustrujący tekst wspomnień córki malarza. Zdjęcia ukazują Karola Kossaka na kolejnych etapach życia i kolejnych miejscach jego wędrówki ze Lwowa do Ciechocinka. Wisienką na córczynym torcie publikacji okazały się reprodukcje kilkudziesięciu rysunków, akwarel, szkiców w logiczny sposób wplecione w akapity opowieści. Widzimy na nich konie, studia postaci i zwierząt, scenki rodzajowe i fantastyczne; wszak Karol Kossak „lubił ludzi, przyrodę… od pejzażu do motyla”. Poza tym autorka przybliżyła czytelnikom charakterystykę malarstwa ojca – zakres tematyczny i techniki malarskie. Nie bez kozery niejednokrotnie stawała w roli eksperta potwierdzającego lub kwestionującego autentyczność obrazów twórcy.

Dyliżans Wesele krakowskie Fot artissima.plWystawa plenerowaWystawa plenerowa


poniedziałek, 15 czerwca 2020

Szczenięce lata

Kałużyce - na tym miejscu stał dwór, gdzie urodził się Melchior Wańkowicz Fot. radzima.orgMelchior Wańkowicz



Wydawnictwo Literackie 1987








 Dom ten, księga żywa pokoleń

     „Gdy przyszłość się otwarła, wyzwoliła się przeszłość”, a to pozwoliło Melchiorowi Wańkowiczowi napisać książkę, którą sam nazwał punktem zwrotnym swego życia i zatytułował: „Szczenięce lata”. Wielowymiarowy rozrachunek z minionymi czasami dotyczył jednak nie tylko biografii autora, ale sięgał do znacznie szerszego spectrum zagadnień: polskich dworów, utraconego szlachectwa, zasad starego świata, pojęcia pańskości. Aby w pełni spożytkować potencjał tkwiący w książce należałoby lekturę „Szczenięcych lat” odbyć dwukrotnie – raz zanurzając się w młodzieńcze przeżycia i rozważania pisarza, a drugi raz podążając za jego myślami i refleksjami natury ogólniejszej, dotyczącej historii polskich Kresów Wschodnich i kultury szlacheckiej. Należy jednak mieć na uwadze, że wspomnienia o „Szczenięcych latach” spisywał czterdziestoletni już mężczyzna o bogatym doświadczeniu życiowym. Kilkanaście lat wcześniej pozbawiono go obydwu domów, w których dorastał i o których pisał „Dom ten, księga żywa pokoleń, budowany był przez dzieje, rozrastał się na generacjach…”. Trwanie Kresów w ich odwiecznym ładzie na jego oczach skończyło się. Wstrząsający i chwytający za serce obraz zagłady dworów skwitował frazami: „życia dawnego nie ma”, a „dwory kresowe już zmarły”.

Jak kogo dwór traktuje

     Melchior Wańkowicz prowadząc analizę porównawczą matriarchalnego dworu w Nowotrzebach i patriarchalnego w Kałużycach opowiadał o organizacji życia we dworach, o wnętrzach i zewnętrzach obydwu posiadłości, panujących w nich tradycjach, a przede wszystkim o ich mieszkańcach i ludziach znajdujących się otoczeniu dworów. W tej rzeczonej publikacji pisarz zamieścił szeroki wachlarz kwestii, które potrafimy objąć sercem i rozumem, ale i zupełnie obce nam współczesnym. Ważnym zjawiskiem funkcjonującym w szlacheckich domach wydaje się być „Traktament… – gradacja olbrzymia tego, jak kogo dwór traktuje”. Zadając retoryczne pytanie „Ubi sunt" (qui ante nos fuerunt - Gdzie są ci, którzy byli przed nami), potomek Wańkowiczów pieczętujący się herbem Lis, starał się przybliżyć czytelnikom niuanse sposobów postępowania z ludźmi zajmującymi niższą pozycję społeczną.

PodoroskRajcaPieski

poniedziałek, 18 maja 2020

My, lwowianie - Tamten Lwów t. 4

Witold Szolginia z żoną podczas pierwszego od wojny pobytu we Lwowie,1968 Fot. http://www.polska1918-89.plWitold Szolginia


Wysoki Zamek 2014








My, lwowianie w Tamtym Lwowie

     Fenomen lwowianisty, Witolda Szolgini, objawił się w krzewieniu wiedzy na temat jego kraju lat dziecinnych, tj. Lwowa. Spędził w nim dwadzieścia trzy lata młodości, a tęsknił za nim całe półwiecze. Z owej tęsknoty zrodziły się wiersze, rysunki, książkowe wspomnienia, audycje radiowe, a z tych ostatnich pomysł na cykl książek – gawęd o Lwowie. Czwarty już tom serii o „Tamtym Lwowie” zatytułowany „My, lwowianie” Witold Szolginia poświęcił nakreśleniu zbiorowego wizerunku człowieka Lwowa – Homo Leopoliensis. W swej pracy wielokrotnie przytaczał fragmenty prozy i poezji (także własnej) tworzonej przez wybitnych obywateli Grodu Lwa. Do szacownego grona należą m.in. S. Wasylkowski, K. Makuszyński, M. Hemar, A. Chciuk, L. Kaltenbergh, J. Parandowski, K. Schleyen oraz Zofia Kurzowa. Cytowane urywki służyły autorowi do potwierdzenia własnych tez lub ukazywały różnorodność spojrzeń na kluczowe zagadnienia, których osią był Lwów. 
     Obok standardowych dodatków do tekstu, takich jak "Wykaz wykorzystanego piśmiennictwa", "Indeks osób" i "Wykaz ilustracji", w publikacji lwowskiego encyklopedysty umieszczono dużą ilość grafiki w postaci archiwalnych fotografii Miasta Lwów oraz rysunków samego autora książki. Specjalny bonus stanowi płyta DVD z filmem pt. "Włóczęgi" z 1939 roku dołączona do tomu.

Batiarzy bałakują

     W niniejszym tomie kresowy pisarz ograniczył się do przedstawienia wybranych kwestii lwowskiej społeczności, a mianowicie istoty lwowskości, stereotypowych lwowian i mniej typowych przypadków, zjawiska batiarstwa, lwowskiej gwary – bałaku, kuchni lwowskiej i lwowskiej piosenki oraz specyficznego poczucia humoru lwowian. Doprawdy, trzeba być mistrzem, aby na trzystu stronach książki przedstawić tak wiele spraw, i to w sposób wnikliwy, głęboko przemyślany i udokumentowany. Materiał do opus vitae arcylwowianina dojrzewał w nim niemal pół wieku – od ekspatriacji ze Lwowa w wyniku pojałtańskiego przesunięcia granic Rzeczypospolitej do ostatniego oddechu…
     Batiarów – kwintesencję Lwowa – autor przedstawił posiłkując się wyjątkami z literatury pięknej licznych piewców batiarstwa. Z wielce uczonego dzieła Zofii Kurzowej zacytował bez mała pięciostronicowy ustęp (może przydługi?) definiujący ten społeczny fenomen. Z drugiego krańca literackiego wachlarza wybrał ważki tekst piosenki pt. „Serce batiara” z zaginionego w czasie ostatniej wojny filmu z udziałem Szczepka i Tońka – najsławniejszych posiadaczy takich serc. Emocjonalnie zabarwiony wizerunek pierwszoplanowego bohatera lwowskich ulic utrwalił się w naszej świadomości narodowej i niech tak zostanie…
     Zabawne dialogi Szczepka i Tońka o kulinariach Lwiego Grodu znalazły się w urozmaiconym rozdziale o lwowskiej kuchni. Obok pomysłowego „Lwowskiego mikrosłowniczka kulinarnego” wspomniano również rozsławiony przez piosenkę autorstwa Mariana Hemara Chlib Kulikowski”.
     Batiarzy i inni mieszkańcy Miasta spod Wysokiego Zamku posługiwali się wyjątkową gwarą miejską – bałakiem. Niezwykle trafnej charakterystyki tej lingwistycznej osobliwości dokonali przywołani do tablicy lwowianie – Stanisław Wasylkowski i Kazimierz Schleyen. Swoistym ewenementem na krajową skalę jest wiersz napisany przez Witolda Szolginię w bałaku, a traktujący o bałaku – „bałak do kwadratu”. A może i do sześcianu, ponieważ pisarz okrasił go niezwykłym ilustrowanym słownikiem, którego sam był twórcą. 

Ilustrowany słowniczek lwowskiego bałaku – Fot. http://www.polska1918-89.pl/Ilustrowany słowniczek lwowskiego bałaku – Fot. http://www.polska1918-89.pl/Ilustrowany słowniczek lwowskiego bałaku – Fot.  http://rescarpathica.pl


sobota, 25 kwietnia 2020

Dziedziczki Soplicowa

Kapliczka w Czombrowie przed II w św Fot. polesie.orgJoanna Puchalska


MUZA 2014








Poznać przeszłość to zrozumieć siebie

     W 180-tą rocznicę wydania w Paryżu poematu pt. „Pan TadeuszAdama Mickiewicza ukazała się książka o „Dziedziczkach Soplicowa” autorstwa Joanny Puchalskiej – dziedziczki Czombrowa – uznanego pierwowzoru dworu Sopliców. A wszystko zaczęło się od wieczornych opowieści dziadków Karpowiczów (Janusza i Marii) i dworskiego archiwum cudem ocalonego z pożaru w 1943 roku przez ostatnią właścicielkę Czombrowa. Odczytywanie „Starych dokumentów czombrowskich” bez reszty pochłonęło dociekliwą historyk sztuki, która wyraziła przekonanie, iż „Poznać przeszłość to zrozumieć siebie”. W ten sposób literatka rozpoczęła swą wędrówkę po Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej, śladami nowogródzkich przodków. Dotarła na teren nieistniejącego już majątku Czombrów w Nowogródczyźnie (obecnie na terytorium Białorusi) i przystąpiła do eksploracji okolicznych przestrzeni. Pomimo znacznego wyludnienia tamtejszych wsi pisarce udało się przeprowadzić wiele znaczących rozmów ze starszymi mieszkańcami, pamiętającymi ostatnich właścicieli Czombrowa. „Dawne historie przestają być bajkami słyszanymi w dzieciństwie i stają się prawdą” skonstatowała autorka publikacji. Z dokumentów, wizji lokalnej i rozmów wynikało niezbicie, że „Czombrów to rzeczywiście prototyp Soplicowa”, w którym toczy się akcja polskiej epopei narodowej zatytułowanej „Pan Tadeusz czyli Ostatni zajazd na Litwie”. Wniosek ten zaowocował cyklem audycji radiowych Joanny Puchalskiej pt. „Droga do Soplicowa” (dwanaście słuchowisk, jak dwanaście ksiąg poematu Adama Mickiewicza). A stąd był już tylko krok do koncepcji opracowania losów dziedziczek Czombrowa. Losy trzech pań na Czombrowie stały się pretekstem do przedstawienia dziejów dworu, gdzie „się człowiek napije, nadyszy Ojczyzny”. Dwór w Czombrowie, wyrokami losu, należał do dwóch kresowych rodzin: najpierw Uzłowskich, a po 1832 roku Karpowiczów. Joanna Puchalska jest potomkinią obu tych rodów – po mieczu Karpowiczów, a po kądzieli Uzłowskich.

Czombrów - dwór Karpowiczów Jan Bułhak Fot. https://pl.wikipedia.org
Czombrów - dwór - Jan Bułhak Fot. pl.wikipedia.org
Kaplica Karpowiczów po renowacji 2019, fot. www.facebook.comandrzej.poczobut.9
Kaplica Karpowiczów po renowacji 2019
Fot. www.facebook.comandrzej.poczobut.9










 

 

 

 

Dawne historie przestają być bajkami 

     Historyczna publikacja zaprowadziła czytelników do czombrowskiego dworu, w którym pracował jako ekonom Mateusz Majewski, zaś jego córka Barbara pełniła funkcję panny apteczkowej. Ona to w 1798 roku urodziła chłopca – Adama Mickiewicza, którego do chrztu św. podawała ówczesna pani na Czombrowie – Aniela Uzłowska. Wniosek nasuwał się sam – wydaje się być oczywistym, że poeta tworzący ponad trzydzieści lat później poemat, realia do litewskiego Soplicowa zapożyczył ze znanego sobie z „dzieciństwa sielskiego, anielskiegoCzombrowa. Sukcesorka właścicielek majątku wielokrotnie udowodniła, iż Soplicowo nosi wszelkie znamiona dóbr Anieli Uzłowskiej. Podczas niejednej wizyty w Czombrowie miała okazję wędrować po okolicy i osobiście porównywać krajobraz wokół niego i jego usytuowanie „nad brzegiem ruczaju. Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju”. Korzystając z zachowanego archiwum porównywała gospodarskie zabudowania Czombrowa z mickiewiczowskim Soplicowem. Dwie żydowskie karczmy opodal czombrowskich włości do złudzenia przypominają te prowadzone przez arendarza Jankiela w soplicowskich dobrach.
Wydarzenia, jaki toczyły się podczas sześciu dni w latach 1811 i 1812 w Soplicowie wiernie oddają te, których świadkiem był czombrowski dwór. Liczne kwity rekwizycyjne, do których dotarła autorka dowiodły, że przez okolice Czombrowa przeszły w 1812 roku wojska Wielkiej Armii Napoleona, jak to opisał poeta w Księdze XI – „Rok 1812”. Pasjonatka historii polskich Kresów doszukała się w oryginalnych dokumentach z epoki śladów „Ostatniego zajazdu na Litwie”, jaki w Czombrowie dokonał się roku pańskiego 1821. I tutaj, jak w strofach Mickiewicza, z „pomocą” przyszli „bracia Moskale”.
Kolejna kwestia wspólna dla obydwu majątków to zamiłowanie litewskiej szlachty do procesowania się, będącego specyficzną formą życia towarzyskiego. I na Nowogródczyźnie i na stronach epopei „Każdy procesuje się z każdym”, np. Uzłowscy z Puszkinami, Niezabytowskim, Hreczychą, Siemiradzkim, zubkowską szlachtą. Podobnie jest u Mickiewicza:
Ogiński z Wizgirdem, Dominikanie z Rymszą, Rymsza z Wysogirdem”…
Wnikliwa czytelniczka wersów trzynastozgłoskowca odnalazła wśród osób żyjących w czombrowskich dobrach postacie uwiecznione przez Wieszcza. Jego dziadek Mateusz Majewski posłużył jako prototyp postaci Wojskiego, a matka poety, Barbara, jako pierwowzór córki Wojskiego, także panny apteczkowej.

Powiązania Adama Mickiewicza z dworem w Czombrowie
Powiązania Adama Mickiewicza z dworem w Czombrowie
z recenzji "Kresowi Sarmaci" Joanny Puchalskiej

środa, 15 kwietnia 2020

Kresy – najpiękniejsze zakątki

Obraz upamiętniający Unię w Krewie 1385r Adam Dylewski


 Wydawnictwo SBM 2012








Rzeczpospolita Obojga Narodów

     Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej, będące częścią naszej historii, od lat inspirowały pisarzy, malarzy, podróżników, historyków itd. Wydawałoby się, że o rubieżach Polski napisano już wszystko i we wszelaki sposób. Lektura wartościowego albumu wydawnictwa SBM dowiodła, iż na temat Kresów można jeszcze stworzyć publikację w niesztampowy, odkrywczy sposób. Adam Dylewski, autor m. in. przewodników historycznych, popełnił niezwykle interesującą książkę zatytułowaną „Kresy – najpiękniejsze zakątki”. Album jest próbą zatrzymania w pamięci narodowej niezaprzeczalnej polskości Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej i ich najpiękniejszych zakątków.
     We wstępie autor przekazał czytelnikom wykładnię swego podejścia do studiowanego zagadnienia. Wyjaśnił na czym polega subiektywizm pojęcia Kresy, istniejącego jedynie w sferze kultury polskiej. Przypomniał o nietrwałym charakterze przynależności niektórych części Kresów do Rzeczypospolitej, która w szczytowym dla wielkości terytorium momencie liczyła 1 mln km kw. Było to AD 1618 –  już po zdobyciu Moskwy (1610 rok) przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego i hołdzie cara Wasyla IV Szujskiego złożonym królowi Władysławowi IV Wazie w Warszawie (1611 rok).

Rzeczpospolita Obojga Narodów – stan prawny na rok 1619

Aż po kres Kresów

     Wędrując zgodnie z mapą „Rzeczpospolita Obojga Narodów – stan prawny na rok 1619”, pisarz zaprezentował kresowe województwa sięgające jak najdalej na północ, wschód, południe aż do granic zachodnich. Chronologicznie przedstawił kolejność strat terytorium w wyniku zbrodniczych rozbiorów Polski. Objaśnił, które ziemie udało się odzyskać Drugiej Rzeczypospolitej na niecałe dwadzieścia lat, kiedy to w 1939 roku nastąpił kres Kresów – Polska utraciła wschodnie tereny i znaczną część zamieszkującej je ludności.
     Struktura książki odpowiada kierunkom wędrówki po Kresach i zawiera rozdziały dotyczące obszarów województw i ich głównych miast. Pisarz w niezwykle lakonicznych tekstach umieścił informacje o dziejach wyodrębnionych regionów oraz o lokalnych atrakcjach turystycznych, głównie zabytkach lub ich rekonstrukcjach. Szczególną uwagę zwrócił na istniejące jeszcze polonica i ślady polskości czy polskich wpływów. Wśród prezentowanych miejscowości znalazły się te znane wszystkim Polakom, jak Lwów, Wilno czy Grodno. Oprócz tego przybliżono mniej znane miejsca, jak Kieś, Humań, Czernihów, Jahorlik.
     Znakomity cicerone po Kresach Wschodnich, mimo niewielkiego rozmiaru tekstu książki, okrasił go wieloma ciekawostkami. Wspomniał o kościele w Bełzie, gdzie przebywał obraz Czarnej Madonny (Matki Bożej Częstochowskiej); o Witebsku, w okolicach którego mieszkał francuski malarz pochodzenia żydowskiego  – Marc Chagall; o Mścisławiu, w którym wojska moskiewskie wymordowały większość mieszkańców (1654 rok), a pozostałe siedemset osób nazwano później „niedosiekami”.

Bobrujsk - kościół, Dukora - pałac wg Napoleona Ordy
Bobrujsk, Dukora
Kieś - ruiny zamku i panorama
Kieś
Rundale - pałac, Bowsk - zamek
Rundale, Bowsk

niedziela, 12 kwietnia 2020

Usypać góry. Historie z Polesia

Horodno, miasteczko garncarzy, 1912 Fot. Izaak Sierbow/ Materiały prasowe wydawnictwa Znak Małgorzat Szejnert


ZNAK – 2015







 

Polesia czar

     Tytuł „Usypać góry. Historie z Polesia” oraz okładka książki autorstwa Małgorzaty Szejnert mogą wprowadzić w błąd miłośników literatury kresowej. Nie jest to bowiem lektura łatwa ani przyjemna. Wręcz przeciwnie – autorka świadomie odbrązowiła „Polesia czar” ukazując współczesne reperkusje historycznych zaszłości tej krainy geograficznej. Pamięcią zaklętą w dokumentach i przekazach ustnych sięgnęła do końca osiemnastego wieku Rzeczypospolitej. Od tych czasów terytorium Polesia wchodziło w skład Litwy, Białorusi, Ukrainy, Rosji i Polski, a zatem było wielonarodowościowe, wielowyznaniowe i wielojęzyczne. Za pośrednictwem niewielkich wycinków dziejów Polesia Małgorzat Szejnert starała się przybliżyć czytelnikom odchodzące w przeszłość światy Kresów Wschodnich. Z ludzkiej mozaiki wybrała i uczyniła bohaterami swych reportaży konkretne osoby, całe rodziny i grupy ludzi, co spowodowała, że zbiór cechuje znaczna różnorodność tematyki i podejścia do niej. 

Nawet noc bez księżyca nie była bezpieczna

     Można zatem przeczytać w zbiorze reportaży o Pińskiej Flotylli, dwukrotnie zmuszonej do samozatopienia okrętów celem zabezpieczenia ich przed wrogim przejęciem. Dużo miejsca w książce poświęcono kwestiom wyznaniowym na Polesiu. „Wszyscy święci” polescy, wśród których znaleźli się ks. Kardynał Kazimierz Świątek i ks. Stanisław Ryżko reprezentują kościół katolicki. Obydwaj poddawani byli szykanom i więzieni w sowieckich łagrach (pierwszy do 1954 roku, drugi do 1956). Autorka przedstawiła jednego z neoprotestantów - wierujaszczych, zielonoświątkowca, Wasila Kuźmicza Dziamko, który swym córkom nadał imiona Wiara, Nadzieja i Miłość. Jest mowa o żydowskiej diasporze na Polesiu, z której rodzina Weizmannów przysporzyła Izraelowi dwu prezydentów – Chaima i Ezera. Większość wspólnot wyznaniowych na terenie obecnej Białorusi spotkał podobny los – po II wojnie światowej bezwzględnie zwalczano wszelkie przejawy kultów religijnych – burzono świątynie, a kapłanów zsyłano do łagrów na Syberii, w Kazachstanie lub likwidowano. Dla nich wszystkich „Nawet noc bez księżyca nie była bezpieczna”.

niedziela, 1 marca 2020

Kresy Południowo-Wschodnie - Dwudziestolecie M. t 18

Liceum KrzemienieckieSławomir Koper


Bellona 2013









Kresy Drugiej Rzeczypospolitej

     Z uwagi na duże zainteresowanie czytelników, seria Dwudziestolecie Międzywojenne zaplanowana na dwadzieścia dwa tomy, rozrosła się do tomów pięćdziesięciu, a do współpracy przy jej tworzeniu zaproszono poza Sławomirem Koprem kilku jeszcze pisarzy historycznych, np. Iwonę Kienzler czy Ryszarda Dzieszyńskiego. Osiemnasty tom kolekcji wydawnictwa Bellona zatytułowany „Kresy Południowo-Wschodnie” przygotował właśnie Sławomir Koper wykazujący szczególną znajomość tematyki Drugiej Rzeczypospolitej. Tym razem skupił się na problematyce rubieży naszej ojczyzny, gdzie mieszały się narodowości, wyznania, gdzie różniło ludzi wykształcenie i majętność, gdzie na rozległych pustaciach rodzili się najznamienitsi Polacy.

Tygiel kulturowy, etniczny, religijny

     W niewielkiej publikacji historyk zaprezentował blisko dwadzieścia kresowych miast oraz kilka krain historyczno-geograficznych. Zwrócił uwagę na wspólne cechy opisywanych miejscowości takich, jak wielokulturowość czy dający się gdzie nie gdzie, do dziś, odczuć klimat minionej epoki. Autor wielokrotnie eksponował specyfikę miasteczek wynikającą z bardzo różnych wydarzeń, jakie miały miejsce w przeszłości. Przybliżył czytelnikom atmosferę odrębności wzmiankowanych okolic, ich architektury i mieszkańców. Za pośrednictwem losów znanych postaci historycznych ukazywał skomplikowane dzieje polskich Kresów. A może odwrotnie? Może przez pryzmat Kresów prezentował biogramy naszych bohaterów…

Truskawiec Willa Goplana
Truskawiec Willa Goplana
Zamek Sobieskich w Żółkwi
Zamek Sobieskich w Żółkwi
Zamek Podhorce - Jan Matejko
Zamek Podhorce - Jan Matejko

środa, 12 lutego 2020

Dom na Kresach. Powrót

Pensjonat Braganza w Kornwalii należący do Zofii i jej męża HarleyaPhilip Marsden


Wydawnictwo W.A.B. 1999








Tułacze kobiety

     Dziwna to książka pod zmienionym tytułem „Dom na Kresach. Powrót”. Angielski pisarz i podróżnik nazwał ją „The Bronski House. A Return to the Borderlands”. Brzmi prawie tak samo – w jakim zatem celu zmieniono tytuł polskiego wydania?
    Philip Marsden towarzyszył polskiej poetce, Zofii Ilińskiej-Moseley, w podróży sentymentalnej do dawnych Wschodnich Kresów Rzeczypospolitej. Owocem tej eskapady oraz wspomnień Zofii i jej matki Heleny Brońskiej jest niewielka książka, w której autor przybliżył anglojęzycznym czytelnikom dzieje tułaczej kresowej rodziny na tle dramatycznych wydarzeń w pierwszej połowy XX wieku. Tu zdziwiłam się po raz drugi: dlaczego pozmieniano nazwiska autentycznych postaci i nazwy realnych miejscowości? 
     Wędrówka Heleny, urodzonej roku 1898 w majątku Płatkowo w północnych Kresach, rozpoczęła się w 1914 roku, po wybuchu I wojny światowej. Prowadziła Helenę przez Sankt Petersburg, Mińsk, Wilno, okoliczne dwory, Warszawę aż do dóbr Mantuszki, gdzie mieszkali z mężem do 1939 roku. Poniewierka jej córki Zofii, urodzonej roku 1921 w Wilnie, zapoczątkowana 17 września 1939 roku atakiem Związku Sowieckiego na Polskę, zawiodła ją przez Litwę i Skandynawię na kornwalijskie wybrzeże Anglii. Helena także osiadła w Anglii. Obydwie Polki zmarły na Wyspach Brytyjskich z dala od Ojczyzny.

Dwór Radziwiłłmonty - foto: dworypogranicza.pl
Dwór Radziwiłłmonty - foto: dworypogranicza.pl
Radziwiłłmonty obecnie - foto: dworypogranicza.pl
Radziwiłłmonty obecnie - foto: dworypogranicza.pl










 

Od dezaprobaty do uznania

     Wspomnienia o Domu na Kresach wzbudziły we mnie ambiwalentne odczucia: od należnego uznania dla umiejętności autora do zdecydowanej dezaprobaty dla jego błędnych sformułowań.
     Trudno byłoby mi odnieść się do języka publikacji, gdyż znam tylko jej polskie tłumaczenie. Z pewnością książka nie należy do wielkiej literatury, ale jest poprawnie skonstruowana i posiada fragmenty na dłużej przyciągające uwagę czytelnika. Pisarz z dużym wyczuciem przedstawił proces dorastania panienki ze dwora, jej wkraczanie w dorosłość, wchodzenia w rolę żony i matki. Panienki, która na zawsze umiłowała sobie przepastne kresowe lasy i okolice rzeki Niemen. Ponadto wyjątkowo pięknie pisarz zrelacjonował uroczystość odsłonięcia pomnika Adama Mickiewicza w Warszawie w setną rocznicę urodzin wieszcza (1898). Poświęceniu pomnika nie towarzyszyły żadne przemówienia (zakazane przez Rosjan), jedynie „cały plac wypełnił się zbiorowym szlochem”.

Dwór Lucyno
Dwór Lucyno
Lucyno obecnie
Lucyno obecnie