sobota, 28 maja 2016

Miałam szczęśliwe życie. Ostatnia z Branickich

Anna Branicka-Wolska - Fot. Maciej Zienkiewicz
Anna Branicka-Wolska - Fot. Maciej Zienkiewicz

Anna Branicka-Wolska


Znak-literanova 2015















Prapraprawnuczka targowiczanina

     Nie zawsze życie prapraprawnuczki niesławnego targowiczanina Franciszka Xawerego Branickiego było usłane różami, a mimo to Anna Branicka-Wolska autobiograficznym zapiskom nadała tytuł „Miałam szczęśliwe życie. Ostatnia z Branickich”. Perspektywa ponad dziewięćdziesięciu lat zmagania się z losem upoważniła ją do stwierdzenia, które nam, współczesnym, wydaje się być przerysowane. No bo i cóż było szczęśliwego w życiu hrabianki Branickiej – ostatniej z Branickich?
- gdy miała piętnaście lat wybuchła wojna;
- utraciła dom rodzinny a rodzina rodowy majątek;
- przebywała na kilkuletniej zsyłce w głąb Związku Sowieckiego;
- po wojnie cierpiała biedę, jako skutek niepoprawnego politycznie pochodzenia;
- zrządzeniem opatrzności nie połączyła się z narzeczonym?

Roś i Wilanów

     Potomkini starego rodu Branickich opowiedziała swoje osobliwe dzieje poczynając od szczęśliwego dzieciństwa w majątku w Rosi na Grodzieńszczyźnie oraz w pałacu w podwarszawskim Wilanowie, który dwudziestoletnia Anna opuściła na zawsze za sprawą barbarzyńskich okupantów. Młodej konspiratorce (Anna była łączniczką w Armii Krajowej) udało się uniknąć niewoli hitlerowskiej lecz nie ustrzegła się aresztowania i osadzenia w bolszewickim więzieniu. Pod koniec wojny razem z kilkunastoma innymi przedstawicielami arystokracji znalazła się na zesłaniu w Krasnogorsku w okolicach Moskwy. O pobycie w obozie internowanych pisała „Listy niewysłane” do swojego ukochanego Janusza, opublikowane w 2012 roku nakładem wydawnictwa LTW. Krótką relację o tym trudnym okresie Anny Branickiej zamieściła Ewa Polak-Pałkiewicz w książce „Rycerze wielkiej sprawy. Szkice ziemiańskie”. 

Adam Branicki - Ojciec autorki
Adam Branicki - Ojciec autorki
Beata Branicka z Potockich - Matka autorki
Beata Branicka z Potockich - Matka autorki



















Łubianka i Krasnogorsk

     Anna Branicka-Wolska w niebywale prostych słowach oddała grozę życia w krasnogorskim obozie jenieckim, w którym Braniccy więzieni byli razem z Radziwiłłami, Zamoyskimi, Krasickimi. Wspominała o  obozowej egzystencji nazywając rzeczy po imieniu „Bytowanie w takich warunkach to wielkie  s p ł a s z c z e n i e   ż y c i a, sprowadzenie człowieka do poziomu żołądka, do horyzontu zakreślonego przez krawędź miski”. Więzienie na Łubiance w Moskwie już wcześniej przekonało Annę Branicką „o tym, czym pachnie Rosja sowiecka”. Pierwszy kontakt Anny z tzw. spacerniakiem wywarł na niej piorunujące wrażenie „Na zadeptanej krokami setek więźniów ziemi dostrzegłam ślady maleńkich, dziecięcych bucików… nawet dzieci więżą w tym strasznym miejscu, nawet dla dzieci nie mają litości!

Persona non grata

     Po powrocie do tzw. wyzwolonej Polski Anna Branicka czuła się jak persona non grata, tylko że we własnej Ojczyźnie. Powrót hrabianki Branickiej do Polski miał „gorzki smak wolności”, a zewsząd docierały „najgorsze wieści” „To był czas spóźnionej żałoby. Tyle życiorysów urwanych nagle, jakby nieprzeżytych, tylu ludzi, którzy byli blisko, a nagle ich nie ma”. Pomimo tego wiara w człowieka pozwoliła Annie Branickiej pokonać wszelkie przeciwności powojennego losu, który szczególnie dla „bezetów” – byłych ziemian – był niełaskawy. „Zamykano ziemian w więzieniach, z dnia na dzień wyrzucano ich z domów, grabiono majątki, utrudniano zdobycie wykształcenia i znalezienie pracy”. Szukanie jakiegokolwiek zajęcia skutkowało dla Anny Branickiej nierzadkimi przypadkami ostracyzmu  i to od osób, których nikt by nie posądzał o taką postawę. Jarosław Iwaszkiewicz odmówił jej zatrudnienia pomimo, iż posiadała wymagane kwalifikacje i jak nikt nadawała się na stanowisko jego asystentki „Iwaszkiewicz był wówczas posłem na sejm i przewodniczącym Polskiego Komitetu Obrońców Pokoju. Raczej nie należał do tych, którzy by się odważyli zadzierać z władzą ludową”.

Beata i Adam Braniccy - ślub kontuszowy
Beata i Adam Braniccy - ślub kontuszowy 1926
Ślub Beaty i Adama Branickich - ślub kontuszowy
Ślub Beaty i Adama Branickich - ślub kontuszowy 1926


















Ślub kontuszowy

     Niemniej jednak wspomnienia Anny Branickiej-Wolskiej tchną optymizmem beztroskich kilkunastu lat jej życia poprzedzających światową apokalipsę. Wynotowałam niektóre z poruszających okruchów pamięci hrabianki Branickiej, tak egzotyczne dla powojennych pokoleń, a nawet nie dla wszystkich zrozumiałe obyczaje, kanony, ceremoniały.
     Obraz pędzla Józefa Korolkiewicza subtelnie oddaje atmosferę radosnego dzieciństwa hrabianki Anny w dobrach w Rosi „ojciec trzyma mnie na rękach, obok stoi… moja starsza siostra, a z tyłu w słomkowym kapeluszu mama. Wokół nas kręcą się konie. Kilka z nich wyciąga głowy, prosząc o pieszczotę lub jakiś smakołyk. Pod nogami pałęta się pies”.  Klimat minionych czasów zachował się w wyszukanej oprawie uroczystości rodzinnych polskiej arystokracji. Ślub rodziców Anny, Beaty z Potockich z Adamem Branickim, Anno Domini 1926, przeszedł do historii, jako jeden z ostatnich ślubów kontuszowych – żenił się wszakże ostatni z Branickich! „Wstrzymano ruch uliczny w Rynku [Krakowskim – MP] i zamknięto wszystkie przejścia. Panowie w orszaku ślubnym wystąpili w kontuszach i przy karabelach. Mój ojciec wyglądał wspaniale w kontuszu bordo ze złotymi guzami i w futrzanej czapie z czaplą kitą”. Drużbami byli Potoccy, Tarnowscy, Braniccy „od ołtarza rodzice szli pod skrzyżowanymi karabelami. Przyjęcie ślubne urządzono w Grand Hotelu”. Ćwierć wieku później Adam hrabia Branicki zakończył przedwcześnie życie, ale w słusznie minionych czasach nie można było czynić zadość wielowiekowemu obyczajowi „gdy umiera ostatni męski potomek rodu, nad jego grobem łamie się szablę i tarczę herbową”.  
Arystokratyczne rody Rzeczypospolitej były ze sobą skoligacone w wielu pokoleniach, co z powodzeniem pokazuje kwestia dziedziczenia pałacu w Wilanowie „W końcu XVIII wieku właścicielem pałacu został Stanisław Kostka Potocki, którego żona Aleksandra z Lubomirskich odziedziczyła dobra wilanowskie po matce, Izabeli z Czartoryskich. Wnukiem Stanisława Kostki był z kolei August Potocki, który ożenił się z Aleksandrą, także Potocką… po śmierci męża Aleksandra, ostatnia z Potockich na Wilanowie, nie mając bezpośredniego spadkobiercy… zapisała majątek Ksaweremu Branickiemu”. Ufff!

Pałac w Wilanowie
Pałac w Wilanowie

Pałac w Wilanowie

     Anna Branicka-Wolska zachowała w pamięci szczęśliwe lata „mieszkania w muzeum”, gdzie przebywali członkowie najbliższej rodziny i dalsi krewni. Ale Wilanów, jako reprezentacyjna rezydencja królewska, przyjmował również najznamienitsze, także koronowane głowy, oficjalnych gości z Polski i zagranicy, od Marszałka Józefa Piłsudskiego, prezydenta Ignacego Mościckiego do pary królewskiej  z Rumunii. Narodowe dziedzictwo pokoleń, jakim znajdowali Pałac w Wilanowie Polacy, gromadził wokół wybitne osoby o otwartych umysłach, wybiegających w przyszłość bez względu na najbardziej nawet niesprzyjające okoliczności „przecież – myśleliśmy – wojna musi się kiedyś skończyć”. Ludzie ci, z dyrektorem Muzeum Narodowego Stanisławem Lorentzem na czele, podczas „szalejącego niemieckiego terroru” opracowywali plany rekonstrukcji pałacu i parku, a nawet prowadzili prace konserwatorskie (finansowane przez Branickich). 

Pałac Branickich

     Na zakończenie przytoczę próbkę groteskowego zbiegu okoliczności, jakiego scenariusz mogło napisać tylko życie. Wydarzenie odbyło się z udziałem Anny Branickiej i Tadeusza Wolskiego – jej męża. Ślub cywilny brali oni w Warszawie „w odebranym nam po wojnie Pałacu Branickich na Nowym Świecie”. Pałac ten był świadkiem innego epizodu mającego związek z rodzicami Anny: „przed laty do tego samego pałacu prowadził ją [Beatę – MP] z pierwszą wizytą do przyszłych teściów mój ojciec”. No, cóż. Fortuna kołem się toczy…

Anna Branicka-Wolska, ostatnia dziedziczka Wilanowa (Fot. Maciej Zienkiewicz)
Anna Branicka-Wolska, ostatnia dziedziczka Wilanowa (Fot. Maciej Zienkiewicz)

Mikołaj i Xawery oraz Artur i Kamil

     Owocem tego szczęśliwego małżeństwa są dwaj synowie Mikołaj i Xawery. Anna Branicka-Wolska tak wspominała narodziny pierwszego syna: „Przeżywałam też wielkie radości, cudowne odkrycia i gorącą miłość. Ale to wszystko wydało mi się niczym, gdy urodziłam dziecko. Z tym faktem i z towarzyszącymi mu uczuciami nic nie mogło się równać”. A tak zapamiętała narodziny drugiego syna: „Później, po narodzinach Xawerego, czułam się dokładnie tak samo… Serce matki jest nadzwyczaj rozciągliwe”.
     Podpisuję się pod tym spostrzeżeniem obydwiema rękami – jestem matką dwóch synów Artura i Kamila!



* zdjęcia www.cyfroteka.pl   https://pl.wikipedia.org/wiki