niedziela, 25 lutego 2024

Lato leśnych ludzi




Maria Rodziewiczówna

Wydawnictwo Polskie R. Wegnera





Leśni ludzie z lat 80. XX wieku

     Pięcioodcinkowy serial zatytułowany „Lato leśnych ludzi”,  zrealizowany przez Władysława Ślesickiego, jest bardzo luźno oparty na motywach powieści Marii Rodziewiczówny pod tym samym tytułem, wydanej w 1920 roku. Scenarzysta i reżyser przeniósł akcję filmu do lat 80. XX wieku, dodał współczesne  wątki i stworzone przez siebie postacie. Duch literackiego pierwowzoru ustąpił miejsca proekologicznym zapędom gorliwych obrońców środowiska naturalnego. Sensacyjne i uczuciowe perypetie bohaterów wkomponowanych w treść opowieści pisarki, nie przesłoniły piękna i bogactwa polskiej przyrody przedstawionego w filmowych kadrach zrealizowanych w Puszczy Białowieskiej i Augustowskiej. Szczególną pracę wykonał operator Ryszard Czerwiński, specjalizujący się w filmach przyrodniczych, z kunsztem i maestrią ukazujący pierwotną naturę nieskażoną przez człowieka.

Jerzy Bińczycki, Sylwester Maciejewski, Wiktor Zborowski Foto www.dailymotion.comJerzy Bińczycki, Sylwester Maciejewski, Wiktor Zborowski Foto sfkadr.com/plJerzy Bińczycki, Sylwester Maciejewski, Wiktor Zborowski Foto filmpolski.pl/

Czysty język ojczysty

     Niedawna emisja serialu TVP Lato leśnych ludzi” skłoniła mnie do sięgnięcia po oryginał Marii Rodziewiczówny. Za tę inspirację jestem telewizji bardzo wdzięczna. Ponowna lektura powieści, po wielu latach od pierwszych nad nią zachwytów, utwierdziła mnie w przekonaniu, iż pisarstwo autorki może zaspokoić moją tęsknotę do literatury pięknej i nienagannej polszczyzny. Zmęczona współczesnym bełkotem pseudopisarzy potrzebowałam wytchnienia w postaci czystego języka ojczystego. Wzruszyły mnie dawno nie używane słowa: wyraj, ruczaj, bezdnie. Oczarowały frazy: „szczodry do przeobfitości”, „dźwięk uderzył w ciszę”, „wywabił z wody złoto kaczeńców”. Wyobraziłam sobie „polanę wybrukowaną opalami rosy”, „trawę, jak tło kobierców” czy słońce ze „swą światłowładczą potęgą”.  

Paciorki w różańcu dziejów

    Z kart tej znaczącej książki wyłania się przywiązanie autorki do uniwersalnych dla naszej cywilizacji wartości humanistycznych: prawdy, dobra, piękna. Obok nich czytelnicy znajdują katechizm polskiego patrioty i obrońcy Ojczyzny, a dalej pierwotny kult pracy, życia, powinności oraz z pietyzmem przedstawione narodowe tradycje, kulturowe dziedzictwo i historię naszej Ojczyzny. Toczy się zatem „opowieść co była jednym paciorkiem w różańcu dziejów”, a bohaterowie powieści posłuszni nakazom przodków rozpamiętują polskie losy, ale i podtrzymują rycerskiego ducha w kolejnych pokoleniach pozbawionych swej państwowości.     

    „Hej, rubieże dalekie Rzeczypospolitej, hej, kresy ciche, puste, zdławione, wyludnione, wymordowane, wysiedlone, wysiedlone, zamarłe dla szpiegowskiego oka triumfującego łupieżcy-kata, kordonami bagnetów i ziemskiej mocy, dokumentami rządów potężnych i kongresów od Macierzy oddarte i z kart wykreślone!” 

    Maria Rodziewiczówna zaprezentowała interesujące spostrzeżenia podyktowane wielowiekową obserwacją przyrody i próbami jej zrozumienia, jak o głuchym świętym – patronie od deszczu, który leje tam, gdzie koszą (zamiast tam, gdzie proszą). Albo przekazała pozytywne refleksje o dorastaniu: „Kto z ludzi ma ośmnaście lat, przeżywa maj”. A także całkiem współczesne sformułowania: „będę czytał ze zrozumieniem”. 

Ród leśnych ludzi

     Literackie postacie: Rosomak, Pantera i Żuraw – leśni ludzie żyjący w cieplejszych porach roku w poleskiej głuszy zapraszają nas do odwiedzenia zielonego królestwa opisanego na kartach powieści Marii Rodziewiczówny. Przedstawione realia i fabuła oparte są na znanych autorce z autopsji okolicach majątku w Hruszowej (obecnie na terenie Białorusi), gdzie pomieszkiwała w leśnej chacie razem z przyjaciółkami. Wiarygodne opisy zmieniających się cyklicznie sezonów, świata roślinnego i zwierzęcego przepełnione są pięknem, spokojem, harmonią.

     Ród leśnych ludzilasu miłośników, przyrody czcicieli”, którego wnikliwą genealogię przedstawiła pisarka na pierwszych stronach książki, żyje w prastarej puszczy, w zgodzie z jej mieszkańcami, według czterech pór roku oraz rytmu dnia i nocy. Z pewnością u wielu czytelników obudzi to tęsknotę za życiem w zgodzie z naturą, z drugim człowiekiem i z samym sobą, za obcowaniem z dziką przyrodą, za pięknem ojczystej flory i fauny, za prostym życiem i pożywieniem: „Jasny chleb pożywali i złotą patokę [miód – MP] i mieli wrażenie, że karmią się słoneczną mocą lata, co tę pierwotną żywność człowieczą wyczarowało z ziemi-rodzicielki”.

Lato jest tylko raz w roku

     Recenzja autorstwa AGNESTO, jaką znalazłam na portalu kulturalnym Stowarzyszenia sztukater.pl,/, jest w pełni zgodna z moimi odczuciami po lekturze "Lata leśnych ludzi". Cytuję:
Maria Rodziewiczówna w powieści ujęła harmonię naszego świata. Ten piękny, nieskalany niczym dziewiczy obraz współistnienia i zgody. Jestem ja – jesteś ty, w każdej konfiguracji. Człowiek z dala od siedzib, huku i nudy staje się pełnowartościową istotą Bożą. Bóg stwarzając świat dał nam prawo do współżycia ze światem zwierząt, owadów i ptaków. Rodziewiczówna posługując się literaturą, przypomina nam o tym. Chwyta piękno, łapie szum liści na wietrze, budzi zimnymi porankami wystrojonymi nocną rosą. Chwyta urok otoczenia i wtapia go w opowieść o leśnych ludziach. Tworzy książkę, która przypomina bursztyn z zatopionym rajem leśnym. Musisz skupić na nim wzrok, wyciszyć rozkrzyczany umysł, uspokoić ciało, a zobaczysz w owym jantarze raj ziemski. Aspiruj do niego – szepcze autorka – lato jest tylko raz w roku. Łap je i nie daj mu minąć niezauważalnie.”   

 


* zdjęcia:  www.dailymotion.com,  filmpolski.pl/,  sfkadr.com/pl/

sobota, 10 lutego 2024

Powracanie ziemian

 

Anna Mieszczanek

Ridero - 2023







Dziennik sieciowy

    Dziennik sieciowy Anny Mieszczanek czytałam swego czasu w odcinkach w tzw. mediach społecznościowych (czytaj Facebooku) zanim pojawiła się wersja drukowana zatytułowana „Powracanie ziemian”. Tę pozycję poprzedziła uważna lektura tej samej autorki pt. „Przedwojenni. Zawsze był jakiś dwór. Historia ziemian” . ziemian żyjących „z tą ogromną ojczyzną w sobie”, jak pisał Jeremi Przybora herbu Syrokomla, we wspomnieniach „Przymknięte oko opaczności”. Z tą samą ogromną ojczyzną rozpoczęło się Powracanie ziemian, o których w pięćdziesięciu tekstach opowiedziała Anna Mieszczanek. Dobrze się stało, że facebookowe posty postanowiła utrwalić w papierowej formie. Powstała książka uzupełniła treści zawarte w „Przedwojenni. Zawsze był jakiś dwór”, jednakże brakuje w niej ilustrujących fotografii (poza czterema ☹).

Dwory wrześniowe

    Powracanie ziemian z niepamięci większości Polaków autorka przedstawiła w kilku zazębiających się obszarach: jako Dwory wrześniowe przyjmujące uchodźców i uciekinierów, wypędzonych z ojcowizny. Jako złożone głównie z ziemian konspiracyjne organizacje Uprawa, Tarcza, Opieka, wspierające akcje zbrojne ZWZ-AK oraz szeroką działalność podziemia. Przybliżyła okoliczności bezwzględnego wyrzucania dziedziców z ich majątków przez hitlerowskich i sowieckich okupantów, a w konsekwencji wojenne „wędrówki ludów” w poszukiwaniu dachu nad głową, sposobów zarobienia na życie czy na przetrwanie faszystowsko-bolszewickiej apokalipsy. Uświadomiła czytelnikom, jak wstrząsające były wojenne losy przedstawicieli elity naszego narodu, do których  doprowadzili barbarzyńcy spod brunatnych i czerwonych sztandarów. Po tzw. wyzwoleniu byli ziemianie, jak ich teraz nazywano, podejmowali przeróżne próby organizowania sobie życia w komunistycznej rzeczywistości. Zajmowali jedynie słuszne stanowisko wobec zbrodniczego stanu wojennego, a po przełomie 1989 roku oczekiwali na zmiany, które przywróciłyby im zagrabione majątki… 

Hucisko Jawornickie koniec lat 20 XX w.RadziejowiceCzombrów 1914Włostów 1938

czwartek, 1 lutego 2024

Od Wołyńca do Zielonki Pasłęckiej


 Warmińsko-Mazurskie - 2017








Od  Grünhagen do Wołyńca

    Zielonka Pasłęcka - wieś sołecka położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie elbląskim, w gminie Pasłęk. Nazwy miejscowości:
- Grünhagen     od 1483 do 1945
- Wołyniec     od lipca 1945
- Zielonka Pruska od listopada 1946
- Zielonka Pasłęcka od sierpnia 1948
     Miejscowość została założona około roku 1483 i występowała dawniej pod nazwą Grunehayn. Obejmowała obszar 64 łanów, działała w niej również karczma. W 1543 roku Zielonka Pasłęcka była wsią kościelną zamieszkaną przez 28 chłopów, karczmarza i 2 zagrodników. W czasie przemarszu wojsk szwedzkich w 1659 roku miejscowość została doszczętnie zniszczona. Jednak w 1774 roku miała już liczyć 358 mieszkańców. Wśród nich byli również Polacy. W 1882 roku uruchomiona została linia kolejowa, a w miejscowości wybudowano dworzec. Od 1905 roku w Zielonce Pasłęckiej działała agentura pocztowa.
    W 1939 roku wieś liczyła 787 mieszkańców: 746 ewangelików i 22 katolików. W Zielonce działały dwie mleczarnie, gospody i stacje benzynowe. We wsi funkcjonowała trzyklasowa szkoła. Przed 1945 rokiem w miejscowości pracowało 6 stolarzy, 2 cieśli, 2 piekarzy, 4 krawców, 2 kowali, rzeźnik oraz zegarmistrz. W Zielonce Pasłęckiej działała także szkoła rolnicza oraz księgarnia.
Wg http://encyklopedia.warmia.mazury.pl/index.php/Zielonka_Pasłęcka

W Sanktuarium Miłosiernego Chrystusa TarnorudzkiegoSanktuarium Miłosiernego Chrystusa TarnorudzkiegoKopuła z wieży kościelnej Sanktuarium Miłosiernego Chrystusa Tarnorudzkiego


Z Wołynia do Zielonki Pasłęckiej

     W czerwcu, lipcu i sierpniu 1945 r. napłynęła do Grünhagen polska ludność wysiedlona z Wołynia, z miasta Rożyszcze nad rzeką Styr, z Ulanik, Tarnorudy i Kopaczówki. Dla upamiętnienia stron ojczystych wysiedleńcy nadali tej miejscowości nazwę Wołyniec. Latem 1946 r. Wołyniec otrzymał stałego duszpasterza w osobie pochodzącego z Przemyśla księdza Jana Karasia. Przystąpił on do dostosowania kościoła do kultu katolickiego, a ważnym wydarzeniem tego okresu była erekcja w dniu 27.03.1947 r. Drogi Krzyżowej, której obrazy zostały przywiezione z Wołynia. Gdy do Wołyńca przybyli pierwsi polscy mieszkańcy, było tu jeszcze ok. 100 Niemców.
    Okupująca teren dawnego powiatu pasłęckiego armia sowiecka rekwirowała żywność, zasiewy na polach oraz płody rolne, nie licząc się w ogóle z potrzebami miejscowej ludności. Notowano dosyć często morderstwa na tle rabunkowym. Pijaństwo żołnierzy sowieckich i „zabawy” przerażały, czego przykładem jest do dziś w Zielonce Pasłęckiej postrzelana „jak sito” część dawnej kościelnej chorągiewki wiatrowej, eksponowanej przed kościołem.
    23 stycznia1945 r. sowieckie czołgi ostrzelały zablokowany na stacji kolejowej skład z uciekinierami i żołnierzami niemieckimi, w wyniku czego zginęło ponad 150 osób. Zostali oni pochowani w zbiorowej mogile niedaleko stacji.