wtorek, 2 marca 2021

Profesor Weigl i karmiciele wszy

Mariusz Urbanek


ISKRY - 2018








Tyfus czy dur plamisty?

 „Wybitny biograf wybitnych Polaków” sięgnął do trudnego tematu walki profesora Weigla z epidemią śmiertelnej choroby zwanej tyfusem. Niezwykłą osobowość uczonego, jego losy i osiągnięcia Mariusz Urbanek opisał w sposób wyczerpujący, obiektywny, gwarantujący przywrócenie pamięci o biologicznym geniuszu. Biografie, stanowiące główną domenę jego twórczości, znane mi z wcześniejszych lektur („Genialni, lwowska szkoła matematyczna”, „Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce”, „Wieniawa. Szwoleżer na pegazie”, „Waldorff. Ostatni baron Peerelu”) pozwoliły mi domniemywać, że książka o twórcy szczepionki przeciw tyfusowi spełni moje czytelnicze wymagania. I tak się stało. Tom ten stanowi istotny przyczynek do dziejów nauki polskiej i wypełnia misję przywracania pamięci o Wielkich Polakach oraz wzbogaca polskie biblioteki o godną polecenia lekturę.

Polak z wyboru

    W publikacji zatytułowanej „Profesor Weigl i karmiciele wszy” pisarz zawarł zarówno biografię biologa, jak i opis funkcjonowania instytutu doświadczalnego, dochodzenia do odkryć naukowych oraz szczegóły produkcji szczepionki przeciw wirusowi duru plamistego. Losy konkretnych osób związanych z placówką umieścił w szerokim kontekście wojny, okupacji, konspiracji, prześladowań, pogromów i eksterminacji. Z drugiej strony ukazał postać Rudolfa Weigla w jej całej złożoności na tle bliskiego otoczenia. A zatem jako człowieka, mężczyznę, męża, ojca, pasjonata, badacza oraz polskiego patriotę (choć nie z więzów krwi, lecz z wyboru). Patriotyzm bohatera określiła jego wnuczka jako „wynikające z kręgosłupa moralnego poczucie lojalności wobec Polski”, a nie jako patriotyzm powstańczy z Polską na ustach. Autor wielokrotnie nawiązywał do wyznawanych przez uczonego wartości etycznych i przestrzeganych zasad moralnych, na jakich opierał się, podejmując trudne decyzje w okrutnych czasach wojennego koszmaru.
 

Dyskursy naukowe i wszy

     Literat obdarzony artystyczną wrażliwością, a jednocześnie rzetelny pisarz-publicysta, przekazał obraz działalności wytwórni szczepionek antytyfusowych z dużym wyczuciem, nie epatując ohydą budzących obrzydzenie szczegółów. Przywoływał natomiast obrazy karmicieli – uczonych prowadzących intelektualne dyskursy czy przypadki, gdy „monotonię pracy węiglowcy urozmaicali żartami”. Pochylił się nie tylko nad okolicznościami towarzyszącymi epokowemu odkryciu, ale i dylematami moralnymi związanymi z dostarczaniem szczepionki żołnierzom wrogiej armii oraz wewnętrznymi sporami kluczowych pracowników Instytutu Weigla dotyczącymi możliwości fałszowania preparatu przeznaczonego dla Niemców. Ten znamienity humanista uświadomił, szczególnie młodym czytelnikom, znaczenie takich pojęć, jak wierność ideałom, etyka zawodowa, nieposzlakowana uczciwość, honor i prawość, co stanowi wartość dodaną przyjemności płynącej z lektury, która wyszła spod pióra autorytetu w dziedzinie literatury historycznej.

Rudolf Weigl w otoczeniu współpracowników (hodowczyń).Unieruchamianie wszy w imadełkach WeiglaProfesor Rudolf Weigl

Trzecia część nocy

      W biografii wybitnego eksperymentatora znalazły się przykłady uhonorowania jego zasług dla społeczeństwa: Order św. Grzegorza, tytuł szambelana papieskiego, Order Leopolda, Krzyże komandorskie oraz medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Nie zabrakło także wyrazów zainteresowania prowadzoną działalnością i życiowym dorobkiem biologa ze Lwowa, a wśród nich wspomnienia autorstwa jego współpracowników i syna Wiktora oraz książki, artykuły i referaty. Oddzielną formę upamiętnienia profesora tworzą filmy, których wykaz znajduje się w Bibliografii tomu. Najbardziej znaczącym z nich wydaje się być film Andrzeja i Mirosława Żuławskich pt. „Trzecia część nocy”, określany jako dramat wojenny, którego scenariusz powstał na podstawie przeżyć Mirosława – karmiciela wszy u prof. Weigla.
 

Ojczyznę wybiera się jeden raz

     Aby pozostać w zgodzie z historyczną prawdą, Mariusz Urbanek poruszył złożone zagadnienie hitlerowskiej propozycji złożonej badaczowi - podpisania tzw. Reichlisty (Volkslista I). Przyjęcie odrzuconej przez wynalazcę szczepionki oferty, nadającej obywatelstwo Rzeszy i gwarantującej przywileje przysługujące Niemcom, tożsame była ze zdradą Polski. Rudolf Weigl – Polak z wyboru – odpowiedział na to dictum, że „Ojczyznę wybiera się jeden raz”. Odmowa ta wywołała fatalne konsekwencje. Uczonemu nie przyznano zasłużonej Nagrody Nobla, pomimo kilkudziesięciu nominacji, gdyż nie chciał być Niemcem (choć w jego żyłach płynęła niemiecka krew). Natomiast po zakończeniu II wojny światowej, nieprzychylni mu koledzy po fachu, oskarżali go o kolaborację z Niemcami.
 

Anegdoty, pasje, wywiady

     Wybitny erudyta o głębokiej wiedzy, ważki tekst, obejmujący wydarzenia biograficzne istotne dla dziejów ludzkości, okrasił anegdotami i detalami ilustrującymi prywatne życie profesora, jego najbliższych i współpracowników. Ujawnił liczne ciekawe pasje tego człowieka nauki, jak np. łucznictwo, majsterkowanie, astronomia, góry, polowania itd. Wartościowe wydawnictwo uświetniły wywiady z wnuczką bohatera, z zawodu psychologiem, oraz z karmicielem i hodowcą wszy w Instytucie Weigla (późniejszego profesora biotechnologii). Zamieszczone w publikacji zdjęcia znakomicie korespondują z prezentowanymi treściami pozwalając czytelnikom, na szczęście tylko w wyobraźni, znaleźć się wśród weiglowców.
Mariusz Urbanek opowiedział o skomplikowanych sytuacjach i złożonych faktach przystępnym językiem, a styl jego wypowiedzi jest precyzyjny i obrazowy w wyrażaniu myśli. Prowadzona przez niego narracja historyczna zawiera elementy „procedury fabularyzacyjnej”, dzięki czemu tekst biografii uczonego stał się opowieścią, gawędą, a nie jedynie sposobem prezentowania informacji.

Karmienie wszyTrzy probówki wylęgowe ze szkła z gazą i jajeczkami.Fiolki ze szczepionką

Bo wojna kiedyś się skończy

    Moją uwagę przyciągnęły rozważania na temat rekrutacji osób do pracy w charakterze żywicieli wszy, strzykaczy i preparatorów, które to zatrudnienie zapewniało Polakom bezwarunkową nietykalność. „Z myślą o ratowaniu najbardziej wartościowej tkanki narodu” karmicielami byli żołnierze Armii Krajowej, działacze polskiego podziemia, ale także zdolni, obiecujący młodzi ludzie – studenci i absolwenci uczelni, pomyślnie rokujący szansę na pożyteczne dokonania w powojennej ojczyźnie. Zostawali nimi także zasłużeni przedstawiciele polskiej inteligencjiktórzy mieli przeżyć wojnę, żeby po jej zakończeniu pracować dla Polski”. Spośród kilku tysięcy karmicieli wszy, w publikacji zamieszczono krótkie biogramy kilkudziesięciu osób, które dostały od Rudolfa Weigla jedyną sposobność przetrwania okupacyjnej apokalipsy. „Bo wojna kiedyś się skończy” …    
 
     Nie sposób przecenić roli polskiej inteligencji, tutaj uosobionej w postaci szanowanego wirusologa ze Lwowa, w staniu na straży polskiej tożsamości narodowej. Posiadana przez nią umiejętność perspektywicznego planowania w kontekście przyszłych potrzeb ojczyzny utwierdziła mnie w przekonaniu, że jako elita intelektualna, kulturalna i społeczna skupiała się zawsze wokół obowiązków narodowych. Czując odpowiedzialność za polskie społeczeństwo walczyła o ocalenie i rozwój kultury narodowej oraz była nośnikiem wzorców moralnych i kulturowych. Była i jest, czego dowiódł swym opracowaniem życiorysu Rudolfa Weigla, wielce utalentowany biograf – Mariusz Urbanek.






* zdjęcia   https://www.lwow.com.pl/rudolf-weigl.html

piątek, 19 lutego 2021

Ostatnie lata polskiego Lwowa


Sławomir Koper, Tomasz Stańczyk

FRONDA 2019






Tygiel narodów, kultur i religii

      Na ostatnie półwiecze polskiego Lwowa, w wersji podanej przez Sławomira Kopera i Tomasza Stańczyka, złożyły się wydarzenia ważne dla historii Polski i najpiękniejszego miasta Galicji. Charakterystyczny dla niego tygiel narodów, kultur i religii, owocował w przeszłości niezliczoną ilością faktów opisanych w rzeczonej książce. Oddzielnie i bardzo szeroko (jedna trzecia część książki) przybliżono wojenne i okupacyjne dzieje grodu nad Pełtwią, zapoczątkowane wrześniową hekatombą 1939 roku. W „mieście, którego już nie ma” dokonywały się zacięte obrony Polaków przed Niemcami, Sowietami, Ukraińcami, prześladowania i eksterminacje oraz trwały okrutne okupacje.
     Przekrój tematyki poruszanej przez autorów wykazuje się ogromną różnorodnością: od Panoramy Racławickiej do Lwowskiej szkoły matematycznej rezydującej w kawiarni Szkocka, od Cmentarza Orląt na Łyczakowie do Wesołej Lwowskiej Fali, od Mordu profesorów lwowskich do piłkarzy Pogoni i Czarnych Lwów. Obok jasnych kart historii Lwiego Grodu, jak np. narodziny ruchu strzeleckiego, ormiańskie osadnictwo, walki o polskość czy nadanie miastu orderu Virtuti Militari, historycy podali do wiadomości czytelników informacje o incydentach z pogranicza półświatka: morderstwo namiestnika Galicji, zabójstwo aktoreczki przez przyszłego samobójcę, defraudacja funduszy przez seksoholika i liczne skandale obyczajowe. Ciemne strony lwowskich dziejów miały także większy ciężar gatunkowy – konflikty wieloetnicznego polsko-żydowsko-ukraińskiego miasta skutkowały gettem ławkowym, krwawymi pogromami, politycznymi zabójstwami, co rzetelnie odnotowali badacze historii, podsumowując swą pracę: „To  r z e c z y w i s t y  obraz miasta i jego mieszkańców, bez idealizacji czy retuszu”.

Dom Techników i Dworzec Główny we LwowiePomnik Jana III Sobieskiego we LwowieWesoła Lwowska Fala

Odbrązowić przeszłość

     Na kartach historycznej publikacji swoje miejsce znaleźli wybitni Polacy, dla których Lwów był matecznikiem pamiętanym do końca życia i ewidentnie determinującym ich przyszłość. Autorzy starali się odbrązowić przywoływane postaci, lecz niejednokrotnie sięgali do zbyt osobistych szczegółów ich biografii (granice dobrego smaku przekroczyła charakterystyka tasiemca Gabrieli Zapolskiej). Szczęśliwym trafem, łagodniej odniesiono się do legendy Szczepka i Tońka – słynnych bałakających batiarów, poety i satyryka Mariana Hemara czy pisarza science fiction Stanisława Lema.
     Walory książki o Lwowie znacznie podniosła jej przebogata warstwa graficzna. Zdjęcia pochodzące z archiwów autorów oraz zasobów bibliotek i Narodowego Archiwum Cyfrowego doskonale dopełniły tekst oparty na dokumentach wzmiankowanych w przypisach. Archiwalne i współczesne, barwne i czarno-białe fotografie przedstawiające osoby, miejsca i wydarzenia, kopie dokumentów, wycinki prasowe, okolicznościowe afisze, reprodukcje obrazów znakomicie zilustrowały „Ostatnie lata polskiego Lwowa”. Mój podziw wzbudziła również bogata, kilkunastostronicowa Bibliografia, zawierająca pozycje literatury wspomnieniowej, opracowania nt. Lwowa, artykuły prasowe i adresy stron internetowych. 

A miało być tak pięknie...

    Uważna lektura książki popularyzatorów historii Polski wzbudziła u mnie ambiwalentne odczucia. Czemu miała służyć nadmierna fragmentacja tekstu? Niemal trzydzieści rozdziałów, z których każdy zawiera relacje z niecodziennych zdarzeń i zwięzłe komentarze do nich, podzielono na dwustronicowe podrozdzialiki. Moim zdaniem czytelnicy doskonale poradziliby sobie z dłuższymi partiami druku, tym bardziej, że użyto w nich niewyszukanego języka literackiego.
     Pozycje literatury popularnonaukowej, z naciskiem na popularne, nie aspirują do miana literackich arcydzieł, jednakże niniejsza publikacja przypomina czasem powszechnie znaną internetową encyklopedię. Znani publicyści prowadzą w niej zwięzłą, płynną narrację, dzięki czemu książkę czyta się bez wysiłku, a jej wartości poznawcze pozostają niekwestionowane. Niemniej jednak, zamiast logicznie opracowanego przeglądu faktów czytelnicy tomu „Ostatnie lata polskiego Lwowa” otrzymali niespójną mieszaninę zdarzeń o nierównej randze historycznej i społecznej. A mogło być tak pięknie, jak wyrażono w następującej frazie: «Panorama [Racławicka – MP] przedstawia tryumf polskiego oręża, a nie „najzwyczajniejsze w świecie utarczki”».

Kawiarnia Szkocka we Lwowie Cmentarz Obrońców Lwowa i cegiełka na jego odbudowę Galicyjska Kasa Oszczędności we Lwowie


Bolesna prawda historyczna

     Treść rzeczonej książki przywołuje także nierozwiązane, a bolesne dla nas Polaków zagadnienia. Po ostatecznym rozwiązaniu kwestii polskości arcy-pięknego miasta – wymordowaniu lub wypędzeniu większości (90%) zamieszkujących go Polaków – rozpoczęto „Walkę o lwowskie dobra kultury”. Skarby zgromadzone w Lwowskiej Galerii Obrazów oraz Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich próbowano odzyskiwać ponad pięćdziesiąt lat. Ponowione wnioski rewindykacyjne o zwrot polskich zbiorów od ćwierćwiecza czekają na rozpatrzenie przez ukraińskie władze…
     Wytrawni historycy polscy, w tym Sławomir Koper i Tomasz Stańczyk, zwracają uwagę na stosunek Ukraińców, obecnych włodarzy Lwowa, do prawdy historycznej i przytaczają przykłady przekłamywania wspólnej historii polsko-ukraińskiej (ludobójstwa, eksterminacje Polaków, np. Rzeź Wołyńska), niszczenia śladów polskości we Lwowie (czołgi miażdżące groby na Cmentarzu Obrońców Lwowa), czy hołdowania zbrodniarzom spod znaku OUN-UPA (przyznanie tytułów Bohatera Ukrainy Stefanowi Banderze i innym nacjonalistom). 
     Kamienne posągi lwów z Cmentarza Łyczakowskiego, więzione w siermiężnych skrzyniach, nie mogą kontemplować polskich grobów. Nie zważając na poprawność polityczną bezgłośnie obwieszczają syntezę dziejów Lwiego Grodu słowami
Zawsze wierny Tobie Polsko

Cmentarz Orląt - Pomnik Chwały z uwięzionymi lwami - fot. twojahistoria.pl/



* zdjęcia własne z książki


sobota, 6 lutego 2021

Dwory i pałace na Litwie

  Katarzyna i Jerzy Samusikowie

 

Fundacja Sąsiedzi - 2017








Rzeczpospolita Obojga Narodów

      Pięć lat po wydaniu albumu o dworach i pałacach, obecnie znajdujących się na terenie Białorusi, Katarzyna i Jerzy Samusikowie opracowali publikację zatytułowaną „Dwory i pałace na Litwie”. Właścicielami zaprezentowanych kilkudziesięciu szlacheckich siedzib były pierwsze rody Rzeczypospolitej: Tyszkiewiczowie, Radziwiłłowie, Potoccy, Chodkiewiczowie, Sapiehowie, Broel-Platerowie, Czapscy, itd. W części z okazałych budowli rodzili się lub rezydowali znamienici Polacy: Józef Weyssenhoff, Gabriel Narutowicz, Hanka Ordonówna, Józef Piłsudski, Władysław Syrokomla, Stanisław Witkiewicz, Kornel Makuszyński, etc. Wszakże była to kiedyś Rzeczpospolita Obojga Narodów!

Patriotyczna działalność Polaków

     Do opisów i fotografii sześćdziesięciu pięciu zabytkowych obiektów dołączono Mapę z ich lokalizacją, Spis treści (miejscowości z zabytkami) oraz Wykaz dworów i pałaców niezamieszczonych w albumie. Państwo Samusikowie dotarli do szlacheckich siedzib położonymi poza głównymi szlakami turystycznymi i przedstawiającymi różny stan zachowania: od profesjonalnie odrestaurowanych rezydencji, przez opuszczone posiadłości do tzw. malowniczych ruin. Dzieje dworów i pałaców oraz losy ich właścicieli, które doprowadziły do obecnej kondycji obiektów, komplikowały się w podobny sposób. Patriotyczna działalność polskich posiadaczy ziemskich, w tym udział w Powstaniu Listopadowym czy Styczniowym, skutkowała konfiskatą majątków oraz zesłaniem ich właścicieli na Sybir lub do Kazachstanu. Przetaczające się fronty wojen światowych oraz rewolucyjne rozruchy doprowadziły do rabunków, dewastacji, a nawet do podpaleń i burzenia budowli. Parcelacje w ramach litewskiej reformy rolnej (lata dwudzieste XX w.) pozbawiły majątki ziemskie większej części areału, a obywateli ziemskich podstaw egzystencji. W okresie istnienia Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej w znacjonalizowanych dworach i pałacach lokowano kołchozy, sowchozy, magazyny, szpitale, szkoły, a nawet hodowano świnie (piwnice Wysokiego Dworu). Litwa, niepodległa od trzydziestu lat, część ocalałych dworów i pałaców przystosowała do pełnienia funkcji muzealnych czy ośrodków kultury. Niestety, ogromna większość tych bezcennych zabytków pozostaje porzucona, ulegając stopniowej degradacji i przekształcając się w gruzowisko zarastające chaszczami.  

Dwór w Kurszanach Dwór w GaczanachGanek dworu w Dżuginianach

niedziela, 31 stycznia 2021

Biała Dama w gorsecie mitów i legend

Egzemplarz numerowany 58A. Falk, M. Potocka, M. Potocki


Legion 2020








Rzecz o Teofili z Działyńskich

      Ubiegłego lata, w Muzeum Ziemi Średzkiej we Dworze w Koszutach, obok ekspozycji prezentującej ziemiańską siedzibę w Wielkopolsce podziwiałam wystawę prac rzeźby w tkaninie autorstwa Marii Romany Gierczyńskiej, zatytułowaną „Tradycja. Myśli ważne na ziemi, myśli ważne w niebie…”. Splot rozmaitych okoliczności sprawił, że weszłam w posiadanie pewnej unikalnej publikacji z limitowanej serii stu numerowanych egzemplarzy, wydanej w bieżącym roku przez Stowarzyszenie Teatralne Legion z Kórnika. Statutowym celem owej instytucji wyznaczono „Popularyzację historii i teraźniejszości miasta Kórnik oraz promocji Zamku i jego rodów”, stąd opracowanie nazwane „BIAŁA DAMA w gorsecie mitów i legend”. Pracę opatrzoną podtytułem „Rzecz o Teofili z Działyńskich Szołdrskiej-Potulickiej”, udostępniono drukiem w ramach projektu „Upamiętnienie rodu Działyńskich…”. W „Słowie od wydawcy” biograficznego szkicu dostarczono informacji o działalności placówki kulturalnej: spektaklach sceny faktu, koncertach, spotkaniach poświęconych kórnickim postaciom i licznych publikacjach.
      Niniejsze studium powstało dzięki współpracy autorów tekstu i fotografii: Anecie Falk, Małgorzacie Potockiej, Mikołajowi Potockiemu, redakcji Anny Łazuki-Witek oraz twórcy opracowania graficznego Ryszarda Gaffling-Gierczyńskiego. I właśnie graficzna warstwa książki jest jej niezaprzeczalnym atutem, tym bardziej, że gros ilustracji i dokumentów opublikowano tutaj po raz pierwszy. Moja uwaga skupiła się na dwu rycinach: fragmencie z „Kuryera Polskiego” donoszącym o rozwodzie Teofili i Aleksandra Potulickiego (rok 1754) oraz okładce „Kazania Żałobnego napisanego na pogrzeb… Teofili z Działyńskich” przez Ignacego Giecy (rok 1790).

„Kazanie Żałobne napisane na pogrzeb… Teofili z Działyńskich”
"Kuryer Polski” donoszący o rozwodzie Teofili i Aleksandra Potulickiego (rok 1754)Odwrocie obrazu Teofili z Działyńskich fot. http://blogi.platforma.bk.pan.pl/   


Postępowa białogłowa

      Biografia Teofili z Działyńskich, przedstawiona na kartach książki, zawiera opis wydarzeń i szczegółów jej życia oglądanych z różnych perspektyw. Owa „Kobieta z krwi i kości” była dwukrotnie mężatką (Stefan Szołdrski, Aleksander Potulicki), wdową, rozwódką, matką czwórki dzieci (z których dorosłości dożył tylko Feliks Szołdrski). Właścicielka olbrzymiego majątku w Wielkopolsce (klucza kórnickiego i runowskiego), w tym zamku w Kórniku, sprawnie zarządzała swoimi dobrami, a o jej dokonaniach w miastach, wsiach, folwarkach autorzy obszernie rozpisali się w odrębnym rozdziale. Nowoczesne rozwiązania urbanistyczne, gospodarcze, społeczne mogą zaskakiwać czytelników zważywszy na fakt, iż miały miejsce w XVIII wieku, a ich inicjatorem była białogłowa. Teofila ufundowała miejskie ratusze, bożnicę i zbór, usilnie popierała osadnictwo olęderskie, a pańszczyznę zastąpiła czynszami. Działalność arystokratki otwartej na ludzi innych narodowości czy wyznań pozostawiła ślady także w kórnickim zamku i jego otoczeniu – wszak przebudowała warowny zamek w wielkopańską rezydencję z okazałymi oficynami i przepięknymi ogrodami.

Portret Teofili z Działyńskich Szołdrskiej-Potulickiej "Kórnicka Biała Dama" w zamkowej wieży - Maria Romana Gierczyńska Biała Dama w jadalni kórnickiego zamku



niedziela, 3 stycznia 2021

Dwory i pałace Wielkopolski. Styl narodowy

 

Jan Skuratowicz

 

ZYSK i S-KA - 2020





Architecture parlante

     Historyk sztuki Jan Skuratowicz specjalizujący się w architekturze rezydencjonalnej zaprezentował czytelnikom wyniki swych naukowych poszukiwań w postaci publikacji zatytułowanej „Dwory i pałace Wielkopolski. Styl narodowy”. Przedstawił niemal sto pięćdziesiąt zabytkowych budowli mieszkalnych, ale nie w kolejności alfabetycznej czy posegregowanych terytorialnie, lecz podporządkowanych głównej koncepcji opracowania. Autor dokonał analizy kształtowania się zrębów polskiego stylu narodowego na przestrzeni stulecia w szeroko pojmowanym Poznańskiem. Ponad wszelką wątpliwość udowodnił, że „za każdorazową, znaczącą realizacją architektoniczną stały zawsze określone treści nakładane na formalny kostium”. Jak to zdanie należy rozumieć?
     W drugiej połowie XIX wieku Wielkopolskę obejmował zabór pruski, powodujący ucisk i szykany wobec zamieszkujących te tereny Polaków. Narastający konflikt polsko-niemiecki wywołał u rodaków potrzebę manifestowania polskiej tożsamości narodowej poprzez architekturę będącą symbolem odrębności polskiego ziemiaństwa. Zarówno nowo wznoszonym siedzibom czy przebudowywanym dworom i pałacom starano się nadać charakter krajowy, protestując w ten sposób przeciw aktom „zniemczania klimatu architektonicznego Wielkopolski”. Zgodnie z zasadą „architecture parlante”, Jan Skuratowicz z zewnętrzną formą siedzib, określaną przez styl architektoniczny, kojarzył nie tylko określoną treść, ale także dodatkowy składnik stylu, jakim wydaje się być urządzenie wnętrz budowli. Historyk sztuki wielokrotnie kierował uwagą czytelników na umeblowanie, księgozbiór, kolekcje sztuki, militaria i każdą „małą cząstkę Polski zawartą w gromadzonych zbiorach i pamiątkach”.

Dakowy Mokre
Czerniejewo
 

Zwrócony ku przeszłości styl narodowy

     „Pierwszą próbą stworzenia propozycji narodowego stylu godnego polskich rezydencji” był zamek w Kórniku przebudowywany w latach 1839-61 przez Tytusa Działyńskiego. Okres ustalania się kanonów stylu narodowego prof. Jan Skuratowicz wytyczył na publikację autorstwa Zygmunta Czartoryskiego pt. „O stylu krajowym w budownictwie wiejskim” z 1896 roku, w której ten ostatni określił wymagania stawiane nowoczesnym budowlom. Praca ta stawiała sobie za cel ocalenie „próbki stylu krajowego w budownictwie, aby kiedy da Bóg, że wody potopu opadną, ziomkowie mieli skąd brać wzory”. Z czasem symbolem polskiej siedziby ziemiańskiej stał się kolumnowy portyk (z tympanonem), który tworzył część fasady nowych dworów i pałaców, lub który dostawiano do starszych obiektów.  
     W publikacji przedstawiono wiele przykładów budowli, które dzięki propagowaniu stałego motywu architektonicznego – portyku z tympanonem – służyły podtrzymywaniu tożsamości Wielkopolan wśród niemieckiej powodzi, zalewającej Rzeczpospolitą. Wśród dworów i pałaców, ostoi polskości w Wielkopolsce sprzed odzyskania niepodległości, mój podziw budzi „zwrócony ku przeszłości” pałac w Kopaszewie, pałac w Objezierzu z mottem templariuszy czy dwór w Koźminku – najbardziej urokliwy z oglądanych przeze mnie dworów. Na kolejnych stu pięćdziesięciu stronach albumu Jan Skuratowicz prezentował przykłady potwierdzenia tezy, iż „demonstracyjne stosowanie form uznawanych za narodowe i polskie było na pewno w pełni świadomą manifestacją polityczną”. Swą urodą, proporcjami, harmonią stylu urzekły mnie pałace w Skoraszewicach, Winnej Górze, Lubaszu, Gorzyniu, Dłoni, Górznie, Głębokiem.

Objezierze fot. WikipediaKopaszewo fot. Wikipedia
Kołaczkowo


Polonizacja architektury