Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biografie i Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biografie i Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 września 2020

Taniec na wulkanie

Daisy Hochberg von Pless Daisy Hochberg von Pless 


 ARCANA 2005








Czego Daisy nie przemilczała

     „Taniec na wulkanie” to pierwszy tom wspomnień autorstwa Daisy Hochberg von Pless, opublikowanych w 1928 roku. Drugi pt. „Lepiej przemilczeć” ukazał się w 1931 r., a ostatni zatytułowany „Co przemilczałam” w roku 1936. Trylogia ta w dużej mierze opierała się na prowadzonych przez księżnę prywatnych pamiętnikach oraz jej licznej korespondencji z członkami szeroko rozumianej rodziny i wielkimi tego świata. Dzieje angielskiej arystokratki wydanej za mąż za potomka trzeciego rodu Niemiec, jakie wyłoniły się z kart książki, nie były jednak historią jak z bajki. Młoda angielska narzeczona napisała później „nie zdawałam sobie wówczas z tego sprawy, że zostałam po prostu kupiona”. Pani na zamkach w Książu i Pszczynie posiadała wszystko i mogła wszystko. No, prawie wszystko… Jej małżeństwo z Janem Henrykiem XV Hochbergiem von Pless nie było szczęśliwe, ale przetrwało trzydzieści lat i dało rodzinie trzech wspaniałych synów - Hansela, Lexela i Bolka - (córka zmarła w niemowlęctwie). Niestety, zakończyło się rozwodem.

"Dałam rannym szampana"

     Jedna z najpiękniejszych dam ówczesnej Europy była kobietą wyjątkową i takież samo było jej życie. Pisane przez Daisy von Pless pamiętniki stanowią nieoceniony materiał źródłowy dla historyków. Zawierają one obraz życia kobiety poślubionej pruskiemu księciu, relacje z rodzinnych wydarzeń, licznych podróży po Europie i świecie, a także zakulisowych intryg, rozmów, działań. Co więcej, przedstawiono w nich sytuację polityczną w Europie w przededniu wybuchu Wielkiej Wojny i w jej trakcie. Jakże trafnie w lipcu 1914 roku Daisy von Pless przestrzegała „wszyscy tańczycie na wulkanie” (stąd tytuł omawianego polskiego wydania). Kompleksowe ujęcie tematyki epoki fin de siècle przez światłą i inteligentną osobę, a nade wszystko świadka i uczestnika życia społecznego i politycznego na szczytach Europy wydają się być głównym walorem publikacji. Miejscami wspomnienia księżnej wydają się zbyt infantylne, gdy przewiduje, iż „każdy, kto przeczyta książkę, polubi mnie”. W zwrotach typu „Ponownie ostrzegam cesarza” czy „Zwróć Alzację i Lotaryngię Francuzom, Wasza Wysokość” pojawiały się natomiast zwiastuny dowodzące przesadnego mniemania księżnej w kwestii własnej sprawczości. Szczerość autorki pozwoliła nam, czytelnikom, ujrzeć pojawiające się niekiedy jej oderwanie od rzeczywistości, nawet tej wojennej, w której w pewnym sensie uczestniczyła. Podczas wizyty w szpitalu dla wojskowych „Dałam rannym szampana… i zaproponowałam wino dwa razy w tygodniu”. No, cóż, jej mąż Jan Henryk XV Hochberg ciągle jej powtarzał, aby zachowywała się po książęcemu

Rodzina Hochberg von Pless
Daisy von Pless ze słynnym sznurem pereł 















"Korony runęły z brzękiem"

     Zastanawia mnie chropowaty język wspomnień, który nie ułatwiał czytania – czy jest on charakterystyczny dla stylu pisarskiego księżnej Daisy czy dla niezbyt udanego przekładu polskiej tłumaczki? Niemniej jednak, znalazłam wiele zdań sformułowanych z dużym wyczuciem estetycznym i artystyczny wyobraźnią. Wszak, gdy kończyła się Wielka Wojna „korony… runęły z brzękiem jedna na drugą”. W innych akapitach autorka zawarła efekty swych przemyśleń ujmując je w niezwykle czytelne frazy. Stwierdziła np. „To źle afiszować się z bogactwem i władzą wobec tych, którzy nie mają ani jednego, ani drugiego”. „Angielska róża”, jak ją czasem nazywano, z nostalgią przyznała „Dla mnie wszystkie inne miejsca były jedynie mieszkaniami, a Ruthin i Newlands domami rodzinnymi”.
     Daisy von Pless oczarowała mnie specyficznym finezyjnym poczuciem humoru podszytym niechęcią do wszystkiego, co pruskie. O prezencji jej i włoskiej księżniczki wyraziła następującą opinię: „Nie jest trudno ładnie wyglądać, kiedy jest się w Niemczech”. Według Daisy „wiele ogrodów niemieckich wygląda tak, jak niemiecka gospodyni w sztywnym bawełnianym szlafroku… i w wysokich czarnych butach”. Natomiast „próby zapamiętania przodków i związków… są tak trudne, jak próba zrozumienia wiary muzułmańskiej”. Na szczęście tekst wspomnień uzupełniono wiele wyjaśniającymi przypisami (dolnymi!) dotyczącymi osób, miejsc czy wydarzeń. W oryginalny sposób opisano zamieszczone w tomie ilustracje, sięgając do treści książki i przytaczając wybrane z niej zdania. 

Daisy Hochberg von PlessDaisy Hochberg von PlessDaisy Hochberg von Pless

Trzech wspaniałych

     Ponieważ żona księcia Jana Henryka XV von Pless bardzo krytycznie wypowiadała się na temat arystokratów, panujących domów, pretendentów do tronów i polityków, edycja jej wspomnień przyjęta została nie tylko chłodno czy niechętnie, lecz spowodowała wrogie nastawienie części osób do autorki. Czy myliła się pisząc o wyższych sferach, gdzie „Prawie każdy był uwikłany w konflikty rodzinne, a większość zabiegała o poprawienie swojej sytuacji na dworze w Londynie, Wiedniu czy Berlinie”.
Inaczej, prawie że bez cienia krytyki, autorka przedstawiła trzech mężczyzn, którzy odegrali ważną rolę w jej życiu, a z którymi łączyły ją więzy rodzinne czy uczuciowe. Ojciec chrzestny Daisy, król Anglii - Edward VII zainicjował jej małżeństwo, cesarz pruski - Wilhelm II pozostawał jej wiernym przyjacielem, Vater - Jan Henryk XI Hochberg, jako teść był jej troskliwym opiekunem.

Daisy a sprawa polska

     Na zakończenie moich refleksji wywołanych lekturą pierwszego tomu wspomnień księżnej poruszę kwestię „Daisy a sprawa polska”. Otóż księżna pszczyńska, hrabina von Hochberg, baronowa na Książu, wyrażała jawnie swoją opinię na ten temat pisząc: „przykre i wyolbrzymione uczucie niechęci, jakie Niemcy okazują Polakom” czy „Niemcy były odpowiedzialne za wysoce represyjne prawodawstwo w stosunku do polskich poddanych”. Daleko posunięty sceptycyzm wobec niemieckiej polityki był dla Daisy von Pless całkiem naturalną postawą. Niechętny Polakom małżonek księżnej był desygnowany przez pruskiego cesarza Wilhelma na króla ewentualnego Królestwa Polskiego, ale odmówił dostąpienia tego zaszczytu. Jesienią 1916 roku w liście do żony ciekawie podsumował sposób bycia Komendanta Józefa Piłsudskiego: „Nie wiem, jak tytułuje się Piłsudski, ale zachowuje godność, dostojeństwo i status quo typowe dla króla”.
     Król jest tylko jeden!

Zamek Książ
Zamek w Pszczynie
















* zdjęcia czarno-białe   https://daisyvonpless.wordpress.com/, zdjęcia barwne - własne



czwartek, 3 września 2020

Gdzie ten dom, gdzie ten świat

Renowacja Pałacu - Wiesława i Leszek Barańscy 2014 - 2016

 Zdzisław Morawski


Twój Styl - 1997
 








Małowiejski majątek i obowiązek

     Zdzisław Morawski, wnuk Zdzisława Lubomirskiego Księcia Regenta” (książki Magdaleny Jastrzębskiej) – , po przewrocie roku 1989, wydał wspomnienia o swym domu rodzinnym i jego kolejnych mieszkańcach, które zatytułował „Gdzie ten dom, gdzie ten świat”. Ów dom wzniesiony w XVIII wieku w miejscowości Mała Wieś na Mazowszu należał do jednej rodziny przechodząc z pokolenia na pokolenie, jako dobro dziedziczone po przodkach, jednocześnie będąc „w równym stopniu majątkiem, jak i obowiązkiem”. Autor wielokrotnie podkreślał rolę ciągłości posiadania gniazda rodzinnego z jego historią, tradycją, obyczajami i przekazał na kartach książki „obraz ziemiaństwa, sposób życia, myślenia i działania charakterystyczny dla tego środowiska”, dla którego wszystko, łącznie z tytułami rodowymi, zobowiązywało do nienagannej postawy moralnej, społecznej, patriotycznej wobec ludzi, życia i świata. Wszak dziadowie autora – Zdzisław Lubomirski i Maria z Branickich posiadali książęce tytuły.

Styl życia wielkich domów

     Lubię książki o uporządkowanej treści, przemyślane do ostatniej kropki, spójne, zależne od nadrzędnej myśli wiodącej. Taką publikacją do pewnego momentu była praca Zdzisława Morawskiego, przepełniona mnóstwem najdrobniejszych szczegółów odnotowanych, jak mawiał autor „aby moi współcześni z dwóch pokoi z kuchnią mogli zrozumieć styl życia wielkich domów”. Z uwagi na niezwykle wyczerpującą listę zagadnień (czytaj tytuły rozdziałów), jakie poruszył dziedzic małowiejskich dóbr oraz sposób ich przedstawienia z pozycji naocznego świadka i zarazem uczestnika domowych wydarzeń, mógł on być spokojny o zrozumienie jego emocjonalnego przekazu. Zawarł, bowiem, relacje i opisy wszystkich dziedzin życia ziemian zamieszkujących pałac w Małej Wsi. A zatem dni powszednie i świąteczne, służbę, pracowników i chłopów, stosunki rodzinne, towarzyskie i sąsiedzkie, gospodarowanie i polowania, wychowanie i kształcenie. Z dużą dbałością o zgodność z realiami epoki przedstawiono wszelkie posady i stanowiska oraz zajęcia, które wykonywali ludzie pracujący dla pałacu i folwarku, w tym administrator, parobek, pokojówka, stangret, kuchcik, strycharz, gajowy, sadownik, itd.

Pałac w Małej Wsi od frontu 1968
Pałac w Małej Wsi - elewacja frontowa 2017 









środa, 12 sierpnia 2020

Zdzisław Tarnowski. Opowieść o panu na Dzikowie

Dedykacja Autorki

Magdalena Jastrzębska

LTW 2020



 

Biograficzny portret hrabiego

     Trzy lata temu spotkała mnie ogromna przyjemność poznania autorki biografii Pana na Dzikowie, którego nazwisko pojawiło się we wcześniejszej pracy Magdaleny Jastrzębskiej zatytułowanej Portret Klementyny. Uczestniczyłam w spotkaniu autorskim w Pałacu w Małej Wsi zorganizowanym z okazji premiery tej właśnie publikacji.
     Biograficzny portret Zdzisława hrabiego Tarnowskiego pisarka zaprezentowała używając filtrów życiowych ról, jakie pełnił bohater w swym niezwykle aktywnym życiu, np. polityk, gospodarz, mąż, ojciec, myśliwy. Pozostałe rozdziały ukazały Pana na Dzikowie w szerszym kontekście – rodziny, znajomych, mieszkańców zamku i jego pracowników. Obydwie warstwy biografii doskonale dopełniły się tworząc kompletny portret osoby wybitnej, aczkolwiek niepozbawionej ludzkich przywar. Apodyktyczny, dbający o stroje i wygląd, lubiący pozować malarzom i fotografom, rygorystycznie wychowujący dzieci, korzystający z wielkopańskich przywilejów, ale równocześnie filantrop fundujący placówki pożytku publicznego, gentleman w każdym calu, strażnik dzikowskiej kolekcji sztuki i biblioteki, patriota, który własnym sumptem wystawił pluton konnych w wojnie z bolszewikami 1920 roku.
Autorka ukazała wielowymiarowość postaci Zdzisława Tarnowskiego herbu Leliwa, który po swych przodkach odziedziczył nie tylko ogromne posiadłości i tytuł arystokratyczny, ale przede wszystkim ducha Sarmaty, pana z panów, gdyż „Broń i koń jako emblematy szlacheckiego klejnotu towarzyszyły mu od młodych lat”.

Rytuał, ceremonia, tradycja

     Książka Magdaleny Jastrzębskiej posiada istotną mocną stronę w postaci szczegółowo opisanych realiów życia aktywnego ziemianina z jednej strony oraz życia w majątku ziemskim z drugiej. „Życie na zamku w Dzikowie” ukazane zostało w wersji codziennej i świątecznej. Moja uwaga skupiła się na dokładnych opisach funkcji pełnionych przez pracowników majątku, np. fornali, ekonomów, kucharzy pokojowych koniuszych, masztalerzy, stangretów i ich pracy na rzecz majątku ziemskiego. Świętowano u Tarnowskich i hucznie, i skromnie, a o randze dzikowskiego zamku i jego właściciela świadczą jego znamienici goście: Marszałek Józef Piłsudski, Marszałek Ferdinand Foch, prezydent Ignacy Mościcki, prezydent Stanisław Wojciechowski, premier Walery Sławek.
     Wielce interesujące strony poświęcono jednej z wielu pasji arystokratów, tj. myślistwu, wszak „polowanie stawało się… rytuałem, który poprzez tradycję łączył go z rycerskimi przodkami”. W rozdziale o łowach rozważano różnorodne aspekty tego zjawiska, takie jak proszone polowania, harmonogram łowów, etyka łowiecka, myśliwski ceremoniał, wystawy łowieckie, polowania z naganką czy mordercze polowania per force.
Z bliższych kobiecej części ziemiaństwa zagadnień literatka wybrała karnawały, gdzie kojarzono młodych w pary oraz wyjątkowe śluby i wesela (także kontuszowe). „Trzy krakowskie śluby” wnuczek Katarzyny z Branickich Potockiej to „klasyka gatunku”. Opisy uroczystości tego formatu umieszczano w księgach szlacheckich rodu, np. Domowej Kronice Rodzinnej Tarnowskich.

Przed zamkiem w Dzikowie

Zamek w Dzikowie 1930

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 30 lipca 2020

Był dom...

Dom w Górkach Wielkich  Anna Szatkowska


Wydawnictwo Literackie 2006








Literatura dokumentu osobistego

     Ród Kossaków na dobre zagościł na moim blogu CzytamPoPolsku.pl tytułami „Kossakowie – biały mazur”, „Rok polski”, „Simona”, „Kossak nieznany”, „Był dom”. Książki te pozwoliły mi spoglądać na tę zacną rodzinę przez pryzmat jej nieprzeciętnych familiantów, którzy pozostawili nam wszystkim spuściznę materialną w formie dzieł kultury oraz duchową, niewymierną pod postacią niepoślednich dokonań i prześwietnych, niezwykłych życiorysów. Biografie bohaterek wspomnień „Był dom” są tego najlepszym dowodem. Spadkobierczynie malarskich talentów przodków zapisały się w dziejach naszego narodu niezłomnymi charakterami, które w chwili próby dotknęły „ideału życia całkowicie oddanego Słusznej Sprawie”. Dobrze się stało, że Anna Szatkowska postanowiła zadośćuczynić potrzebie poznania przeszłości rodziny, wskazywanej przez jej wnuków. Bowiem przedstawienie autorki, jedynie jako prawnuczki Juliusza, stryjecznej wnuczki Wojciecha, córki Zofii stanowiłoby niekompletną i spłyconą prezentację osoby, zubożoną o jej własne zasługi.
Po książkę wnuczki Kossaków sięgnęłam pragnąc dowiedzieć się interesujących rzeczy o dworze w Górkach Wielkich i życiu jego mieszkańców, gości i sąsiadów; o spędzaniu czasu na co dzień i od święta, o wychowaniu i kształceniu dzieci, o kultywowaniu tradycji i pielęgnowaniu polskości. Wszystko to znalazłam na kartach wspomnień, ale otrzymałam znacznie więcej niż się spodziewałam.
     Proza Anny Szatkowskiej stanowi utwór o cechach literatury dokumentu osobistego, za którego pośrednictwem czytelnik poznaje historię Polski w XX wieku poprzez losy rodziny autorki. Znane nam wszystkim fakty historyczne przeplatają się z niełatwymi, często tragicznymi wydarzeniami, jakie stały się udziałem najbliższych pisarki, jej przyjaciół i znajomych. Z kronikarskiego obowiązku pojawiające się w publikacji osoby autorka opatrywała komentarzami na temat ich wojennych czy powojennych dramatycznych i budzących grozę doświadczeń.

Witold i Anna SzatkowscyAnna i Tadeusz Kossakowie w salonie w domu w Górkach WielkichZygmunt Szatkowski i Zofia Kossak


 

Z Górek Wielkich do Powstania Warszawskiego

     Wspomnienia córki znanej pisarki były bogate w wydarzenia i niespodziewane zwroty akcji. Relacja z wojennej tułaczki Zofii Kossak i jej córki zawiera dokładne opisy trasy ucieczki z rodzinnego gniazda, na wschód, przed hitlerowskim najeźdźcą, a następnie na zachód przed bolszewickimi barbarzyńcami. Trzecia część lektury zawiera kronikę Powstania Warszawskiego spisaną przez Annę i Ewę – sanitariuszki kompanii „Harcerskiej” batalionu Armii KrajowejGustaw”. Popowstańcze losy córki i jej matki ta pierwsza opowiedziała w rozdziale o znamiennym tytule „Wygnanie”. Powojenna poniewierka zawiodła bohaterki do Szwajcarii i Wielkiej Brytanii rozdzielając wspólne losy matki i córki.
     Wieś Górki Wielkie spięła klamrą wspomnienia Anny Szatkowskiej będąc miejscem jej urodzenia i miejscem wiecznego spoczynku jej matki – Zofii Kossak. Swój dom rodzinny Anna odtworzyła precyzyjnie i lakonicznie, odnotowując jego „ciepłą, bezpośrednią atmosferę” oraz zauważając, iż był „urządzony z nobliwą prostotą”. W domu tym, wybitna pisarka i działaczka społeczna Zofia Kossak 1°v Szczucka 2° v Szatkowska wraz z mężem Zygmuntem Szatkowskim, oficerem Wojska Polskiego, dbali o kręgosłup moralny dzieci, o wartości i zasady, którymi miały już „za młodu” nasiąkać.
     Wykształcenie i wychowanie młodej panienki stało się zadaniem dla sióstr „niepokalanek” prowadzących pensję dla dziewcząt w dawnej rezydencji Lubomirskich w Szymanowie. W trudnym okresie okupacji „tajne nauczanie” umożliwiało nabywanie wiedzy i umiejętności pomimo zakazów niemieckich władz. Wspólne czytanie lektur (także Zofii Kossak) i spektakle teatralne wspierały patriotyczne kształtowanie charakterów młodych Polek.


Kompania Harcerska batalionu „Gustaw”  Armii KrajowejKrótkie chwile odpoczynku przy muzyce - "Dni Powstania"










wtorek, 23 czerwca 2020

Kossak nieznany

Płaskorzeźba z podobizną Karola Kossaka Teresa Kossak


Państwowy Instytut Wydawniczy – 2013








Z Kossaków i Mikolaschów

     Juliusz Kossak, genialny malarz, miał trzech synów – Wojciecha, Tadeusza, Stefana. Synem Wojciecha (równie genialnego malarza) był Jerzy (mniej genialny malarz), natomiast synem Stefana był Karol (także malarz) – zapomniany i niedoceniany czwarty Kossak. Dobrze się stało, że córka Karola, Teresa, postanowiła ocalić od zapomnienia postać artysty spisując „koleje losu i meandry wędrówek Ojca”, korzystając z własnych i cudzych „wspomnień, anegdot i listów”. Dzięki kolejnej utalentowanej osobie z klanu Kossaków, nie będzie Karol „Kossak nieznany” dla wielu czytelników. Niewielka książka biograficzna, pięknie wydana (kredowy papier, kolorowe ilustracje) w 2013 roku przez Państwowy Instytut Wydawniczy (już nie w likwidacji) zawiera olbrzymie bogactwo materiału informacyjnego o ludziach i miejscach związanych z jej bohaterem. W Indeksie osób znalazły się nie tylko nazwiska pojawiające się na kartach tomu, lecz i te istotne dla Karola Kossaka i jego rodziny. Indeks nazw geograficznych podaje krótkie informacje o mniej znanych miejscowościach szczególnie ważnych w biografii artysty.
     Z równie znamienitej rodziny, bogatej w wybitne postaci, pochodziła matka Karola – Ewa Mikolasch. Jej dziad – Piotr Mikolasch – użyczył nazwiska słynnemu pasażowi handlowemu starego Lwowa, zwanego Pasażem Mikolascha. Syn Piotra – Karol (ojciec Ewy) był znanym polskim farmaceutą, a jego syn – Henryk – wybitnym polskim fotografem. Swego czasu Henryk (brat Ewy) pobierał lekcje malarstwa u Juliusza Kossaka (teścia Ewy). I tak to wszystko zostało w rodzinie.

Koligacje, fotografie, reprodukcje

     Nie do przecenienia jest graficzna strona książki. Na wyklejkach umieszczono drzewa genealogiczne rodu Kossaków w różnych wersjach, pozwalające rozeznać się czytelnikom w zawiłościach koligacji (potęgowanych przez nadawanie potomkom tych samych imion – Juliusz, Tadeusz, Stefan, Zofia). Niemal trzydzieści archiwalnych fotografii stanowi znakomity materiał ilustrujący tekst wspomnień córki malarza. Zdjęcia ukazują Karola Kossaka na kolejnych etapach życia i kolejnych miejscach jego wędrówki ze Lwowa do Ciechocinka. Wisienką na córczynym torcie publikacji okazały się reprodukcje kilkudziesięciu rysunków, akwarel, szkiców w logiczny sposób wplecione w akapity opowieści. Widzimy na nich konie, studia postaci i zwierząt, scenki rodzajowe i fantastyczne; wszak Karol Kossak „lubił ludzi, przyrodę… od pejzażu do motyla”. Poza tym autorka przybliżyła czytelnikom charakterystykę malarstwa ojca – zakres tematyczny i techniki malarskie. Nie bez kozery niejednokrotnie stawała w roli eksperta potwierdzającego lub kwestionującego autentyczność obrazów twórcy.

Dyliżans Wesele krakowskie Fot artissima.plWystawa plenerowaWystawa plenerowa


poniedziałek, 15 czerwca 2020

Szczenięce lata

Kałużyce - na tym miejscu stał dwór, gdzie urodził się Melchior Wańkowicz Fot. radzima.orgMelchior Wańkowicz



Wydawnictwo Literackie 1987








 Dom ten, księga żywa pokoleń

     „Gdy przyszłość się otwarła, wyzwoliła się przeszłość”, a to pozwoliło Melchiorowi Wańkowiczowi napisać książkę, którą sam nazwał punktem zwrotnym swego życia i zatytułował: „Szczenięce lata”. Wielowymiarowy rozrachunek z minionymi czasami dotyczył jednak nie tylko biografii autora, ale sięgał do znacznie szerszego spectrum zagadnień: polskich dworów, utraconego szlachectwa, zasad starego świata, pojęcia pańskości. Aby w pełni spożytkować potencjał tkwiący w książce należałoby lekturę „Szczenięcych lat” odbyć dwukrotnie – raz zanurzając się w młodzieńcze przeżycia i rozważania pisarza, a drugi raz podążając za jego myślami i refleksjami natury ogólniejszej, dotyczącej historii polskich Kresów Wschodnich i kultury szlacheckiej. Należy jednak mieć na uwadze, że wspomnienia o „Szczenięcych latach” spisywał czterdziestoletni już mężczyzna o bogatym doświadczeniu życiowym. Kilkanaście lat wcześniej pozbawiono go obydwu domów, w których dorastał i o których pisał „Dom ten, księga żywa pokoleń, budowany był przez dzieje, rozrastał się na generacjach…”. Trwanie Kresów w ich odwiecznym ładzie na jego oczach skończyło się. Wstrząsający i chwytający za serce obraz zagłady dworów skwitował frazami: „życia dawnego nie ma”, a „dwory kresowe już zmarły”.

Jak kogo dwór traktuje

     Melchior Wańkowicz prowadząc analizę porównawczą matriarchalnego dworu w Nowotrzebach i patriarchalnego w Kałużycach opowiadał o organizacji życia we dworach, o wnętrzach i zewnętrzach obydwu posiadłości, panujących w nich tradycjach, a przede wszystkim o ich mieszkańcach i ludziach znajdujących się otoczeniu dworów. W tej rzeczonej publikacji pisarz zamieścił szeroki wachlarz kwestii, które potrafimy objąć sercem i rozumem, ale i zupełnie obce nam współczesnym. Ważnym zjawiskiem funkcjonującym w szlacheckich domach wydaje się być „Traktament… – gradacja olbrzymia tego, jak kogo dwór traktuje”. Zadając retoryczne pytanie „Ubi sunt" (qui ante nos fuerunt - Gdzie są ci, którzy byli przed nami), potomek Wańkowiczów pieczętujący się herbem Lis, starał się przybliżyć czytelnikom niuanse sposobów postępowania z ludźmi zajmującymi niższą pozycję społeczną.

PodoroskRajcaPieski

poniedziałek, 18 maja 2020

My, lwowianie - Tamten Lwów t. 4

Witold Szolginia z żoną podczas pierwszego od wojny pobytu we Lwowie,1968 Fot. http://www.polska1918-89.plWitold Szolginia


Wysoki Zamek 2014








My, lwowianie w Tamtym Lwowie

     Fenomen lwowianisty, Witolda Szolgini, objawił się w krzewieniu wiedzy na temat jego kraju lat dziecinnych, tj. Lwowa. Spędził w nim dwadzieścia trzy lata młodości, a tęsknił za nim całe półwiecze. Z owej tęsknoty zrodziły się wiersze, rysunki, książkowe wspomnienia, audycje radiowe, a z tych ostatnich pomysł na cykl książek – gawęd o Lwowie. Czwarty już tom serii o „Tamtym Lwowie” zatytułowany „My, lwowianie” Witold Szolginia poświęcił nakreśleniu zbiorowego wizerunku człowieka Lwowa – Homo Leopoliensis. W swej pracy wielokrotnie przytaczał fragmenty prozy i poezji (także własnej) tworzonej przez wybitnych obywateli Grodu Lwa. Do szacownego grona należą m.in. S. Wasylkowski, K. Makuszyński, M. Hemar, A. Chciuk, L. Kaltenbergh, J. Parandowski, K. Schleyen oraz Zofia Kurzowa. Cytowane urywki służyły autorowi do potwierdzenia własnych tez lub ukazywały różnorodność spojrzeń na kluczowe zagadnienia, których osią był Lwów. 
     Obok standardowych dodatków do tekstu, takich jak "Wykaz wykorzystanego piśmiennictwa", "Indeks osób" i "Wykaz ilustracji", w publikacji lwowskiego encyklopedysty umieszczono dużą ilość grafiki w postaci archiwalnych fotografii Miasta Lwów oraz rysunków samego autora książki. Specjalny bonus stanowi płyta DVD z filmem pt. "Włóczęgi" z 1939 roku dołączona do tomu.

Batiarzy bałakują

     W niniejszym tomie kresowy pisarz ograniczył się do przedstawienia wybranych kwestii lwowskiej społeczności, a mianowicie istoty lwowskości, stereotypowych lwowian i mniej typowych przypadków, zjawiska batiarstwa, lwowskiej gwary – bałaku, kuchni lwowskiej i lwowskiej piosenki oraz specyficznego poczucia humoru lwowian. Doprawdy, trzeba być mistrzem, aby na trzystu stronach książki przedstawić tak wiele spraw, i to w sposób wnikliwy, głęboko przemyślany i udokumentowany. Materiał do opus vitae arcylwowianina dojrzewał w nim niemal pół wieku – od ekspatriacji ze Lwowa w wyniku pojałtańskiego przesunięcia granic Rzeczypospolitej do ostatniego oddechu…
     Batiarów – kwintesencję Lwowa – autor przedstawił posiłkując się wyjątkami z literatury pięknej licznych piewców batiarstwa. Z wielce uczonego dzieła Zofii Kurzowej zacytował bez mała pięciostronicowy ustęp (może przydługi?) definiujący ten społeczny fenomen. Z drugiego krańca literackiego wachlarza wybrał ważki tekst piosenki pt. „Serce batiara” z zaginionego w czasie ostatniej wojny filmu z udziałem Szczepka i Tońka – najsławniejszych posiadaczy takich serc. Emocjonalnie zabarwiony wizerunek pierwszoplanowego bohatera lwowskich ulic utrwalił się w naszej świadomości narodowej i niech tak zostanie…
     Zabawne dialogi Szczepka i Tońka o kulinariach Lwiego Grodu znalazły się w urozmaiconym rozdziale o lwowskiej kuchni. Obok pomysłowego „Lwowskiego mikrosłowniczka kulinarnego” wspomniano również rozsławiony przez piosenkę autorstwa Mariana Hemara Chlib Kulikowski”.
     Batiarzy i inni mieszkańcy Miasta spod Wysokiego Zamku posługiwali się wyjątkową gwarą miejską – bałakiem. Niezwykle trafnej charakterystyki tej lingwistycznej osobliwości dokonali przywołani do tablicy lwowianie – Stanisław Wasylkowski i Kazimierz Schleyen. Swoistym ewenementem na krajową skalę jest wiersz napisany przez Witolda Szolginię w bałaku, a traktujący o bałaku – „bałak do kwadratu”. A może i do sześcianu, ponieważ pisarz okrasił go niezwykłym ilustrowanym słownikiem, którego sam był twórcą. 

Ilustrowany słowniczek lwowskiego bałaku – Fot. http://www.polska1918-89.pl/Ilustrowany słowniczek lwowskiego bałaku – Fot. http://www.polska1918-89.pl/Ilustrowany słowniczek lwowskiego bałaku – Fot.  http://rescarpathica.pl


sobota, 25 kwietnia 2020

Dziedziczki Soplicowa

Kapliczka w Czombrowie przed II w św Fot. polesie.orgJoanna Puchalska


MUZA 2014








Poznać przeszłość to zrozumieć siebie

     W 180-tą rocznicę wydania w Paryżu poematu pt. „Pan TadeuszAdama Mickiewicza ukazała się książka o „Dziedziczkach Soplicowa” autorstwa Joanny Puchalskiej – dziedziczki Czombrowa – uznanego pierwowzoru dworu Sopliców. A wszystko zaczęło się od wieczornych opowieści dziadków Karpowiczów (Janusza i Marii) i dworskiego archiwum cudem ocalonego z pożaru w 1943 roku przez ostatnią właścicielkę Czombrowa. Odczytywanie „Starych dokumentów czombrowskich” bez reszty pochłonęło dociekliwą historyk sztuki, która wyraziła przekonanie, iż „Poznać przeszłość to zrozumieć siebie”. W ten sposób literatka rozpoczęła swą wędrówkę po Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej, śladami nowogródzkich przodków. Dotarła na teren nieistniejącego już majątku Czombrów w Nowogródczyźnie (obecnie na terytorium Białorusi) i przystąpiła do eksploracji okolicznych przestrzeni. Pomimo znacznego wyludnienia tamtejszych wsi pisarce udało się przeprowadzić wiele znaczących rozmów ze starszymi mieszkańcami, pamiętającymi ostatnich właścicieli Czombrowa. „Dawne historie przestają być bajkami słyszanymi w dzieciństwie i stają się prawdą” skonstatowała autorka publikacji. Z dokumentów, wizji lokalnej i rozmów wynikało niezbicie, że „Czombrów to rzeczywiście prototyp Soplicowa”, w którym toczy się akcja polskiej epopei narodowej zatytułowanej „Pan Tadeusz czyli Ostatni zajazd na Litwie”. Wniosek ten zaowocował cyklem audycji radiowych Joanny Puchalskiej pt. „Droga do Soplicowa” (dwanaście słuchowisk, jak dwanaście ksiąg poematu Adama Mickiewicza). A stąd był już tylko krok do koncepcji opracowania losów dziedziczek Czombrowa. Losy trzech pań na Czombrowie stały się pretekstem do przedstawienia dziejów dworu, gdzie „się człowiek napije, nadyszy Ojczyzny”. Dwór w Czombrowie, wyrokami losu, należał do dwóch kresowych rodzin: najpierw Uzłowskich, a po 1832 roku Karpowiczów. Joanna Puchalska jest potomkinią obu tych rodów – po mieczu Karpowiczów, a po kądzieli Uzłowskich.

Czombrów - dwór Karpowiczów Jan Bułhak Fot. https://pl.wikipedia.org
Czombrów - dwór - Jan Bułhak Fot. pl.wikipedia.org
Kaplica Karpowiczów po renowacji 2019, fot. www.facebook.comandrzej.poczobut.9
Kaplica Karpowiczów po renowacji 2019
Fot. www.facebook.comandrzej.poczobut.9










 

 

 

 

Dawne historie przestają być bajkami 

     Historyczna publikacja zaprowadziła czytelników do czombrowskiego dworu, w którym pracował jako ekonom Mateusz Majewski, zaś jego córka Barbara pełniła funkcję panny apteczkowej. Ona to w 1798 roku urodziła chłopca – Adama Mickiewicza, którego do chrztu św. podawała ówczesna pani na Czombrowie – Aniela Uzłowska. Wniosek nasuwał się sam – wydaje się być oczywistym, że poeta tworzący ponad trzydzieści lat później poemat, realia do litewskiego Soplicowa zapożyczył ze znanego sobie z „dzieciństwa sielskiego, anielskiegoCzombrowa. Sukcesorka właścicielek majątku wielokrotnie udowodniła, iż Soplicowo nosi wszelkie znamiona dóbr Anieli Uzłowskiej. Podczas niejednej wizyty w Czombrowie miała okazję wędrować po okolicy i osobiście porównywać krajobraz wokół niego i jego usytuowanie „nad brzegiem ruczaju. Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju”. Korzystając z zachowanego archiwum porównywała gospodarskie zabudowania Czombrowa z mickiewiczowskim Soplicowem. Dwie żydowskie karczmy opodal czombrowskich włości do złudzenia przypominają te prowadzone przez arendarza Jankiela w soplicowskich dobrach.
Wydarzenia, jaki toczyły się podczas sześciu dni w latach 1811 i 1812 w Soplicowie wiernie oddają te, których świadkiem był czombrowski dwór. Liczne kwity rekwizycyjne, do których dotarła autorka dowiodły, że przez okolice Czombrowa przeszły w 1812 roku wojska Wielkiej Armii Napoleona, jak to opisał poeta w Księdze XI – „Rok 1812”. Pasjonatka historii polskich Kresów doszukała się w oryginalnych dokumentach z epoki śladów „Ostatniego zajazdu na Litwie”, jaki w Czombrowie dokonał się roku pańskiego 1821. I tutaj, jak w strofach Mickiewicza, z „pomocą” przyszli „bracia Moskale”.
Kolejna kwestia wspólna dla obydwu majątków to zamiłowanie litewskiej szlachty do procesowania się, będącego specyficzną formą życia towarzyskiego. I na Nowogródczyźnie i na stronach epopei „Każdy procesuje się z każdym”, np. Uzłowscy z Puszkinami, Niezabytowskim, Hreczychą, Siemiradzkim, zubkowską szlachtą. Podobnie jest u Mickiewicza:
Ogiński z Wizgirdem, Dominikanie z Rymszą, Rymsza z Wysogirdem”…
Wnikliwa czytelniczka wersów trzynastozgłoskowca odnalazła wśród osób żyjących w czombrowskich dobrach postacie uwiecznione przez Wieszcza. Jego dziadek Mateusz Majewski posłużył jako prototyp postaci Wojskiego, a matka poety, Barbara, jako pierwowzór córki Wojskiego, także panny apteczkowej.

Powiązania Adama Mickiewicza z dworem w Czombrowie
Powiązania Adama Mickiewicza z dworem w Czombrowie
z recenzji "Kresowi Sarmaci" Joanny Puchalskiej

poniedziałek, 23 marca 2020

Szkice do portretu ziemian polskich XX wieku

Trzy pokolenia CzartoryskichPiotr Szymon Łoś


Oficyna Wydawnicza Rytm 2005








Od audycji radiowych do książki

     Piotr Szymon Łoś w monumentalnej publikacji naukowej przedstawił „Szkice do portretu ziemian polskich XX wieku”. W interesującym i wiele wyjaśniającym Wstępie autor dał wykładnię stanu piśmiennictwa oraz badań naukowych dziejów ziemiaństwa polskiego. Jednocześnie przedstawił własne działania w zakresie przywracania w świadomości społecznej znaczenia klasy ziemiańskiej w historii Polski. Radiowiec z powołania przygotował i zrealizował wiele audycji z udziałem ostatnich arystokratów i ziemian, a nawet pracowników zatrudnionych w ich majątkach, a pamiętających czasy przedwojennej Rzeczypospolitej. W rzeczonej publikacji autor scharakteryzował działalność właścicieli ziemskich w XX wieku na polu gospodarki, społecznikostwa i polityki. Pracę, w głównej mierze, oparł na relacjach i wspomnieniach ziemian, ich potomków i pracowników folwarcznych. Obszerne fragmenty tych przekazów przytoczone w tekście jednoznacznie dowiodły, że właściciele ziemscy przekazywali z pokolenia na pokolenie poczucie obowiązku wobec ojczyzny we wszystkich jego wymiarach. 
     Historyk z zamiłowania nie żywił sobie prawa do nazywania jego książki pracą naukową. Jednakże oprócz doskonale udokumentowanego tekstu obejmuje ona rzeczowe przypisy, bogatą Bibliografię uporządkowaną wg rodzajów dokumentów pisanych, relacji, wywiadów oraz niezwykle szczegółowy Indeks osób. Spis fotografii zawiera informacje o niemal dwustu ilustracjach i źródłach ich pochodzenia. Do zdjęć na wyklejkach dołączono listę kilkudziesięciu sfotografowanych osób. Pierwszorzędnym uzupełnieniem tekstu książki są genealogie kilkunastu wybranych rodzin, o których jest mowa w „Szkicach do portretu…”. W znacznym stopniu ułatwiają one orientowanie się w skomplikowanych koligacjach rodowych. Podobne udogodnienie stanowią krótkie biogramy ziemian i ich następców, którzy wspominali dzieje rodowych majątków ziemskich na potrzeby audycji radiowych i rzeczonego studium. 

Gospodarka, społecznikostwo i polityka

     Piotr Szymon Łoś w monografii o polskim ziemiaństwie zaprezentował ogrom zagadnień związanych z tą klasą społeczną. Poczynając od postrzegania gniazd rodowych – ziemiańskich dworów – jako siedzib wielopokoleniowych rodzin pochodzenia szlacheckiego, aż do uznawania dworów w szerszym spektrum – jako rodzinnych firm produkcyjnych. „Warsztat pracy, niezależnie od tego, czy jest własnością, czy tylko zakresem działania, pozostaje zawsze depozytem danym nam w rękę…” – taki drogowskaz dla kolejnych pokoleń pozostawił jeden z Radziwiłłów. Ziemianie, jako światła, wykształcona, odpowiedzialna za innych grupa ludzi angażowała się w realizację dużej polityki, na szczeblu krajowym, jak również, co jednoznacznie wynika z licznych świadectw pisanych i mówionych, prowadziła działalność społeczną, kulturalną, oświatową, charytatywną w swych małych ojczyznach. Ważne miejsce w tomie Oficyny Rytm zajęły dwory i rody z Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej, gdzie mieszały się wpływy religii katolickiej, prawosławia i judaizmu. Kilka wybranych rodowych siedzib i znamienitych rodzin omówiono znacznie obszerniej, np. majątek Moniaki rodziny Zembrzuskich oraz dwuwyznaniową rodzinę Szeptyckich z Przyłbic.

Aleksander Janasz - właściciel Dańkowa
Aleksander Janasz - właściciel Dańkowa
Stanisław Władysław Zieliński z Turowic
Stanisław Władysław Zieliński z Turowic
Rodzina Zamoyskich z Podzamcza
Rodzina Zamoyskich z Podzamcza