Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biografie i Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biografie i Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 stycznia 2020

Poszukiwacz, czyli niezwykli ludzie i stare książki

Dedykacja od Leonarda Rosadzińskiego Leonard Rosadziński  


"ROSA" Dom Różności 2014 









Bibliofil, kolekcjoner

     „Niezwykły człowiek i stare książki” - można by podsumować treść drugiej publikacji Leonarda Rosadzińskiego (po "Ginące rzemiosło. Śladami poznańskich introligatorów") zatytułowanej „Poszukiwacz, czyli niezwykli ludzie i stare książki”. To bardzo osobiste wydawnictwo ukazała w całej pełni „żywot człowieka czytającego”, parafrazując klasyka. Autor przedstawił czytelnikom ścieżkę swej kariery zawodowej i hobbystycznej. Odpowiadając na wezwanie Kong Fuzi (Konfucjusza): „Wybierz pracę, którą kochasz, a nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu” zajął się starodrukami – czytał, poszukiwał, zbierał, wymieniał, naprawiał i oprawiał. I tak przez pół wieku… Osiągnąwszy bardzo wiele w powyższych działaniach Leonard Rosadziński nie spoczął na laurach, lecz postanowił ocalić od zapomnienia dzieje swej bibliofilskiej pasji. Stworzył niepowtarzalne dzieło edytorskie, w którym przedstawił różnorakie aspekty swej przygody z książką. We wspomnieniach kolekcjoner pragnął „pokazać… zainteresowania i ewolucję kształtowania się księgozbioru wraz z otaczającym… światem bibliofilów”. Udało mu się zrealizować ten cel z nawiązką. Opowiedział czytelnikom o skutkach ubocznych zbierania książek – zgłębianiu sztuki introligatorskiej, modelarstwa, powołaniu do życia Muzeum Introligatorstwa w Poznaniu, działalności w Wielkopolskim Towarzystwie Przyjaciół Książki, utworzeniu strony internetowej www.introligatorstwo.com.pl i założeniu grupy na Facebooku o nazwie: „Introligatorstwo polskie. Piękne oprawy”. Ponadto wprowadzał czytelników w tajniki warsztatu introligatora zaznajamiając z niezrozumiałymi dla wszystkich terminami, jak kapitałka, półskórek, tytulatura, zwierciadło okładki, wycisk na ślepo, czy nazwami maszyn introligatorskich, np. prasa, krajarka, zszywarka, bigówka.
Nie wypowiadam się na temat strony edytorskiej publikacji, która jest majstersztykiem sztuki wydawniczej - od okładziny przedniej do tylnej, przez cały blok książki. Wszakże Noblesse oblige!

Antykwariusz, introligator

     Przy okazji prezentowania zbiorów, kolekcjoner starych książek, wtajemniczył czytelników w szczegóły swych zainteresowań bibliofilskich. Wyznacznikiem zaistnienia przedmiotu w zbiorach Leonarda Rosadzińskiego była rzadkość występowania druku, poziom jakości oprawy, cechy edytorskie wydania oraz treść zgodna z zamiłowaniami kolekcjonera. Znalazła się wśród nich wybrana literatura popularna, tomy w artystycznych oprawach, wydawnictwa o książkach, druki z ubiegłych stuleci, posnaniana, historia kultur starożytnych, astronomia i astrologia, dawne rękopisy, albumy fotograficzne z początku wieku XX, itd., itp. O wybranych obiektach swego księgozbioru bibliofil podzielił się z czytelnikami informacjami  w sposób niezwykle zwięzły i jednocześnie dokładny. Podając, obok zwykłych danych o książce, informacje, co wyróżnia ten egzemplarz spośród innych wydań oraz w kilku lakonicznych lecz wyczerpujących zdaniach o zawartości tomu. Dużą uwagę poświęcił graficznej warstwie książek: okładce, ilustracjom, znakom proweniencyjnym. Te ostatnie, takie jak ekslibrisy, superekslibrisy, dedykacje, pieczątki czy drobiazgi pozostawione między kartkami pozwalały prześledzić wędrówkę wysłużonego egzemplarza aż do ostatniego właściciela. Chciałabym poznać dzieje jeszcze wielu tomów, w których posiadanie wszedł autor.
Dodatkową atrakcją publikacji uczynił autor interesujące fakty związane z książkami, np. przymusowy skup makulatury w szkołach w dobie PRL-u (czy była to metoda unicestwienia domowych bibliotek przedwojennej inteligencji?) oraz zaprezentował niezwykle nietypowe druki, dzięki czemu czytelnicy mieli możliwość zobaczyć np. ślubne telegramy patriotyczne i  pocztówki.
Z ogromną atencją mistrz kolekcjonerstwa wspominał osoby, dzięki którym rozwijał swe pasje i spełniał marzenia. Odnotował życiorysy kilku znamienitych bibliofilów i antykwariuszy, przypomniał sylwetki najpierwszych introligatorów, a nazwiska osób, które spotkał na swej kolekcjonerskiej drodze umieścił w Indeksie.

Śpiewy historyczne Julian Ursyn Niemcewicz
Śpiewy historyczne
Julian Ursyn Niemcewicz 
Księga wpisów wędrujących czeladników introligatorskich…
Księga wpisów wędrujących
czeladników introligatorskich Poznań…
Album fotograficzny Adama Węgla
Album fotograficzny Adama Węgla



poniedziałek, 23 grudnia 2019

Klan Matejków

AutoportretMarek Sołtysik

 

ARKADY 2019








Oczyma kolegi „po pędzlu”

     „Bo jak nie on, to kto?” chciałoby się rzec po lekturze książki zatytułowanej „Klan Matejków”. Jej autorem jest wszakże absolwent Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie – Marek Sołtysik, operujący równie udanie pędzlem, jak i piórem. Dzięki tej mieszaninie talentów i znajomości zagadnień artystycznych powstała wyjątkowa publikacja biograficzna, przedstawiająca wiodący temat książki w sposób wszechstronny. Kilkadziesiąt rozdziałów zawiera wielowymiarowy obraz życia i twórczości Jana Matejki – człowieka uwikłanego w rodzinne powiązania, w relacje stricte zawodowe, w intrygi osób z bliskiego otoczenia czy chytre knowania konkurencji. Z drugiej strony czytelnik otrzymał rzetelnie udokumentowane opisanie żywota genialnego artysty, twórcy dzieł nagradzanych na światowych wystawach, widzianego oczyma kolegi „po pędzlu”. Autor opowiedział o kulisach powstawania obrazów, o tajnikach warsztatu malarskiego Artysty, o interesującym dobieraniu modeli, o gromadzeniu cennych rekwizytów w „skarbczyku”, o notatkach piórem, ołówkiem lub pędzlem. Jest i trzecia warstwa książki dotycząca przebiegu kariery człowieka sukcesu (?) Jana Matejki, pokazująca blaski i cienie posiadania fenomenalnych zdolności i robienia z nich użytku. Najwyższe nagrody, uznanie współczesnych, niezależność finansowa, piękny dom, działalność dydaktyczna i charytatywna, a obok borykanie się z prozaicznymi kłopotami życia codziennego – chorobami i ograniczeniami, powracającymi długami, wpływami zawistnych ludzi.

"Obrazki z wystawy"

     Niedługie rozdziały książki o „Klanie Matejków”, niczym „Obrazki z wystawy” Modesta Musorgskiego, opowiedziały o istotnych faktach, a nadawane im tytuły doskonale streściły główną myśl tekstu. Przeplatając opowieści z życia domowego, artystycznego i publicznego znakomicie wyważono ich proporcje. Słowami z pasją wygłaszanej gawędy, entuzjasta sztuk pięknych zwracał się bezpośrednio do słuchaczy, nierzadko tocząc literacki monolog.
Chwalebną przeszłość mistrza pędzla, odtworzoną dla czytelników „Klanu Matejków”, stanowią tragiczne koleje życia genialnego malarza walczącego z własnymi ograniczeniami (krótkowzroczność, choroba żołądka), z popadającą w obłąkanie żoną, z nadmiernymi wydatkami domowymi, z obowiązkami wobec bliższej i dalszej rodziny, z zazdrosną konkurencją, z nieprzychylną krytyką, etc. Realizm przedstawienia dramatycznych losów Artysty, zmagającego się z przeciwnościami, jest tak sugestywny, że aż napawa niepokojem.

Kazanie Skargi
Kazanie Skargi
Rejtan-Upadek Polski
Rejtan-Upadek Polski
Stańczyk
Stańczyk

niedziela, 15 grudnia 2019

Wilczyce z Dzikich Pól

Dedykacja od "wspaniałej kobiety"Joanna Puchalska


Zona Zero 2019








Niewiasty Kresowe o sobie

     Joanna Puchalska, której sercu bliska jest epoka baroku, idąc tropem Kresowych Sarmatów odnalazła stojące przy ich boku kresowe Sarmatki, które uczyniła bohaterkami swej niedawno wydanej książki nazwanej „Wilczyce z Dzikich Pól”. Impulsem do podjęcia tematu wydaje się być lektura książki „Niewiasty kresowe. Opowiadania historyczne” autorstwa Józefa Antoniego Rolle, na którą kilkakrotnie powołuje się pisarka. Smaczku publikacji dodaje fakt, iż autorka jest prawnuczką ostatnich właścicieli majątku w Czombrowie (będącego pierwowzorem mickiewiczowskiego Soplicowa) położonego na Nowogródczyźnie (obecnie tereny Białorusi, a dawniej Kresy Wschodnie Rzeczypospolitej). 


Kresowe Polki z temperamentem

     Pisarka doskonale poruszająca się w tematyce dziejów I Rzeczypospolitej znakomicie odtworzyła twarde realia epoki z ich szlachecką obyczajowością, tradycjami, kulturą i religią. Wiele miejsca w opracowaniu na temat losów „Kresowych Polek z temperamentem” zajął szeroki kontekst historyczny, jaki z wielkim znawstwem tematu przedstawiła badaczka epoki staropolskiej. Na peryferiach Rzeczypospolitej, z uwagi na liczne nadania królewskie za zasługi w obronie Ojczyzny, postępowały procesy osadnictwa rycerstwa i szlachty. Tereny te stały się areną walk i przemarszów wojsk rozmaitego autoramentu (tatarskich, kozackich, tureckich, szwedzkich, rosyjskich). Wśród zjawisk charakterystycznych dla tych procesów opisano powstawanie magnackich latyfundiów i wielkich rodów szlacheckich, którym towarzyszyły wojny i wojenki, najazdy i zajazdy, rabunki i swawole, procesy i wyroki oraz urzędy i stanowiska (przystępnie objaśniane w przypisach). A wszystko wplecione w burzliwe koleje losu Kresowych Wilczyc.

czwartek, 5 grudnia 2019

Piechotą do źródeł Orinoko

Dedykacja - Małgorzacie...Wojciech Cejrowski



Wydawnictwo Bernardinum 2019







 Szukam drugiego końca globusa

     „Szukam drugiego końca globusa” napisał o sobie Wojciech Cejrowski, wymykający się próbom przyporządkowania go do określonej grupy zawodowej. Więc kim jest WC? Podróżnikiem, literatem, dziennikarzem, fotografikiem, biznesmenem, ranczerem, showmanem? Czy wszystkim po trochu? Obdarzony wieloma talentami (również muzycznym) doskonale posługuje się pięcioma językami, a dzięki swej niespożytej energii prowadzi niebywale intensywne życie. Tworząc filmy, audycje radiowe, występując publicznie, udzielając wywiadów, a nade wszystko pisząc niepospolite książki dopuszcza nas, czytelników, do swego „Pięknego świata”. Uprawiając dziedzinę nauki – antropologię kulturową – sprawnie posługuje się jej narzędziami, takimi, jak obserwacja uczestnicząca czy wywiad etnograficzny, których rezultaty ubiera w formę opowieści rozpoczynanych obiecującym: Posłuchajcie

Szukaj w sobie diamentów

     Wędrując Piechotą do źródeł Orinoko” pisarz skrzętnie zbierał zwykłe przygody, z pozoru nic nie znaczące epizody, szczęśliwe zbiegi okoliczności, zabawne incydenty, ryzykowne przedsięwzięcia, i skrupulatnie zapisywał je w pamięci (lub notował w zeszycie w kratkę). Dzięki temu mogła powstać niezwykła książka o niesamowitej wyprawie do początków południowoamerykańskiej rzeki (wyprawie, której wcale nie było).  Wojciech Cejrowski, wyjątkowo utalentowany twórca literatury, z polotem opowiedział historię jednej ze swych podróży, w sposób wielce intrygujący, lekkim piórem oddając realia eskapady „na koniec naszego świata”. Obrazowo snuta gawęda wprowadza czytelników do nadgranicznej wioski dzikiego plemienia Indian, gdzie z szałasu szamana wydobywa się ciemny, gryzący dym. W miasteczku na końcu drogi wprowadza do baru o dusznej atmosferze, niczym z filmu „Desperado” (może zaraz wejdzie Quentin Tarantino z kumplami?)
     Doświadczony globtroter wprowadza czytelników w tajniki życia w dżungli i zagrożeń płynących z obcowania z dziką naturą, jak również ostrzega przed niebezpieczeństwami, które czyhają na terenach pogranicza wenezuelsko-kolumbijskiego. Swe przestrogi kwituje często powtarzanym zdaniem: „Nie chcecie tam być”. Wyraźne, acz taktowne sugestie wysuwa w kierunku nas wszystkich podpowiadając, jak żyć: „Trzeba tak żyć, żebyś nigdy nie musiał przepraszać”, a ponadto „Usiądź przy drodze swego życia… i odpoczywaj choćbyś nie był zmęczony” i zawsze „Szukaj w sobie diamentów, nawet jeśli cię oblepia szlam”.

Wenezuela, Walki kogutów fot Cejrowski.com
Wenezuela, Walki kogutów fot Cejrowski.com
Wenezuela, Wędrując ulicami fot Cejrowski.com
Wenezuela, Wędrując ulicami fot Cejrowski.com








 

 

 

 

wtorek, 5 listopada 2019

Podróżniczki. Dziewczyny, które nie znały granic

Krystyna Chojnowska-LiskiewiczJarosław Molenda

LIRA 2018









Podróżowanie czy bycie podróżnikiem

     Atrakcyjny tytuł i okładka książki autorstwa Jarosława Molendy przyciągnęły moją uwagę i zatrzymały ją na dłużej. Wszakże sformułowanie „Podróżniczki. Dziewczyny, które nie znały granic” jest niezwykle nośną nazwą dla książki, której twórcę znałam już z kilku innych publikacji. Piszący globtroter, o historycznych zainteresowaniach, uczynił bohaterkami tomu kilkanaście kobiet, które z racji swej aktywności przekraczały nie tylko granice krain, państw, kontynentów, ale i granice konwenansów, tradycji, dobrych obyczajów. Społeczny odbiór ich działalności, na przestrzeni wieków, w zarezerwowanej dla przedstawicieli płci brzydkiej dziedzinie, nie zawsze był pozytywny. Dobrze się zatem stało, iż sylwetki pań-obieżyświatów przybliżył nam znawca tematu i na to dodatek – mężczyzna.
     Lektura każdej książki wywołuje u mnie refleksje związane z korelacją, jaka zachodzi (lub nie) między treścią pozycji a jej tytułem. W przypadku omawianej pozycji zrodziły się u mnie pytania: kim jest podróżnik (podróżniczka)? Czy podróżowanie jest tożsame z pozostawaniem podróżnikiem? Czy prowadząca praktykę lekarską, handlująca niewolnikami i uprawiająca lichwę Dorota Falak zasłużyła na miano podróżniczki? Czy Anna Jadwiga Sapieżyna, patriotka, „sponsorka” Hotelu Lambert Czartoryskich, która ocaliła ich bibliotekę przewożąc ją do Paryża, była podróżniczką sensu stricto? Domniemana Świętosława, królowa szwedzka, duńska, norweska i angielska była zapamiętana przez historię jako matka królów Sygryda, ale czy jako podróżniczka?

Podróżnik jedzie świat zrozumieć

     „Podróżnik (podróżniczka) odbywa liczne i dalekie podróże w celu zwiedzania świata” – podaje Wielki Słownik Języka Polskiego, natomiast autor artykułu w National Geographic reasumuje „Podróżnik jedzie świat zrozumieć”. W książce Jarosława Molendy przywołano postaci kobiet podróżujących z przyczyn politycznych, handlowych, naukowych, rodzinnych, z konieczności. Część z nich stała się podróżniczkami. Ewa Dzieduszycka eksplorując liczne kraje w Europie, Azji, Afryce z ich muzeami, galeriami, zabytkami, górami, lasami, pustyniami, morzami…” określiła swą przynależność do rzeczonego grona spisując swe wspomnienia jako „Podróżniczka” do krain, „które jak sen się ukazały i jak sen przeminą”. Zaskakującą metamorfozę przeszła Jadwiga Mrozowska-Toeplitz: od wielkiej aktorki, przez wielką damę do wielkiej podróżniczki, jak skonstatowała Maria Morozowicz-Szczepkowska. „Słoneczne życie” tej pierwszej upłynęło głównie wśród krajów Azji. Wędrując po Dachu Świata opublikowała relację zatytułowaną „Moja wyprawa na Pamiry w roku 1929”. Badaczkę Bliskiego i Dalekiego Wschodu „Società Geografica Italiana” uhonorowało złotym medalem (jako jedyną kobietę). Doktor antropologii i badaczka ludów syberyjskich Maria Antonina Czaplicka opisała “Mój rok na Syberii” pod różnymi kątami: prowadzonych badań, trudów ekspedycji, środowiska geograficznego, dramatycznych przeżyć, ale także osobistych refleksji. Prowadziła ożywioną działalność naukową i publicystyczną.
     Wśród Podróżniczek zaprezentowanych w publikacji Wydawnictwa LIRA pojawiły się oczywiście i godne podziwu patriotki działające w niepodległościowej konspiracji lub materialnie wspierające umiłowaną Ojczyznę, jak wspomniane już Anna Jadwiga Sapieżyna czy Jadwiga Mrozowska-Toeplitz, która swe egzotyczne zdobycze przekazała do muzeów i bibliotek w Kraju. Współpracująca z powstańcem Szymonem Konarskim Ewa Felińska wywieziona kibitką do niesławnego Tobolska, wnikliwa obserwatorka życia zesłańców, pozostawiła „Wspomnienia z podróży do Syberii”.

Maria Antonina Czaplicka fot oksford.co.uk
Maria Antonina Czaplick
fot oksford.co.uk
Helena Rogozińska fot commons.wikimedia.org/wiki/
Helena Rogozińsk
fot commons.wikimedia.org/wiki/
Jadwiga Mrozowska-Toeplitz fot ipsb.nina.gov.pl
Jadwiga Mrozowska-Toeplitz
fot ipsb.nina.gov.pl

niedziela, 20 października 2019

Sprawiedliwi

Freski i witraże Juliana Bucmaniuka z bazyliki grekokatolickiej w ŻółkwiMaryla Ścibor-Marchocka 


2019









Przemilczana zbrodnia na Polakach

     „Sprawiedliwi. Rzecz o Ukraińcach ratujących Polaków w czasie Rzezi Wołyńskiej” autorstwa Maryli Ścibor-Marchockiej przeczytałam w jedno przedpołudnie; nie mogłam się oderwać od lektury tej książki! Poruszana tematyka Rzezi Wołyńskiej nie była mi obca, swego czasu dużo czytałam o rzeczonej apokalipsie, analizowałam przekazy świadków zawarte w pozycji „Wołyń. Przemilczana zbrodnia na Polakach” pod red. Michała Kramka, uczestniczyłam w spotkaniu z Krzesimirem Dębskim, autorem książki „Nic nie jest w porządku”, którego przodkowie doświadczyli koszmaru „Krwawej Niedzieli” w wołyńskim Kisielinie. Jednak lektura wspomnianej na początku książki okazała się niczym uderzenie w głowę banderowskim obuchem

Sprawiedliwi Ukraińcy

     Maryla Ścibor-Marchocka w swym złożonym debiucie literackim podjęła próbę przedstawienia Sprawiedliwych Ukraińców. Tych ostrzegających Polaków o zbliżających się napadach bandytów spod znaku tryzuba, tych ukrywających Polaków przed sadystami z szeregów OUN-UPA oraz tych przynoszących wsparcie umożliwiające przetrwanie Rzezi prześladowanym ludziom. Pisarka podjęła się ambitnego zadania, któremu z pewnością sprostała. Każde opowiadanie w części pierwszej opatrzyła informacją o źródle, z którego czerpała inspirację do napisania literackiej interpretacji historycznych wydarzeń na Kresach. W potopie barbarzyństwa zalewającego polski żywioł autorka znalazła ziarenka dobra nie ulegającego naciskowi silniejszego zła. Opowiadania, które wyszły spod jej pióra, pozwalają wierzyć w człowieka nawet, jeśli ten był ukraińskim sąsiadem.

wtorek, 27 sierpnia 2019

Romanse na szczytach władzy

Józef i Aleksandra Piłsudscy z córkamiIwona Kienzler


BELLONA 2018










 

 

 

Ludzkie oblicze władzy

     Iwona Kienzler specjalizująca się w pisarstwie historycznym, autorka ponad osiemdziesięciu książek (a na marginesie – czemu nie ma jej biogramu w Wikipedii?) ze szczególnym zainteresowaniem pochyla się nad rolą kobiet w dziejach Polski i Europy. Rzeczona publikacja doskonale wpisała się w kobiecy trend jej twórczości. Kilkanaście przedstawicielek płci pięknej, żon najważniejszych postaci Drugiej Rzeczypospolitej, wywarło znaczący wpływ nie tylko na swych wysoko postawionych małżonków, ale również na ich działalność na szczytach władzy. Pasjonatka historii z dużym znawstwem tematu przedstawiła szeroki kontekst historyczny wydarzeń, na których tle toczyło się prywatne życie bohaterów zbioru. Nie koniec na tym – opisanie budzących się namiętności i początków związków uczuciowych poprzedziła wnikliwą analizą aktywności mężów stanu oraz młodości ich wybranek, doprowadzając czytelnika do miejsca, w którym bohaterowie spotkali się i pokochali. Literatka czyniła to z dużym wyczuciem i taktem, nie oceniając postaci ani ich decyzji, a jedynie podążając śladami kochanków opowiedziała ich skomplikowane koleje losu. 
     Dla „współczesnych, aż do granic” czytelników, tematyka publikacji pisarki wydaje się niezwykle intrygująca chociażby z uwagi na odmienne standardy obyczajowości sprzed stu lat oraz na znane postaci z wyższych sfer dwudziestolecia międzywojennego. Wynikiem lektury są nasuwające się wnioski, co do ludzkiego oblicza władzy. Rozterki duchowe i uczuciowe zdarzają się wszystkim w jednakowym stopniu, także lokatorom Belwederu, Zamku Królewskiego czy Pałacu Prezydenckiego.

 

Kronika wypadków miłosnych

     Tytuł „Romanse na szczytach władzy” nie do końca zgadza się z zawartością książki Iwony Kienzler. Treść nazwy „romans” definiuje bowiem przelotność pozamałżeńskiego związku dwojga ludzi, natomiast literatka opowiedziała czytelnikom historie długotrwałych więzi, które, gdy pozwalały na to okoliczności, potwierdzano ślubem. Jak można przeczytać w książce, w czasach, w których brakowało instytucji rozwodu obywatele Drugiej Rzeczypospolitej radzili sobie z rozwiązywaniem ciążących im małżeństw na różne sposoby, często niełatwe w realizacji. Występowali o unieważnienie ślubu kościelnego, zmieniali wyznawaną religię, zdarzało się, że żyli w separacji z dotychczasowym małżonkiem, a w konkubinacie z nowym partnerem.
     Pomimo pejoratywnego znaczenia tytułowego słowa romans, w nazwach rozdziałów i podrozdziałów nie znalazłam określeń negatywnie oceniających postępowania wielkich międzywojennego świata. „Przypadki miłosne”, „Miłość i wspólnota ideałów”, „Miłość życia”, „Trudna miłość” brzmią nadzwyczaj spolegliwie, świadcząc o życzliwym usposobieniu autorki do prezentowanych postaci.

Ignacy i Maria Mościccy
Ignacy i Maria Mościccy
Marta i Edward Śmigły-Rydz fot. kuriergalicyjski.com
Marta i Edward Śmigły-Rydz fot. kuriergalicyjski.com













środa, 31 lipca 2019

Uwikłane w historię. Bohaterki i zdrajczynie

Jarosław Molenda - dedykacja Jarosław Molenda


Wydawnictwo LIRA 2019







 

Dziewczyny, które igrały z życiem i historią

     Jarosław Molenda – pisarz, dziennikarz, publicysta i podróżnik popełnił kolejną w swym dorobku literackim książkę historyczną, tym razem, o „Uwikłanych w historię Bohaterkach i zdrajczyniach”. W podtytule tomu wymieniono nazwiska niektórych „Dziewczyn, które igrały z życiem i historią”. Z dużym zainteresowaniem zatopiłam się więc w lekturze i po jej przestudiowaniu chciałabym przytoczoną frazę przeformułować do wersji: „Dziewczyny, z którymi igrało życie i historia”. Znalazły się przecież w niewłaściwym (właściwym?) miejscu i czasie. Z tego powodu, jakby powiedział prof. Witold Kieżun, „ukradziono im młodość” – no, może w przypadku Zofii Kossak i Julii Brystygier, późną młodość.
     Wszystkie bohaterki rzeczonej publikacji Wydawnictwa LIRA okazały się kobietami niezwykłymi, które z własnej woli lub wyrokami losu sięgnęły po zarezerwowane dotąd jedynie dla mężczyzn sfery czynnej obrony ojczyzny. Antybohaterki natomiast – Wanda, co chciała sowieta i Julia, nie bez kozery nazywana Krwawą Luną – pomimo dobrego pochodzenia i wykształcenia (doktoraty na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie Jana Kazimierza) dopuściły się zbrodni zdrady ojczyzny. Tych ostatnich kobiet autor starał się nie potępiać w czambuł, dowodząc, że w ich historiach prawda mieszała się z fikcją, która z uwagi na swą „atrakcyjność” głębiej zapadła w ludzką pamięć.

Być albo mieć

     Pisząc o bohaterkach „Uwikłanych w historię” pisarz wnikliwie przyjrzał się motywom ich walecznej działalności. Poza naturalnym umiłowaniem Ojczyzny wśród przyczyn znalazła się realizacja wysokich standardów wychowania patriotycznego obligującego do „zachowania się jak trzeba”, temperament młodych kobiet potrzebujących ciągłego przypływu adrenaliny oraz obietnice finansowej czy materialnej gratyfikacji składane przez werbujących do współpracy. Równocześnie autor analizując dostępne mu materiały źródłowe, wykorzystał koleje losu swych bohaterek i zdrajczyń do nakreślenia obrazu zjawisk charakterystycznych dla czasów wojny i dwu okupacji  - domniemany polski antysemityzm, konieczność trudnych wyborów w powojennej Polsce, sytuacja polskich oficerów w Wielkiej Brytanii po zakończeniu wojny czy metody komunistycznej perswazji


Halina Szymańska fot geni.comKlementyna Mańkowska fot spyshop.plIzabella Horodecka fot nac.gov.plIrena Conti di Mauro fot remigiusz-grzela.pl


wtorek, 9 lipca 2019

Korzenie są polskie

Aleksandra Ziółkowska-Boehm Aleksandra Ziółkowska-Boehm

 

Polska Oficyna Wydawnicza BGW 1992
 








Korzenie, które są polskie

     Aleksandra Ziółkowska-Boehm od połowy lat 80’ XX w. prowadziła rozmowy z wybitnymi postaciami życia społecznego w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, których „Korzenie są polskie". Pisarka, od kilku lat mieszkająca na kontynencie amerykańskim, zebrała te wywiady w książkę wydaną w Polsce. Poprzez rozmowy i komentarze do nich zaprezentowała swą ogromną wiedzę na tematy społeczne krajów  Ameryki. Kanadyjska i amerykańska kultura, nauka, polityka, gospodarka nie mają tajemnic dla Polki urodzonej w Łodzi. Mój podziw wzbudził zakres i poziom merytoryczny pytań zadawanych przedstawicielom bardzo nieraz odległych dziedzin wiedzy, a raport osiągnięć neuroendokrynologicznych profesora Andrew Schally’ego rzucił mnie na kolana.
    Tytułowe korzenie Aleksandra Ziółkowska-Boehm zaczerpnęła z wypowiedzi doradcy prezydentów USA – Zbigniewa Brzezińskiego, który pragnął, aby jego „dzieci były dumne z polskiego pochodzenia i świadome polskiej tradycji i historii”, a gdy dorosną będą szukać własnych korzeni. „Korzeni, które… są polskie”.
      Naturalnie, literatka pamięta o swych korzeniach, podkreślając wyrastanie wybitnych Polaków, po wojnie osiadłych w Ameryce, z polskiej kultury, tradycji, obyczajów, wartości. Pisała i pisze „o ludziach, których dotknęła historia w okrutny sposób”, a jednak mimo traumatycznych wspomnień wydarzeń doświadczanych w ojczyźnie nie wypierają się polskiego pochodzenia i związków z polskością, wręcz przeciwnie – wykazują swój związek z polskością, między innymi poprzez pielęgnowanie polskiej mowy, polskiej tradycji i zwyczajów.

Aleksandra Ziółkowska-Boehm i Zbigniew Brzeziński
Aleksandra Ziółkowska-Boehm i Zbigniew Brzeziński

Aleksandra Ziółkowska-Boehm i Benedykt Heydenkorn
Aleksandra Ziółkowska-Boehm i Benedykt Heydenkorn













Emigracja, Polonia, patriotyzm

     Czytałam książkę Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm, wydaną ćwierć wieku temu, bogatsza o znajomość wydarzeń mających miejsce już po jej edycji. Znałam dalsze losy bohaterów zbioru, ich późniejsze osiągnięcia, a także ujawnione dopiero po roku przełomu 1989, mniej lub bardziej skrywane czy przekłamywane fakty. Kwestie, jakie dzięki niezwykle przenikliwej umysłowości humanistki bardzo trafnie przedstawiła i oceniła, ja mogłam na bieżąco skonfrontować z rzeczywistością. Szczególnie interesujące wydawały mi się opinie, jakie rozmówcy prozaiczki wyrażali na temat innych przedstawicieli Polonii. Wzajemne oskarżenia, podejrzenia o „współpracę” zweryfikował bezstronny czas. Z dużą dozą wrodzonego taktu literatka przedstawiła stanowiska swych bohaterów na temat ówczesnej kondycji Polonii, choć nie zawsze zgadzała się z nimi. „Emigracja zazwyczaj kończy się po ustabilizowaniu”. Z powodzeniem zmierzyła się z legendą noblisty Czesława Miłosza, który „Nigdy nie chciał być uwikłany w historii”, i jednocześnie z pogardą wyrażał się o "niesłychanym prymitywizmie Polonii amerykańskiej”.
     Pisarka korzystając ze słów swych interlokutorów zapoznała czytelników z pojęciami emigracja i Polonia oraz z charakterystyką środowisk polonijnych. Zwięzłą definicję Polonii przytoczyła za  publicystą i działaczem polonijnym Benedyktem Heydenkorn: „termin Polonia obejmuje tych, którzy w jakiejkolwiek formie zachowują związek z Polską, jej kulturą, tradycją”.  Podzieliła się poglądami rozmówców w kwestii Polonii i ogólniej – emigracji oraz dała czytelnikom wykładnię problematyki emigracyjnej ze wszystkimi jej aspektami – organizacjami polonijnymi, rolą Polonii dla Polaków w kraju i za granicą, a także jej znaczeniem dla społeczeństw krajów goszczących rodaków. Wybierając określonych rozmówców dowiodła znaczącego wkładu Polaków w dorobek krajów, w których przyszło im działać, czy to w sferze nauki, kultury, polityki, gospodarki. Istotnemu udziałowi i zaangażowaniu Polaków w rozwój nowych ojczyzn sprzyjało, szczególnie w przypadku ostatnich fal emigracji (powojenna czy „solidarnościowa”), wyjątkowo wysokie wykształcenie polskich emigrantów w porównaniu z innymi grupami etnicznymi. Na ten fakt, w rozmowie z pisarka, zwrócił uwagę inżynier Zdzisław Przygoda.

czwartek, 27 czerwca 2019

Na ścieżkach Polesia

Leon Wyczółkowski fot http://cyfrowe.mnw.art.pl/ Franciszek Wysłouch 

 

LTW 2012






 

 

 

Puszczańscy ludzie

 

     Poleską trylogię autorstwa Franciszka Wysłoucha zaczęłam czytać w odwrotnym porządku. Najpierw usłyszałam „Echa Polesia”, a teraz znalazłam się „Na ścieżkach Polesia”. O autorze poleskiego cyklu wspominałam w poprzedniej recenzji „Z Polesia na Wyspy”; nie będę więc  powtarzać tych informacji. Wędrując drogami Polesia pisarz bacznie obserwował życie miejscowych, Poleszuków, by po latach na obczyźnie uwiecznić ich wizerunki na kartach swych wspomnień. Spośród puszczańskich ludzi literat przywołał leśników, tropicieli, myśliwych, „ochotników”, zaś ze zbioru „Przybyszów” przypomniał dezerterów, Cyganów, Żydów, Węgrów, kacapów. Nie pominął też „Samotników” z puszczy, miejscowych oryginałów, religijnych odstępców, „Szczególnych myśliwych” i leśniczych, którzy dbali oto, by nikt nie robił krzywdy zwierzynie. Franciszek Wysłouch przedstawił typy mieszkańców krainy bagien z dużym znawstwem ludzkiej psychiki i praw rządzących małymi społecznościami. Równolegle z relacjami wydarzeń, w których grali pierwszoplanowe role opowiedział o przeszłości swych bohaterów, uzasadniającej ich późniejsze postawy i postępki. Osobną kwestią, którą przywołał autor były poleskie „Zabobony i przesądy”, jakich przez wieki nagromadziło się w obyczajowości Poleszuków bardzo dużo. Dotyczyły np. żywego ognia, chleba powszedniego, drapieżnych wilków, sztuki łowiectwa, cmentarnych sosen, uroków i klątw.

Misterium życia i śmierci


.
Julian Fałat fot www.pinakoteka.zascianek.pl
Julian Fałat fot www.pinakoteka.zascianek.pl
     Malarz z wykształcenia opisując z perspektywy lat pozostawiony daleko kraj lat dziecinnych – Kresy Wschodnie – ze szczególną atencją pochylał się nad poleską przyrodą: przepastnymi puszczami, lasami, mokradłami, gdzie roiło się od dzikiej zwierzyny. W poetyckich gawędach przewijają się nazwy, dziś brzmiące całkiem egzotycznie, np. mszar, oczeret, chutor, wiszar, mliwo, wróżda, gon. Pisarz umiejętnie nakreślił piękne zjawiska przyrody nieożywionej, których współcześnie nie znamy lub nie mamy okazji ich zaobserwować. Mowa tu o nagłych żarnicach, zdradliwych brodach, piaszczystych groblach, powstańczych mogiłkach, sadach kaczek.
     Główne miejsce w pamięci byłego żołnierza zajmowały polowania, o których mógł opowiadać bez końca. Myślistwo u Franciszka Wysłoucha mieniło się wszystkimi barwami emocjonalnych doświadczeń: od szlachetnych obserwacji zwierząt, przez standardowe łowy na grubego zwierza, na wilki, na lisy, na ptactwo, aż po zupełnie nieszlachetne „bicie” wydr. Pisarz-malarz, dobrze zorientowany w myśliwskim rzemiośle, kreślił tak sugestywnie obrazy podchodzenia zwierzyny, tropienia jej, współpracy myśliwych z gończakami i powodczykiem, że czytając książkę wstrzymujemy oddech, aby nie zakłócać odwiecznego misterium życia i śmierci.

niedziela, 16 czerwca 2019

Polki, które zmieniły wizerunek kobiety

Dedykacja od Joanny Puchalskiej Joanna Puchalska


MUZA 2018








Pomyłka Pana Boga

     Historyk sztuki Joanna Puchalska ostatnią publikacją pt. „Polki, które zmieniły wizerunek kobiety” doskonale wpisała się w przesłanie książkowej serii wydawnictwa MUZA. Charakterystyczna struktura edytorska cyklu i tym razem sprawdziła się – strony wprowadzające do rozdziałów bardzo przypadły mi do gustu. Zawierają one stosowny cytat, intrygujący tytuł z jednozdaniowym streszczeniem tekstu oraz najbardziej charakterystyczny portret osoby, o której traktuje rozdział. Tekst przedstawiający życie, działalność i osiągnięcia postaci okraszono rycinami wspaniale uzupełniającymi informacje pisane. Znalazły się tam wizerunki bohaterek książki, panoramy posiadłości z nimi związanych, kopie dokumentów i dziesiątki innych ilustracji dostosowanych do przekazywanych treści. Całość publikacji opatrzono szczegółowym wykazem literatury, indeksem osób i przypisami dolnymi (bardziej mi odpowiadają niż te końcowe). Na szczególną uwagę zasługuje wykwintny język literatki, miejscami stylizowany na staropolszczyznę, z archaicznymi wtrąceniami. Pisarka wykazała się również pewną dozą poczucia humoru przytaczając zabawne stwierdzenia omawianych postaci. Oto próbka: „Panu Bogu służ, a diabła nie gniewaj, bo nie wiesz, komu się dostaniesz”, albo „Pan Bóg kobietę przez pomyłkę stworzył i potem żałował”.

 

Klucz do zrozumienia przyszłych osiągnięć

     Joanna Puchalska, nieprzeciętne przedstawicielki płci pięknej, uczyniła bohaterkami interesującej książki, która z pewnością przyczyni się do popularyzacji wiedzy o chlubnej historii Polski. Autorka naświetliła dzieciństwo i młodość niezwykłych kobiet próbując dociec przyczyn ich późniejszych dokonań. Na pierwszym miejscu stawiając atmosferę domu rodzinnego, wychowanie w umiłowaniu Ojczyzny, zaszczepianie właściwego systemu wartości, poziom nowoczesnej edukacji, możliwość obcowania ze światłymi osobami i bibliotekami z wartościowym księgozbiorem, a nade wszystko przykład idący od przodków. O jednej z postaci napisała „Z domu… wyniosła patriotyczne wychowanie, kult poprawności mowy ojczystej i oddanie pracy dla dobra Polski”. To wystarczający odpowiedni klucz do zrozumienia przyszłych osiągnięć młodych ziemianek.

Joanna Żubrowa fot myvimu.com
Joanna Żubrowa fot myvimu.com
Elżbieta Drużbacka fot ipsb.nina.gov.pl
Elżbieta Drużbacka fot ipsb.nina.gov.pl
Emilia Sczaniecka fot katalog.muzeum.krakow.pl
Emilia Sczaniecka
fot katalog.muzeum.krakow.pl

wtorek, 11 czerwca 2019

Kossakowie. Biały mazur

Juliusz Kossak fot www.bg.agh.edu.plJoanna Jurgała-Jureczka 


ZYSK I SKA 2018








Tłum potomków Juliusza

     Joanna Jurgała-Jureczka nawiązała relacje z rodziną Kossaków ćwierć wieku temu, co zaowocowało kilkoma książkami, z doktoratem włącznie. Żałuję, że moją znajomość z Kossakami wg p. Joanny rozpoczęłam od jej ostatniej publikacji zatytułowanej „Kossakowie. Biały mazur”. Z pewnością byłoby mi łatwiej poruszać się w zawiłościach familii Kossaków, gdybym przeczytała poprzednie prace pisarki. Dzięki lekturze tej najnowszej książki potrafię już rozróżnić Zofie Kossak, Marie Kossak, Karolów Kossak, Juliuszów Kossak i pozostałych ponad dwudziestu członków najbliższej rodziny znamienitych malarzy. Joanna Jurgała-Jureczka z ogromną znajomością rzeczy poruszała się w tym tłumie potomków Juliusza, ich małżonek i małżonków, dzieci z pierwszych i kolejnych małżeństw, flam, kochanków etc. Będąc historykiem literatury potrafiła przeanalizować pokaźną ilość archiwaliów zdobywając wiedzę, którą chętnie podzieliła się z czytelnikami. Tam, gdzie zabrakło jej pewnych informacji pozwoliła sobie na tworzenia literackiej fikcji, naturalnie zastrzegając, że opisane wydarzenia z dużym prawdopodobieństwem mogły dojść do skutku.

Wojciech i Tadeusz Kossakowie - fot zofiakossak.pl
Wojciech i Tadeusz Kossakowie  - fot zofiakossak.pl

Od Pożogi do Dekalogu Polaka

     Joanna Jurgała-Jureczka zaprezentowała czytelnikom wielowymiarowy portret Kossaków malowany przez trzy pokolenia artystów i osób pretendujących do miana artystów. Z tego powodu obraz nabył  cechy arcydzieła, ale i kiepskiej kopii sygnowanej tylko wybitnym nazwiskiem. Skupiając się głównie na generacji wnucząt Juliusza, po bliźniaczych braciach - starszym Wojciechu i młodszym Tadeuszu - przybliżyła postaci trzech piszących kobiet: Zofii, Marii i Magdaleny oraz malującego Jerzego. Zofia Kossak-Szczucka-Szatkowska przedstawiona została najpełniej, być może dlatego, że jej życie obfitowało w pełne dramatyzmu wydarzenia, że dokonywała rzeczy niepowszednich, że pozostawiła po sobie bogatą spuściznę literacką. Podobne opinie można wystawić jej stryjecznym siostrom – Lilce i Madzi, ale tylko podobne. Części książki nazwanej „Życie jak rzeka” autorka nadała odmienny rys – Zofia pisząca u schyłku życia retrospekcyjną książkę często wspominała przeszłość przedwojenną, wojenną, powojenną. Nie bez powodu nazywano ją pisarką katolicką - rozpamiętując tragiczne meandry ziemskiej egzystencji często zwracała się ku głębokiej wierze w Boga. Biografka Kossaków  przywołała obrazy nieuchronnego przemijania, cierpiętniczego milczenia, wojennej nawały, wszechobecnej śmierci (nawet dzieci), jakimi naznaczone było życie Zofii. Srogo doświadczana przez los autorka „Pożogi” przetrwała bolszewicką apokalipsę rewolucji, przeszła przez „otwarte wrota piekieł – za nimi obóz”, przeżyła skazana na śmierć, zaznała wykluczenia z Ojczyzny. Życie jak rzeka… 

wtorek, 4 czerwca 2019

Pisarskie delicje

Aleksandra Ziółkowska-BoehmAleksandra Ziółkowska-Boehm


 BELLONA 2019














     Podczas czytania najnowszej książki autorstwa Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm czyniłam notatki, aby nie umknęły mi żadne istotne kwestie poruszane w tekście. Już sam tytuł publikacji „Pisarskie delicje” obiecywał, że lektura ta nie będzie zwykłą strawą dla ducha, że zaserwuje czytelnikowi smakowite specjały sporządzone przez mistrzynię pióra oraz, że autorka będzie nas gościć w swej literackiej kuchni. Pokaźna ilość poczynionych przeze mnie zapisków świadczy o jakości i randze podsuwanych przez pisarkę zagadnień dotyczących twórczości, kultury, etyki…

 

Dyskretnie w cieniu Mistrza

     Nie wiem, czy wolno mi dotknąć niezwykle delikatnej kwestii i zwrócić uwagą na ledwie wyczuwalny ton rozżalenia uznanej pisarki „Od lat ukazują się moje książki niezwiązane z pisarstwem autora «Szczenięcych lat», poświęcone…”. Uważam, że Aleksandra Ziółkowska-Boehm całym swoim dorobkiem literackim udowodniła, że Król Reportażu i spotkanie z nim stanowiło dla niej jedynie spiritus movens, które młodej adeptce literatury wskazało kierunek życiowej wędrówki. Zdobywanie kolejnych jej etapów i wspinanie się po szczeblach pisarskiej kariery, było zadaniem, któremu poświęciła „długie godziny samotności… i całe dnie zmagania z własnym lenistwem, niewiedzą”, i którego realizację zawdzięcza swemu talentowi oraz „rygorowi i dyscyplinie”. Jak słusznie zauważył M. Oramus, nie tylko Aleksandra Ziółkowska „Miała szczęście – ale miał je i Wańkowicz”, który w późnej jesieni życia spotkał wierną „kustoszkę jego pamięci”, pozostającą „dyskretnie w cieniu” Mistrza.

 

„Pięknie by siedziały w książce”

     Nie sposób przejść obojętnie obok formułowanych przez literatkę spostrzeżeń, uwag czy  wniosków. Cieszę się, że część z nich, dzięki własnemu doświadczeniu i wiedzy, odkryłam mozolnie sama. Ogromną przyjemność sprawiło mi odczytywanie przemyśleń i rozważań Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm przekazywanych czytelnikom, jako element wypełniania pisarskiej misji, którą przyjęła do realizacji, bo „Każdy autor chciałby, by jego książka była ważna i oryginalna i skłaniała do refleksji”. Szczególną uwagę przywiązuję do etycznych aspektów pisarstwa i z tego powodu bardzo wnikliwie zapoznałam się z treścią rozdziału pt. „Jakie od lat stoją przede mną dylematy związane z autorem Szczenięcych lat”. Prozaiczka, obdarzona dużą dawką wrodzonego taktu, napisała o konieczności wyraźnego stawiania granic biograficznego wścibstwa”, aby mając dostęp do zbioru listów czerpać z nich wiedzę na użytek własnych przemyśleń o ich nadawcy i adresacie, ale niekoniecznie informacje te upubliczniać, chociaż „pięknie by siedziały w książce”.
Kontynuując wątek moralnych zapatrywań artystki słowa, jakich implikacje obserwujemy podczas zagłębiania się w lekturę jej książek, odwołam się do jednej z jej wypowiedzi:  „własne poczucie sprawiedliwości, poczucie etyki. Uważam… za ważny element pisarstwa”. Z tego względu mieszkanka Ulicy Żółwiego Strumienia nie sprzeniewierzyła się zaufaniu jakim obdarzyli ją rozmówcy i nie dała się ponieść taniej „sprzedając” prywatne szczegóły wyjęte z życiorysów znanych sobie osób.  Powściągliwa w słowach, pisząc o ludziach, stara się dostrzegać tylko jaśniejszą ich stronę, nie szukając skandali czy afer.
     Zagadnienie etyczności przekazu literackiego, niezwykle istotne dla rzeczonej pisarki non fiction, posługującej się w swej pracy badawczej takimi narzędziami, jak wywiad czy rozmowa, ściśle wiąże się z autoryzacją słowa pisanego. W tej problematyce humanistka powołuje się na zasady etyki zawodowej, którym od lat wiernie służy. Niezwykle skrupulatna w swej pracy badawczej stwierdziła, iż „Weryfikować należy wszystko, co jest możliwe do zweryfikowania”. 

Aleksandra Ziółkowska-Boehm z Ewą BąkowskąAleksandra Ziółkowska-Boehm z Romanem Rodziewiczem