czwartek, 5 grudnia 2019

Piechotą do źródeł Orinoko

Dedykacja - Małgorzacie...Wojciech Cejrowski



Wydawnictwo Bernardinum 2019







 Szukam drugiego końca globusa

     „Szukam drugiego końca globusa” napisał o sobie Wojciech Cejrowski, wymykający się próbom przyporządkowania go do określonej grupy zawodowej. Więc kim jest WC? Podróżnikiem, literatem, dziennikarzem, fotografikiem, biznesmenem, ranczerem, showmanem? Czy wszystkim po trochu? Obdarzony wieloma talentami (również muzycznym) doskonale posługuje się pięcioma językami, a dzięki swej niespożytej energii prowadzi niebywale intensywne życie. Tworząc filmy, audycje radiowe, występując publicznie, udzielając wywiadów, a nade wszystko pisząc niepospolite książki dopuszcza nas, czytelników, do swego „Pięknego świata”. Uprawiając dziedzinę nauki – antropologię kulturową – sprawnie posługuje się jej narzędziami, takimi, jak obserwacja uczestnicząca czy wywiad etnograficzny, których rezultaty ubiera w formę opowieści rozpoczynanych obiecującym: Posłuchajcie

Szukaj w sobie diamentów

     Wędrując Piechotą do źródeł Orinoko” pisarz skrzętnie zbierał zwykłe przygody, z pozoru nic nie znaczące epizody, szczęśliwe zbiegi okoliczności, zabawne incydenty, ryzykowne przedsięwzięcia, i skrupulatnie zapisywał je w pamięci (lub notował w zeszycie w kratkę). Dzięki temu mogła powstać niezwykła książka o niesamowitej wyprawie do początków południowoamerykańskiej rzeki (wyprawie, której wcale nie było).  Wojciech Cejrowski, wyjątkowo utalentowany twórca literatury, z polotem opowiedział historię jednej ze swych podróży, w sposób wielce intrygujący, lekkim piórem oddając realia eskapady „na koniec naszego świata”. Obrazowo snuta gawęda wprowadza czytelników do nadgranicznej wioski dzikiego plemienia Indian, gdzie z szałasu szamana wydobywa się ciemny, gryzący dym. W miasteczku na końcu drogi wprowadza do baru o dusznej atmosferze, niczym z filmu „Desperado” (może zaraz wejdzie Quentin Tarantino z kumplami?)
     Doświadczony globtroter wprowadza czytelników w tajniki życia w dżungli i zagrożeń płynących z obcowania z dziką naturą, jak również ostrzega przed niebezpieczeństwami, które czyhają na terenach pogranicza wenezuelsko-kolumbijskiego. Swe przestrogi kwituje często powtarzanym zdaniem: „Nie chcecie tam być”. Wyraźne, acz taktowne sugestie wysuwa w kierunku nas wszystkich podpowiadając, jak żyć: „Trzeba tak żyć, żebyś nigdy nie musiał przepraszać”, a ponadto „Usiądź przy drodze swego życia… i odpoczywaj choćbyś nie był zmęczony” i zawsze „Szukaj w sobie diamentów, nawet jeśli cię oblepia szlam”.

Wenezuela, Walki kogutów fot Cejrowski.com
Wenezuela, Walki kogutów fot Cejrowski.com
Wenezuela, Wędrując ulicami fot Cejrowski.com
Wenezuela, Wędrując ulicami fot Cejrowski.com








 

 

 

 

Po obu stronach nocy

     Czterysta stron tekstu ze zdjęciami pochłonęłam jednym tchem (tak, jak wcześniejsze publikacje) z żalem konstatując, że „To już jest koniec!”. Podziwiając doskonały, choć niewyszukany język autora, szczególne uznanie wyrażam dla niepowtarzalnego stylu literackiego publikacji. Wojciech Cejrowski dopracował każdy akapit tekstu, w którym nie znalazły się żadne zbędne słowa. Ten Pisarz przez wielkie „P” nie szafuje słowami, lecz okazuje im szacunek i dba o nie.
     Literacki język globtrotera zaskakuje u mężczyzny w typie macho, twardo stąpającego po ziemi (boso, ale w ostrogach). Subtelne frazy przyciągają uwagę i pozwalają dostrzec zarówno piękno natury, jak i urok dzisiejszej polszczyzny: „po obu stronach nocy” , „światła słonecznego… starczyłoby na wypełnienie dwóch pejzaży”, „w milczeniu słucham ciszy”, „cisza stała się jeszcze cichsza – wstrzymała własny oddech”, „pamięć mi się z wiekiem przedawniła”.
     Gawęda o wenezuelskiej dżungli i jej mieszkańcach skrzy się dowcipami z wyższej półki, dowodzącymi niepowszedniego poczuciem humoru autora, dostrzegającego jasne strony życia nawet w jego ciemnych zakamarkach. Pisarz z dużym wyczuciem nawiązuje do biblijnych przypowieści komentując dzieła natury, taktownie daje świadectwo swej wiary oraz nie ukrywa religijnych motywacji swych działań: „Poczułem, jak ziemię wokół mnie głaszczą łagodnie Ręce Stwórcy”, i dalej „Tego wieczora nie klękałem do pacierza – zmawiał się sam, w ciszy pośród nas”.

Sięgnij tylko odrobinę dalej

     Jak przystało na rasowego badacza Wojciech Cejrowski po mistrzowsku łączy fakty i, przeprowadza ich analizę, w rezultacie czego czytelnik książki uczestniczy w festiwalu skojarzeń bliższych lub dalszych. Dociekając przyczyn zaobserwowanych zachowań członków ludów pierwotnych oraz studiując wytwory ich kultury twórca wyciąga daleko idące wnioski redagując je w formie Praw dżungli. Potwierdzają one jego gruntowną znajomość psychologii człowieka, ponieważ „Natura ludzka jest niezmienna, niezależnie od kultury”. Wytrawny antropolog formułuje śmiałe tezy, z którymi trudno się nie zgodzić: „Odpoczynek jest dobry… nie musi być wynagrodzeniem za pracę” czy „Ktoś, kto przywiązuje się do własnych planów, odbiera sobie wolność i radość”, a „Władza jest sobą, gdy zakazuje lub zezwala”. Ten mistrz motywacji radzi „Sięgnij tylko odrobinę dalej – poza granicę, którą wyznacza zdrowy rozsądek”, a będziesz mógł o sobie powiedzieć „Realizujesz marzenie i jesteś już w jego środku”.


Wenezuela, Wędrując ulicami fot Cejrowski.com
Wenezuela, Wędrując ulicami fot Cejrowski.com
Wenezuela, W dżungli fot Cejrowski.com
Wenezuela, W dżungli fot Cejrowski.com
Wenezuela, W dżungli fot Cejrowski.com
Wenezuela, W dżungli fot Cejrowski.com

Piękny świat WC

     Zachwycająca kompozycja i struktura książki nie pozwalają na znużenie formą opowieści. Tytuły i śródtytuły rozdziałów (chociaż brak spisu treści), wtręty odnoszące się do konkretnych zagadnień podróżniczych, wyróżnienia i podkreślenia czcionki, dowcipne i zróżnicowane stylistycznie dialogi, powtórzenia zwrotów zamykające klamrą fragmenty tekstu, itp. zabiegi redakcyjno-literackie podnoszą atrakcyjność książki o niebanalnej szacie graficznej. Kolorowe fotografie na kredowym papierze oraz mapy na wklejkach okładek dopełniają całości podróżniczej pozycji Biblioteki Poznaj Świat

     Dziękujmy zatem Mamie podróżnika „za to, że nie podcinała mu skrzydeł, nawet gdy leciał w ogień”, dzięki czemu mogliśmy razem z nim wędrować „Piechotą do źródeł Orinoko”, a nawet jeszcze dalej i „Szukać drugiego końca globusa”. 




* zdjęcia cejrowski.com

niedziela, 24 listopada 2019

Kraków i Galicja – Dwudziestolecie Międzywojenne t 23

Józef Piłsudski przemawia na Wawelu z okazji pochówku Juliusza Słowackiego 1927Ryszard Dzieszyński



Bellona 2013 







Stołeczne Królewskie Miasto Kraków

     Spod pióra Ryszarda Dzieszyńskiego wyszła rzetelna książka, nieobszerna z powodu wymogów serii wydawniczej Bellony, traktującej o okresie niepodległej Drugiej Rzeczypospolitej. Autor powybierał z historii Polski fakty znaczące dla dziejów Krakowa i Galicji. W telegraficznym skrócie przypomniał początki i historię Stołecznego Królewskiego Miasta KrakowaHen, od Piasta, Kraka, Lecha”, gdzie szczegółowo opowiedział o wybijaniu się Krakowa na niepodległość oraz o rodzeniu się demokracji, wyborach do sejmu i kolejnych rządach Rzeczpospolitej. Pisarz wyjaśnił czytelnikom geograficzne pojęcia takie, jak Galicja Zachodnia, Rzeczpospolita Krakowska, Wielkie Księstwo Krakowskie. O zamiłowaniu autora do dbania o szczegóły świadczą skrupulatnie sporządzane listy nazwisk uczestników wydarzeń i nazw oddziałów wojskowych czy obsady stanowisk i ich funkcje.

Druga Rzeczypospolita pozytywnie

     Publikacja autorstwa Ryszarda Dzieszyńskiego obiektywnie przekazała obraz Dwudziestolecia Międzywojennego skupiając się na pozytywnych aspektach ówczesnej rzeczywistości. Można więc w niej przeczytać o wielkich osiągnięciach w przemyśle, budownictwie, transporcie (Centralny Okręg Przemysłowy, port w Gdyni), ale i w nauce, kulturze, sporcie. Pisarz nie pominął też kwestii społecznych, np. miejsce Kościoła, kwestia żydowska, obronność kraju, krytycznie ustosunkowując się do kluczowych problemów wymagających niezwłocznego rozwiązania.

Na pohybel  PRL-owskiej propagandzie

     Dwudziestolecie Międzywojenne na południowych i południowo-wschodnich Kresach Rzeczypospolitej w opracowaniu Ryszarda Dzieszyńskiego obfitowało w niezwykłe wydarzenia zapamiętane przez naszą historię, jak sprowadzenie do Polski prochów Juliusza Słowackiego, Bitwa Warszawska, Przewrót Majowy, pogrzeb Marszałka Józefa Piłsudskiego. Celem ukazania prestiżu Polski na arenie międzynarodowej Ryszard Dzieszyński wspomniał w tomie o Krakowie i Galicji o wizytach w Kraju znamienitych gości z Włoch, Holandii, Niemiec…
     Na przekór PRL-owskiej propagandzie zamieszczony w tomie biogram Juliana Nowaka dowodzi, iż w Drugiej Rzeczypospolitej dostęp do uczelni wyższych i eksponowanych stanowisk mieli nie tylko członkowie elit społecznych, ale i przedstawiciele pozostałych (niższych) warstw. Wspomniany Julian Nowak, syn młynarza-rolnika, zdobył tytuł profesora zwyczajnego na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, którego został później rektorem, a następnie ministrem a nawet premierem (sic!).


Uniwersytet Jagielloński Collegium Novum 1930
Uniwersytet Jagielloński Collegium Novum 1930
Pogrzeb Józefa Piłsudskiego (Barbakan) 1935
Pogrzeb Józefa Piłsudskiego (Barbakan) 1935
Pomnik Grunwaldzki  fot. szukajwarchiwach.gov.pl 1935
Pomnik Grunwaldzki  fot. szukajwarchiwach.gov.pl 1935

wtorek, 5 listopada 2019

Podróżniczki. Dziewczyny, które nie znały granic

Krystyna Chojnowska-LiskiewiczJarosław Molenda

LIRA 2018









Podróżowanie czy bycie podróżnikiem

     Atrakcyjny tytuł i okładka książki autorstwa Jarosława Molendy przyciągnęły moją uwagę i zatrzymały ją na dłużej. Wszakże sformułowanie „Podróżniczki. Dziewczyny, które nie znały granic” jest niezwykle nośną nazwą dla książki, której twórcę znałam już z kilku innych publikacji. Piszący globtroter, o historycznych zainteresowaniach, uczynił bohaterkami tomu kilkanaście kobiet, które z racji swej aktywności przekraczały nie tylko granice krain, państw, kontynentów, ale i granice konwenansów, tradycji, dobrych obyczajów. Społeczny odbiór ich działalności, na przestrzeni wieków, w zarezerwowanej dla przedstawicieli płci brzydkiej dziedzinie, nie zawsze był pozytywny. Dobrze się zatem stało, iż sylwetki pań-obieżyświatów przybliżył nam znawca tematu i na to dodatek – mężczyzna.
     Lektura każdej książki wywołuje u mnie refleksje związane z korelacją, jaka zachodzi (lub nie) między treścią pozycji a jej tytułem. W przypadku omawianej pozycji zrodziły się u mnie pytania: kim jest podróżnik (podróżniczka)? Czy podróżowanie jest tożsame z pozostawaniem podróżnikiem? Czy prowadząca praktykę lekarską, handlująca niewolnikami i uprawiająca lichwę Dorota Falak zasłużyła na miano podróżniczki? Czy Anna Jadwiga Sapieżyna, patriotka, „sponsorka” Hotelu Lambert Czartoryskich, która ocaliła ich bibliotekę przewożąc ją do Paryża, była podróżniczką sensu stricto? Domniemana Świętosława, królowa szwedzka, duńska, norweska i angielska była zapamiętana przez historię jako matka królów Sygryda, ale czy jako podróżniczka?

Podróżnik jedzie świat zrozumieć

     „Podróżnik (podróżniczka) odbywa liczne i dalekie podróże w celu zwiedzania świata” – podaje Wielki Słownik Języka Polskiego, natomiast autor artykułu w National Geographic reasumuje „Podróżnik jedzie świat zrozumieć”. W książce Jarosława Molendy przywołano postaci kobiet podróżujących z przyczyn politycznych, handlowych, naukowych, rodzinnych, z konieczności. Część z nich stała się podróżniczkami. Ewa Dzieduszycka eksplorując liczne kraje w Europie, Azji, Afryce z ich muzeami, galeriami, zabytkami, górami, lasami, pustyniami, morzami…” określiła swą przynależność do rzeczonego grona spisując swe wspomnienia jako „Podróżniczka” do krain, „które jak sen się ukazały i jak sen przeminą”. Zaskakującą metamorfozę przeszła Jadwiga Mrozowska-Toeplitz: od wielkiej aktorki, przez wielką damę do wielkiej podróżniczki, jak skonstatowała Maria Morozowicz-Szczepkowska. „Słoneczne życie” tej pierwszej upłynęło głównie wśród krajów Azji. Wędrując po Dachu Świata opublikowała relację zatytułowaną „Moja wyprawa na Pamiry w roku 1929”. Badaczkę Bliskiego i Dalekiego Wschodu „Società Geografica Italiana” uhonorowało złotym medalem (jako jedyną kobietę). Doktor antropologii i badaczka ludów syberyjskich Maria Antonina Czaplicka opisała “Mój rok na Syberii” pod różnymi kątami: prowadzonych badań, trudów ekspedycji, środowiska geograficznego, dramatycznych przeżyć, ale także osobistych refleksji. Prowadziła ożywioną działalność naukową i publicystyczną.
     Wśród Podróżniczek zaprezentowanych w publikacji Wydawnictwa LIRA pojawiły się oczywiście i godne podziwu patriotki działające w niepodległościowej konspiracji lub materialnie wspierające umiłowaną Ojczyznę, jak wspomniane już Anna Jadwiga Sapieżyna czy Jadwiga Mrozowska-Toeplitz, która swe egzotyczne zdobycze przekazała do muzeów i bibliotek w Kraju. Współpracująca z powstańcem Szymonem Konarskim Ewa Felińska wywieziona kibitką do niesławnego Tobolska, wnikliwa obserwatorka życia zesłańców, pozostawiła „Wspomnienia z podróży do Syberii”.

Maria Antonina Czaplicka fot oksford.co.uk
Maria Antonina Czaplick
fot oksford.co.uk
Helena Rogozińska fot commons.wikimedia.org/wiki/
Helena Rogozińsk
fot commons.wikimedia.org/wiki/
Jadwiga Mrozowska-Toeplitz fot ipsb.nina.gov.pl
Jadwiga Mrozowska-Toeplitz
fot ipsb.nina.gov.pl

niedziela, 20 października 2019

Sprawiedliwi

Freski i witraże Juliana Bucmaniuka z bazyliki grekokatolickiej w ŻółkwiMaryla Ścibor-Marchocka 


2019









Przemilczana zbrodnia na Polakach

     „Sprawiedliwi. Rzecz o Ukraińcach ratujących Polaków w czasie Rzezi Wołyńskiej” autorstwa Maryli Ścibor-Marchockiej przeczytałam w jedno przedpołudnie; nie mogłam się oderwać od lektury tej książki! Poruszana tematyka Rzezi Wołyńskiej nie była mi obca, swego czasu dużo czytałam o rzeczonej apokalipsie, analizowałam przekazy świadków zawarte w pozycji „Wołyń. Przemilczana zbrodnia na Polakach” pod red. Michała Kramka, uczestniczyłam w spotkaniu z Krzesimirem Dębskim, autorem książki „Nic nie jest w porządku”, którego przodkowie doświadczyli koszmaru „Krwawej Niedzieli” w wołyńskim Kisielinie. Jednak lektura wspomnianej na początku książki okazała się niczym uderzenie w głowę banderowskim obuchem

Sprawiedliwi Ukraińcy

     Maryla Ścibor-Marchocka w swym złożonym debiucie literackim podjęła próbę przedstawienia Sprawiedliwych Ukraińców. Tych ostrzegających Polaków o zbliżających się napadach bandytów spod znaku tryzuba, tych ukrywających Polaków przed sadystami z szeregów OUN-UPA oraz tych przynoszących wsparcie umożliwiające przetrwanie Rzezi prześladowanym ludziom. Pisarka podjęła się ambitnego zadania, któremu z pewnością sprostała. Każde opowiadanie w części pierwszej opatrzyła informacją o źródle, z którego czerpała inspirację do napisania literackiej interpretacji historycznych wydarzeń na Kresach. W potopie barbarzyństwa zalewającego polski żywioł autorka znalazła ziarenka dobra nie ulegającego naciskowi silniejszego zła. Opowiadania, które wyszły spod jej pióra, pozwalają wierzyć w człowieka nawet, jeśli ten był ukraińskim sąsiadem.

wtorek, 27 sierpnia 2019

Romanse na szczytach władzy

Józef i Aleksandra Piłsudscy z córkamiIwona Kienzler


BELLONA 2018










 

 

 

Ludzkie oblicze władzy

     Iwona Kienzler specjalizująca się w pisarstwie historycznym, autorka ponad osiemdziesięciu książek (a na marginesie – czemu nie ma jej biogramu w Wikipedii?) ze szczególnym zainteresowaniem pochyla się nad rolą kobiet w dziejach Polski i Europy. Rzeczona publikacja doskonale wpisała się w kobiecy trend jej twórczości. Kilkanaście przedstawicielek płci pięknej, żon najważniejszych postaci Drugiej Rzeczypospolitej, wywarło znaczący wpływ nie tylko na swych wysoko postawionych małżonków, ale również na ich działalność na szczytach władzy. Pasjonatka historii z dużym znawstwem tematu przedstawiła szeroki kontekst historyczny wydarzeń, na których tle toczyło się prywatne życie bohaterów zbioru. Nie koniec na tym – opisanie budzących się namiętności i początków związków uczuciowych poprzedziła wnikliwą analizą aktywności mężów stanu oraz młodości ich wybranek, doprowadzając czytelnika do miejsca, w którym bohaterowie spotkali się i pokochali. Literatka czyniła to z dużym wyczuciem i taktem, nie oceniając postaci ani ich decyzji, a jedynie podążając śladami kochanków opowiedziała ich skomplikowane koleje losu. 
     Dla „współczesnych, aż do granic” czytelników, tematyka publikacji pisarki wydaje się niezwykle intrygująca chociażby z uwagi na odmienne standardy obyczajowości sprzed stu lat oraz na znane postaci z wyższych sfer dwudziestolecia międzywojennego. Wynikiem lektury są nasuwające się wnioski, co do ludzkiego oblicza władzy. Rozterki duchowe i uczuciowe zdarzają się wszystkim w jednakowym stopniu, także lokatorom Belwederu, Zamku Królewskiego czy Pałacu Prezydenckiego.

 

Kronika wypadków miłosnych

     Tytuł „Romanse na szczytach władzy” nie do końca zgadza się z zawartością książki Iwony Kienzler. Treść nazwy „romans” definiuje bowiem przelotność pozamałżeńskiego związku dwojga ludzi, natomiast literatka opowiedziała czytelnikom historie długotrwałych więzi, które, gdy pozwalały na to okoliczności, potwierdzano ślubem. Jak można przeczytać w książce, w czasach, w których brakowało instytucji rozwodu obywatele Drugiej Rzeczypospolitej radzili sobie z rozwiązywaniem ciążących im małżeństw na różne sposoby, często niełatwe w realizacji. Występowali o unieważnienie ślubu kościelnego, zmieniali wyznawaną religię, zdarzało się, że żyli w separacji z dotychczasowym małżonkiem, a w konkubinacie z nowym partnerem.
     Pomimo pejoratywnego znaczenia tytułowego słowa romans, w nazwach rozdziałów i podrozdziałów nie znalazłam określeń negatywnie oceniających postępowania wielkich międzywojennego świata. „Przypadki miłosne”, „Miłość i wspólnota ideałów”, „Miłość życia”, „Trudna miłość” brzmią nadzwyczaj spolegliwie, świadcząc o życzliwym usposobieniu autorki do prezentowanych postaci.

Ignacy i Maria Mościccy
Ignacy i Maria Mościccy
Marta i Edward Śmigły-Rydz fot. kuriergalicyjski.com
Marta i Edward Śmigły-Rydz fot. kuriergalicyjski.com













środa, 31 lipca 2019

Uwikłane w historię. Bohaterki i zdrajczynie

Jarosław Molenda - dedykacja Jarosław Molenda


Wydawnictwo LIRA 2019







 

Dziewczyny, które igrały z życiem i historią

     Jarosław Molenda – pisarz, dziennikarz, publicysta i podróżnik popełnił kolejną w swym dorobku literackim książkę historyczną, tym razem, o „Uwikłanych w historię Bohaterkach i zdrajczyniach”. W podtytule tomu wymieniono nazwiska niektórych „Dziewczyn, które igrały z życiem i historią”. Z dużym zainteresowaniem zatopiłam się więc w lekturze i po jej przestudiowaniu chciałabym przytoczoną frazę przeformułować do wersji: „Dziewczyny, z którymi igrało życie i historia”. Znalazły się przecież w niewłaściwym (właściwym?) miejscu i czasie. Z tego powodu, jakby powiedział prof. Witold Kieżun, „ukradziono im młodość” – no, może w przypadku Zofii Kossak i Julii Brystygier, późną młodość.
     Wszystkie bohaterki rzeczonej publikacji Wydawnictwa LIRA okazały się kobietami niezwykłymi, które z własnej woli lub wyrokami losu sięgnęły po zarezerwowane dotąd jedynie dla mężczyzn sfery czynnej obrony ojczyzny. Antybohaterki natomiast – Wanda, co chciała sowieta i Julia, nie bez kozery nazywana Krwawą Luną – pomimo dobrego pochodzenia i wykształcenia (doktoraty na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie Jana Kazimierza) dopuściły się zbrodni zdrady ojczyzny. Tych ostatnich kobiet autor starał się nie potępiać w czambuł, dowodząc, że w ich historiach prawda mieszała się z fikcją, która z uwagi na swą „atrakcyjność” głębiej zapadła w ludzką pamięć.

Być albo mieć

     Pisząc o bohaterkach „Uwikłanych w historię” pisarz wnikliwie przyjrzał się motywom ich walecznej działalności. Poza naturalnym umiłowaniem Ojczyzny wśród przyczyn znalazła się realizacja wysokich standardów wychowania patriotycznego obligującego do „zachowania się jak trzeba”, temperament młodych kobiet potrzebujących ciągłego przypływu adrenaliny oraz obietnice finansowej czy materialnej gratyfikacji składane przez werbujących do współpracy. Równocześnie autor analizując dostępne mu materiały źródłowe, wykorzystał koleje losu swych bohaterek i zdrajczyń do nakreślenia obrazu zjawisk charakterystycznych dla czasów wojny i dwu okupacji  - domniemany polski antysemityzm, konieczność trudnych wyborów w powojennej Polsce, sytuacja polskich oficerów w Wielkiej Brytanii po zakończeniu wojny czy metody komunistycznej perswazji


Halina Szymańska fot geni.comKlementyna Mańkowska fot spyshop.plIzabella Horodecka fot nac.gov.plIrena Conti di Mauro fot remigiusz-grzela.pl


sobota, 20 lipca 2019

Od Wojanowa do Karpnik

KarpnikiWojanów Dolina Pałaców i Ogrodów lipiec 2019












Dolina Pałaców i Ogrodów

     Park Kulturowy Kotliny Jeleniogórskiej znany pod nazwą Dolina Pałaców i Ogrodów odwiedziłam w drodze do Karpacza. Jedenaście z siedzib i rezydencji, ze względu na ich wartości artystyczne i historyczne, uznanych zostało przez Prezydenta RP za pomniki historii. Spośród nich obejrzałam zespół pałacowo-parkowy w Wojanowie, Łomnicy, Bukowcu, Karpnikach oraz pałac w Miłkowie. Każdy z nich ma różny sposób użytkowania przez obecnych właścicieli – od Muzeum Pałacowego, przez siedzibę Związku Gmin Karkonoskich do hoteli i restauracji, w związku z czym różna jest dostępność obiektów (a może niedostępność).

     Wojanów wita gości hotelem, restauracjami, kawiarnią, centrum konferencyjnym, w których odbywają się imprezy kulturalne oraz organizowane są wystawy. W Sali balowej zachowały się piękne polichromie. Uwagę zwracają oranżerie w narożach elewacji ogrodowej. Wokół pałacu rozciąga się park, a w jego pobliżu znajdują się zabudowania folwarczne.

Wojanów - oficynaWojanów - frontWojanów - od ogrodu


Wojanów - Sala balowaWojanów - Sala balowaWojanów - pałacowa sień

wtorek, 9 lipca 2019

Korzenie są polskie

Aleksandra Ziółkowska-Boehm Aleksandra Ziółkowska-Boehm

 

Polska Oficyna Wydawnicza BGW 1992
 








Korzenie, które są polskie

     Aleksandra Ziółkowska-Boehm od połowy lat 80’ XX w. prowadziła rozmowy z wybitnymi postaciami życia społecznego w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, których „Korzenie są polskie". Pisarka, od kilku lat mieszkająca na kontynencie amerykańskim, zebrała te wywiady w książkę wydaną w Polsce. Poprzez rozmowy i komentarze do nich zaprezentowała swą ogromną wiedzę na tematy społeczne krajów  Ameryki. Kanadyjska i amerykańska kultura, nauka, polityka, gospodarka nie mają tajemnic dla Polki urodzonej w Łodzi. Mój podziw wzbudził zakres i poziom merytoryczny pytań zadawanych przedstawicielom bardzo nieraz odległych dziedzin wiedzy, a raport osiągnięć neuroendokrynologicznych profesora Andrew Schally’ego rzucił mnie na kolana.
    Tytułowe korzenie Aleksandra Ziółkowska-Boehm zaczerpnęła z wypowiedzi doradcy prezydentów USA – Zbigniewa Brzezińskiego, który pragnął, aby jego „dzieci były dumne z polskiego pochodzenia i świadome polskiej tradycji i historii”, a gdy dorosną będą szukać własnych korzeni. „Korzeni, które… są polskie”.
      Naturalnie, literatka pamięta o swych korzeniach, podkreślając wyrastanie wybitnych Polaków, po wojnie osiadłych w Ameryce, z polskiej kultury, tradycji, obyczajów, wartości. Pisała i pisze „o ludziach, których dotknęła historia w okrutny sposób”, a jednak mimo traumatycznych wspomnień wydarzeń doświadczanych w ojczyźnie nie wypierają się polskiego pochodzenia i związków z polskością, wręcz przeciwnie – wykazują swój związek z polskością, między innymi poprzez pielęgnowanie polskiej mowy, polskiej tradycji i zwyczajów.

Aleksandra Ziółkowska-Boehm i Zbigniew Brzeziński
Aleksandra Ziółkowska-Boehm i Zbigniew Brzeziński

Aleksandra Ziółkowska-Boehm i Benedykt Heydenkorn
Aleksandra Ziółkowska-Boehm i Benedykt Heydenkorn













Emigracja, Polonia, patriotyzm

     Czytałam książkę Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm, wydaną ćwierć wieku temu, bogatsza o znajomość wydarzeń mających miejsce już po jej edycji. Znałam dalsze losy bohaterów zbioru, ich późniejsze osiągnięcia, a także ujawnione dopiero po roku przełomu 1989, mniej lub bardziej skrywane czy przekłamywane fakty. Kwestie, jakie dzięki niezwykle przenikliwej umysłowości humanistki bardzo trafnie przedstawiła i oceniła, ja mogłam na bieżąco skonfrontować z rzeczywistością. Szczególnie interesujące wydawały mi się opinie, jakie rozmówcy prozaiczki wyrażali na temat innych przedstawicieli Polonii. Wzajemne oskarżenia, podejrzenia o „współpracę” zweryfikował bezstronny czas. Z dużą dozą wrodzonego taktu literatka przedstawiła stanowiska swych bohaterów na temat ówczesnej kondycji Polonii, choć nie zawsze zgadzała się z nimi. „Emigracja zazwyczaj kończy się po ustabilizowaniu”. Z powodzeniem zmierzyła się z legendą noblisty Czesława Miłosza, który „Nigdy nie chciał być uwikłany w historii”, i jednocześnie z pogardą wyrażał się o "niesłychanym prymitywizmie Polonii amerykańskiej”.
     Pisarka korzystając ze słów swych interlokutorów zapoznała czytelników z pojęciami emigracja i Polonia oraz z charakterystyką środowisk polonijnych. Zwięzłą definicję Polonii przytoczyła za  publicystą i działaczem polonijnym Benedyktem Heydenkorn: „termin Polonia obejmuje tych, którzy w jakiejkolwiek formie zachowują związek z Polską, jej kulturą, tradycją”.  Podzieliła się poglądami rozmówców w kwestii Polonii i ogólniej – emigracji oraz dała czytelnikom wykładnię problematyki emigracyjnej ze wszystkimi jej aspektami – organizacjami polonijnymi, rolą Polonii dla Polaków w kraju i za granicą, a także jej znaczeniem dla społeczeństw krajów goszczących rodaków. Wybierając określonych rozmówców dowiodła znaczącego wkładu Polaków w dorobek krajów, w których przyszło im działać, czy to w sferze nauki, kultury, polityki, gospodarki. Istotnemu udziałowi i zaangażowaniu Polaków w rozwój nowych ojczyzn sprzyjało, szczególnie w przypadku ostatnich fal emigracji (powojenna czy „solidarnościowa”), wyjątkowo wysokie wykształcenie polskich emigrantów w porównaniu z innymi grupami etnicznymi. Na ten fakt, w rozmowie z pisarka, zwrócił uwagę inżynier Zdzisław Przygoda.

wtorek, 2 lipca 2019

Od Szamotuł do Będlewa przez Dakowy Mokre

Wielkopolska czerwiec 2019

 

BędlewoSzamotułyDakowy Mokre

     Wielkopolska wycieczka pozwoliła mi odwiedzić kilkanaście zabytkowych obiektów o bardzo różnym przeznaczeniu i względnie dobrym stanie technicznym. Znalazły się wśród nich muzea, ośrodki pracy twórczej, dom seniora, klasztor, szkoła oraz sprywatyzowane, trafiające w zapotrzebowanie społeczne, hotele pełniące najczęściej funkcje domów weselnych.

Dakowski Dwór

     Neoklasycystyczny dwór szlachecki we wsi Dakowy Mokre mieści hotel i Dom Seniora. Dookoła rozciąga się stary park z alejami klonową i grabową oraz ciekawymi elementami małej architektury ogrodowej: fontanna w postaci kobiety wylewającej wodę z dzbana czy kobieca postać siedząca na ławce, stary bicykl, studzienka itp. Zabytkowe wnętrze dworu urzeka starymi meblami z epoki, lustrami w złoconych ramach, pięknymi obrazami, staroświeckimi lalkami i drewnianymi schodami.

Dakowy Mokre - holDakowy Mokre - lustroDakowy Mokre - schody


Dakowy Mokre - fontannaDakowy Mokre - bicyklDakowy Mokre - hol