
Kolorowy domek – Maria Kozaczkowa
Moja izba w kwiotki,
W listecki stodoła
I na studni nawet
Wionecek dokoła!
Cudują się ludzie,
Dziwio się wyciecki:
Cem jo malowała
Te ślicne kwiotecki?
Malowałam rosą,
Poranną jutrzenką,
Casem łezką z ocka,
A casem piosenką.
Do uśmiechu dziecka
Dosypuje mgiełke
Znad łącki i miesom
Jaskółcem skrzydełkiem…
W Zalipiu se mieskom
W malwach i powojach,
Bo to nojpiekniejso
Rodzinno wieś moja.
Żywa wieś Zalipie
Zalipie należy do tych miejsc, których nie sposób pomylić z żadnym innym. Kwiatowe ornamenty pokrywające domy, budynki, studnie, kapliczki, psie budy stały się znakiem rozpoznawczym wsi i jednym z najbardziej charakterystycznych zjawisk polskiej sztuki ludowej. Album poświęcony Zalipiu pokazuje jednak coś więcej niż tylko efektowną dekoracyjność. Opowiada o tradycji, która narodziła się z codzienności, była przekazywana z pokolenia na pokolenie i – co najważniejsze – nadal pozostaje żywa.
Pod koniec XIX wieku kobiety zaczęły rozjaśniać okopcone dymem ściany izb białymi wapiennymi plamami. Z czasem pojawiły się kolory, a proste znaki przekształciły się w kwiaty inspirowane tymi, które rosły na okolicznych łąkach i w wiejskich ogródkach. Piwonie, róże, łubiny, później coraz bardziej rozbudowane bukiety i girlandy wyszły z wnętrz domów i zaczęły obejmować całe obejścia. Właśnie ta historia sprawia, że zalipiańskie malowanie trudno traktować wyłącznie jako malowniczą atrakcję turystyczną. Jest ono częścią miejscowej kultury, sposobem upiększania najbliższego otoczenia i formą artystycznej wypowiedzi.



Dom Malarek i Malowana Chata
Największą zaletą publikacji są oczywiście fotografie. Pokazują zarówno najbardziej znane przykłady zalipiańskiego malarstwa, jak i miejsca leżące poza utartym szlakiem, rzadziej odwiedzane przez turystów i fotografowane przez dziennikarzy. To ważny wybór, ponieważ pozwala spojrzeć na Zalipie nie jak na kilka reprezentacyjnych obiektów, lecz jak na rozległy krajobraz kulturowy tworzony przez dziesiątki osób. W albumie zaprezentowano twórczość siedemdziesięciu malarek, dzięki czemu wyraźnie widać, że miejscowa tradycja nie jest dziełem jednej artystki ani zamkniętym rozdziałem folkloru.
Ważnym bohaterem książki pozostaje także samo Zalipie: jego domy, zagrody, kościół, Muzeum Felicji Curyłowej i Dom Malarek. Ten ostatni pełni szczególną funkcję – jest miejscem prezentacji miejscowego rękodzieła, spotkań, warsztatów i popularyzacji tradycji. Album przypomina również o konkursie „Malowana Chata”, który sprzyja odnawianiu dawnych dekoracji i powstawaniu nowych. W ten sposób otrzymujemy nie tyle dokument świata minionego, ile świadectwo obyczaju, który nadal się zmienia i rozwija.



Zanurzenie w zachwycie
Publikacja nie ogranicza się przy tym do fotografii. Towarzyszą im informacje o historii zalipiańskiego zdobnictwa, działalności Domu Malarek oraz poezja miejscowych autorów. Szczególnie dobrze współgrają z całością wiersze odwołujące się do kwiatów, domu i rodzinnej wsi. Nie są literackim dodatkiem wciśniętym pomiędzy zdjęcia, lecz dopełniają sposób, w jaki sami mieszkańcy opowiadają o swoim świecie.
To album pogodny, bardzo kolorowy, chwilami wręcz zanurzony w zachwycie nad Zalipiem. Taki ton wydaje się jednak naturalny, skoro książkę współtworzą osoby mocno związane z miejscem i jego tradycją. Nie znajdziemy tu chłodnego etnograficznego dystansu ani rozbudowanej analizy przemian sztuki ludowej. Otrzymujemy za to spojrzenie od środka – pełne szacunku dla pracy miejscowych artystek i przekonania, że zalipiańskie malowanie jest czymś więcej niż ozdobą.



Nieustannie zakwitająca wieś
Na fotografiach uwagę zwracają również dawne, niewielkie budynki gospodarcze i wiejskie chałupy, które nadają Zalipiu charakter miejsca jeszcze mocno zakorzenionego w tradycyjnym krajobrazie wsi. Można nawet zobaczyć studnie, lodownie-ziemiankę czy ule z pasieki. Autorzy zaglądają także do wnętrz domów, gdzie obok kwiatowych malowideł można zobaczyć stare sprzęty, meble, piece i przedmioty codziennego użytku, pamiętające zupełnie inny rytm życia. Szczególnego uroku dodają zdjęciom podwórka, po których przechadza się drób (także indyk), często z gromadką piskląt. Te pozornie drobne szczegóły są bardzo cenne – sprawiają, że album dokumentuje nie tylko zalipiańskie malarstwo, ale również otoczenie, obyczaj i materialny świat dawnej wsi, który stopniowo znika z polskiego krajobrazu.



I właśnie w tym widzę największą wartość tej publikacji. Fotografie zatrzymują konkretne domy, malowidła i kompozycje, ale zarazem dokumentują ludzi, którzy wciąż biorą do ręki pędzel i dopisują własny fragment do tradycji rozpoczętej ponad sto lat temu. Zalipie na kartach albumu nie staje się skansenem. Pozostaje wsią żywą, zmieniającą się i – w najbardziej dosłownym znaczeniu tego słowa – nieustannie zakwitającą.




*zdjęcia własne z książki
