Czytam Po Polsku

Zagrożone dziedzictwo

Leszek Adamczewski

Replika 2019

Materialne świadectwa przeszłości

Leszek Adamczewski pisze o konkretnych dziełach sztuki, zabytkach, kolekcjach i skarbach, lecz w istocie opowiada o czymś znacznie ważniejszym: o odpowiedzialności za materialne świadectwa przeszłości. Pokazuje, jak łatwo można je utracić i jak trudno później odtworzyć ich losy. Wojna, grabież, zmiana granic, polityczne decyzje, prywatna chciwość, zaniedbanie, a czasem zwyczajny przypadek sprawiają, że przedmioty uznawane za trwałą część kultury rozpoczynają własną, często niezwykle skomplikowaną wędrówkę. Bywa, że po kilkudziesięciu latach wracają. Bywa też, że pozostają po nich jedynie dokumenty, fotografie, relacje i pytania.
Zakres tematyczny książki jest szeroki. Leszek Adamczewski prowadzi czytelnika od wojennych losów poznańskiej katedry i zaginionej szczecińskiej Sediny, przez historię wawelskich skarbów, aż po głośne kradzieże obrazów i zagadki dzieł, których los pozostaje niejasny. Już ta rozpiętość pokazuje, że publikacja wykracza poza katalog wojennych strat. Autor interesuje się całym „życiem” zabytku: jego powstaniem, miejscem w historii, momentem zagrożenia, próbą ratunku, grabieżą, ukryciem, przemieszczeniem, a czasem również odzyskaniem.

Utrata narodowych zbiorów

Jedną z bardziej interesujących części stanowi opowieść o wawelskich arrasach, Szczerbcu i innych najcenniejszych skarbach ewakuowanych w 1939 roku. Ich droga przez Europę aż do Kanady oraz późniejsze spory o zwrot momentami przypominają gotowy scenariusz filmu. Leszek Adamczewski dobrze pokazuje przy tym, że ratowanie dziedzictwa nie kończy się na wywiezieniu cennego przedmiotu z miejsca zagrożenia. Potrzebne są jeszcze decyzje ludzi, instytucji i państw, a także determinacja tych, którzy przez kolejne lata nie godzą się na utratę narodowych zbiorów. Właśnie w takich historiach najlepiej widać, jak bardzo los dzieła sztuki może zależeć od wielkiej polityki. W tej perspektywie krąg odpowiedzialności staje się znacznie szerszy. Wojna jest katastrofą, ale po jej zakończeniu trzeba rozpoznać wartość ocalałych zabytków, zabezpieczyć je, zinwentaryzować i zdecydować o ich dalszym losie. Losy zabytków stają się więc również opowieścią o powojennej administracji, muzealnictwie, polityce kulturalnej, a czasem zwykłej bezmyślności.

Zagrożenie dla dziedzictwa

Obok wydarzeń dobrze udokumentowanych pojawiają się historie pozostawiające znacznie więcej znaków zapytania. Dziennikarz śledzi losy „Sądu Ostatecznego” Hansa Memlinga, „Pięknej Madonny” z Torunia czy Bursztynowej Komnaty. W jednym przypadku możemy rekonstruować kolejne etapy niezwykłej wędrówki dzieła, w innym ślad urywa się, pozostawiając pole dla hipotez. Tu ujawnia się reporterski temperament autora. Leszek Adamczewski podąża za niejasnymi tropami, porównuje różne wersje wydarzeń i przywołuje świadectwa, których wiarygodności nie zawsze da się jednoznacznie potwierdzić. Dzięki temu książkę czyta się bardzo dobrze, choć momentami wymaga od czytelnika ostrożności w oddzielaniu udokumentowanych faktów od hipotez.
Szczególnie ważne wydają mi się te fragmenty, które pokazują, że zagrożenie dla dziedzictwa nie skończyło się w maju 1945 roku. Opowieść o Elblągu obejmuje powojenny rabunek, ukrywanie zabytków oraz odbudowę zniszczonych obiektów, a historia kościoła Lutra pokazuje także skutki późniejszych decyzji, zaniedbań i samowoli.

Wojenne wędrówki dzieł sztuki

Leszek Adamczewski nie ogranicza się przy tym do Polski. W rozdziale poświęconym Skarbowi Troi pojawia się problem wywozu z Berlina bezcennych zbiorów do ZSRR. Dzięki temu przypomina, że wojenne wędrówki dzieł sztuki tworzą skomplikowaną sieć roszczeń, strat i „rekompensat”. Nie zawsze łatwo jednoznacznie rozstrzygnąć, dokąd dany obiekt powinien powrócić, zwłaszcza gdy przez dziesięciolecia zmieniają się granice, właściciele i polityczne interpretacje historii.
Inny ton mają opowieści o dziełach, które ginęły zarówno podczas wojny, jak i wiele lat po jej zakończeniu. „Plaża w Pourville” Claude’a Moneta została skradziona z Muzeum Narodowego w Poznaniu w 2000 roku i odzyskana po dziewięciu latach. Z kolei „Zima w małym miasteczku” Maksymiliana Gierymskiego, utracona podczas II wojny światowej, została odnaleziona w 2017 roku. Te historie pokazują, jak różne mogą być okoliczności zaginięcia dzieła i jak długiej pracy wymaga jego odzyskanie.

Zabezpieczony depozyt przeszłości?

Reporterski sposób pisania Leszka Adamczewskiego dobrze służy tej tematyce. Pisarz sprawnie buduje napięcie, wykorzystuje anegdotę, szczegół i nieoczekiwane zwroty, a przy tym chętnie podąża za tropami, które nie zawsze prowadzą do jednoznacznych odpowiedzi. Mnogość tropów i hipotez momentami osłabia przejrzystość wywodu, ale zarazem nadaje książce dynamikę i charakter historycznego śledztwa. Widać tu zarówno doświadczenie dziennikarskie autora i jego zainteresowanie konkretem oraz świadectwem, jak i umiejętność popularyzatora historii, który potrafi z archiwalnych materiałów zbudować zajmującą opowieść.
Po lekturze pozostaje przede wszystkim świadomość, że dziedzictwo nie jest raz na zawsze zabezpieczonym depozytem przeszłości. Może przetrwać bombardowanie, a zginąć później w magazynie. Może zostać uratowane przed okupantem, a następnie rozproszone wskutek powojennego chaosu. Może przez dziesięciolecia pozostawać w nieznanym miejscu i nagle pojawić się na rynku sztuki. Może też nigdy nie zostać odnalezione. Zebrane przez Leszka Adamczewskiego historie dobrze pokazują kruchość dziedzictwa.

Elementarne poczucie odpowiedzialności

Wiele opisanych historii ma w sobie coś z kryminału czy reporterskiego śledztwa, ale ważniejsze jest pytanie, które pozostaje po ich przeczytaniu: co jesteśmy gotowi zrobić, aby podobnych historii było mniej? Ochrona dziedzictwa wymaga wiedzy, środków finansowych i sprawnych instytucji, ale także elementarnego poczucia odpowiedzialności. Książka Leszka Adamczewskiego pozostawia jednak pewną nadzieję. Dopóki istnieją dokumenty, fotografie, archiwa i ludzie gotowi szukać, nawet dawno utracony zabytek nie musi być uznany za bezpowrotnie stracony. Czasami powraca po dziesięcioleciach. Sama świadomość, że warto go szukać, jest już pierwszym krokiem do jego ochrony.

*zdjęcia własne z książki