Czytam Po Polsku

Dwory

Łukasz Gaweł

Kluszczyński 2011

Dwory” Łukasza Gawła to niewielka objętościowo książka, która obejmuje zaskakująco szeroki materiał. Autor prowadzi czytelnika przez ponad sto siedzib rozsianych po całej Polsce – od miejsc dobrze znanych, jak Czarnolas, Bronowice, Łopuszna, Żelazowa Wola czy Radziejowice, po dwory, których nazwy zapewne dla wielu będą odkryciem. Nie jest to monografia ani szczegółowy katalog zabytków. Raczej panorama polskiego dworu, pokazująca zarówno jego różnorodność architektoniczną, jak i niezwykle skomplikowane losy.
Publikację otwiera krótki, dobrze napisany wstęp. Gaweł syntetycznie przedstawia kształtowanie się dworu jako charakterystycznego elementu polskiego krajobrazu – od wcześniejszych siedzib o funkcjach obronnych po parterowy, szerokofrontowy dom z gankiem lub portykiem, otoczony parkiem, ogrodem i zabudowaniami gospodarczymi. Ważniejsze od samej formy pozostaje jednak jego znaczenie kulturowe. Dwór był domem, ośrodkiem gospodarstwa, miejscem gromadzenia książek, dokumentów i pamiątek, a w czasach zaborów także jednym z punktów podtrzymywania tradycji i narodowej pamięci.

Autor przypomina również o silnej obecności dworu w polskiej literaturze i kulturze. Mickiewiczowski Sopliców stworzył wzorzec niemal archetypiczny, ale Gaweł nie zatrzymuje się na romantycznym obrazie białego domu pośród drzew. Pokazuje, że rzeczywiste siedziby ziemiańskie pełniły konkretne funkcje społeczne, gospodarcze i kulturalne. We dworach działały biblioteki, niekiedy szkoły i lecznice, a ich mieszkańcy uczestniczyli w życiu lokalnych społeczności. Ten fragment wprowadzenia wystarcza, aby kolejne fotografie oglądać nie tylko jak dokumentację architektury.
Znacznie ciekawsza staje się książka wtedy, gdy z ogólnej historii przechodzi do losów poszczególnych siedzib. Gaweł często prowadzi ich dzieje aż do czasów powojennych, a dzięki temu kolejne noty nie kończą się na nazwisku ostatniego ziemiańskiego właściciela. Reforma rolna, przejmowanie majątków przez państwo i zmiana funkcji dawnych domów wracają w opisach niczym powtarzający się, choć za każdym razem trochę inny motyw.

I właśnie tutaj najbardziej widać skalę przemiany, jaka dokonała się po 1944 roku. Dawny dom stawał się szkołą, urzędem, siedzibą instytucji, mieszkaniami, zapleczem gospodarstwa państwowego albo obiektem użytkowanym w sposób niewiele mający wspólnego z jego pierwotnym przeznaczeniem. Czasami nowa funkcja pozwalała budynkowi przetrwać, choć zwykle kosztem wyposażenia i dawnego charakteru wnętrz. W innych przypadkach wieloletnie zaniedbanie prowadziło do stopniowej degradacji. Powojenna historia dworów okazuje się więc równie ważna jak ich wcześniejsze dzieje, ponieważ tłumaczy ich dzisiejszy stan znacznie lepiej niż sama metryka zabytku.
Czytając kolejne krótkie historie, łatwo dostrzec, jak odmienne drogi mogły prowadzić od podobnego punktu wyjścia. Jeden dwór ocalał dzięki przeznaczeniu na muzeum, drugi przez dziesięciolecia służył zupełnie innym celom, kolejny odzyskał funkcję mieszkalną, jeszcze inny doczekał się remontu dopiero po latach zaniedbań. Są obiekty starannie odnowione, ale są również takie, których obecny wygląd mówi więcej o XX wieku niż o czasach ich największej świetności.

Historia zabytku nie zostaje zamknięta w bezpiecznej przeszłości. Autor pokazuje, że rok 1945 nie jest ostatnią datą wartą odnotowania. Przeciwnie – właśnie późniejsze dekady często przesądziły o tym, co możemy zobaczyć dzisiaj. Czasami trudno oprzeć się wrażeniu, że największym zagrożeniem dla niektórych siedzib nie była nawet gwałtowna katastrofa, lecz kilkadziesiąt lat doraźnego użytkowania, prowizorycznych remontów i braku rzeczywistego gospodarza.
Przy ponad stu obiektach i zaledwie kilkudziesięciu stronach opisy pozostają oczywiście bardzo zwięzłe. Nie poznamy szczegółowych dziejów kolejnych rodzin ani wszystkich zmian własnościowych i architektonicznych. Traktuję to jednak bardziej jako konsekwencję przyjętej formuły niż wadę książki. Krótka nota ma przede wszystkim uchwycić najważniejsze fakty i skierować uwagę czytelnika na sam obiekt. Niejedna z tych informacji może zresztą sprowokować do dalszych poszukiwań – a w przypadku wydawnictwa krajoznawczego trudno chyba o lepszy skutek uboczny.

Dwory” Łukasza Gawła są więc przede wszystkim dobrym punktem wyjścia do poznawania polskich siedzib ziemiańskich. Cenię w tej publikacji umiejętne połączenie syntetycznego wprowadzenia z konkretnymi historiami miejsc. Dwór pojawia się tu jako architektura, dom i element kultury, ale także jako świadek powojennych przemian. I chyba właśnie wtedy fotografie nabierają największego znaczenia: przedstawiają budynki, które przetrwały, lecz niemal każdy z nich musiał po drodze stać się czymś innym, zanim ponownie zaczęto dostrzegać w nim nie tylko użyteczny gmach, lecz także fragment polskiego dziedzictwa.

*zdjęcia własne z książki