czwartek, 21 maja 2015

Tak było... Niedemokratyczne wspomnienia.

Tak było... Niedemokratyczne wspomnienia.

Eustachy Sapieha (1881 - 1963)

Świat Książki 2012





Niedemokratyczne wspomnienia?

     Sapieha, Zamoyski, Potocki, Sobieski, Czartoryski, Radziwiłł, Lubomirski, Poniatowski – przywołujemy dziś tak miłe dla ucha nazwiska polskiej arystokracji. Etymologia nazwy elity społeczeństwa daje nam jasną wykładnię powinności arystokracji – aristos znaczy najlepszy, krateo – rządy. O przynależności do arystokracji decydowało pochodzenie, dziedziczenie tytułu i posiadanie dóbr. Bycie arystokratą skutkowało nie tylko wykorzystywaniem przywilejów, ale przede wszystkim spełnianiem obowiązków, jakie narzucała bardzo szeroko pojmowana służba społeczeństwu i Ojczyźnie. Eustachy Sapieha (1916 - 2004) zapewnia w autobiografii, że „Tak było…”, jednak w podtytule uzupełnia, iż są to jego „Niedemokratyczne wspomnienia”.
Przed zamkiem w Pszczynie  
Na zdjęciu z zamku w Pszczynie urzeka lista nazwisk
„modeli” na schodach: 
Sapieha, Radziwiłł, Zamoyski, Dzieduszycki.

„Tak było…”, i komu to przeszkadzało, Panie?

 


Demokracja czy ochlokracja?

    Już starożytni Grecy (Platon, Arystoteles) wyróżnili trzy naturalne formy ustrojowe: monarchia – rządy jednostki, arystokracja – rządy mniejszości i politeja – rządy większości oraz trzy zdegenerowane formy tj. tyrania - rządy jednostki, oligarchia – rządy mniejszości i demokracja – rządy większości. Cieszy więc, że Eustachy Sapieha odżegnuje się od tej niemal ochlokracji (rządy tłumu), już w tytule książki, którą: „Pamięci tych, co odeszli, i tym, którzy po mnie z rodziny pozostaną” poświęca.

Dlaczego trzeba przeczytać tę autobiografię?

     Aby ukształtować właściwe postrzeganie arystokracji polskiej trzeba przeczytać autobiografię Eustachego Sapiehy, gdzie wspomina on o mieszkaniu w Zakładzie Ossolińskich we Lwowie, któremu książę Lubomirski przekazał bibliotekę i zbiór obrazów jako zaczątek muzeum i galerii. W książce tej można przeczytać o kaplicy wybudowanej w stolicy Kenii Nairobi jako votum za ocalenie Eustachego Sapiehy z niewoli niemieckiej. Należy przeczytać jak księstwo Sapiehowie wytłumaczyli córkom, że „Noblesse oblige” stanowi zobowiązanie do szlachetności, i dlaczego własnoręcznie wykonane abażury ozdobiono herbami Lis i Leszczyc.

Herb Lubomirskich - Leszczyc
Herb Lubomirskich - Leszczyc
Herb Sapiehów - Lis
Herb Sapiehów - Lis


Zdobienie herbami rodowymi
Zdobienie herbami rodowym

Z Europy do Afryki

    Eustachy Sapieha rozdziałom książki nadał tytuły zaczerpnięte z zawiłych etapów jego fascynującego życia. Poczynając od rozdziału Spusza1 autor zamknął opowieść swojego życia w ramach miejsca urodzenia. Przeprowadził następnie czytelnika przez pobyt w Wojsku i na Studiach, ukazał Szczęśliwe dni swoje i Ojczyzny zakończone we Wrześniu 1939 roku Niewolą niemiecką i sowiecką oraz przybliżył pracę z końmi w Grabau i przebywanie w Belgii. W drugiej części wspomnień, poświęconej Afryce, biograf opowiada o zarabianiu na życie w Tartakach, sprzedaży Złomu, poszukiwaniu Rubinów, by stać się White Hunter, organizatorem Fotosafari i współtwórcą Filmów i telewizji. Końcowym akordem biografii (i życia) jest nostalgiczna wizyta w Spuszy2.

Album zdjęć rodzinnych i reprodukcji

    Wydawnictwo „Świat Książki” oddało do rąk czytelników publikację wyszlifowaną edytorsko, wydrukowaną na dobrym papierze  i w eleganckich twardych okładkach. Bezspornym atutem tego tomu jest zamieszczony imponujący zbiór około dwustu fotografii dokumentujących opisywane przez autora fragmenty biografii jego i jego rodziny. Obok uproszczonych genealogii Sapiehów (ojciec) i Lubomirskich (matka) historyk rodu przybliżył czytelnikowi postaci rodziców: Eustachego Kajetana Sapiehy i Teresy z Lubomirskich.
    „Oboje rodzice byli kwintesencją kultury europejskiej, znali jej języki, znali jej dzieła i pomniki, kochali się w pięknie, nauczyli nas kochać to wszystko i nauczyli nas kochać przyrodę, życie i jego radości, wpajali w nas poczucie odpowiedzialności i obowiązku”.
    Interesującym elementem wizualnym publikacji są reprodukcje obrazów Andrzeja Łepkowskiego (ur. 1925r.) ukazujące myśliwskie obyczaje i tradycje polskiego ziemiaństwa. Z Andrzejem Łępkowskim (ur. 1922r.) łączy Eustachego Sapiehę taki sam tytuł książki: „Tak było…”, będącej wspomnieniami z obozu zagłady w Auschwitz. 

rys. E. Czarnecki
rys. E. Czarnecki
mal. Andrzej Łepkowski
mal. Andrzej Łepkowski
rys. L. Maciąg
rys. L. Maciąg
    Reprodukcje rysunków z kampanii wrześniowej 1939 roku autorstwa L. Maciąga i z obozu jenieckiego autorstwa E. Czarneckiego dopełniają graficznego opracowania autobiografii Eustachego Sapiehy.

Creme de la creme Narodu

    Zbiór wspomnień Eustachego Sapiehy urzekł mnie kunsztownym odtworzeniem atmosfery Starego Świata Wielkiej Polski, której pozbawili nas zaborcy pierwszego i siedemnastego września 1939 roku, świata którego już nie ma i nie będzie. Nie sposób opisać i skomentować wszystkich zalet tej publikacji, skupię się więc na kilku kwestiach, które w szczególny sposób przyciągnęły moją uwagę i zasługują na ocalenie od zapomnienia.
    Na wielu kartach książki książę Sapieha wyjaśnia na czym polegało wypełnianie maksymy „Noblesse oblige” i jakie to miało znaczenie w praktyce. Wyjątkowa dbałość o wszechstronne wykształcenie młodego pokolenia (w tym nauka języków obcych i dobrych manier) podyktowana była nie tylko możliwościami intelektualnymi elity społeczeństwa, czy możliwościami finansowymi, ale służyć miała przyszłym zadaniom, jakie miały stanąć przed „creme de la creme” Narodu. Życie Eustachego Sapiehy pokazało, jak wiedza i umiejętności, nabyte w dzieciństwie i młodości, nierzadko ratowały życie i pozwalały zdobywać środki do utrzymania rodziny, gdy pozbawiono ją wszelkich dóbr i wypędzono z własnych majątków. 

Konie, rubiny, polowania!

Książę Sapieha posiadane umiejętności masztalerskie i hipologiczne, handlowe oraz językowe wykorzystał po zakończeniu wojny przebywając w miejscowości Grabau. Kwalifikacje te pozwoliły mu na przejęcie tysięcy polskich koni z okolicznych stadnin, podporządkowanie administracji w mieście i poprawne ułożenie stosunków z przedstawicielami wojsk alianckich. Jak przystało na arystokratycznych potomków od najmłodszych lat uczono ich jazdy konnej i wdrażano do dyscypliny życiowej: „Wszyscy pięcioro jeździliśmy konno bardzo dobrze i codziennie o siódmej rano wyjeżdżaliśmy z rodzicami na spacer.” Rytuał ten powtarzał się nawet wtedy, gdy jako dorosłe już dzieci: „My wszyscy w dniu powrotu do domu wyjeżdżaliśmy z Mamą… i nigdy nie opuściliśmy ani jednego spaceru”.
    W Afryce, do której autor trafił kilka lat po wojnie początkowo zajmował się produkcją i zbytem drewna, pozyskiwaniem i sprzedażą złomu oraz poszukiwaniami i handlem rubinami. Umiejętności handlowe zdobywał będąc praktykantem w żydowskiej firmie eksportowej w Warszawie. Eustachy Sapieha nie poprzestał jednak na „rubinowym” biznesie, ale dzięki teorii i praktyce nabytej podczas polowań, szczególnie celebrowanych w Rzeczypospolitej, zdobył w Kenii licencję zawodowego myśliwego i został White Hunter. Jak wspominał w książce przez pewien okres chętni na afrykańskie wyprawy snobowali się na „safari z polskim księciem”. Z czasem łowy z bronią w ręku Eustachy Sapieha zamienił na fotosafari  i udział w filmach i programach telewizyjnych.

E. Sapieha - Polowanie
E. Sapieha - Polowanie
E. Sapieha w punkcie obserwacyjnym nad kopalnią rubinów
E. Sapieha w punkcie obserwacyjnym nad kopalnią rubinów







Chlebodawca czy krwiopijca?

    Stosunki między klasą posiadającą dobra a klasą pracującą w tych dobrach nie były takie jak chciała propaganda komunistyczna, tzn., według szablonu: wyzyskiwacz – wyzyskiwany. O innym ich zabarwieniu niech zaświadczą dwa przykłady wyjęte z sapieżyńskiej biografii. Dziewczyna kuchenna ze dworu przechowywała przez dwadzieścia lat zastawę porcelanową, którą uchroniła przed rabunkiem podczas wojny, bo „Wiedziałam, że wrócicie”. Czy tak postąpiłaby osoba wyzyskiwana, z poczuciem krzywdy od jaśniepaństwa?
    W innym miejscu książki książę podczas pożegnalnej wizyty w majątku rodzinnym w Spuszy (obecnie na terenie Białorusi) spotkał starego człowieka, który z pełnym uszanowaniem powitał „To wy kniaź!”, a potem gdy ruszyli w drogę „chłop zdjął czapkę i patrzał aż do chwili, kiedy zniknęliśmy w lesie”. Ten człowiek widział księcia ostatnio przed 1939 rokiem, czyli blisko sześćdziesiąt lat wcześniej, ale szacunek do kniazia pozostał. Na zdobycie tego szacunku pracowały kolejne pokolenia Sapiehów. O ich przywiązaniu do ziemi i ludzi świadczą szczegółowe opis dworu, majątku, folwarków z ich mieszkańcami, traktowane jako rodzinne przedsiębiorstwo i jako siedziba związanych z nimi ludzi. Poznajemy zatem pracowników administracji dworu, służbę domową, pracowników rolnych, leśnych, gospodarstwa rybnego, tartaku, gorzelni, stadniny itd. Ci wszyscy ludzie i ich rodziny są przedstawieni przez księcia Sapiehę jako osoby niezbędne do funkcjonowania majątku i w związku z tym godne szacunku za ich pracę.

Fotki, fotki, fotki

    I na zakończenie nieco refleksji na temat kilku fotografii z rodzinnego archiwum Sapiehów. 
W pierwszej kolejności trzej bracia Sapiehowie: Eustachy, Lew i Jan prezentują się w latach 1926, 1938 i 1965. Między innymi dzięki takim zdjęciom Eustachy Sapieha mógł odtworzyć historię rodu opublikowaną w roku 1995 jako „Dom Sapieżyński”.

Sapiehowie 1965
Sapiehowie 1965
Sapiehowie 1926
Sapiehowie 1926
Sapiehowie 1938
Sapiehowie 1938

W pałacu w Przeworsku 1936 roku odbyło się złote wesele dziadków Lubomirskich - Andrzeja i Eleonory z Husarzewskich. Do fotografii z jubilatami stanęło ich piętnaścioro wnuków!

Przed pałacem w Przeworsku

    Cała biografia Eustachego Sapiehy dowodzi, że w szerszym wymiarze reguła „noblesse oblige” oznacza poszanowanie historii ojczyzny, stawanie do walki w obronie ojczyzny oraz rzetelną pracę na rzecz ojczyzny. W wymiarze węższym zasada „noblesse oblige” wymaga obrony słabszych czy starszych, opieki nad dziećmi i małżonkami, obrony wiary, naturalnie w połączeniu z dobrymi obyczajami. 

    Najbardziej przejmująca w całej książce jest relacja księcia z wizyty w spuszańskim gnieździe po niemal sześćdziesięciu latach, gdzie jak uprzedzał napotkany stary człowiek: "folwark rozkradli, spalili, zaorali, administracją też zrabowali i spalili... pałacu też nie ma, też rozkradli i spalili".

Książę Eustachy Sapieha
Książę Eustachy Sapieha
Eustachy Sapieha w salonie w Spuszy
Eustachy Sapieha w salonie w Spuszy












„Siedemdziesiąt pięć lat temu, w 1924 roku, tu był salon, w którym Amerykanki uczyły nas tańczyć charlestona. Okazało się, że siedemdziesiąt pięć lat nie wystarczy na wyleczenie tego bólu w piersiach…

Wracajmy…”