piątek, 29 maja 2015

Strażniczka kresowych stanic


STRAŻNICZKA KRESOWYCH STANIC

Jan Głuszenia

Fundacja "Nasza Przyszłość" 2014



 

 

 

 

Polesia czar

O rycerstwie spod kresowych stanic,
o obrońcach naszych polskich granic,

napisał Jerzy Braun w harcerskiej piosence „Płonie ognisko i szumią knieje”. Natomiast Jan Głuszenia napisał o „Strażniczce Kresowych Stanic – Marii Rodziewiczównie” książkę, którą po raz pierwszy wydano w 1992 roku. Obecne wydanie (2014) zawdzięczamy Fundacji „Nasza Przyszłość” oraz szeregowi instytucji naukowych i kulturalnych i osób prywatnych wspierających te publikację, którym Jan Głuszenia pięknie podziękował w słowie „Od autora” na początku książki. Tam również autor przytoczył tytuły i autorów źródeł, z których korzystał przystępując do opracowywania biografii Marii Rodziewiczówny. Publikacja została zaopatrzona w bogaty zbiór archiwalnych fotografii pisarki a także zdjęć dokumentujących dawne życie na Polesiu. Autorem tych ostatnich jest Józef Szymańczyk, którego notę biograficzną zamieszczono na zakończenie książki.

Odpoczynek przy kołysce, Polesie 1937
Odpoczynek przy kołysce, Polesie 1937
W cerkwi w Sporowie, Polesie 1937
W cerkwi w Sporowie, Polesie 1937











"Rok 1863 był to dziwny rok"

    Jan Głuszenia wprowadza czytelników w atmosferę życia Marii Rodziewiczówny kreśląc złożone tło historyczne czasów Powstania Styczniowego na obszarze Litwy. Autor komentuje różne postawy Polaków wobec przesłanek o możliwości wybuchu kolejnego powstania narodowego już trzydzieści lat po krwawo stłumionym przez zaborcę Powstaniu Listopadowym:
„… nie uchylał się od patriotycznego obowiązku wobec Ojczyzny, ale zdawał sobie sprawę z różnicy między bohaterstwem a samobójstwem”.
Wątpliwości odnośnie sensu wzniecenia Powstania Styczniowego pojawiały się również w dyskusjach na temat rachunku zysków i strat, jakie przyniosło późniejsze Powstanie Warszawskie – „różnica między bohaterstwem a samobójstwem” jest dla nas, współczesnych Polaków, szczególnie znacząca. 

"Złota dola"

    Rodzina Marii Rodziewiczówny doświadczyła powszechnych krzywd od rosyjskiego ciemiężyciela (w osobie mającego jak najgorszą sławę Michaiła Murawiowa Wieszatiela): konfiskata majątku Pieniuchy, wypędzenie z domu rodzinnego, zsyłka na katorgę do Tobolska na Syberii. Maria Rodziewiczówna poznała swoich rodziców jako siedmioletnie dziecko, gdy Rodziewiczom udało się wrócić z zesłania, pod warunkiem niepojawienia się na Litwie, skąd pochodzili. Wyrokiem losu rodzina małej Marii osiedliła się po kilku latach w majątku Hruszowa na Grodzieńszczyźnie, w sercu Polesia. Ważnym okresem w życiu Marii Rodziewiczówny był pobyt i nauka w klasztorze w Jazłowcu. To właśnie tam ukształtowała się patriotyczna postawa i kręgosłup moralny przyszłej pisarki. W Zakładzie Sióstr Niepokalanek wiodącymi przedmiotami nauki były religia, język polski i historia, które „uosabiały trzy potęgi: ducha wiary, ducha miłości Ojczyzny i ducha rodziny”. Pierwszych lekcji o Polesiu udzielał kilkunastoletniej panience stary gajowy Poleszuk. Wtedy to zrodziła się u Marii Rodziewiczówny jedyna w swoim rodzaju więź z „krainą puszcz i bagien”, z ludźmi żyjącymi w zgodzie z prawami natury, ale i z pogańskimi zabobonami. Młoda dziedziczka poznała poleskie zwyczaje życia codziennego i tradycje świąteczne, oglądała kurne chaty i orkę sochami

Orka, Polesie 1937
Orka, Polesie 1937
Karczma w okolicach Różany 1934
Karczma w okolicach Różany 1934








 

"Lato leśnych ludzi"

    Z cytowanych w książce listów Marii Rodziewiczówny do sióstr z jazłowieckiego klasztoru czytelnik dowiaduje się o kształtowaniu się poglądów społecznych młodej kobiety i procesie jej dojrzewania psychicznego „Człowiek zawsze czegoś chce – czegoś pragnie, czegoś się spodziewa – a to coś jest pochodnią w życiu!” Opatrzność postawiła przed Marią Rodziewiczówną nowe trudne zadanie – została panią na Hruszowie, zadłużonym majątku liczącym 1600 hektarów ziemi, łąk i lasów. W życiu dwudziestoletniej Marii obok ciężkiej pracy administrowania rozległymi dobrami ziemskimi pojawiła się twórczość literacka. Bohaterka biografii realizowała w swoich dobrach pozytywistyczne hasła pracy organicznej i pracy u podstaw, jak również dawała im wyraz w tworzonych nowelach i powieściach, przesiąkniętych miłością do Boga i Ojczyzny. Poczucie obowiązku urastało u Marii Rodziewiczówny do rangi przykazania a obowiązki wobec ludu i społeczeństwa przewijają się w całej działalności literackiej i społecznej: „Nie ma małych prac – są tylko marni pracownicy”. Maria Rodziewiczówna była niezwykle aktywną w pracach na rzecz ludności Warszawy i Polesia niosąc pomoc wszystkim potrzebującym. Odczuwała konieczność odpoczynku od negatywnego obrazu świata w poleskiej głuszy, w „chatce leśnych ludzi”, razem z przyjaciółkami.

Chata leśnych ludzi
Chata leśnych ludzi
W otoczeniu oficjalistów i fornali-lata 30-te
W otoczeniu oficjalistów i fornali-lata 30-te










 "Byli i będą" "Na wyżynach"

    Literatka hołdowała zasadzie: „są dwie potęgi, którym trzeba dać wszystko, a w zamian nie brać nic – to Bóg i Ojczyzna” i im właśnie podporządkowała całe swoje życie, nawet nie zakładając swojej rodziny. Maria Rodziewiczówna świętowała kolejne jubileusze pracy literackiej, a hołd jej talentowi składali pisarze tej miary, co m.in. Henryk Sienkiewicz. Wyjątkową recenzję powieści „Dewajtis” wystawił Ferdynand Antoni Ossendowski, znany polski pisarz i podróżnik, który książkę tę czytał przebywając, z wyroku rosyjskiego caratu, w celi śmierci. Maria Rodziewiczówna prowadziła również działalność oświatową na poleskiej wsi a jej dwór promieniował polskością i kulturą na całą okolicę. Młodym ludziom radziła: „…musicie się arystokratyzować a nie chamieć”, zapewne mając na uwadze całokształt kwestii wychowania i wykształcenia Polaków. 
Gospodarze wczesną wiosną, Polesie 1937
Gospodarze wczesną wiosną, Polesie 1937

Scena z wesela, Polesie 1937
Scena z wesela, Polesie 1937









 



 "Pożary i zgliszcza"


    Koniec świata Marii Rodziewiczówny nastąpił 22 września 1939 roku, gdy do dworu w Hruszowej wkroczyli Sowieci, którzy kilka dni później wypędzili z majątku jego właścicielkę, aby nigdy już do niego nie powróciła. Wojenna tułaczka zawiodła pisarkę do Warszawy, z której ewakuowano ją po klęsce Powstania Warszawskiego, ale niebawem schorowana osiemdziesięcioletnia kobieta zmarła w leśniczówce wśród lasów tak przez nią ukochanych.

Maria Rodziewiczówna 1884/85
Maria Rodziewiczówna 1884/85
Maria Rodziewiczówna 1942
Maria Rodziewiczówna 1942
Maria Rodziewiczówna 1937
Maria Rodziewiczówna 1937

Powtarzając za Stefanem Żeromskim słowa komentarza do powieści „Dewajtis”
idźmy

„pod sztandarem, niesionym wysoko, tak wysoko, aby Orła Białego widział tłum”!


* zdjęcia własne pochodzą z książki