
Melchior Wańkowicz
Wydawnictwo Literackie 1988
Mazury między polskością a niemczyzną
Kajak o wdzięcznej nazwie „Kuwaka”, samochód, podróżne bagaże i dwoje bohaterów obdarzonych nieprzeciętnym temperamentem. Latem 1935 roku Melchior Wańkowicz wraz z czternastoletnią córką Martą wyrusza do Prus Wschodnich. Zapowiadają się wakacje pełne przygód, jednak Wańkowicz nawet podczas spływu pozostaje reporterem. Rozmawia z napotkanymi ludźmi, zagląda do gospodarstw, zbiera informacje i przygląda się codziennemu życiu. Owocem tej wyprawy będzie jedna z najgłośniejszych książek polskiego międzywojnia.
Wydane po raz pierwszy w 1936 roku „Na tropach Smętka” wykracza poza ramy relacji z podróży po Mazurach, Warmii i innych obszarach Prus Wschodnich. Autor łączy przygodę z publicystyką polityczną, socjologią, etnografią i historią. W centrum jego zainteresowań znajduje się los ludności polskojęzycznej żyjącej pod niemieckim panowaniem. Powstaje opowieść barwna i dowcipna, ale także gorzka, miejscami niepokojąca.
Kajakiem przez krainę Smętka
Wańkowicz przemierza jeziora i rzeki kajakiem, a dalsze odcinki trasy pokonuje samochodem. Dzięki temu dociera zarówno do małych osad, jak i większych miejscowości. Szczególnie lubię fragmenty poświęcone przygotowaniom, podróżnym kłopotom oraz relacji ojca z córką. Marta okazuje się bystrą, przekorną i pełną energii towarzyszką. Oboje potrafią zamienić nawet drobne zdarzenie w znakomitą anegdotę.
Sugestywne są również opisy mazurskiego krajobrazu: jezior, lasów i rozsianych wśród nich wsi. Pojawiają się miejscowe legendy, wierzenia i obyczaje, a wśród nich tytułowy Smętek – postać wywodząca się z ludowych wyobrażeń, której pisarz nadaje wymiar symbolu zła i ucisku. Połączenie pogodnej gawędy z coraz poważniejszymi pytaniami o los regionu nadaje wyprawie szczególny charakter.




Mazurzy i ich trudna polskość
Zasadniczym tematem reportażu jest sytuacja Mazurów, zwłaszcza tych przywiązanych do polskiej mowy i tradycji. Wańkowicz przybliża dzieje Prus Wschodnich oraz mechanizmy germanizacji. Pokazuje, w jaki sposób administracja, szkolnictwo i organizacje społeczne ograniczały obecność polszczyzny w życiu publicznym. Zwraca przy tym uwagę na lokalne odmiany języka i proces jego stopniowego wypierania.
Opis nacisków narodowościowych łączy z analizą niemieckiej przewagi gospodarczej i instytucjonalnej. Interesują go akcje propagandowe, przedsięwzięcia służące poznawaniu regionu, a także program pomocy gospodarczej Osthilfe. W ten sposób walka o narodową tożsamość nabiera konkretnego wymiaru: rozgrywa się w szkole, miejscu pracy i urzędzie, przenika codzienność mieszkańców.
Wśród przedstawionych postaci szczególne miejsce zajmuje Michał Kajka, mazurski poeta ludowy. Jego twórczość przypomina, jak ważne dla zachowania więzi z polską kulturą były słowo pisane i mowa przekazywana w domach. Te fragmenty poruszają szczególnie mocno, ponieważ za politycznymi sporami pozwalają dostrzec indywidualne wybory i ich konsekwencje.
Historia, polityka i liczby
Rozmowy i osobiste obserwacje Wańkowicz uzupełnia wiedzą historyczną oraz analizą stosunków społecznych i gospodarczych. Sięga też po dane statystyczne i demograficzne. Mapy, wykresy i zestawienia liczbowe pomagają czytelnikowi zorientować się w przebiegu wyprawy i skali opisywanych zjawisk. Ten dokumentalny rozmach jest zaletą publikacji, choć wymaga uważnej lektury.
Uwagę zwracają również rozważania o wykorzystywaniu historii do celów politycznych. Na przykładzie Malborka i pamięci o Zakonie Krzyżackim autor pokazuje, jak niemiecka narracja narodowa odwoływała się do dawnych wydarzeń i symboli. Spór o Prusy Wschodnie rozgrywał się bowiem nie tylko w urzędach i szkołach, lecz także w sposobie opowiadania o przeszłości.



Gawęda i znakomita polszczyzna
Osobną przyjemność sprawiał mi język tej książki. Wańkowicz swobodnie łączy literacką polszczyznę z potocznymi powiedzonkami, regionalizmami i wyrazami, które dziś brzmią osobliwie: „pełgające”, „wagabunda”, „bierwiona”, „domosiedztwo”. Lubi też rodzinne przezwiska. Sam występuje jako King, córkę nazywa Tili, Tirliporkiem lub Sanchą Pansą, a żonę Królikiem. Te drobiazgi wiele mówią o atmosferze domu Wańkowiczów i temperamencie pisarza.
Podziwiam jego umiejętność prowadzenia narracji wieloma torami. Potrafi rozpocząć od spotkania z gospodarzem, przejść do historii Prus, objaśnić problem gospodarczy, by po dłuższej dygresji wrócić do przerwanej rozmowy. Wszystko to ma rytm gawędy, której narrator wie dużo i chętnie dzieli się wiedzą.
Ta obfitość bywa jednak kłopotliwa. Nagromadzenie faktów, rozbudowane wywody i publicystyczne wtręty potrafią osłabić tempo opowieści. Mimo tych zastrzeżeń wolę erudycyjną rozrzutność Wańkowicza od reportażu, który w obawie przed dygresją rezygnuje z głębszego poznania tematu.
Reportaż swoich czasów
Książka powstawała w połowie lat trzydziestych, gdy nazistowskie Niemcy zaostrzały politykę narodowościową, a sytuacja ludności polskiej w Prusach Wschodnich nabierała szczególnego znaczenia politycznego. Wańkowicz stanowczo przeciwstawia się germanizacji. Zarazem jego zaangażowanie skłania do ostrożnego traktowania niektórych uogólnień.
Tożsamość Mazurów była bardziej złożona niż sugerowałby prosty podział na Polaków i Niemców. Język, wyznanie, miejscowe tradycje i lojalność wobec państwa nie zawsze przekładały się na jednoznaczne deklaracje narodowe. Posługiwanie się polszczyzną nie musiało oznaczać polskiej świadomości narodowej. Współczesne badania pozwalają lepiej dostrzec te niuanse, niekiedy przysłonięte w reportażu przez publicystyczny temperament autora.
Nie umniejsza to znaczenia książki. Warto czytać ją także jako świadectwo polskiego spojrzenia na Prusy Wschodnie przed II wojną światową – ze wszystkimi ówczesnymi obawami i nadziejami. W Polsce publikacja zdobyła duży rozgłos, natomiast w Niemczech wywołała gwałtowne, nieprzychylne reakcje. Niemieckie władze uznały Wańkowicza za Polaka niezwykle niebezpiecznego dla III Rzeszy. Także odbiór książki wpisał się w historię narodowościowego sporu.




Talent, dociekliwość, odwaga
Dziewięćdziesiąt lat po pierwszym wydaniu „Na tropach Smętka” pozostaje ważnym świadectwem epoki i jednym z osiągnięć polskiego reportażu. Czytałam tę książkę z uznaniem dla reporterskiej dociekliwości, literackiego talentu i odwagi w podejmowaniu tematów, które w ówczesnych realiach budziły silne emocje.
Najcenniejsza wydaje mi się możliwość zobaczenia Prus Wschodnich tuż przed wojną, która odmieniła granice i stosunki ludnościowe regionu. Wańkowicz ocalił w słowach głosy mieszkańców, atmosferę miejsc i szczegóły codzienności, których nie odda żadna mapa. Podróżując dziś po Mazurach, łatwo zatrzymać wzrok na jeziorach i lasach. Dzięki tej książce trudniej jednak poprzestać na samym krajobrazie: za nazwami miejscowości dostrzegamy ludzi, ich wybory i niełatwą historię.

*zdjęcia własne z książki