wtorek, 10 maja 2016

Anders spieszony

Ewa Berberyusz 

Aneks 1992 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spieszony a nie speszony

     Ewa Berberyusz rocznik 1929 walczyła jako łączniczka o pseudonimie „Pietrek” w Pasiece – Komendzie Głównej Szarych Szeregów (podczas Powstania Warszawskiego miała piętnaście lat!). W dorosłym życiu zajęła się dziennikarstwem i reporterstwem oraz twórczością literacką w zakresie literatury faktu. Jedna z jej publikacji nosi intrygujący tytuł „Anders spieszony”, który to tytuł pokazuje bogactwo naszego języka polskiego. Spieszony to termin z podwórka wojskowego, oznaczający formację pozbawioną konia, pojazdu, transportu. Tytuł ten przetłumaczony na język angielski brzmi nieco kolokwialnie „Generał Anders on foot”. Książka wydana po raz pierwszy w Londynie w 1992 roku później zmieniła tytuł na „Władysław Anders – życie po Monte Cassino”. Obydwa te tytuły koncentrują się na wybitnej postaci generała Władysława Andersa, legendarnego wodza zwycięskiej bitwy o klasztorne wzgórze Monte Cassino w 1944 roku. 

Władysław Anders na koniu - lata 30-e XX wieku
Władysław Anders na koniu - lata 30-e XX wieku

Ireny i Anny

     Wydawnictwo Ewy Berberyusz obejmuje szersze spectrum tematyczne. Osoba generała wydaje się być jedynie pretekstem do zaprezentowania dziejów wybranych andersowców oraz  polskiej emigracji powojennej w Wielkiej Brytanii i Kanadzie. Autorka przeprowadziła szereg rozmów z krewnymi, przyjaciółmi, znajomymi i podkomendnymi generała Andersa. Sięgnęła do listów, dokumentów, artykułów prasowych i akt sądowych, aby odkłamać osobowość Wielkiego Polaka, latami zohydzaną przez komunistyczne władze Polski. Ewa Berberyusz prowadziła dyskusje z bardzo znamienitymi osobami. Z Ireną Anders, z Gustawem Herling Grudzińskim, z Ludwikiem Łubieńskim, z Edwardem Raczyńskim, z Ireną Horbaczewską, z Władą Majewską, z Anna Marią Costa, z Hanną Anders Nowakowską, z Jerzym Andersem i Klemensem Rudnickim. Uważny czytelnik zapoznając się z relacjami i uwagami ze spotkań autorki z członkami środowiska andersowców może sobie wyrobić własny pogląd na kontrowersyjną w niektórych punktach postać generała oraz jego dzieło – II Korpus Armii Polskiej na Wschodzie.

Polak nie - Polak

     Anders – mąż opatrznościowy, który wyratował z piekła sowieckich łagrów ponad sto tysięcy Polaków, został pozbawiony polskiego obywatelstwa przez Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej w 1946 roku, wraz z siedemdziesięcioma sześcioma oficerami Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Oficerom tym rząd PRL przywrócił obywatelstwo polskie w 1971 roku. Władysław Anders, zmarły w 1970 roku, nie doczekał tego aktu sprawiedliwości dziejowej wobec swoich podwładnych. Samemu Andersowi przywrócono polskie obywatelstwo dopiero po czterdziestu trzech latach, trzy miesiące przed słynnymi wyborami parlamentarnymi wieszczącymi upadek komunizmu w Polsce (czerwiec 1989 roku).
 
Władysław Anders przed 1939
Władysław Anders przed 1939
Władysław Anders maj 1944
Władysław Anders maj 1944



















I kto to mówi?

     Ewa Berberyusz, korzystając z wypowiedzi naocznych świadków, uczestników i współtwórców emigracji polskiej, dokonała wnikliwej analizy społeczno – kulturalno – politycznej środowiska zbliżonego do andersowców. Studia te pozwoliły autorce na pewne uogólnienia i refleksje na temat stosunku aliantów, a szczególne Anglików, do sprawy polskiej i do Polaków. Funkcjonariusz brytyjskiego Foreign Office uważa, że naiwność i słowiańska dusza Andersa każą mu „ulegać nagminnemu złudzeniu Polaków, którzy ciepłe stosunki urzędowe poczytują za dowód osobistej przyjaźni”. Jednocześnie autorka uświadamia czytelnikom powszechną ignorancję wyspiarzy, dla których „rozróżnienie między Bitwą Warszawską z 1920 roku a Wrześniem 1939 było ponad siły nawet «Timesa»”. W związku z tym umiejętności i wiedza Polaków przyjeżdżających zza żelaznej kurtyny wydawały się Brytyjczykom co najmniej niebywałe. Dziennikarka wspominała, jak we wrześniu 1956 roku brytyjski „Immigration z niedowierzaniem nie do przezwyciężenia przyjął, że znam angielski ze szkoły”.

Piłsudczycy czy przedwrześniowcy

     Z dystansu, na jaki pozwalały realia Paryża czy Londynu, emigranci wyraźniej dostrzegali głębokie antagonizmy  miedzy niektórymi politykami i wojskowymi, którzy „nastawieni na swoje wewnętrzne porachunki, na trzebienie piłsudczyków, jako najpilniejsze zajęcie, na płaszczenie się przed Francuzami, którzy ich ledwie tolerowali” oraz trzebienie w rządzie tzw. przedwrześniowców, bez względu na ich profesjonalizm. Wyjątkiem wśród przedwrześniowców był Edward Raczyński piastujący urzędy w Ministerstwach Spraw Zagranicznych i w rządach Polski.
Mimo wywoływanych wśród rodaków niesnasek, jak pisał Gustaw Herling Grudziński „Bijemy się, jak długo wiemy na pewno, że wojna toczy się za wolność”. Ale nie zawsze walka ta ma sens, zważając na szanse jej powodzenia. Władysław Anders „Uważał Powstanie Warszawskie za horrendalny błąd z punktu widzenia wojskowego, a z moralnego – za zbrodnię, za którą należało stawiać pod sąd”, a „Swoją Polskę Wędrowną chciał przeszczepić na grunt angielski, być może w przeświadczeniu, że kiedyś poprowadzi ją nad Wisłę, Bug i Dniepr”.
Władysław Anders - 24.12.1944
Władysław Anders - 24.12.1944
Władysław Anders - 10.03.1969
Władysław Anders - 10.03.1969


















Nieznośna lekkość bytu

     Publikacja Ewy Berberyusz zawiera również echa dawnej wielkiej Polski z nieodżałowanymi Kresami Wschodnimi, gdzie „wszystko pachnie szeroką, kresową atmosferą, co daje poczucie swobody”. Autorka przejawia subtelne poczucie humoru pisząc np. o wspomnieniach Zygmunta Berlinga, że „z punktu widzenia wartości historycznej, pozycja ta stanowi autodenuncjację”. Wybory prezydenckie w 1990 roku komentuje jakże prostym a wiele mówiącym zdaniem: „Wyjazd do Londynu ocalił mnie od głosowania na Wałęsę”.
Nieznośną lekkość bytu znalazłam u autorki w sylwetce księcia Eugeniusza Lubomirskiego, więzionego przez bolszewickie NKWD, a który po wyjściu na wolność „zadzwonił do pułkownika oznajmiając, że odprawę w postaci 174 rubli, jaką od nich dostał, pochłonął fryzjer, prosi zatem o zwrot złotego zegarka, papierośnicy i zapalniczki, na co posiada pokwitowania” i „poprosił jeszcze o bilet na Jezioro Łabędzie w wykonaniu «Bolszoj», bo grzechem byłoby opuszczać Moskwę nie zobaczywszy tego widowiska. Rozkoszował się nim samotnie w loży NKWD”. Na uwagę pułkownika, że nie może on interweniować w Kijowie, bo „tam germańcy” książę Lubomirski ripostował: „To trzeba było ich nie wpuszczać”.

     I na zakończenie refleksji o wartej uwagi książce Ewy Berberyusz „Anders spieszony” słowa, które winny być zawsze dla nas przestrogą a wypowiedziane były przez Churchilla o komunistach:
paszcza ich jest jak krokodyla: nigdy nie wiadomo, kiedy się uśmiecha, a kiedy chce cię połknąć.


* zdjęcia http://karta.org.pl/fotooferty/anders/default.htm