wtorek, 5 listopada 2019

Podróżniczki. Dziewczyny, które nie znały granic

Krystyna Chojnowska-LiskiewiczJarosław Molenda

LIRA 2018









Podróżowanie czy bycie podróżnikiem

     Atrakcyjny tytuł i okładka książki autorstwa Jarosława Molendy przyciągnęły moją uwagę i zatrzymały ją na dłużej. Wszakże sformułowanie „Podróżniczki. Dziewczyny, które nie znały granic” jest niezwykle nośną nazwą dla książki, której twórcę znałam już z kilku innych publikacji. Piszący globtroter, o historycznych zainteresowaniach, uczynił bohaterkami tomu kilkanaście kobiet, które z racji swej aktywności przekraczały nie tylko granice krain, państw, kontynentów, ale i granice konwenansów, tradycji, dobrych obyczajów. Społeczny odbiór ich działalności, na przestrzeni wieków, w zarezerwowanej dla przedstawicieli płci brzydkiej dziedzinie, nie zawsze był pozytywny. Dobrze się zatem stało, iż sylwetki pań-obieżyświatów przybliżył nam znawca tematu i na to dodatek – mężczyzna.
     Lektura każdej książki wywołuje u mnie refleksje związane z korelacją, jaka zachodzi (lub nie) między treścią pozycji a jej tytułem. W przypadku omawianej pozycji zrodziły się u mnie pytania: kim jest podróżnik (podróżniczka)? Czy podróżowanie jest tożsame z pozostawaniem podróżnikiem? Czy prowadząca praktykę lekarską, handlująca niewolnikami i uprawiająca lichwę Dorota Falak zasłużyła na miano podróżniczki? Czy Anna Jadwiga Sapieżyna, patriotka, „sponsorka” Hotelu Lambert Czartoryskich, która ocaliła ich bibliotekę przewożąc ją do Paryża, była podróżniczką sensu stricto? Domniemana Świętosława, królowa szwedzka, duńska, norweska i angielska była zapamiętana przez historię jako matka królów Sygryda, ale czy jako podróżniczka?

Podróżnik jedzie świat zrozumieć

     „Podróżnik (podróżniczka) odbywa liczne i dalekie podróże w celu zwiedzania świata” – podaje Wielki Słownik Języka Polskiego, natomiast autor artykułu w National Geographic reasumuje „Podróżnik jedzie świat zrozumieć”. W książce Jarosława Molendy przywołano postaci kobiet podróżujących z przyczyn politycznych, handlowych, naukowych, rodzinnych, z konieczności. Część z nich stała się podróżniczkami. Ewa Dzieduszycka eksplorując liczne kraje w Europie, Azji, Afryce z ich muzeami, galeriami, zabytkami, górami, lasami, pustyniami, morzami…” określiła swą przynależność do rzeczonego grona spisując swe wspomnienia jako „Podróżniczka” do krain, „które jak sen się ukazały i jak sen przeminą”. Zaskakującą metamorfozę przeszła Jadwiga Mrozowska-Toeplitz: od wielkiej aktorki, przez wielką damę do wielkiej podróżniczki, jak skonstatowała Maria Morozowicz-Szczepkowska. „Słoneczne życie” tej pierwszej upłynęło głównie wśród krajów Azji. Wędrując po Dachu Świata opublikowała relację zatytułowaną „Moja wyprawa na Pamiry w roku 1929”. Badaczkę Bliskiego i Dalekiego Wschodu „Società Geografica Italiana” uhonorowało złotym medalem (jako jedyną kobietę). Doktor antropologii i badaczka ludów syberyjskich Maria Antonina Czaplicka opisała “Mój rok na Syberii” pod różnymi kątami: prowadzonych badań, trudów ekspedycji, środowiska geograficznego, dramatycznych przeżyć, ale także osobistych refleksji. Prowadziła ożywioną działalność naukową i publicystyczną.
     Wśród Podróżniczek zaprezentowanych w publikacji Wydawnictwa LIRA pojawiły się oczywiście i godne podziwu patriotki działające w niepodległościowej konspiracji lub materialnie wspierające umiłowaną Ojczyznę, jak wspomniane już Anna Jadwiga Sapieżyna czy Jadwiga Mrozowska-Toeplitz, która swe egzotyczne zdobycze przekazała do muzeów i bibliotek w Kraju. Współpracująca z powstańcem Szymonem Konarskim Ewa Felińska wywieziona kibitką do niesławnego Tobolska, wnikliwa obserwatorka życia zesłańców, pozostawiła „Wspomnienia z podróży do Syberii”.

Maria Antonina Czaplicka fot oksford.co.uk
Maria Antonina Czaplick
fot oksford.co.uk
Helena Rogozińska fot commons.wikimedia.org/wiki/
Helena Rogozińsk
fot commons.wikimedia.org/wiki/
Jadwiga Mrozowska-Toeplitz fot ipsb.nina.gov.pl
Jadwiga Mrozowska-Toeplitz
fot ipsb.nina.gov.pl

Od Altesse Serenissime po areszt dzwonu

     Publicysta obok życiorysów swych bohaterek naświetlił czytelnikom realia epok, w których przyszło im podróżować, kładąc nacisk na pokazanie pozycji kobiety w ówczesnym społeczeństwie. Przeanalizował przyczyny, motywy i rodzaje kobiecych wojaży oraz zwrócił uwagę na ich osobiste predyspozycje do prowadzenia tak ryzykownego życia. W opinii autora sportretowane panie były osobami oczytanymi, wykształconymi, otwartymi na świat, ale także przełamywały różne społeczne tabu, nierzadko skandalizowały, burzyły stereotypy. Obdarzone silnymi osobowościami wykazywały sporą determinację w dążeniu do celu, pod warunkiem znalezienia się w okolicznościach sprzyjających realizacji podróżniczych scenariuszy.
     Patrząc pod innym kątem na tekst Jarosława Molendy zauważyłam, iż na potrzeby tej publikacji z życiorysów bohaterek i szerokiego kontekstu społeczno-historycznego wybrał fakty zgodne z koncepcją zbioru. Dobrane tą metodą treści zawierają dużo ciekawostek zaprezentowanych w ten sposób, aby przeciętny czytelnik odnalazł łatwo przyswajalne, atrakcyjne tematy, jak np. kobiety haremu, kastracja niewolników, kanibalizm i morfinizm, związki jednopłciowe, fanatyzm religijny itp. Mnie natomiast zaintrygowała procedura pozyskania przez Marię Beatrix z Krasińskich tytułu „Altesse Serenissime”, którego posiadanie było warunkiem sine qua non dla kandydatki na żonę króla Szwecji. Równie frapująca była wzmianka o przebywaniu Ewy Felińskiej na etapie w towarzystwie aresztowanego dzwonu z uglickiej cerkwi, dzwonu który obwieścił śmierć carewicza Dymitra (taka sytuacja - tylko w Rosji)… 

Globtroter czy trawelbryta

     Zdumiały mnie końcowe rozdziały książki o „Podróżniczkach”. Na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo pisarz nie darzy sympatią ani Elżbiety Dzikowskiej, ani Beaty Pawlikowskiej (która notabene nie jest bohaterką książki). Pierwszą odsądził od czci i wiary za wątpliwą wartość badawczą jej rzekomego odkrycia Vilcabamby – ostatniej stolicy Inków. Nie omieszkał też wspomnieć, iż jej partner życiowy, Tony Halik, znany był w pewnych kręgach jako TW Sędzimir, a i nazwisko Elżbieta Dzikowska pojawiało się w materiałach bezpieki. Drugą z pań – Beatę Pawlikowską – określił mianem trawelbrytki, medialnego podróżnika, specjalistkę od wszystkiego (świńskiej grypy też), oferującą pełen stereotypów przekaz, a w końcu podsumował frazą „Znana z tego, że jest znana”. No, cóż…
     Jarosław Molenda odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, odznaką honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej” oraz Brązowym Medalem „Za zasługi dla obronności kraju” odżegnał się od bycia trawelbrytą na rzecz prawdziwego globtroterstwa. Jak sam napisał o sobie: „W ciągu ćwierć wieku zawitałem na cztery kontynenty odwiedzając kilkadziesiąt krajów”. Pisarz ten, podróżując po świecie, nam, prowadzącym bardziej osiadły tryb życia, nakreślił „Obrazki z podróży”, których naliczyłam już ponad trzydzieści. I jeśli nawet coś w jego tekstach podoba nam się mniej, to przyznać należy, że ich lektura jest „lekka, łatwa i przyjemna” i dzięki niej pragniemy podążać za „Dziewczynami, które nie znały granic
„Odczuwając… niepokój ich skrzydeł”


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza