Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 listopada 2018

Karafka La Fontaine'a T2

Melchior Wańkowicz 


Wydawnictwo Literackie 1983









Łańcuch literacki 

     Melchior Wańkowicz w drugim tomie traktatu o pisarstwie, zatytułowanym „Karafka La Fontaine’a”, dopełnił charakterystyki całości zagadnień poświęconych kolejnym ogniwom łańcucha literackiego, począwszy od twórcy, przez wydawcę, krytyka, cenzora, mecenasa (sponsora), na czytelniku skończywszy. Rozwinął wielopłaszczyznowe zagadnienia „Zasadzek” czyhających na adeptów sztuki pisarskiej ze strony świata zewnętrznego oraz ze strony złożonej osobowości mistrza pióra. Wśród tych ostatnich wspomnieć należy o zjawiskach określanych przez pisarza jako chciejstwo, relatywizm, zamylenia, cudzosłowie, potknięcia i deformacje, a także autocenzurę i wszystkoizm. 

Sprawy podstawowe

     Monografia zawiera także szczegółowe rozważania o „Sprawach podstawowych”, takich jak „Warsztat” i „Zaplecze”. Rozległość poruszanej tematyki związanej z wymienionymi pojęciami kluczowymi winna wywołać w czytelnikach poczucie, iż zgłębiając lekturę” Karafki…” obcują z wybitnym renesansowym umysłem. Treść rozprawy dowodzi wyjątkowych zdolności autora w zakresie głębokiej analizy omawianych kwestii kulturowych, szerokiej syntezy historycznoliterackiej, jak również znajomości psychiki twórców i odbiorców ich dzieł. Dzięki temu swoje miejsce w owej literackiej Biblii znaleźli współpracownicy pisarza przyczyniający się do powstania utworu, tj. researcherzy-szperacze, sekretarze-asystenci, redaktorzy, korektorzy itd. Nie bez przyczyny właśnie drugi tom „Karafki…” rozpoczyna prześmiewcza dedykacja skierowana do Aleksandry Ziółkowskiej-Boehm ówczesnej asystentki Mistrza: „Mojej sekretarce, mgr Aleksandrze Ziółkowskiej, bez której oddanego współpracownictwa zapewne byłaby to jeszcze gorsza książka
„Król reportażu”, twardo stąpający po ziemi, pochylił się nad prozaicznymi czynnikami odgrywającymi znaczącą rolę w powstawaniu dzieł literackich. Zwrócił uwagę czytelników na bardziej lub mniej  oczywiste przyczynki, jak talent, natchnienie, pracę, znajomość świata, indywidualne własności umysłu twórcy (pamięć, oczytanie). Kilka rozdziałów tomu zawiera spostrzeżenia literata dotyczące problematyki warsztatowych aspektów pracy pisarskiej, w tym tworzenia osobistych kartotek czy korzystania z najnowszych zdobyczy techniki.




Katalizator na przewiewie świata

     „Karafka…” jest idealną lekturą dla tych wszystkich, dla których książki stały się na tyle ważne, że gotowi są zanurzyć się w intelektualnej atmosferze bibliotek, księgarń, antykwariatów, czytelni, księgozbiorów zapominając o prozaicznym świecie codzienności. A także dla tych, którzy chcieliby zostawić po sobie ślad w postaci książki. Znane jest powiedzenie, że każdy nosi w sobie materiał na książkę. Studium Wańkowicza doskonale wpisało się w retorykę potrzeby odkrywania swych potencjałów. Autor nie odsądza od czci i wiary rzeszy pragnących zadebiutować na pisarskiej niwie, ponieważ „człowiek nie musi byś dotknięty palcami Muzy już w kolebce”. Uświadamia natomiast złożoność procesów stawania się literatem, co urealnia euforię oddawania się pisarskiej pasji. „Karafka…” prowadzi czytelników trudnym szlakiem wzlotów i upadków towarzyszących twórcom miotanym specyficznymi emocjami i uczuciami, obcymi dla juliuszowych zjadaczy chleba. Twórcę słowa jako „Człowieka trawi całe życie głód oceny” powodując przyjmowanie skrajnych nieraz postaw od bezkompromisowych po konformistyczne. Melchior Wańkowicz prezentuje poglądy dodające skrzydeł dzisiejszym i przyszłym pisarzom zauważając, że „My, Polacy jesteśmy elastyczniejsi, bo wychowani na przewiewie świata”, a ta cecha predestynuje nas „aby odgrywać rolę katalizatora w tworzeniu się cywilizacji uniwersalnej”.

Pisarz jest drobinką

     Kompendium wiedzy o pisarstwie miejscami nie wytrzymało próby czasu i niestety trąci myszką. Słychać w tle echa Polski Ludowej krytykującej rządy Drugiej Rzeczypospolitej, która działała według chronologicznego porządku: „Najprzód zdobyć niepodległość, potem ją urządzać”. A można to czynić odwrotnie? Nie posądzam jednak autora o zwykły koniunkturalizm. To nie ten „level”. Peerelowska rzeczywistość wymagała od twórców stosowania określonej konwencji, na którą my, żyjący już w XXI wieku, szczerze się zżymamy nie rozumiejąc do końca ducha czasów. Poza częściową utratą aktualności dzieła zauważyłam jeszcze inny drobny mankament obszernego tekstu. Melchior  Wańkowicz pisał: „Przeładowanie erudycją może się przydarzyć i wielkiej miary pisarzom”. I przydarzyło się. „Karafka…” skrzy się wszystkimi barwami anegdot, cytatów, historyjek, faktów niejednokrotnie oślepiając czytelnika i uniemożliwiając dostrzeżenie opinii autora książki, który jak wiadomo, nie musiał świecić światłem odbitym. Sam znakomity literat podzielił się z czytelnikami autorecenzją swej twórczości notując nader treściwe spostrzeżenie:
 „Pisarz jest drobinką niesioną przez ocean dziejów. Drobinka sama przez się wydzielona – nie ostoi się. Książka – zwiera tę drobinkę z melodią świata


środa, 25 lipca 2018

Karafka La Fontaine’a t.1

Melchior WańkowiczMelchior Wańkowicz  

 

Wydawnictwo Literackie 1983














Zaszczepione na reporterskim pniu

     Tytułowa Karafka Wańkowicza odbija całe spectrum barw, oświetlając nimi wszystkie zakątki świata, do których dotarł lub chciał dotrzeć Melchior Wańkowicz. Gdyby autor posiłkował się tylko elementami własnego życiorysu posiadałby wystarczające ilości materiału pisarskiego na całą swą twórczość. W urozmaiconym życiu literata czytelnik znajduje podróże po świecie, udział w wojnach światowych, pobyty w aresztach i więzieniach, różnorodne zajęcia (praca w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w Wydawnictwie „Rój” oraz na potrzeby reklamy), niemal dwudziestoletnią emigrację oraz śmierć dziecka. Melchior Wańkowicz potrafił literacką treść swoich przeżyćzaszczepić… na reporterskim pniu”. Podróżowanie w przestrzeni i czasie stanowiło dla pisarza pretekst do tworzenia niezrównanych utworów wspomnieniowo-pamiętnikarskich, reportaży historyczno-geograficznych i wojennych, esejów i felietonów oraz - jako klasę samą dla siebie – dwu tomów zatytułowanych „Karafka La Fontaine’a”. „Król Reportażu” stworzył swe opus vitae na obraz i podobieństwo „dziennikarskiej Biblii”, wychodzącej poza ramy reportażu na szerokie obszary sztuki pisania i pisarskiego warsztatu. Wielowymiarowe dzieło nosi znamiona monografii nie „wypozowując się na naukowość”, lecz pretendując do miana hołdu złożonego literaturze faktu i literackiej polszczyźnie.

Inwokacja do Języka

     Melchior Wańkowicz – mistrz gatunku zwanego reportażem literackim – podzielił się uwagami na temat obydwu części określenia tej formy. Szczegółowo opisał cechy dobrego reportażu i reportażysty, takie jak zaangażowanie, funkcjonalizm, dociekliwość, poświęcenie, osobiste doznanie, poczucie humoru. Wymienił również pojawiające się ich wady, np. indywidualne preferencje i tendencyjność, skrajne poglądy i radykalizm oraz przeładowanie treści ilością faktów lub skupianie się na faktach miałkich (ale modnych). Autor poświęcił znaczną ilość miejsca kwestiom literackim, nie ograniczając się jedynie do zagadnień reportażu, lecz pochylając się nad istotą polszczyzny, jaką posługują się polscy pisarze. Sformułował przepiękną Inwokację do Języka zwracając się do poszczególnych jego słów. Gdzie indziej apelował do twórców o „konieczności językowej świadomości”, mającej zapobiegać nadużyciom lingwistycznym, językowej niechlujności i pseudointelektualnemu bełkotowi. Wybitny publicysta zagłębiał się w rozważaniach lingwistycznych dotyczących m.in. wzbogacania języka za pomocą słowotwórstwa i zapożyczeń z języków obcych. Z drugiej jednak strony analizował potrzebę kontrolowania poprawności językowej utworów literackich oraz występował z krytyką przesadnej działalności purystów językowych. Melchior Wańkowicz wprowadził do naszego języka szereg neologizmów, takich jak światopogląd, międzyczas, międzyepoka, chciejstwo, kundlizm. Zgadzał się z poglądem, że gorzka historia Polski przesądziła o  emocjonalności, a nawet sentymentalizmie, języka polskiego. Podsumowując refleksje językowe o pięknie mowy polskiej pisarz uświadomił sobie i nam, iż zawsze i wszędzie „przełamywaliśmy się tym słowem powszednim jak chlebem”.