sobota, 3 grudnia 2016

Absurdy PRL-u

Przyjaźń polsko-radziecka - plakat Marcin Rychlewski


Vesper 2006














Absurdalna seria

     Zbiór „Absurdów PRL-u” szumnie nazwany antologią zebrał i skomentował poznański językoznawca Marcin Rychlewski. Tomem tym wydawnictwo Vesper rozpoczęło absurdalny cykl – dołączając jeszcze „Absurdy PRL-u 2” oraz ”Absurdy Polski międzywojennej”. Publikacja o „Absurdach PRL-u” adresowana do młodych czytelników, zapewne miała im pomóc rozeznać się, w skomplikowanych realiach państwa budującego socjalizm. Realizacji tego zadania służyły zgromadzone w książce przykłady niedorzecznych zjawisk charakterystycznych dla codziennego życia Polaków, jak i funkcjonujące w przestrzeni publicznej. Jednak, aby zrozumieć polityczne dowcipy z czasów PRL-u niezbędna była choć minimalna wiedza z historii Polski i orientacja w stosunkach społecznych epoki Bieruta, Gomułki, Gierka. Nieco światła na poruszane zagadnienia rzucił kończący opracowanie Indeks, z krótkimi informacjami nt. osób, piastowanych stanowisk, partii i organizacji działających w powojennej Polsce. Bez tego retrospektywnego leksykonu, kto z młodzieży potrafiłby rozszyfrować skróty: ORMO, ZOMO, NKWD, POP, WRON, TPPR, WUML? Wyjaśniono tam również wybrane pojęcia  i kuriozalne zjawiska występujące w powojennej komunistycznej Polsce, tak aby młodzi potrafili zrozumieć dowcipy:
Dlaczego wprowadzono stan wojenny? Bo nie można było wprowadzić stanu przedwojennego.”
Albo
Jaka jest różnica między wojną i stanem wojennym? Na wojnie mają prawo strzelać obie strony”.
Humor polityczny z czasów PRL-u nierzadko odwoływał się do okresu przedwojennego, gdy polskie elity składały się z przedstawicieli arystokracji i ziemiaństwa, przeciwnie niż w komunistycznej Polsce. W tym miejscu przytaczam mój ulubiony dowcip o komunistycznych elitach.
„Gośćmi na polowaniu są osobistości partyjne: Moczar, Babiuch, Kociołek, Siwak, Motyka. Przedwojenny łowczy po zapoznaniu się z listą nazwisk zapytał: Dobrze, to nagonka. Ale kto będzie z panów?”

I śmieszno i straszno...

     Dalsze rozdziały książki przynoszą fragmenty z ksiąg skarg i zażaleń, z urzędowych pism, z listów obywateli do prasy, radia, telewizji. I tu przestaje być zabawnie, pomimo, że panowało ogólne przekonanie, iż Polska jest „najweselszym barakiem w obozie socjalistycznym”. Osoby pamiętające te absurdalne czasy nie potrafią śmiać się z kartek na mięso, mleko, cukier, z wyrywanych sobie nawzajem w sklepach skarpet dla dzieci. Nie było do śmiechu ludziom stojącym dwie doby zimą na ulicy, pod sklepem meblowym, w oczekiwaniu na dostawę meblościanek!
Ale niech tam! Takie pochwały sklepów zdarzały się nad wyraz rzadko i nikt z młodych ludzi ich nie zrozumie: "Dziękuję za rodzynki, które kupiłam w tym sklepie, a nie mogłam dostać od 2 lat w całym śródmieściu".
"Personel obecny jest fachowy i miły. Odnoszę wrażenie, jakbym był obsługiwany przed wojną".
Częściej natomiast pojawiały się wpisy krytyczne, np. "Weszłam do sklepu i co widzę... Na stoisku mięsnym nie ma żadnej wędliny... Co mają jeść ludzie pracy?" lub "Proponuję organizowanie comiesięcznych narad z bufetowymi, które legitymują się negatywnymi wynikami naparów kawowych".

Kartka na mięso
Kartka na mięso
Etykieta zastępcza
Etykieta zastępcza




Coś Ty zrobił dla realizacji planu?

     W książce znajdują się i fragmenty lżejszego kalibru – są to wyjątki z instrukcji obsługi czy raportów milicyjnych. Tu rzeczywiście można się pośmiać, aczkolwiek niekiedy poziom przytaczanych wpisów jest żenujący, np. współczesna instrukcja korzystania z toalety nie jest już tak obcesowa, jak ta z okresu PRL-u, nakazująca „wyjąć całkowicie narząd moczowy”. Więcej przykładów nie będę podawać. Wolę natomiast, zacytować milicjanta dokonującego interwencji z „psem marki wilczur” czy partyjniaka korzystającego z „Uniwersalnej ściągaczki zebraniowej” (czemu odnoszę wrażenie, że i dziś stosują ją niektórzy politycy i posłowie?).
Tekst Marcina Rychlewskiego zilustrowano barwnymi i czarno-białymi fotografiami, reprodukcjami plakatów, etykiet, talonów, znaczków. Wielokrotnie modyfikowany klasyczny afisz „Coś Ty zrobił dla realizacji planu?” i inne. 

Coś Ty zrobił dla realizacji planu? - plakat propagandowy
Coś Ty zrobił dla realizacji planu? - plakat propagandowy
Młodzieży - naprzód do walki - plakat propagandowy
Młodzieży - naprzód do walki - plakat propagandowy


















Zaangażowane produkcyjniaki

     W literackiej części zbioru zamieszczono przykłady zaczerpnięte z tematów maturalnych powojnia, np. „Mickiewicz i Puszkin jako prekursorzy miłości polsko-radzieckiej”( 1950)  lub „Rozwiń słowa Władysława Gomułki: «Mickiewicz nie był i nie będzie sztandarem reakcji»”(1968). Tymczasem prawdziwe perełki można znaleźć w rozdziale „Wiersze socrealistyczne”. Wynotowałam tylko kilka fragmentów sztandarowych „dzieł zaangażowanych”. Wśród klasyków gatunku produkcyjniaków specjalne miejsce zajął Adam Ważyk:
A je tylko drgała warga,
Gdy ranną racją oliwy
Maściła, czuła kolejarka,
Tłoki lokomotywy
”.

Zaś Władysław Broniewski, żołnierz Legionów Polskich, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej potrafił napisać:
towarzysz, wódz, komunista -
S t a l i n  -  s ł o w o  j a k  d z w o n!

i dalej
Wszędzie na świecie… ludzie walczą i będą zwyciężali z imieniem STALINA.
Setki milionów ludzi wołają: STALIN! STALIN! STALIN!


A nasz ukochany twórca poezji dla dzieci, Jan Brzechwa, wzywa w wierszu:
Trzeba zwycięstwu drogę torować,
Marsz rozpoczęty, Partio prowadź!


Wiktor Woroszylski, najbardziej „pryszczaty” popełnił poemat pt. „Czuwającym w noc noworoczną” (1949/1950)
No, a czego
Mam dziś życzyć
wam,
towarzysze ze Służby Bezpieczeństwa?


Nie do wiary? A jednak tak było!

Potockiemu - Radziwiłł

     Popularyzatorski charakter antologii Rychlewskiego oraz, jak mówimy dziś, target opracowania pozwalają pozytywnie ocenić „Absurdy PRL-u” (ale nie absurdy PRL-u). Aby dotrzeć do młodych odbiorców książki autorzy muszą posługiwać się różnorodnymi środkami przekazu. Szczytny cel publikacji winien uświęcać środki, nawet, jeśli nas starszych o pokolenie od potencjalnych odbiorców lektury, pewne treści czy sformułowania rażą. Ale jest na to antidotum. Trzeba wówczas wyszukać wśród miałkich żartów, te nasze ulubione, jak np. o papierośnicy, którą się chwalił Stalin, a posiadającą wygrawerowany napis:
„POTOCKIEMU – RADZIWIŁŁ”




* zdjęcia własne z książki