czwartek, 17 grudnia 2015

Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie.

Mariusz Urbanek ur. 1960


ISKRY 2015


 

 

 

 

 

 

 

 

Bibliosfera

     Sieć mojej bibliosfery obiecująco się zagęszcza. Książka zatytułowana „Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie” osadzona jest w niej z uwagi na autora i tytuł. Mariusz Urbanek reprezentowany jest przez publikację „Genialni. Lwowska szkoła matematyczna” natomiast o generale Wieniawie opowiedział Tadeusz Wittlin w pozycji „Szabla i koń. Gawęda o Wieniawie”, a także sam bohater w zbiorze „Wymarsz i inne wspomnienia”. Obecne wydanie książki „Wieniawa. Szwoleżer…” uświetniła galeria fotografii z Wieniawą w roli głównej  oraz nad wyraz rzetelna jedenastostronicowa bibliografia przedmiotu.


Bolesław Wieniawa Długoszowski 1915
Bolesław Wieniawa Długoszowski 1915
Bolesław Wieniawa Długoszowski i Józef Piłsudski 1916
Bolesław Wieniawa Długoszowski
i Józef Piłsudski 1916



















Ułan

     Żyjący u schyłku XIX i w pierwszej połowie XX wieku Bolesław Długoszowski miał dwoistą naturę, jak chciał to pokazać autor nadając biografii tytuł „Szwoleżer na Pegazie”. Z pewnością Wieniawa był, jak mawiano,
„Pierwszym ułanem II Rzeczypospolitej”,
obdarzonym niesłychaną fantazją ułańską, o której do dziś krążą legendy zogniskowane w wybornych anegdotach, np. jak to zawitał konno do słynnej warszawskiej restauracji „Adria”. Mariusz Urbanek podsumował wiarygodność sympatycznych dykteryjek o Wieniawie: „Właściwie nie było granicy między tym, co wydarzyło się naprawdę, a tym, co było tylko legendą. Ważne żeby brzmiało wiarygodnie”.

  Dyplomata

     Bolesław Długoszowski obdarzony niebywałym  polotem, pełniąc funkcję adiutanta Józefa Piłsudskiego, działał jako żołnierz do zadań specjalnych delegowany z nietypowymi misjami o delikatnej naturze. W 1916 roku Wieniawa taktownie odmówił niemieckiemu sztabowi generalnemu przyjęcia przez Komendanta Krzyża Walecznych. Dyplomatyczny geniusz Bolesława Długoszowskiego wielokrotnie regulował stosunki Polski z przedstawicielami ościennych krajów Europy.


Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski 1932
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski 1932
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski 1938
Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski 1938


















Wódz

     Wieniawa Mariusza Urbanka jawi się czytelnikowi jako miłośnik kobiet, koni i koniaku, bywalec salonów i kabaretów oraz twórca najsłynniejszego bon mota:
Skończyły się żarty, zaczęły się schody”.
Ale Wieniawę Urbanka należy zapamiętać nade wszystko jako oddanego przyjaciela i lojalnego rzecznika Józefa Piłsudskiego, który na początku 1914 roku w Paryżu, zmienił dyplomowanego lekarza i potencjalnego malarza w najwierniejszego żołnierza Rzeczypospolitej. Sam Wieniawa określił to zdarzenie słowami:
„Od dziś uważam się naprawdę za żołnierza, bo nareszcie mam Wodza”.

Pegaz

     Autor biografii w mistrzowski sposób przybliżył czytelnikowi podstępy i fortele w stylu Zagłoby, bohatera ulubionego pisarza Wieniawy – Henryka Sienkiewicza, w których specjalizował się Pierwszy Ułan. Pisarz, zastępując wierzchowca Pegazem, chciał zwrócić uwagę  na niezmiernie uduchowioną część natury Bolesława Długoszowskiego. Ten
„Ulubieniec Cezara i bożyszcze kobiet”,
jakim obwołał Ułana Antoni Słonimski, jeździł do Berlina i Paryża uczyć się malarstwa, ale również tworzył wiersze, piosenki, pisał książki, a przede wszystkim tłumaczył literaturę obcą, znał przecież sześć języków. Wszystkie swoje talenty, umiejętności i wiedzę oddał Wieniawa na służbę Polsce. Jego żarliwy patriotyzm najpełniej wyraziła reakcja na oburzenie Sienkiewicza spowodowane informacją, że legioniści bratają się z Niemcami przeciw Moskalom. Wieniawa odrzekł:


Wieniawa na balu sylwestrowym w kasynie 1 Pułku Szwoleżerów 1931
Wieniawa w kasynie 1 Pułku Szwoleżerów 1931
Wieniawa wśród poetów w cukierni 1931
Wieniawa wśród poetów w cukierni 1931














Apokalipsa

     Mariusz Urbanek sięga do źródeł patriotyzmu  Bolesława Długoszowskiego stwierdzając: „W snutych wieczorami opowieściach trwała legenda świetności odebranej ojczyzny, pamięć o bohaterskiej przeszłości przodków, którzy ginęli za Polskę, gdy przyszedł ich czas, choć już nawet nie mogli pamiętać jej wolnej”. Bolesław Długoszowski poznał wolną Polskę, tym trudniej było mu pogodzić się z apokalipsą września 1939 roku. Życie tego bohatera tragicznego skończyło się tak, jak musiało, bowiem „Wieniawa umiał odróżnić swoje osobiste sentymenty od polskiej racji stanu, wymagającej wówczas zwartej postawy Polaków zgromadzonych przy symbolu walki o niepodległość Polski”, a w konsekwencji „Musiał zmienić poglądy i zerwać ze swoim środowiskiem, aby pozostając wiernym honorowi żołnierza – oddać się pod rozkazy przeciwnikowi Marszałka”.

Wyjazd Wieniawy do Rzymu jako ambasador Polski 1938
Wyjazd Wieniawy do Rzymu jako ambasador Polski 1938
Wieniawa jako ambasador RP we Włoszech 1938
Wieniawa jako ambasador RP we Włoszech 1938














Samobójstwo?

     Autor w emocjonującym stylu namalował nieśpieszne gęstnienie atmosfery wokół Wieniawy, szczególnie po jego nominacji na urząd prezydenta Rzeczypospolitej 25 września 1939 roku. Nastrój biografii poważnieje, gdy osaczony i opuszczony Wieniawa udał się do Nowego Jorku, aby doprowadzić do nieszczęśliwego zakończenia swój nieprzeciętny żywot, bowiem
Są konflikty tragiczne, za które płaci się samobójstwem”,
tak konstatował Antoni Słonimski, natomiast Kazimierz Wierzyński zanotował:
 „Wybrał ziemię nie naszą i brzozę nie swojską,
Obcy cmentarz i obce żegnało go wojsko.”     
     Szwoleżer dosiadający Pegaza pozostawił po sobie przejmujący wiersz napisany kilka lat wcześniej (1935?), a stanowiący swoiste resume niezwykłego życia. Zachowałam w pamięci szczególnie ostatnią strofę poematu…
A może to nie było samobójstwo?...

Ułańska jesień
Przeżyłem moją wiosnę szumnie i bogato
Dla własnej przyjemności, a durniom na złość,
W skwarze pocałunków ubiegło mi lato
I szczerze powiedziawszy – mam wszystkiego dość…
Ustrojona w purpurę, bogata od złota
Nie uwiedzie mnie jesień czarem zwiędłych kras,
Jak pod szminką i pudrem starsza już kokota,
Na którą młodym chłopcem nabrałem się raz.
 

A przeto jestem gotów, kiedy chłodną nocą
Zapuka do mych okien zwiędły klonu liść,
Nie zapytam o nic, dlaczego i po co,
Lecz zrozumiem, że mówi: „no, czas bracie iść”.
 

Nie żałuję niczego, odejdę spokojnie,
Bom z drogi mych przeznaczeń nie schodząc na cal
Żył z wojną jak z kochanką, z kochankami – w wojnie
A przeto i miłości nie będzie mi żal…
 

Bo miłość jest jak karczma w niedostępnym borze,
Do której dawno nie zachodził nikt,
Gdzie wędrowiec wygodne znajdzie czasem łoże,
Ale – własny ze sobą musi przynieść wikt.
 

A śmierci się nie boję – bo mi śmierć nie dziwna
Nie siałem na nią Bogu nigdy nudnych skarg
Więc kiedy z śmieszną kosą stanie przy mnie sztywna
W dwu słowach zakończymy nasz ostatni targ.
 

W takt skocznej kul muzyki, jak w tańcu pod rękę
Włóczyłem się ze śmiercią całkiem, za pan brat”
Zdrową głowę wsadzałem jej czasem w paszczękę,
Jak pogromca tygrysom, którym wolę skradł.
 

A potem mnie wysoko złożą na lawecie
Za trumną stanie biedny sierota mój koń
I wy mnie szwoleżerzy do grobu zniesiecie
A piechota w paradzie sprezentuje broń.
 

Do karnego raportu przed niebieskie sądy
Duch mój galopem z lewej, duchem będzie rwał,
Jak w steeplu przez eteru przeźroczyste prądy
Biorąc w tempie przeszkody z planetarnych ciał.
 

Ja wiem, że mi tam w niebie z karku łba nie zedrą,
Trochę się na mój widok skrzywi Święty Duch,
Lecz się tam za mną wstawią Olbromski i Cedro,
Bom był jak prawy ułan: lampart, ale zuch.
 

Może mnie wreszcie wsadzą w czyścu na odwachu
By aresztem… o wodzie spłacić grzechów kwit,
Ale myślę, że wszystko skończy się na strachu
A stchórzyć raz – przed Bogiem – to przecie nie wstyd.
Lecz gdyby mi kazały wyroki ponure
Na ziemi się meldować, by drugi raz żyć
Chciałbym starą wraz z mundurem wdziać na siebie skórę,
Po dawnemu… wojować… kochać się… i pić.



* zdjęcia nac.gov.pl